aure11
24.05.05, 14:07
Dziele sie swoimi doswiadczeniami, moze komus sie przyda
Zdecydowalam sie rodzic w szpitalu im. Madurowicza bo tam pracowala moje lekarka i ona mnie namowila na porod tam. Pomimo wielu niedogodnosci powszechnych dla polskich szpitali w skrocie moge powiedziec o pobycie tam ze POLECAM, drugi raz tez bym wybrala ten sam szpital. A zaznaczam ze za nic nie placilam, a mojej lekarki nie bylo przy porodzie. Rodzilam najpierw 8 godz. na porodowce, a potem zrobili mi cesarskie ciecie.
Najpierw o samym pobycie na porodowce. Jest 5 sal pojedynczych, zadnych zbiorowych, porod rodzinny bezplatny. Maz moze byc przez caly czas, nawet przy cesarskim cieciu. Moja lekarka wczesniej zapewniala mnie ze moge niewyrazac zgody na golenie, lewatywe i studentow (a kreca sie tam caly czas bo to klinika Uniwersytetu Medycznego). Nie wiem jak to w praktyce wyglada, bo golenia nie potrzebowalam (przyjechalam do porodu juz „gotowa”

, lewatywe nawet sama chcialam, a na studentow nie zwracalam uwagi zamroczona bolem. W dniu porodu ( a wlasciwie w nocy) odeszly mi w domu wody i pojechalam na porodowke. Po przyjezdzie na porodowke podlaczyli mnie do KTG, i tak juz zostalo do konca porodu – w sumie 8 godz. z malymi przerwami na lewatywe i prysznic, lezenie non stop bylo bardzo niewygodne i generalnie utrudnialo porod, tak czulam. 2 ostatnie godziny przelezalam pod oksytocyna, nie pozwolono mi wstac i chodzic. Nawet nie wiem czy mieli tam jakies pilki i worki sako. Teoretycznie znieczulenie zzo jest w tym szpitalu darmowe, w praktyce za darmo sie go nie dostanie wcale. Chyba ze sie wczesniej zamowi i zaplaci anestezjologowi. Ja w trakcie porodu prosilam o znieczulenie zewnatrzoponowe, ale powiedziano mi ze w moim przypadku to niemozliwe (nie mialam wogole rozwarcia). Po tych 2 ostatnich godzinach bezowocnych skurczy zdecydowano o cesarskim cieciu z powodu braku postepu porodu co przyjelam z wielka radoscia. Cesarke mialam wykonana w znieczuleniu zzo, maz byl przy mnie.
Podsumowujac porod – polecam ten szpital bo nie ma tam absolutnie parcia na porody naturalne. Wyznaja tam zdaje sie filozofie dmuchania na zimne (zwlaszcza po glosnej sprawie smierci noworodkow) i jesli tylko sa przeslanki ze porod silami natury moze sie skomplikowac to robia cesarke. Nie przetrzymuje sie rodzacej w mekach przez kilkanascie lub wiecej godzin w nadziei ze moze jednak jakims cudem naturalnie urodzi. I z tego co wiedzialam to robi sie tam cesarek naprawde duzo. Ale przeciez zawsze moznasie uprzec na porod naturalny i nie podpisac zgody na cc jesli sie jest goraca zwolenniczka takiego rodzenia. Jestem jednak przekonana ze pracuja tam najlepsi specjalisci. Na porodowce rzadzi niepodzielnie „Ordynatorowa” (nota bene super babka i swietny fachowiec) – my pacjentki tak o niej mowilysmy, chociaz formalnie ordynatorem jest prof. Laudanski, ale on sie tam wogole nie pojawia. Wszystkie decyzje od podania oksytocyny po wykonanie ciecia naleza do niej, jesli sie trafi na jej godziny pracy.
Cesarka wyglada tak, ze schodzi sie caly zastep lekarzy wlacznie z Ordynatorowa i kilkoma studentami. Jeden lekarz operuje a reszta patrzy mu na rece. U mnie w trakcie cesarki na sali operacyjnej bylo okolo 20 osob.
Opieka po cesarce – rewelacyjna. Przez ok. 24 godz. po cesarce lezy sie na 4 pietrze, na tym samym tez sa „przetrzymywane” dziewczyny tuz przed porodem. Juz kilka godzin po operacji przyniesiono mi dziecko na pare minut zebym mogla je zobaczyc i przytulic, nie naciskano na karmienie, zreszta to nawet nie byloby mozliwe. Wszystkie polozne i pielegniarki super opiekuja sie poloznicami. Pozniej wedruje sie na 3 pietro, na oddzial noworodkowy.
Jesli chodzi o pobyt na noworodkowym, to oceniam go troche gorzej. Obiektywnie mozna stwierdzic ze warunki sa tragicznie, ale relatywnie w porownaniu z innymi szpitalami nie wypada tak zle. Jedna lazienka na caly oddzial, lozka ktore sa narzedziami tortur – hamaki na matalowej ramie. Zdrowy czlowiek mialby problem zeby z takiego wstac, a co dopiero po operacji brzucha. Zaduch okropny, kaloryfery na full, a okna nie da sie otworzyc. Przeszkadzaly mi bardzo tlumy odwiedzajacych. Sale sa male, po 3 lozka + lozeczka dzieciece, i jak do kazdego przyszly po 2 osoby to robil sie niezly tlum. W takich warunkach trudno o intymnosc. Musialam odciagac pokarm elaktrycznym laktatorem, ktory wygladal jak dojarka, w obecnosci mezow, cioc i wujkow innych pacjentek, to bylo upokarzajace. Bardzo by sie w takiej sytuacji przydal oddzielny pokoj laktacyjny na oddziale, ale nikt o tym nie pomyslal.
Jesli chodzi o opieke to polozne byly uprzejme i mile, chociaz o pomoc trzeba samemu prosic. Nie uslyszalam zadnej przykrej uwagi pod adresem pocjentki ze strony personelu. Dzieci po cesarkach sa dokarmiane mieszanka i dopajane woda z glukoza. Nikt mnie o to nie pytal, chociaz nie mialam nic przeciwko temu, i tak nie mialabym sily karmic po cesarce. Dziecko na sale dostalam w 3 dobie po porodzie, ale zdarzalo sie ze polozna zabrala mi je na noc na moja prosbe jak juz nie moglam sobie poradzic. W przeciwienstwie do innych szpitali nie panuje tam terror laktacyjny i nikt z dokarmiania nie robi problemu. Warto skorzystac z pomocy pielegniarek laktacyjnych i poloznych w zakresie techniki karmienia piersia bo chetnie sluza pomoca, a po wyjsciu ze szpitala za takie instrukcje trzeba niestaty juz placic. Zeby zbytnio nie przeslodzic z tymi pochwalami to dodam ze wg mnie poloznych na oddziale jest za malo Jak byl obchod, lub cos sie dzialo, to zdarzalo sie ze nie bylo do pomocy ani jednej poloznej, a ja potrzebowalam butelki z mieszanka bo dziecko plakalo z glodu.
Generalnie tak jak napisalam wczesniej po Madurowiczu mozna spodziewac sie szpitalnych niedogodnosci, cudow tam nie ma, ale wg mnie najwazniejsze rzeczy sa zapewnione tzn. nie ma nacisku na porody naturalne, nie ma terroru laktacyjnego, lekarze sa kompetentni a polozne mile. I to tyle.