szpital na Polnej Poznań

29.12.06, 11:13
Szpital na Polnej w Poznaniu...Czytam Wasze opiie na temat porodów w tym
szpitalu i jestem ciezko zszokowana!!! Wszystkie opinie sa na NIE,podobno jest
to najbezpieczniejszy szpital jesli chodzi o sprzet a jednak przezycia z
Waszych porodów sa tragiczne... ja mam termin porodu na czerwiec i własnie w
tym szpitalu chcialabym rodzic ze wzgledu na aparature i na mojego lekarza,
ale po przeczytaniu tych opinii mam coraz to wieksze obawysad Czy są wsród Was
dziewczyny które maja miłe wspomnienia z pobytu i porodu w tym szpitalu??????
Pozdrawiam iwett27
    • anzawa Re: szpital na Polnej Poznań 29.12.06, 20:59
      Ja rodziłam na polnej grudzień 2004 i jakos nie mam złych wspomnień. Też miałam
      lekarza z tego szpitalasmile obecnie też chce tam rodzic. A tak nawiasetm każdy
      szpital ma soją historie, szkoda że więcej sie pisze o tych złych a nie
      dobrych. Porozmawiaj z lekarzem odwiedz szpital i pogadaj z pacjentkami co tam
      leżą i sama zdecyduj
    • monikap31 Re: szpital na Polnej Poznań 29.12.06, 21:40
      Ja rodziłam 24.10.2004...zgłosiłam się o 4.30 ,wody odeszły w domu.Leżałam w
      towarzystwie Małża na sali porodowej do 9.00,potem wizyta kilkunastu lekarzy
      i..przekonałam ich do cc smile.O 9.56 i 9.58 urodziły się moje córki.Potem sala
      pooperacyjna(6 godzin).potem na przyjemną dwuosobową salę-juz w towarzystwie
      dzieciaczków.Naprawdę nie powiem złego słowa.
      Wiadomo,zależy czego się oczekuje,z jakim nastawieniem jedziesz do
      szpitala.Czytasz te wszystkie posty-i już sama nie wiesz...całe szczęście ,że
      ja nie czytałam,nie miałam jeszcze komputera w domu smile...chyba bym nigdzie nie
      jechała rodzić!!!Naprawdę nie ma się co czarować-poród nie jest sielanką,jest
      procesem fizjologicznym,bolesnym ale trzeba go przeżyć!Jeżeli kobieta liczy,że
      każdy w szpitalu ma czas,żeby jej współczuć,głaskać po rączkach i tulic,to jest
      w błędzie.Każdy szpital to tylko ludzie-a oni mają lepsze lub gorsze dni.i
      jeszcze ta presja...
      Nikt mi nigdy nie odmówił pomocy przy dzieciach-czy to była 2 w nocy,czy 12 w
      południe.Nie miałam pokarmu,dostałam cos na jego wywołanie.Miałam pomoc doradcy
      laktacyjnego i psychologiczna rozmowę z położną("nie wiadomo czy uda Ci sie
      karmić piersią-masz 2 dzieci,a 3 w domu-tez małe...ale pamiętaj -i tak będziesz
      supermamą!").Była tez jedna połozna-bez kija nie podchodź,omijałam ja poprostu
      z daleka.
      Jestem wdzięczna lekarzom i położnym za pomoc w narodzinach moich córek.Po to
      tam pojechałam,chciałam urodzić zdrowe dzieciaczki.Pojedziesz z takim
      nastawieniem,a wszystko napewno sie dobrze ułoży.
      a propos I ciąży-rodziłam naturalnie w Klinice św.Rodziny-mam porównanie-nie
      widzę róznicy...a przepraszam na ponej Małż miał wygodniejszy fotel smile
      • monikap31 Re: szpital na Polnej Poznań 29.12.06, 21:43
        aha i jeszcze coś..może wiele z nas w tych nerwach o tym zapomina-bądź miła dla
        pracowników szpitala-to bardzo pomaga.Sama byłam świadkiem takich scen,że na
        miejscu lekarzy wyszłabym z siebie i stanęła obok...
        • spoti Re: szpital na Polnej Poznań 01.01.07, 11:33
          Podnoszę tematsmile
    • luciam Re: szpital na Polnej Poznań 02.01.07, 15:08
      Pierwsze dziecko rodziłam książkowo, obsługa fachowa, aczkolwiek nie wylewna.
      Po porodzie oddział na parterze, wspólny z patologią, tragedia.
      Drógi poród szybki, miła atmosfera, fachowo. Po porodzie oddział noworodkowy na
      piętrze, bardzo miło, pielęgniarki jak dobre sąsiadki. Na dodatek powiem, że w
      zależności od oddziału dzieci i ja mieliśmy wykonywane inne badania, a drugie
      dziecko rodziłam 18 miesięcy później, więc chyba zasady się nie zmieniły.
      Podsumowując, był to ten sam szpital a obsługa zależy od oddziału.
    • mysza1973 Re: szpital na Polnej Poznań 02.01.07, 18:16
      A ja jestem bardzo zadowolona z Polnejsmile
      Rodziłam 30 września 2006, poród miałam w sumie średnio długi: 6 godzin...
      Trafiłam na oddział ze skurczami co 10 minut, rozwarcie na 2 cm, poszedł
      wcześniej w domku mi czop...
      Wszystko przeciągało się z powodu ułożenia maluszka, na sam koniec ciąży
      przekręcił się na boczek a nie noskiem w dół, więc było sporo kombinowania żeby
      wyszedł w końcu...i tu bardzo pomogła położna (niestety nie znam jej nazwiska).
      Wogóle mi położna bardzo pomagała. Dostałam dwa razy Dolargan, ja odpłynęłam a
      małemu nic nie było, tylko później dużo spałwink
      O wszystkim cię informują: co podają , co będą robić...
      Oddział poporodowy super (PG II) i super położne.
      Zabrakło tylko porady dotyczącej laktacji przez co mój synek w drugiej dobie
      stracił za dużo na wadze, odwodnił się i musieliśmy zostać dobę dłużej w
      szpitalu...wtedy trafiła się Pani od laktacjismile
      PS. Myślę, że dużo na plus zmienił fakt, że mój lekarz jest z Polnej
      • magdaomar polecam 03.01.07, 17:31
        rodzily tam moje prawie wszystkie kolezanki i wszystkie byly zadowolone.Swietna
        opieka, bardzo dobrzy lekarze, super sprzet , szpital bardzo ladny po w
        wiekszosci po remoncie.W pokojach sa lazienki.Jedyny minus to chyba to ze znam
        przypadki ze nie bylo miejsc wolnych i odeslali do innego szpitala.
      • luciam Re: szpital na Polnej Poznań 04.01.07, 08:25
        Niestety nie powiedzieli Ci, że dolargan podany póżnie niż 4 godziny przed
        urodzeniem pozostaje w organiżmie dziecka, co powoduje senność i problemy ze
        ssaniem. Ja też to przechodziłam z pierwszym dzieckiem, zaczął ssać dopiero w
        trzeciej dobie, już w domu. Podczas porodu jak spytałm panią doktor co to
        dolargan i czy jest bezpieczny, to odpowiedziała, że naczytałam się
        Przyjaciółki i niepotrzebnie się obawiam. Przy drugim porodzie byłam już
        mądrzejsza i dolargan dostałam dopiero przed szyciem. Ta sama pani doktor
        prowadziła ciążę kobiety z którą leżąłam na sali za drugim razem. Przez całą
        ciążę szprycowała ją relanium, a poród oczywiście na dolarganie. Efekt był
        taki, że dziecko albo spało albo krzyczało i ssać nie potrafiło.
        Lekaże podają leki, które czasami działają korzystnie na ich wygodę.
    • agnipe Re: szpital na Polnej Poznań 11.01.07, 11:20
      Jeżeli zastanawiasz się czy rodzić na Polnej to obejrzyj sobie program Polsatu
      Interwecja interwencja.interia.pl/news?inf=856377 - daje do myślenia. Ja
      też rodziłam na Polnej i niestety wiem z doświadczenia, że tak jest jak
      pokazuje reportaż. Położne wiedzą lepiej czy pacjentkę coś boli i czy ma prawo
      czuć ból czy nie, to one decyduja kiedy wezwać lekarza. Czasem jest to za późno.
      • alicja30 Re: szpital na Polnej Poznań 11.01.07, 13:34
        ten reportaż jest szokujący i na pewno pojawią się tu za chwile posty w obronie
        lekarzy, pielegniarek itd. No bo nie można uogólniać, oceniać szpitala po
        jednym przypadku.
        Nie bede komentować tego reportażu. Chciałam tylko zapytać mamy które niedawno
        rodziły w tym szpitalu czy nadal jest tak, że lekarz dyżurujący na porodówce ma
        jednocześnie dyżur na oddziale ginekologiczno-położniczym? Leżałam na Polnej
        przez miesiąc (5lat temu) i często w nocy działy się tam szokujące sytuacje:
        kobiety miały bóle, plamienia, kołatanie serca itp a pielegniarki mówiły, ze
        mają poczekać do obchodu - lekarz nie może teraz przyjść, bo ma dużo porodów.
        Jak zaczynała się u którejś akcja porodowa to brały ją na wózku na porodówkę.
        Przez miesiąc ani razu w nocy nie przyszedł do żadnej lekarz bez względu na to,
        co się działo. No bo przecież "nie rozdwoi się".
        Niedługo czeka mnie poród i nie podjęłm jeszcze decyzji gdzie.
        • agnipe Re: szpital na Polnej Poznań 27.02.07, 11:56
          Dalej jest tak samo. Trudno sie doprosić o lekarza, w soboty i niedziele to już
          nikogo nie ma na oddziale nawet w dzień. Ja rodziłam w czerwcu 2006.
          Przebywałam na oddziale ginekologiczno-położniczym już od kilku dni . Na
          dodatek był "długi weekend". Poród zaczął sie po południu w sobotę (właściwie
          to juz od rana sączyły się wody płodowe, o czym zgłosiłam pielegniarkom).
          Lekarz na obchodzie nie chciał mnie zbadać. Potem przez całą noc z soboty na
          niedzielę nie zajrzał do mnie żaden lekarz, a położne z raz - w dodatku nie
          chciały mi wierzyć że mam skurcze. Gdy prosiłam o wezwanie lekarza, to
          twierdziły, że jest dużo porodów i lekarz nie może do mnie przyjść. Skończyło
          się tak, że o mało co urodziłabym na łóżku szpitalnym na oddziale
          ginekologiczno-położniczym. Nad ranem w niedzielę wreszcie zjawił sie lekarz
          gdy miałam już skurcze parte - potem szybko przewieziono mnie na łóżku na
          porodówkę i urodziłam za 15 minut w sali zabiegowej. Ale najgorsze miało
          dopiero nastąpić - bo okazało się, że przez to że tak długo nikt się mną nie
          zainteresował zarażono i mnie, i niestety dziecko gronkowcem złocistym! Bo za
          późno dotarłam na porodówkę! A cały czas byłam piętro niżej.
          Nie ma to jak opieka w szpitalu klinicznym na Polnej. Nigdy nie zapomnę tej
          traumy.
          --
Pełna wersja