262626kj
08.03.06, 13:30
Gdy byłam w ciąży z utęsknieniem czekałam na swojego synka.Głaskałam swój
brzuszek i cieszyłam się jak rośnie.Momentami płakałam z radości.No ale do
rzeczy.Ciąże znosiłam doskonale.Zbliżal sie ternin.Lekarz prowadzący do
krórego chodziłam prywatnie (ze wzgledu ze był wice ordynatorem w szpitalu w
razie czego jak trafie do szpitala to bede mieć dobra opieke_)stwierdzł ze
głowka jest dosc wysoko więc odesłał mnie do domu ,miałam przyjść za dwa dni
i wtedy sie okaze.Znowu nic.Za dwa dni znowu kontrola.Jestem znowu(PIĄTEK) nic
ale jest wyznaczony termin do szpitala za 3 dni.We ŚRODE idę do
szpitala.hurra!Spakowana,wszytko musi być dograne,dom wysprzątany,ogółem blysk
(nawet garnki wyszorowałam).No i jeszce testy zdać we wtorek na prawo jazdy i
mogę isc.Zdałam testy jazde oblałam chyba z nerwów.Instruktor był przerażony
jak mnie zobaczył z takim wielkim brzuchem. A to wina męża bo namówł mnie na
jazdę.No ale testy do przódu.WRACAM DO DOMU.Jest wtorek w telewizji tylko
śmierć papieża.KRĘCI mnie w brzuchu skurcze co 40 minut ,przeszywające.PEWNIE
TO już nie długo 0 10 wieczorem jedziemy zapalić świeczke w miejscu gdzie
papież był w naszym mieście.Wszedzie panuje dziwna i niezwykła cisza.Ja jestem
spokojna ,modlę sie o łatwy poród.W domu ok.12.30 odeszły mi wody.Lecę do
łazienki by w łożku nie była powódz.Zbieramy sie do szpitala.Oboje jedziemy
zaskoczeni tym co nas czeka,śmiejemy się po drodze.Rozwarcie na 1
palec.Zostaje sama ,mąż wraca do domu.I tu zaczyna sie koszmar.Jestem sama na
sali .Kazali sie położyć i spać.Podpięli mnie pod ktg.Jak moge spać jak
skurćże po 10,15 minut.Głucho i ciemno świecą sie tylko ciemne śiatła.Jestem
trochę przestraszona,nie moge leżeć.Ciąle wymiotuje i chce mi sie pić.Zaraz
bedzie dzień zagląda do mnie położna z porodówki bo słyszy jak chodze bez
przerwy do kibla.Póżniej jest lekarka opieprza mnie że przyjechałam po
terminie.Po co miałam przyjezdzać jak moj gin nie kazał. .Rano dowiaduję sie
,że nie ma mojego lekarza prowadzącego ,wyjechał za granice na kilka
dni.ZAŁAMUJE SIE.Położna ,która ma dużur widzi żę jestem żle nastawiona do
porodu .Pociesza mnie i trochę sie dziwi że nie cieszę sie że za chwile będę
miała dziecko.A ja mam dziwne przeczucia i mówie sobie w duchu że nie bedzie
to jak wy to mówicie ,przecież nie darmo moj gin wspominał o cesarce.Nie
powiedział mi ze wyjezdza jak mogł.Mam wrażenie że nie urodzę.Nie ma postępu
porodu.Centymetr rozwarcia to jest kilka godzin męki,wymiotów, w tym bóle
krzyżowe. Nie mogę chodzić ,każą mi isc na usg.,idę i czekam w kolejce choć
zwijam sie z bólu i też sie zwijam w czasie usg.Lekarz mówi ,że powinno sie
urodzić ma mała głowkę.Nie wiem dlaczego to mówi ale wracam na sale
porodową.Mija cały dzień jest na 4 palce.Diewczyny wszystkie
urodziły.Zostałam tylko ja.Może urodzę w nocy pocieszam się.Akcja porodowa
wciąz taka sama skurcze co 5, 10 minut cały czas.Jest wieczorem mój mąż wraca
z pracy.Idzie do lekarza dyżurnego do położnego .Jestem na porodówce dostaje
kroplówke 1 i 2.nic i tak jestem do 1 w nocy.Powtrzymuje sie żeby nie słychać
było mojego jęku,gdy słychąć jest mi głupio ,położne wpierniczają ciastka i
piją kawe.CZEKAM z litośćia by mnie zbadać ,może coś ruszyło.Może jest
centymetr wiecej .Jestem podłamana co bedzie jutro.Lekarz o piewrszj w nocy
,mowi ze bedzie cesarka ale na to musi wyrazić zgode ordynator i rano czeka
mnie to samo czyli kroplówka ,az urodze sama bo tak napewno zrobi
ordynator.Jest rano.Trwoga do Boga.Ordynator mnie bada.Rodzić do końca ,na
porodówkę.Jestem na niej znowu .Obok jest kobitka strasznie się drze i
krzyczy,że wszyscy mają dosyć( od 7 rano do 13.)Boję sie naprawde sie
boję.Patrzę na kroplówke ile z niej ubywa ,może po niej urodzę .Czas powoli
mija .Mąż w pracy ,już jestem zła na niego że tu go niema i że go mi
brakuje.Mam złośliwą położna ,opiernicza moją sasiadkę która tak sie darła
.Mija ranek ,południe.wymiotuje juz zieloną wodą chociaż nie wiem co to
znaczy.Salowa patrzy na mnie dziwnie.Ne moge leżeć, pilka mnie ratuje.Boże
kiedy to sie skońćży .Kiedy ordynator podejmnie jakąś decyzje.CO MA BYĆ
DALEJ.Jest 13 godzina.Lekarze krećą sie po sali.Zjawia sie pani doktor która
przyjmowała mnie na odział.Boże dziekuje żę ja przysłaleś .Nie podoba sie
KTG.Położna sie jakoś tłumaczy ,ze jest sprawdzanE.ROBI SIE SZUM.Mam lezeć
spokojnie przez 15 minut by wyszło ktg.Ja już nie mogę.Nie mam skurczy tylko
bóle.boli jak cholera ,az ciezko mnie zbadać. Jeden lekarz szerpie moja macice
mysli ze ruszy ,przecież widać ze dzieciątko sie inaczej ułożyło,sama to czyje
gdy klade reke na brzuchu. Dzwonia do ordynatora. Upiera sie.Lekarka ze upiera
sie ze co on wyrabia.Jednak jest cesarka.Wokól mnie pełno ludzi ,raptem trzy
pielęgniarki,zdzierają ze mnie koszule wszytko dzieje sie tak szybko że nie
zdązyłam zadzwonić do męża.Anestezjolog pyta mnie coś tam,pytam dlaczego mam
mmieć znieczulenie ogólne,bo tętno dziecku spada.Po minucie jestem na sali
operacyjnej.Było mi wszytko jedno co ze mną zrobia niech to sie skończy,miałam
dużo siły ale psychicznie byłam wykończona.Nawet nie pomysłam wtedy o moim
dziecku.Synuś urodził sie w czwartek o 14.10 miał 60 cm.wazył3900 dostal 10
p.Po zabiegu byłam w lekkim szoku,strasznie słaba i oszołomiona po
narkozie.Straszna suchośc w gardle ze usta mi popękały ,kurcze nie moge
mówić.Jest mój mąż przyjechał zaraz tylko gdy ja miałam cesarke.Ma łzy w
oczach.Już wiemn wszytko,jak wygląda mój synek.Że jest śliczny ,cudowny.
Pielęgniarka mi go przynosi .CUDO.Nie moge go karmić nie mam jeszce
pokarmu,ale jest ze mną .Widze jaki mąż jest dumny i szceśliwy .JA też. Tylko
dzisiaj wydaje mi sie że nie byłam w takiej euforii jak inne mamy gdy pierwszy
raz zobacza swoje dziecko,ze przyjełam go oschle i z tego powodu mam
wyrzuty.Nie płakałm jak bóbr dlaczego nie umiem sobie tego odpowiedzieć? Gdy
tak to rozważam to myśle że mój organizm nie uwierzył w to ze urodziłam
dziecko i ze gdybym urodziła naturalnie to było by inaczej.kTO TO
WIE?Momentami to było tak ,że to nie jest moje dziecko ,że ja nim sie tylko
opiekuje,ze go nie kocham tak mocno jak to sobie wyobrażałam.Nie czułam ze to
małe stworzonko było we mnie.Mały leżał ze mną w szpitalu 7 dni.Był na
obserwacji.Okazało sie że był zakażony.Miał zatkany nosek w nim zielona
flegma,która była też na drogach odechowych.Strasznie sapał i na dodatek miał
wiotkość krtani.Boże co ja przeżyłam.Gdy go karmiłam męczył sie strasznie az
mu piszcało w oskrzelikach.Nie mogłam mieć go przy sobie .Dzień po cesarce
poszłam o własnych siłach zobaczyć go jak lezy pod
obserwacja.Ryczałam.Zobaczyła maleństwo ,leżał na brzuszku do buzi leciała mu
inhalacja i wtedy tak załośnie sie na mnie popatrzył wiedział ze to jego mama
przyszła do niego.Wygłaskalam go.Był dzielny.Krzyczał pielegniarkom jak go
odwoziły od mnie.Najgorsze było czyszczenie nosa.Jak która pielegniarka
kiepsko to zrobiła to synuś dalej sapał.Nacierpiało sie to moje dziecko.Bałam
sie żeby jego stan sie nie pogorszył , bo straszyłi mnie pediatrzy że moze
pojśc na płuca.Pielęgniarki ,które zajmowały sie moim synkiem i innymi
maluchami też niektóre były zołzy.Wredne i niemile z wyjąkami.Miałam z nimi
przeprawe bo synka trzeba byłoz powrotem odprowadzać na obserwację.Jak
zaprowadzałam go w nocy po karmieniu to nie ktÓre zaspane wychodziły albo na
boso jak zbudziłam.NAJGORZEJ JEST jak sie nie ma dziecka przy sobie to nie
jesteś pewna co z nim sie dzieje.Póżniej synka na 4 dni przed wyjsciem do domu
mogłam mieć przy sobie,znowu zrobił sie problem bo w nocy pielegniarka kiepsko
wyczysciła noS mojemu dziecku i pani ordynator stwierdziła ze sie pogorszylo z
mojej winy bo tego nie zglosiłam,i znowu dziecko bedzie tylko na karnienie
przyprowadzanei w nocy tez.Wiec robie tak jak mi każa .Przyprowadzam synka w
nocy do pielegniarki a ta ze dziwieniem i łaska go bierze.Rano leci do mnie
młoda lekarka chyba w imieniu pani ordynator po co ja przy