stara_dominikowa
31.05.06, 14:15
Wiele się mówi o tym, jak wspaniale, że teraz dziecko po urodzeniu jest cały
czas z mamą. Sprawa wygląda niejednoznacznie. Po ciężkim porodzie zakończonym
kleszczami o godz. 23-ej trafiłam na salę poporodową wyczerpana. Nie miałam
siły usiąść, o podniesieniu się z łóżka nie było mowy. Byłam szczęśliwa, ale
marzyłam o odpoczynku i regeneracji sił. Tymczasem opieka nad noworodkiem,
pierwszym dzieckiem wymaga choćby podstawowej sprawności. Absolutnie nie
popieram narzuconego z góry odbierania dzieci i "przechowywania" ich w sali
noworodków z krótkimi przerwami na karmienie. Naturalna pielęgnacja to
oczywiście bliskość matki. Powrót do czasów kiedy matka była z dzieckiem od
początku - w warunkach szpitalnych jest rozwiązaniem niedopracowanym. Rodząc
przed laty w domu, kobieta otoczona była rodziną. W szpitalu zdana jest na
siebie. Czy istnieją rozwiązania pośrednie? Rodziłam na Solcu. Ciekawa jestem
co o tym sądzicie? Czy to tylko moje odczucia?