Jak to naprawdę jest na tym Solcu ?

IP: *.* 28.02.03, 01:08
Jestem w 31 tygodniu ciąży, więc czasu do namysłu nad wyborem szpitala coraz mniej. To będzie mój drugi poród, pierwszy odbył się na Żelaznej i jeśli chodzi o sam poród to było super, rodzinny z umówioną i opłaconą b. miłą i fachową położną, dobre warunki pobytu. Niesmak pozostawił jednak fakt, że po przeleczeniu żółtaczki ja wraz z małym zostaliśmy wypisani ze szpitala z poziomem bilirubiny, z jakim w innych szpitalach dziecko nie jest jeszcze wypuszczane. Na dodatek żaden lekarz nie zalecił zrobienia badań kontrolnych i nie wspomniał o ewentualnych skutkach zbyt wysokiego poziomu żółtaczki. Skutek był taki, że po paru dniach małemu zamiast spaść żółtaczka, wzrosła i to do dość niebezpiecznego poziomu. Zwróciliśmy się więc na Żelazną, ale tamtejsza dr odesłała nas z kwitkiem do jakiegokolwiek szpitala dziecięcego wręczając mężowi książkę teleadresową aby sobie samemu takowy wyszukać. Zero odpowiedzialności i za grosz ludzkiego i lekarskiego przejęcia się. Cholerna zimna ryba, choć wierzę, że nie wszyscy tam tacy. Dość tego wywnętrzania na Żelazną, bo przecież w każdym szpitalu zdarzają się kwiatki a ja biorę ją jednak pod uwagę wierząc, że po raz drugi człowiek jest jednak trochę mądrzejszy i wie na co zwrócić uwagę.Przeczytałam wiele Waszych postów o zaletach szpitala na Solcu i coraz większą mam ochotę tam urodzić. Chciałabym jednak dowiedzieć się, czy tak samo dobra opinia jak o samym porodzie jest także o opiece po porodzie nad matką i dzieckiem (np. pomoc przy karmieniu)i czy jeśli występują jakieś komplikacje to czy jest tam odpowiednie zaplecze do ratowania i opieki nad noworodkami. Napiszcie proszę na co bacznie zwrócić uwagę i jakie są ewentualne słabe strony Solca. Nie szukam dziury w całym ale jak się człowiek raz sparzy to potem dmucha i na zimne, a przecież na życiu i zdrowiu naszych nowourodzonych maluchów zależy nam najbardziej. Gorąco pozdrawiam.
    • Gość edziecko: misza Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu ? IP: *.* 28.02.03, 15:09
      Ja też nie chcę ponownie rodzić na Żelaznej. Co do Solca to tylko słyszałam, że OK.
      • Gość edziecko: Edyś Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu ? IP: *.* 28.02.03, 16:05
        wiele razy pisalm o solcu urodzilam tam córcię 10 miesięcy temu w 38 tygodni ciąży. W drugiej dobie pojawiła się zółtaczka. Na moją małą nie dzialały naświetlania, wlew albumin ani leki :(. Nic. 6 dób poziom bilurubiny był 16 oni uważali, że wysoki a z innych szpitali wypuszczają z 17. przeszłam więc cały crk z gotowaniem mojego mleka i choć myślalam, że w tym szpitalu zostane na wieki to wyszłam w 8 dobie z czystym dzieckiem bilurubina ok.12. :). Dostałam skierowanie do neurologa, ale było dopiero na za 2 miesiace wiec poszlismy prywatnie, kilka dni po wyjściu ze szpitala. :). Mala rośnie roziwja się swietnie. :D.Jeśli chodzi o karmienie piersią to ja nie mialam problemu, a sam szpital nie krzyczy na matki które uzywają kapturków, podają dziecku smoczek itp.. Oni doradzają a nie każą. Czy to dobrze czyżle oceń sama. Zajrzyj w inne moje posty i poczytaj co pisałam o Solcu, albo zaprawszam na priv. Swieżusie informację będziesz mieć od Dyziaka rodził tak dosłownie chwilę temu :). Pozdrowienia :hello:
    • Gość edziecko: yoko Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu ? IP: *.* 01.03.03, 11:54
      Witam serdecznie!Na Solcu rodziłam dwa razy ( listopad 2000" i grudzień 2002) i powiem szczerze czuję się tam jak w domu. Bardzo miła atmosfera, opieka fachowa i przyjazna zarówno mamie jak dziecku. Może warunki nie są jak w Damianie, ale za to pediatrzy kochaja dzieci. Do tej pory moimi dziećmi opiekuje sie kochana pani doktor z Solca. jak tylko chłopaki gorzej się poczują to od razu dzwonię do niej a ona z uśmiechem przyjmuje nas bez względu na porę.O ginekologu to po raz kolejny (sama nie wiem który :) ) powtórzę , że dr Rak i "spółka" :) :) są bardzo ok.Gdybym kiedys miała jeszcze gdzieś rodzić to tylko tam.Pozdrawiam i życzę szybkiego porodu i zdrówka dla Ciebie i Dzidzi.Jeśli chcesz jakieś szczegóły pisz na priva.- Agnieszka mama Cezarka i Kacperka -
    • Gość edziecko: astra Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu ? IP: *.* 01.03.03, 20:31
      5 mies temu urodziłam na Solcu córeczkę przez cc. Cesarka była planowa i miałam swojego lekarza, który nie pracuje tam na stałe, więc na temat porodu nie mogę się wypowiedzieć.5 dniowy pobyt w szpitalu oceniam jednak bardzo dobrze, chociaż szpital - jak każdy - ma swoje plusy i minusy, ale od początku.Lekarze połoznicy - nie mam zastrzeżeń.Położne - nie wiem jakie są podczas porodu, ale obserwowałam je przez 5 dni i wszystkie są bardzo miłe, jedna z nich pomogła mi przystawić dziecko do piersi od razu po cc. Ale już za kilka godzin inna położna sąsiadce z sali powiedziała, że od razu po cesarce się nie karmi i będzie mogła przystawić synka do piersi nastepnego dnia rano.Po cesarce moja córeczka była dokarmiona mieszanka. Nikt nie pytał mnie o zdanie, ani nawet nie mówił mi o tym. Dowiedziałam się dopiero gdy wyraźnie spytałam czy była dokarmiana.Pediatrzy - wspaniale zajmuja się dziećmi. Miałam ogromne poczucie bezpieczeństwa. Czułam się dobrze poinformowana na temat stanu zdrowia córeczki i wykonywanych badań.Pielęgniarki noworodkowe - poza jedną wspaniałą (ma chba na imię Iwona - blondynka z długimi włosami) to okropne babska. Dowiedziałam się np., że moja pierś nie nadaje się do karmienia ?! Na szczęście miałam ze soba książkę "Warto karmić piersią" i nie słuchałam "dobrych rad" tylko robiłam swoje. Ta sama pani była wyraźnie zirytowana, gdy na noc chciałam oddać dziecko pod ich opiekę ( a ja po prostu bałam się , że nie dam rady jej podnieść)Wymieniłam kilka minusów, które nie zmieniają mojej opinii na temat Solca - jest bardzo pozytywna i z czystym sumieniem mogę polecić ten szpital. Pozdrawiam,Agnieszka
    • Gość edziecko: mkdh Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu ? IP: *.* 03.03.03, 10:00
      Rodziłam na Solcu 2 krotnie i bardzo polecam ten szpital.Mały ,przyjazny oddział. Warunki do rodzenia bardzo dobre , na porodówce tylko 2 łóżka.Opieka lekarska znakomita.Położne i salowe bardzo miłe i pomocne. Opieka nad dzieckiem po porodzie znakomita.Pomagaja ,ucza i doradzają. Jeśli wybierasz między tymi dwoma szpitalami to zdecydowanie polecam Solec. Na Żelaznej to straszny kołchoz tak słyszałam.
    • Gość edziecko: magda9976 Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu - gdzie on jest IP: *.* 03.03.03, 11:33
      Kochani!Czytam o tym Solcu bardzo dużo, a gdzie on się tak naprawdę znajduje. Nie jestem z Warszawy, ale poszukuję szpitala i lekarza, w którym rodzi się po ludzku. W Sochaczewie , skąd pochodzę nie ma nawet KTG (tak słyszałam) więc chyba nie zaryzykuję tam rodzić. Jestem co prawda w 18 tyg. ale chciałaby znaleźć kontakt to lekarza, który poprowadziałby moją ciążę PozdrMagda
      • Gość edziecko: Kasia_M Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu - gdzie on jest IP: *.* 03.03.03, 15:17
        no Solec... jest na ul.Solec ;) nie wiem jak ci to wytłumaczyć skoro nie znasz W-wy, orientacyjnie: blisko Wisły niedaleko znanej chyba ulicy Tamka (tej od złotej kaczki) ; nie wiem czy coś ci to pomoże ale tak to m/w wyglądajeśli chodzi o lekarza to mogę ci dać namiar na dr Remigiusza Raka z-cę ordynatora połoznictwaprzyjmuje na wymienianej Tamce 28 m 25 we wtorki i jest ogólnie SUPER, wizyta kosztuje stówę ale wartozresztą to nie jest najwyzsza cena w miescie jaką znam (usg u pewnego znanego ginekologa kosztuje 200 zł!)tel do Raczka :) 601308030pozdrawiam i polecamKasia_M & fasolka 19 tygdniowaPS na kiedy masz termin??? ja na 2 sierpnia, jakbyś chciała pogadać napisz kasia@edziecko.pl albo na GG 1812068no i zapraszam na forum sierpniówek na OCZEKIWANIU
        • Gość edziecko: Bobinka Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu - gdzie on jest IP: *.* 03.03.03, 15:25
          Kasiu, jak pamiętam to jest ul. Kopernika 28 m25 a nie Tamka no chyba że coś mi się pomyliło :))Jeśli się mylę to popraw mnie.PozdrawiamBobinka
          • Gość edziecko: Kasia_M Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu - gdzie on jest IP: *.* 03.03.03, 15:34
            kłaniam się w pas - faktycznie dałam ciała z tym adresem - widać moje chodzenie "na pamięć" daje znaćsmilepozdrawiam
        • Gość edziecko: magda9976 Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu - gdzie on jest do Kasi M IP: *.* 03.03.03, 15:40
          Dzięki serdeczne za ten kontakt. Faktycznie Warszawę znam średnio - szczególnie szpitale. Wiem gdzie jest Karowa (moja mama miała tam operację) i IMiD na Kasprzaka, ale o tych dwóch szpitalach naczytałam się na forum tyle złego (szczególnie o położnictwie), że chyba nie zdecyduję się na żaden z nich. Z drugiej strony te szpitale mają świetna opiekę dla noworodków (chociaż i tu zdania są podzielone!)Bądź to człowieku mądry....Co do terminu to ja mam n już podany trzeci termin. Najpierw na 07.08 potem na 05.08 a piętek po ostatnim USG na 31.07. Z moich wyliczeń wynika jednak, że będzie to w pierwszym tygodniu sierpnia. Ten pierwszy termin 07.05 bardzo by mi pasował, tego dnia będziemy mieli czwartą rocznicę ślubu. To taki super prezent. PozdrawiamMagda
    • Gość edziecko: Monique76 Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu ? IP: *.* 03.03.03, 12:21
      Witamja wrazenia z Solca mam świeżutkie, bo 20 lutego 2003 urodziłam tam moją Dominikę...I szpital mogę z całego serca polecić... Tak jak pisały inne emamy - jest miło, przytulnie, oddział jest malutki, porodów na dobę jest 2-3 (no akurat 20 lutego było 5 w jeden wieczór - ale to dlatego, że Żelazna nie przyjmowała pacjentek).Z własnego doświadczenia dałabym dwie dobre rady: dopytywać się lekarzy albo położnych jeżeli tylko coś Cię zaniepokoi po porodzie - że nacięcie bardzo boli, że nie możesz siadać itp... Ja przez 4 dni byłam dwa razy oglądana przez lekarzy na obchodach i wszystko było ok, a przed samym wyjściem do domu jak poprosiłam położną, żeby obejrzała te moje szwy bo nie mogłam jeszcze usiąść, to się okazało, że mam siniaka na pół pośladka i krwiak przy jednym ze szwów. Wcześniej się nie pytałam, bo stwierdziłam że pewnie tak ma być...A druga rada - dopytywać się pielęgniarek noworodkowych czy dobrze się dziecko przystawia do piersi, czy przypadkiem nie trzeba dzidzi dokarmić itp Bo dzięki takiemu pytaniu się można uniknąć np kroplówki, żeby zachamować zbyt duży spadek wagi u dziecka.A siostry noworodkowe jak to siostry noworodkowe - jedna w drugą noc po porodzie przyszła do mnie do sali i rzuciła taki tekst: "Mama, dziecko ci płacze.." i położyła mi malutką na poduszkę obok mnie i poszła... Ja faktycznie nie słyszałam, jak Dominika płakała, ale byłam po prostu bardzo zmęczona...Ale tak generalnie to jak najbardziej polecam Solec!Pozdr. Monika
    • Gość edziecko: heldom Re: Tak to naprawdę jest na tym Solcu!! IP: *.* 04.03.03, 01:10
      Cześć. Zalogowałem się za żonę. Na Solcu "urodziliśmy" 27.02.03 r. Jest to nasze drugie dziecko, druga córeczka. Poprzedni raz rodziliśmy na Karowej i tak miało być i tym razem. Niestety na Karowej żonie odeszły wody, a niestety nie było miejsc podobnie jak na Żelaznej, Inflanckiej, Starynkiewicza, tylko dwa miejsca na Solcu - tak więc rodziliśmy tam niejako z "konieczności". Jeśli chodzi o warunki do porodu to ja na Karową patrzę z perspektywy samodzielnego pokoju - w którym tam rodziliśmy zaś tu na Solcu tak się złożyło że niemal jednocześnie rodziły trzy dziewczyny, dostawiono jeden fotel porodowy, w tym czasie na korytarzu już czekały dwie następne do porodu. Żonę po urodzeniu i po zszyciu wystawiono z "boksu" w którym rodziła ale nie zawieziono jej na oddz.położniczy tylko była mimowolnym świadkiem kolejnego porodu leżąc w tym czasie w rogu "sali porodowej". Córeczka w tym czasie pojechała się nagrzewać i dopiero po ok. 1,5 h od porodu pozwolono mi ją potrzymać na rękach ale nie mogłem przekazać jej matce do karmienia właśnie z tego powodu, że ta leżała w rogu sali w której odbywał się poród.Ale o ile jestem w stanie to zrozumieć, bo sytuacja była naprawdę napięta (w ciągu 3 godzin kiedy ja tam przebywałem urodziło się 6-ro dzieci) to to co działo się później, a żona poleży tam jeszcze kilka dni woła o pomstę do nieba.Kiedy opuszczałem szpital po ok. 4 godz. po porodzie było wszystko ok. zdrowa 10 pkt Apgar jednak już pół godz. później nasza córeczka wymiotowała, zabrano ją na RTG i okazało się że ma problemy z układem oddechowym (jakaś infekcja) położono do cieplarki, rozprężano jej płuca tlenem, dano kroplówkę, niestety moją żonę poinformowano o stanie dziecka dopiero po wielkiej awanturze jaką urządziła po ok. 2 godz. od czasu kiedy dziecko zabrano.W tej chwili już wszystko jest w porządku, mała jest z matką dopiero od dzisiejszego południa, dostaje antybiotyki. Ale żeby karmić swoje dziecko żona też musiała prowadzić batalię którą w końcu wygrała. Otóż pielęgniarki noworodkowe nie pytając nikogo o zdanie, (a w przypadku naszej córki nawet wbrew zaleceniom lekarzy) poją wszystkie dzieci glukozą i jakimiś mieszankami. Moja żona zrobiła awanturę gdy znalazła w łóżeczku małej (która była w oddzielnym pomieszczeniu z tzw. cieplarkami) strzykawkę z glukozą mimo, że mała je jak smok a żona ma b. dużo pokarmu. Panie pielęgniarki postanowiły zrobić eksperyment by udowodnić mojej żonie ze jej pokarm nie wystarcza i o 2 w nocy zważyły dziecko przed "cycem" i po i dały za wygraną gdy okazało się, że mała zjadła ok. 60 ml, ale cóz z tego gdy żona weszła nad ranem do córeczki i ponownie znalazła pustą już strzykawkę po glukozie. Interweniowała u ordynator oddziału, która zabroniła dopajać naszej córki ale jeszcze dzis żona "złapała na gorącym uczynku" jedną z pielęgniarek i natychmiast zawołała pediatrę, która zabrała resztę glukozy i wyrzuciła do kosza (nie jestem w stanie zrozumieć tej chorej sytuacji). Teraz gdy nasza córeczka potrafi pociągnąć nawet 130ml na raz pielęgniarki nie mogą wyjść z podziwu, ale co mają powiedzieć te matki (pierworódki), które leżą na sali z moją żoną i od samego początku (sam byłem świadkiem)tłumaczy się im, że mają za cienkie mleko, dziecko nie umie ssać, mają zbyt twarde piersi itd. itp. każą ściągać pokarm do buteleczki i strzykawką!!! wlewają dziecku do ust (dopajając później glukozą).Reasumując, bo się za bardzo rozpisałem, nie ma sensu porównywać Solca z Karową. Muszę jednak dodać, że jeśli chodzi o pediatrów oraz położne na Solcu - to te są OK, jednakże postępowanie noworodkowych przypomina mi opowieści mojej matki sprzed 30 lat.Nie wiem czy moja żona po powrocie (być może już we czwartek) będzie miała ochotę podzielić się z Wami swoimi uwagami, ja zastanawiam się czy nie napisać jakiejś oficjalnej skargi gdyż nie może być tak, że przez kilka pielęgniarek źle postrzegany ma być cały Oddział.Życzę Wam wszystkim i Waszym nienarodzonym przede wszystkim zdrowia i powodzenia. Nie dajcie się i walczcie o swoje. KG.
      • Gość edziecko: Edyś Re: Tak to naprawdę jest na tym Solcu!! IP: *.* 04.03.03, 01:48
        No cóż to pierwsza krytka Solca jaką czytam na tym forum. Strasznie mi smutno, że mieliście takiego pecha a może aż tak się popsuło przez 10 miesięcy?sad Moja córka też była dokarmiana glukozą, ale to dlatego, że miała bardzo silną żółtaczkę a dopojenie dziecka pomaga zbić bilurobinę. Naprawdę złego słowa nie mogę powiedzieć na ten szpital nawet jakbym chiciała. Tym bardziej mi przykro, że mieliście pecha. Mi nikt nie wmawiał, że mam kiepskie mleko i żadnej z dziewczyn które rodziły w tym samym czasie co ja? Przeciwnie byłyśmy zachęcane do karmienia a dokarmianie odbywało się za zgodą pediatry i było wpisane do karty dziecka. Może ten natłok kobiet spowodował, że wkradła się tam rutyna a noworodkowe ciocie wychwalane wszem i wobec ( one wiedzą o tym forum) ułatwiły sobie zycie. Tylko nie wiem po co? Przecież tę glukozę tak samo jak mieszankę trzeba podać a tak matce z cycka leci za darmo i w dodatku bez zadnej pracy dla pielęgniarki. Zupełnie nie rozumiem tej pokrętnej logiki. :what:Pozdrawiam i zyczę zdrówka wszystkim malcom szczególnie tym urodzonym na Solcu. :) :hello:
    • Gość edziecko: moni1313 Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu ? IP: *.* 04.03.03, 15:17
      Ja rodziłam na Solcu pod koniec sierpnia 2002 i moje wpomnienia nie są najlepsze. A było tak: Przyjechałam tydzień przed terminem, bo odszedł mi czop śluzowy, oczywiście wtedy jeszcze nie widziałam co to było. Ponieważ miałam skurcze - jeszcze ich nie czułam - i rozwarcie na 2 cm zatrzymano mnie w szpitalu, była godz.16. Od godz 19 dostawałam rozkurczowe, mówiono mi, że skurcze mogą przejść i mogę urodzić w terminie. Moje maleństwo miało jednak inne plany. Kiedy o 22 skurcze się nasilały, a ja pytałam czy będę rodzić, odpowiadano, że niekonieczne. Nie zawiadomiłam więc rodziny ani męża że rodzę, bo skąd mogłam wiedzieć. O 24 wzięto mnie na kolejne badanie i "przy okazji" przebito pęcherz płodowy. Tu się zaczęło moje cierpienie i przewracanie z boku na bok. Zostałam sama. Co jakiś czas ktoś zaglądał "czy jescze żyję", nie miałam już siły prosić o przyniesienie komórki, żeby zawiadomić męża. Kiedy powiedziałam,żeby dali mi znieczulenie bo już dłuzej nie wytrzymam, było już za późno - 7 cm. Znów zostałam sama. Myślałam, że zwariuję. Póżniej okazało się, że chyba sama nie urodzę i trzy lekarki na przemian sprawdzały ułożenie dziecka. I choć wiem,że musiały to zrobić - to myślałam że nie wytrzymam. W końcu o g. 3 znalazłam się na stole operacyjnym. A cha jeszcze jakiś lekarz i lekarka w operacyjnych maskach pytali, czy mi wygodnie na łóżku, a ja przecież zwijałam się z bólu, więc co tu mówić o wygodzie. Na moją niezbyt szczęśliwą minę usłyszałam,że ten sprzęt kosztował 80 tys. zł. i mam szczęście,że nie jestem w innym szpitalu. Po operacji ocknęłam się na chwilę jeszcze na stole i spytałam o dziecko. Dowiedziałam się, że ma 10 pkt. Przewieziono mnie na pooperacyjną.Była godz.4. Nie miałam swoich rzeczy (telefonu), więc jakiś miły tatuś użyczył mi komórki. Siostry, które pytałam o dziecko odpowiadały, że przyjdzie do mnie pediatra i wszystko mi powie. A ja przecież nie widziałam jeszcze mojego synka. Kiedy się przebudzałam i znów pytałam dostawałam tę samą odpowiedż. Możecie sobie wyobrazić co mi chodziło po głowie? Myślałam, że z moim synkiem jest coś nie tak, nie wiedziałam dlaczego nikt mi go nie pokazał? To przecież takie ważne dla świeżo upieczonej mamy. Synka zobaczyłam dopiero o 6, gdy przyjechał mój mąż. Na opiekę nie narzekam, byłam podmywana i zmieniano mi podkłady, ale psychicznie... Potem miałam problemy z karmieniem (wklęsłe brodawki), mój synek nie chciał ssać nawet przez kapturek - od razu zasypiał; albo jadł przez godzinę a waga nie drgnęła. Noworodkowe nie chciały dawać sztucznego mleka. W sumie w szpitalu byliśmy 10 dni (synek miał zakazenie skóry). Naprawdę próbowałam go karmić piersią i ściągać ale wszystko było na nic, on był głodny a nie chciał ssać. W końcu tak spadł na wadze, że miały dawać mi sztuczne mleko,ale za każdym razem patrzyły jakbym okradała szpital (to wkońcu były już duże dawki). A cha jeszcze jedno: w międzyczasie synek miał biegunkę. Pediatra zadała mi pytanie co było na obiad. Buraczki? Przecież buraczki są biegunkowe - nie może Pani ich jeść. To samo z nabiałem i zupą. A ja myślałam że jak jem szpitalne to mogę wszystko, co dostanę. Miałam jeszcze poważny problem z nabrzmiałymi piersiami, co kto przyszedł to mówił co innego: jedne że ściągać na siłę i przykładać schłodzoną kapustę, drugie że ściągać tylko troszkę, bo "uszkodzi Pani kanaliki" i przykładać zamrożoną kapustę. I rób co chcesz!! Zgłupieć można. Modliłam się już, żeby z tamtąd wyjść. A tak podsumowując: opieka wydaje mi się dobra w tym szpitalu, mimo, iż ja mam nie najprzyjemniejsze wspomnienia. Wydaje mi się że każdy chce pomóc, tylko wszyscy razem podają niespójne informacje. Przecież ja nie wiem która z tych osób ma rację. Mam nadzieję, że stałam się ofiarą zbiegów okoliczności i dlatego mam tak przykre wspomnienia.Moni
    • Gość edziecko: yoko Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu - dla mnie OK IP: *.* 08.03.03, 11:46
      A ja i tak nie zmienię nigdy swojego zdania. Na Solcu rodziłam dwa razy i nie powiem oba porody były długie i bolesne, ale poza tymi niemiłymi skojarzeniami z porodu i czasów okołoporodowych nie mam żadnych negatywnych wspomnień.Wręcz przeciwnie zarówno położne, lekarz ginekolog, pediatrzy i pielęgniarki noworodkowe zawsze udzielały mi wyczerpujących informacji dotyczących mnie i moich dzieci.Glukozę mój pierwszy synek dostał dwa razy bo z powodu cofniętej szczęki nie potrafuił dobrze uchwycić cycusia, zaraz się denerwował i tak w kółko. Dopiero jak dostał glukozę był spokojniejszy to wtedy mogliśmy poćwiczyć łapanie cycusia i dzięki temu karmiłam go przez 1,5 roku.Młodszy synek natomiast dostał glukozę w kroplówce bo miał za mały poziom cukru we krwi. Potem natomiast ani razu nikt go nie dopajał pomimo tego że waga ani razu się nie podniosła tylko spadała. A on nie chciał ssać bo nie mógł się wypróżnić, dopiero jak dwukrotnie siostra noworodkowa pomogła mu zrobić kupkę to ruszył do ataku na cycusia i teraz ciągnie jak dojarka elektryczna.A na Karową nigdy bym nie pojechała bo samo to że kolerzanka musiała stawać przed wyborem czy rodzić z mężem i za to płacić, czy brać znieczulenie i za nie zapłacić. Niestety nie było jej stać na obie rzeczy i rodziła sama.Na Solcu przynajmniej odpada Ci opłata za poród z osobą towarzyszącą.To tyle, zresztą nie jest to moja pierwsa wypowiedź na temat tego szpitala, jeśli chcesz możesz wyszukac inne opinie w wyszukiwarce.Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy które są zadowolone z Solca i te którym sie nie trafiło tak jak mnie. :) :)Agnieszka, mama Cezarka i Kacperka.
    • Gość edziecko: wlekliczka Re: Jak to naprawdę jest na tym Solcu ? IP: *.* 09.03.03, 14:57
      Rodziłam na Solcu w sierpniu 2001. Mój synek miał poziom bilirubiny 18, a pediatra i tak puścił go do domu, okłamując w książeczce, że ma 13 (13 to górna dopuszczalna granica. Pamiętam dokładnie jednostki). Na szczęście nie pogorszyło się i nie musiałam z maleństwem jeździć po szpitalach jak ty.Poród rodzinny wspominam bardzo miło, choć kiedy w 7 mies. ciąży oglądaliśmy oddział, położna p. Komosa okłamała, że stosują różne znieczulenia np.globulki i zastrzyki. Nie chciałam zewnątrzoponowego. A w trakcie porodu poinformowali mnie, że nie stosują żadnego znieczulenia, chyba że płatne. Wyraźnie czekali na kopertę od męża.Poza tym na ogół nie stosowali znieczulenia przy szyciu krocza. Ja byłam szczęściarą w nieszczęściu - ze względu na długi poród i dwa cięcia krocza, szyli mi ze znieczuleniem.To dwie najgorsze rzeczy - sama pisałaś o "kwiatkach". Poza tym lekarze mają dobry kontakt z pacjentem. Świetne pielęgniarki od dzieci. Przy karmieniu pomagali tylko w pierwszej dobie. Byłam na sali 4 osobowej z fajnym miejscem do przewijania i mycia malucha.Jestem teraz w 34 tyg ciąży i też od dłuższego czasu szukam innego szpitala. Choć na początku zastanawiałam się nad Śródmiejskim. Ale chciałam zapłacić położnej i za znieczulenie. Obejrzałam szpital MSWiA na Wołoskiej i bardzo mi się tam podoba. Powiedzieli, że na razie nie przyjmują z Mazowieckiej kasy chorych. Ale może do połowy kwietnia coś się zmieni :)Pisz na maila, jeśli masz jakieś pytania. Magda
Pełna wersja