katarzynka44
15.11.05, 20:29
Największa pomyłka w moim życiu przy wyboże szpitala!!!!
Trafiłam do szpitala wieczorem z odchodzącymi wodami z izby przyjęć trafiłam
na salę przedporodową gdzie miałam czekać na skurcze i rozwarcie.Męża nie
wpuszczono do góry ponieważ przyjechał firma która poleruje podłogi -
pojechał do domu. Wody wciąż odchodziły. Spędziłam tam całą noc. Następnego
dnia rano zostałam brutalnie zbadana w obecności masy studentów. Około
południa zostałam podłączona pod kroplówkę z oxytocyną (środek na wywołanie
skurczy)Pomimo tego że opłaciłam poród rodzinny trafiłam na salę ogólną gdzie
jest kilka stanowisk do rodzenia. Sala wygląda strasznie jest nieprzyjemna
wygląda jak salaw lecznicy dla zwierząt. Łóżka stare niewygodne, czekałam tam
wciąż na surcze, nikt się mną tam nie zainteresował oprócz trzech
sympatycznych studentek które naprawdę były pomocne mi.Z wielką łaską
wpuszczono męża na salę. Czas płynął zaczęły się skurcze a lekarze wciąż
twierdzili że nie ma odpowiedniego rozwarcia. Gdy rozpoczęły się skurcze
przypomnieliśmy że mamy opłacony poród rodzinny i chcieli byśmy trafić na
salę rodzinną która była w tym czsie wolna - nikt na to nie zareagował kazali
nam wciąż leżeć w sali ogólnej. Z godziny na godzinę skurczę się nasilały
lecz KTG ich nie rejestrowało. Tak minął cały dzień, zeszły mi już wszystkie
wody a mnie cofnięto na salę przedporodową gdyż uznali że nie ma
odpowiedniego rozwarcia. Gdy trafiłam na salę przedporodową skurcze się
nasiliły że trudno było mi spokojnie uleżeć w miejscu bez wydawania
jakiegokolwiek dzwięku. Gdy poszłam zgłosić to położnej ona kazała chodzić mi
po korytarzu i iść pod prysznic. Prysznic nie pomógł więc poszłam ponownie,
zabrano mnie na badanie które przeprowadzał beznadziejny lekarz - było bardzo
bolesne, zaraz po nim zaczęłam krwawić - BYŁO TO JUŻ PO ROZPOCZĘCIU
ODCHODZENIA WÓD!!! Zdesperowana i zapłakana zadzwoniłam po męża, któremu
kazano jechać do domu. Mąż przyjechał jak najszybciej się dało i rozmawiał z
lekarzami. Byli bardzo nie sympatyczni i twierdzili że panikuje. Po
interwencji męża przewieziono mnie na salę porodową ogólną ( o rodzinnej znów
przypomniano położnej która powiedział że na razie mam leżeć tutaj) Skurcze
byłu już tak silne że krzyczałam z bólu, mąż trzymał mnie za ręke i starał
się pomóc lecz był bezsilny. Zrobili mi kolejne badanie - ciągły brak
rozwarcia. Gdy mąż udał się do lekarza w sprawie znieczulenia i pytaniem czy
dziecku nic nie grozi(np. niedotlenienie) usłyszał - "Przecież kobiety rodzą
bez znieczulenia" i dziecku nic nie grozi, w tym momencie nie wytrzymał i
przez rodzinę uruchomił znajomości. Po bardzo krótkiej chwili przyszedł do
nas inny lekarz był zdziwiony że skurcze są tak silne a maszyna ich nie
rejestruje. Zrobił kolejne badanie i po stwierdzeniu za małego rozwarcia
bardzo szybko zadecydował o cesarce.(Zastanawiał się dlaczego lekarz obecny
na dyżuże nie interweniował po tak długim czasie od odejscia wód - 27
GODZIN!!! Po zabiegu zostałam odwieziona na salę pooperacyjną i tam
dochodziłam do siebie a zabieg był szybki i sprawny. Z sali pooperacyjnej
trafiłam na 5p.(noworotki aseptyczne).
Na tym oddziale nie było tak tragicznie , lecz nikt o niczym nie informował
ani niczego nie uczył , po 4 dniach wyszłam z maleństwem do domu. Po
otrzymaniu książeczki dziecka dowiedziałam się że urodziło się z
NIEDOTLENIENIEM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wniosek taki dajcie sobie spokój chyba że lubicie cierpieć lub kogoś tam
znacie.
Nigdy nikomu nie polece tego szpitala. A na dokładkę na 5p. został mi
skradziony telefon komórkowy z jednoosobowej sali gdy wyszłam do toalety.
DZIEWCZYNY SZUKAJCIE WSRÓD INNYCH SZPITALI( historia z listopada)
W teksie celowo nie wymieniałm nazwisk lekarzy i położnych.