przepisy dot odwiedzin - Poznań Polna

13.06.06, 09:07
Co sądzicie o przepisach dotyczących odwiedzin w tym szpitalu?
Wygląda to mniej więcej tak, ze w godzinach przedpołudniowych praktycznie nie
wolno nikomu z zewnątrz kręcić się po szpitalu. Wchodzić można tylko w
wyznaczonych godzinach, czego bardzo skrupulatnie pilnuje ochrona. I bardzo
dobrze.
ALE jeśli chodzi o oddziały, na których leżą matki z noworodkami, wydaje mi
się to absurdalne. Mój mąż pracuje własnie w godzinach kiedy są odwiedziny.
Przed południem chciał zobaczyć dziecko, więć uprosił pewnego lekarza, ze pod
pozorem prywatniej konsultacji, wejdzie na kilka minut na oddział. Został
niestety wyrzucony przez ochronę jak tylko pojawił się na sali, bo "to nie
pora odwiedzin". (nie muszą chyba pisać jak bardzo potrzebna jest obecność
bliskiej osoby kiedy jest się po porodzie w kiepskim stanie fizycznym i
psychicznym). Natomiast kiedy nadeszła wreszcie pora odwiedzin na salę
zaczęły napływać tłumy ciotek, kuzynek itp które przyszły oglądać dzieci
moich sąsiadek. Na trzyosobowej sali pojawiło się nagle 9 osób odwiedzających
w tym tylko jedna w fartuchu ochronnym i trzy w ochraniaczach na obuwie.
Myślałam, ze mi serce pęknie - mój mąż nie mógł nawet przytulić naszej
dzidzi a ja musiałam znosić obecność tych wszystkich obcych ludzi, którzy
mieli w nosie bezpieczenśtwo mojego dziecka i nie raczyli nawet założych
odpowiedniego stroju. Nie mówiąc już o tym, jak skrępowana czułam się ich
obecnością - ja w koszulinie do kolan, z podpaską miedzy nogami, z piersiami
na wierzchu (bo pęknięta brodawka i karmienie nie wychodziło) a tu wszyscy
się gapią, bo to ciekawe widowisko ...
Wszystkie zgodnie na sali stwierdziłysmy po tej procesji (nawet te
odwiedzane), że o wiele mądrzej byłoby, gdyby rozszerzyć godziny odwiedzin na
tym oddziale (powiedzmy od 9 do 20), ale ograniczyc ilość osób odwiedzjących
do jednej. Byłoby to bardzo wygodne i mniej krępujące.
Obawiam sie jednak, ze prośby czy nawet petycje mam niewiele tu zdziałają.
Ciekawa jestem jednak waszych opinii na ten temat.

Pozdrawiam

Alicja
    • kocia181 Re: przepisy dot odwiedzin - Poznań Polna 13.06.06, 10:19
      Droga Alicjo. Ale liczba osób odwiedzających jest ściśle określona i na
      odwiedziny na sali muszą wyrazić zgodę współpacjentki. Dlaczego się nie
      odezwałaś. Do zasad panujących w szpitalu masz zastreżenia, i za wszystko
      winisz szpital, ale w swojej sprawie się nie odezwiesz. Co do godzin odwiedzin
      to wyobraź sobie, że w szpitalach się też pracuje. I zabiegi, wizyty lekarskie
      itp rzeczy wykonywane są w godzinach dopołudniowych, kiedy nie ma
      przeszkadzających( w pracy)odwiedzających.Trudno jest wszystkim dogodzić ale
      samemu też trzeba czasami pomyśleć.
      • earl.grey Re: przepisy dot odwiedzin - Poznań Polna 13.06.06, 11:27
        przepisy dot. odwiedzin na Polnej sa sprzeczne z prawem. Zgodnie z art. 19 ust.
        3 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej pacjent ma prawo do:
        1) dodatkowej opieki pielęgnacyjnej sprawowanej przez osobę bliską lub inną
        osobę wskazaną przez siebie,
        2) kontaktu osobistego, telefonicznego lub korespondencyjnego z osobami z zewnątrz,
        (...)
        5. W przypadku zagrożenia epidemicznego lub ze względu na warunki przebywania
        innych osób chorych w szpitalu kierownik zakładu opieki zdrowotnej lub
        upoważniony lekarz może ograniczyć prawo pacjenta do kontaktu osobistego z
        osobami z zewnątrz, w tym do sprawowania opieki przez osoby określone w ust. 3
        pkt 1.
        Prawo do opieki osoby bliskiej jest na Polnej zredukowane praktycznie do zera,
        położne wolą narzekać, że mają tyle pracy, zamiast pozwolić, żeby pacjnetkę do
        łazienki zaprowadziła mama lub mąż. Ale to jest właśnie jeden z uroków Polnej. W
        innych szpitalach realizacja praw pacjenta nie przeszkadza w pracy, na Polnej
        tak. po prostu na Polnej ważniejszy jest ten, kto tam pracuje, niż ten kto tam
        się leczy.
        A opieka nad położnicami najczęściej ogranicza się do obchodu rano, nie bardzo
        wiadomo, w czym miałaby przeszkadzać obecnośc odwiedzających poza tymi
        godzinami. Zresztą wystarczy porównać z innymi szpitalami. W Raszei np. wisi
        kartka "PROSIMY o ograniczenie odwiedzin do godz. 20". Dzięki temu, że po cc
        pomagał mi mąż, położna miała więcej czasu dla innych pacjentek. proste jak
        drut, ale niektórzy wola czuć się ważni i narzucać swoje przepisy.
        Jeżeli chodzi o intymność (prawo do odwiedzin samo w sobie kłóci się z prawem do
        intymności) to zupełnie niezrozumiała jest dla mnie niechęć szpitali do
        parawanów. Takie urządzenia w szpitalach widać w filmach wojennych z początku
        wieku, albo np. w "Przeminęło z wiatrem". To przecież nic nie kosztuje, kwestia
        powieszenia na sznurku starego prześcieradła, a już pacjentka nie czułaby się
        skrępowana tłumem odwiedzających u drugiej pacjentki. Gotowa jestem oddać kilka
        prześcieradeł i parenaście metrów nie używanego płótna, gdyby któryś szpital
        sobie życzył.
        • kocia181 Re: przepisy dot odwiedzin - Poznań Polna 13.06.06, 13:22
          Może nie w czassach wojennych ale 14 lat temu pacjentki rodzące też były
          poodgradzane parawanami. Dlaczego do tego nie wrócić? Jeżeli chodzi o pracę
          położnych to uważam, że jest ciężka i odpowiedzialna. I to nie one ustalają
          regulamin szpitala ale pretensji wysłuchują. Często byłam i pacjentką i
          gościem. Nigdy nie chciałabym wykonywać tego zawodu, jest bardzo niewdzięczny.
          Rzadko kiedy słyszałam aby w stosunku do tych pań było używane słowo DZIĘKUJE,
          ale od nich wymagano.Z nimi się kłócono. Gdy zjawiał się pan doktor każdy
          grzecznie podwijał ogonek i wszystko grało.
          • earl.grey Re: przepisy dot odwiedzin - Poznań Polna 13.06.06, 15:17
            no dobra, do rodzenia to parawan daje troche zbyt mało intymności jednak.
            Ale jeśli chodzi o leżenie juz po na sali? I bakterie tez by to pewnie trochę
            ograniczyło. Miejsca nie zajmuje, nic nie kosztuje....
            A w Raszei wpuszczali tylko ojców, teoretycznie większych "grup turystycznych"
            nie, właśnie ze względu na dzieci. Jak przyszli dziadkowie, to przymknęli oko
            (nie każdy ojciec w końcu może przyjść), ale przy wejściu wisiała karteczka, że
            tylko ojcowie.
            • ellaella Re: przepisy dot odwiedzin - Poznań Polna 13.06.06, 15:43
              Earl Grey,
              nie masz zbyt idealistycznego obrazu Raszei smile
              Mój opis w moim drugim mailu dotyczył właśnie Raszei, gdzie spędziłam dwa
              tygodnie. I jakoś nie byli to sami ojcowie....
              EllaElla
              • earl.grey Re: przepisy dot odwiedzin - Poznań Polna 13.06.06, 17:19
                llaella napisała:

                > Earl Grey,
                > nie masz zbyt idealistycznego obrazu Raszei smile
                > Mój opis w moim drugim mailu dotyczył właśnie Raszei, gdzie spędziłam dwa
                > tygodnie. I jakoś nie byli to sami ojcowie....
                > EllaElla

                to lepiej załózmy, że to ty miałaś pecha, a nie ja szczęscie wink
                To przede wszystkim kwestia chyba pacjentek bardziej, pewnie nie wszystkie miały
                świadomośc, że niekoniecznie jest to chwila, żeby spraszać całą rodzinę. Mnie
                się akurat w Raszei podobało, że nikt na nikogo nie wrzeszczał, w tym o
                odwiedziny. Do mnie przychodził tylko mąż, mamę sama poprosiłam, żeby nie
                przychodziła.
    • ellaella Re: przepisy dot odwiedzin - Poznań Polna 13.06.06, 13:09
      cześć,
      uważam, ze wszystko jest kwestią kultury osobistej osób odwiedziających i
      zapraszających.
      Spędziłam w szpitalu dwa tygodnie i ten temat jest mi wyjątkowo bliski.
      Byłam w stanie zrozumieć odwiedziny ze strony męża oraz może jeszcze kogoś. Ale
      były osoby, do których "pielgrzymowało" chyba pół bloku: jedni rodzice, drudzy
      rodzice, wszystkie siostry i bracia, sąsiadki, koleżanki i Bóg jeden wie kto
      jeszcze. Przybywali często w ilościach powyżej 3 osób, w wyniku czego ustawiali
      krzesła z dwóch stron łóżka, a odległości między łożkami były akurat takie, że
      się mieściło 1 krzesło. W wyniku czego osoba na łóżku obok miała 10 cm od łóżka
      plecy kogoś.
      KOSZMAR!!!
      A w dodatku moje dziecko i dziecko obok miało zapalenie płuc, a ilość zarazków,
      która przewijała się przez salę, była przecież ogromna!

      Jak widać jednak osoby zapraszające gości nie poświęciły ani jednej małej myśli
      innym osobom będącym na tej samej sali - a było nas w sumie 5 szt.
      Ponieważ nie można liczyć na to, że średni poziom głupoty w społeczeństwie
      znacząco się obniży - bo i dlaczego - należałoby faktycznie wprowadzić jakieś
      ograniczenia.
      Uważam, że powinny one dotyczyć także ilości i "jakości" osób przebywająych na
      sali.
      MOże każda kobieta rodząca wskazywałaby powiedzmy 2 osoby, które mogą przebywać
      razem z nią. A cała reszta może sobie naprawdę poczekać! Przecież średnio jest
      się dwa dni w szpitalu i naprawdę reszta rodziny może poczekać z zobaczeniem
      noworodka. Nie wspomnę, że lepiej jest, jak twierdzą pediatrzy, odczekać zz dwa-
      trzy tygodnie przez rozpoczęciem wystawiania maluszka na działanie wirusów.

      Ella

      p.s. Pani, któa przyjmowała "pół bloku" została przeniesiona na inna salę.
    • alicja30 Re: do kocia181 13.06.06, 16:28
      Nie wiem co Cię aż tak droga Kociu w moim poście rozsierdziło? Skąd ta
      złośliwość?

      Dokładnie orientuję się, co dzieje się w szpitalach ponieważ często w nich
      przebywam, niestety głównie jako pacjentka. Napisałam przecież,
      "w godzinach przedpołudniowych praktycznie nie
      > wolno nikomu z zewnątrz kręcić się po szpitalu. Wchodzić można tylko w
      > wyznaczonych godzinach, czego bardzo skrupulatnie pilnuje ochrona. I bardzo
      > dobrze."

      Wiem dokładnie jak wygląda praca w szpitalu na oddziałach, gdzie odbywają się
      planowe badania czy zabiegi.

      Porody jednak to zupełnie inna sprawa. Na odziale położniczym dzień pracy nie
      kończy się o 13.00 i odwiedzający przeszkadzają równie bardzo przed południem
      jak i po południu.
      Piszesz:
      > Do zasad panujących w szpitalu masz zastreżenia, i za wszystko
      winisz szpital, ale w swojej sprawie się nie odezwiesz.

      Wyobraź sobie, ze nie mam takiego tupetu, aby powiedzieć innej pacjentce, aby
      wyprosiła swoja rodzinę, bo przeszkadza mi ich obecność.
      Powinno to być jasno określone w przepisach komu kiedy wolno wchodzić na
      oddział (to chyba określa szpital?) i powinno być to tak samo dopilnowane przez
      ochronę przed południem jak i po południu.

      I jeszcze jedno - odnośnie pracy położnych - bardzo cenię ich pomoc i ciężką
      pracę i w ani jednym zdaniu ich nie skrytykowałam. Co więcej, uważam, że
      obecność bliskiej osoby po porodzie ułatwiłaby prace właśnie zabieganym
      położnym. Niestety one również muszą dostosować się do nieżyciowych przepisów.

      Alicja
      • kocia181 Re: do kocia181 13.06.06, 21:33
        Nie po raz pierwszy rozsierdza mnie to, iż o swoje prawa walczymy nie do końca
        i nie ze wszystkimi. Otóż w szpitalu na Polnej oprócz wielu kontrowersyjnych
        obwarowań dotyczących odwiedzin jest też na dzrwiach każdej sali informacja, że
        odwiedziny mogą się odbywać za zgodą innych pacjentek. I ja nie wyraziłam zgody
        ( ku oburzeniu koleżanki z sali) aby odwiedzała ją zbyt duża liczba gości. Tym
        bardziej,że byłto okres grypowy i dwie osoby były kichające. I nie nazwałabym
        tego tupetem.Poza tym swoje dziecko chciałam nakarmić w intymnych warunkach.
        Nie chciałam aby moje obrzmiałe piersi oglądał obcy facet. Miałam prawo go
        wyprosić i to zrobiłam. Uważam, że odwiedziny też powinny być godne.
        • alicja30 Re: do kocia181 13.06.06, 22:45
          A od kiedy te kartki wiszą i co jeszcze jest tam napisane? Ja byłam tam w
          styczniu 2002 roku i na drzwiach mojej sali żadnej kartki nie widziałam. Może
          coś sie od tego czasu zmieniło?
          Jeśli chodzi o ilość odwiedzających, to chyba nie pacjentki powinny decydować,
          ile osób może przebywać na sali. Każdy kto ma choć odrobine rozsądku wie, że im
          mniej tym lepiej. Dla tych zaś, którzy rozsądku nie mają, muszą być przepisy.
          Moim zdaniem jedna osoba do jednej pacjentki wystarczy. Oczywiście przepisy też
          powinny być rozsądne a całkowity zakaz odwiedzin w godzinach przedpołudniowych
          moim zdaniem taki nie jest.

          Alicja

Pełna wersja