gaja9
05.03.05, 18:33
Witam,
chciałabym się z Wami podzielić moimi nieprzyjemnymi odczuciami dotyczącymi
wczorajszej wizyty na Solcu, jest to o tyle przykre że zamierzam tam rodzić co
mnie nieco zniechęciło do tego pomysłu. Jestem 2 dni po terminie, dlatego
zgodnie z dostępną mi wiedzą udałam się do szpitala na ktg, żeby sprawdzić czy
wszystko jest OK. Zostałam potraktowana conajmniej jak uczniak albo
przewrażliwiona, panikująca kobieta. Moja koleżanka rodziła tam 11 miesięcy
temu i normalnie robiono jej ktg, nawet dzień po terminie(codziennie lub co
drugi dzień), trafiłam na jakiegoś takiego dziwnego lekarza, który stwierdził,
że powinnam się zgłosić 7 dni po terminie i wcale nie jest powiedziane, że
mnie zostawią bo poród indukują dopiero po 12 dniach. A czy ja powiedziałam że
chcę się położyć? Raczej chyba każdy, jeżeli nie ma takiej konieczności woli
spać we własnym łóżku, odpoczywać w ciszy, a pobyt w szpitalu ograniczyć do
niezbędnego minimum, tym bardziej, że spędziłam tam noc 2 tygodnie temu i mimo
dobrej opieki nie wspominam tego milo. Szpital zawsze pozostanie szpitalem.
Ostatecznie po wewnętrznym badaniu poszliśmy na górę i położna podłączyła mnie
pod ktg.
Niestety z zapisem musiałam udać się do owego lekarza, który jasno dał mi do
zrozumienia, że nie potrafię odczytać sygnałów zbliżającego się porodu. Aż
mnie zatkało bo to nie o to przecież chodziło tylko o sprawdzenie tętna.
Powiedział, że teraz powinnam, tak jak wcześniej wspomniałam, pojawić się
dopiero 7 dni po terminie, czyli w moim przypadku w środę, 9 marca. Gdy
zapytałam czy teraz nie robi się zapisów ktg co 2 dni, powiedział, że nie ma
takiej potrzeby.
Tak się zdenerwowałam, że po rozmowie zaczął mi odchodzić czop i mój mąż śmiał
się, że będziemy za chwilę wracać, ale na razie cisza.
Zasadniczo jest to interesujące bo jak leżałam na patologii 2 doby to zapisy
były robione co kilka godzin.
Rozmawiałam dzisiaj ze znajomą, która właśnie odbywa praktykę na ginekologii
na Karowej i była zdziwiona, a nawet przerażona podejściem lekarza,
powiedziała, że jest ono niezgodne z etyką lekarską bo mimo, iż termin porodu
jest terminem orientacyjnym, to każda ciąża po nim powinna być monitorowana.
Niestety, mądry Polak po szkodzie, konkluzje przychodzą później, właściwie
powinnam zażądać stwierdzenia na piśmie, że monitorowanie co drugi dzień jest
rzeczą zbędną i ten pan ponosi pełną odpowiedzialność jeżeli coś stanie się
mojemu dziecku. Ostatecznie jak śpimy możemy nie zauważyc jakiś nieprawidlowości.
Szpital ma dobrą opinię, ale zawsze się trafi jakaś czarna owca.
Chciałam się dowiedzieć czy ktoś miał podobne "przygody" po terminie czy tylko
ja mam takiego pecha.
Powinnam się stawić w środę, mam nadzieję, że do tego czasu albo urodzę albo
nie będę miała tej wątpliwej przyjemności ponownego spotkania z tym panem.