poród-sąsiadka nie godzi się na obecność partnera

08.02.07, 12:25
Wczoraj podczas zwiedzania szpitala, w którym chcę rodzić bardzo sympatyczna
położna uprzedziła mnie, że obecność partnera podczas porodu jest uzależniona
od zgody ewentualnej sąsiadki na sali porodowej. A zdarza się czasami, że
dziewczyny nie godzą się. Nie rozumiem takiego zachowania i uważam, że jest
nie w porządku. Przecież byłybyśmy oddzielone ścianką, mój mąż nic by nie
widział co się u niej dzieje. Nawet podczas naszego odlądania sali porodowej,
za ścianą odbywał się poród. Nic nie widzieliśmy, w niczym nie
przeszkadzaliśmy.
Bardzo ważne jest dla mnie, aby był przy mnie ktoś bliski. Ponad to mojemu
mężowi bardzo zależy, na tym by uczestniczyć w porodzie. To dotyczy nas
obojga. Dziecko urodzi się nam , a nie tylko mi.
To straszne, że dziewczyny, które przecież są w identycznej sytuacji, nie
rozumieją uczuć innych i nie godzą się na obecność partnera u sąsiadki za
ścianą.
Czy zdarzyło się Wam coś takiego?
    • lady_of_avalon Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 08.02.07, 12:40
      Z punktu widzenia przepisów prawa (Karta Praw Pacjenta) jest to mocno
      dyskusyjna kwestia, bo wykluczają się tu wzajemnie dwa prawa: twoje do opieki i
      obecności bliskiej osoby i drugiej pacjentki do poszanowania intymności. Nie
      jest okreslone, które z tych praw jest ważniejsze...
      Dlatego miedzy innymi Fundacja Rodzic po Ludzku od wielu lat apeluje o
      zlikwidowanie wieloosobwych sal do porodu...
    • basia_mar Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 08.02.07, 12:40
      Anita, spróbuj zrozumieć, że mimo mody prodów rodzinnych, są kobiety, które
      chcą rodzić same, z różnych powodów. I ich wybór trzeba uszanować. Wiele kobiet
      nie życzy sobie nawet obecności studentów podczas porodu, a ich obecność byłaby
      w jakiś sposób uzasadniona.
      Ja rodziłam z mężem i teraz też chciałabym, aby był przy mnie. Jednak wydaje mi
      się, że dla zapewnienia nam obojgu intymności, zdecydowałabym się na wykupienie
      sali jednoosobowej. A jeśli nie będzie takiej możliwości i przyjdzie mi
      rodzić "samotnie", to chyba nie chciałabym aby na tej samej sali był obecny
      ktoś postronny.
      • anita.sz Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 08.02.07, 12:59
        Oddzielna sala kosztuje niestety 500. Do dużo biorąc pod uwagę wydatki jakie
        będą nas czekać przed i po urodzeniu córeczki.
        Zwiedzałam salę porodową w trakcie odbywającego się tam porodu. Ścianki
        oddzielające są na tyle szerokie, że nie widzieliśmy absolutnie nic, nawet
        kawałeczka łóżka rodzącej, nikogo z lekarzy kręcących się przy niej. Absolutnie
        nic. Zatem nie wiem w jaki sposób obecność mojego męża mogłaby przeszkadzać
        sąsiadce.
        Swoją drogą nie powinno być sal wieloosobowych, aby uniknąć takiego problemu.
        Tylko, że nasze szpitale raczaj nie stać na generalne remonty od zaraz. I
        jeszcze długo się nic nie zmieni.
        • marweg25 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 08.02.07, 17:23
          Ale niestety wszystko słychać. Kobieta może się krepowac, ze np zacznie
          krzyczec czy cos w tym stylu. Poza tym postaw sie w sytuacji kobiety rodzacej
          samotnie bo np. porzuconej przez partnera w czasie ciazy. Moze to byc dla niej
          trudne psychicznie - w i tak ciezkiej sytuacji.
    • ravnn Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 08.02.07, 12:50
      witam
      podobnie jest u nas. ogolnie mnie to nie przeszkadza ze za scianka rodzi kobieta z mezem, tak samo wiem ze moj maz nie zagladalby gdyz jest to taki moment ze napewno skupilby sie na tym co sie ze mna dzieje a nie u kobitki obok.
      jednak mimo wszystko rozumiem ze wspolrodzaca moze sie nie zgodzic. wiele kobiet jednak uwaza ze takie rzeczy nie sa dla mezczyzn i tez krepuja sie. dlatego tez szukam szpitala z mozliwie intymnymi warunkami a jesli nie uda mi sie tam dostac to szykuje kaske na oddzielna sale.boje sie zaryzykowac ze druga rodzaca sie nie zgodzi. polozna w szkole rodzenia mowi ze na ogol dziewczyny sie zgadzaja ale przeciez nigdy nie wiadomo na kogo sie trafi.
    • anitka761 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 08.02.07, 17:46
      Uwazam, ze w takiej sytuacji jestes jednak zdana na laske dziewczyny, ktora
      bedzie rodzila razem z Toba na sali. Jednych taka sytuacja bedzie krepowala a
      drugich nie. Jezeli bardzo zalezy Ci na porodzie rodzinnym to wykup sale.Moze
      potraktuj to w ten sposob ,ze twoje becikowe wynosi 500 i tyle. Ja jeszcze nie
      wiem czy chce rodzic z mezem ale wiem ,ze zaplaca za osobna sale, nie che
      rodzic z inna dziewczyna za sciana, a tym bardziej z jej mezem.
    • unia78 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 09.02.07, 21:08
      Moża ta zza ścianki będzie chciała zejść z łóżka i pochodzić z gołą d... A
      chyba nikt jej tego nie zabroni. Chciałam żeby mąż był przy mnie podczas
      porodu, ale byłam nastawiona na brak zgody sąsiadki. Skończyło się na cc.
      Paulina
      • falka32 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 11.02.07, 22:29
        No własnie, przecież poród to nie "moment" tylko nieraz długie, długie godziny,
        podczas których ani ty ani mąż nie będziecie siedzieć w boksie, tylko wychodzić
        z niego - choćby do łazienki, na spacer, po kawę do automatu itp. A w czasie,
        kiedy twój mąż będzie wędrował po kawę, pani zza ściany może akurat leżeć w
        pełnym rozkroku do badania w swoim boksie - na ogół te boksy mają niestety
        wspólny korytarz i jeżeli chcesz z niego wyjść i wyjść z sali, to musisz przejść
        koło pozostałych.
    • beatar9 z partnerem-sala pojedyncza 12.02.07, 09:52
      witam,gdybym rodziła na sali ogólnej też nie zgodziłabym się,aby partner
      sąsiadki był na tej sali;rodziłam z mężem ale w sali pojedynczej nieodpłatnie i
      takie jest przeznaczenie sal poj.-intymność dla dwojga;myślę,że jak już
      urodzisz to zrozumiesz,że taki sprzeciw był zasadny;polecam poród w pojedynczej
      sali,pozdrawiam
      • jaagoda Re: z partnerem-sala pojedyncza 12.02.07, 10:37
        TROCHE WYROZUMIALOSCI!!! WIADOMO, ZE NIE MAZ NIE BEDZIE CHODZIL PO SALI
        PORODOWEJ GDY RODZI INNA KOPBIETA - PERSONEL JEST OD TEGO ABY PILNOWAC
        PORZADKU.
        ja UWAZAM, ZE JERST TO TAKI MOMENT W ZYCIU RODZICOW, ZE JESLI CHCA TO POWINNI
        BYC RAZEM W CHWILI NARODZIN I NIE POWINNYSMY STWARZAC PROBLEMOW.
        JA RODZILAM 2 RAZY Z MEZEM (NIKT NIE RODZIL W TYM MOMENCIE CO JA) I NEI
        WYOBRAZAM SOBIE ZE MOGLOBY BYC PRZY NASTEPNYM PORODZIE. WIEM JKA DUZO TO ZNACZY
        DAL OBOJGA I NIE WYOBRAZAM SOBBIE ZE MOGLABYM ODMOWIC TEJ PRZYJEMNOSCI INNEJ
        KOBIECIE - MIALABYM WYRZUTY DO KONCA ZYCIA ZE JAKIS TATUS (MOZE TYLKO RAZ MIAL
        TAKA MOZLIWAOSC) PRZEZE MNIE NIE SKORZYSTAL.

        POZD. ZYCZE SZYBKICH PORODOW I ZYCZLIWOSCI DLA INNYCH
        • monikaj21 Re: z partnerem-sala pojedyncza 12.02.07, 11:00
          No wiesz, chyba nikt by nie odmówia obecności czyjegoś partnera przy porodzie,
          żeby mu odebrać przyjemność. Widocznie jestem straszną egoistką ale zapewnienie
          sobie minimum intymności byłoby dla mnie w tej chwili ważniejsze - już obecność
          drugiej kobiety obok byłaby dla mnie wystarczająco krępująca. Nie wyobrażam
          sobie rodzenia z czyimś mężem pod bokiem.
          Nie wiem jak wygląda sala wieloosobowa (miałam szczęście rodzić w pojedyńczej)
          ale przez większość pobytu na sali porodowej chodziłam, kąpałam się - jeśli
          oddzielone są tylko łóżka porodowe (tak to sobie wyobrażam) to chyba musiałabym
          cały poród na tym łózku przesiedzieć bo sobie nie wyobrażam spacerowania w
          takie chwili wśród najsympatyczniejszych nawet i najbardziej wyrozumiałych
          przyszłych tatusiów.

          To fatalne, że nie ma możliwości nieodpłatnego korzystania z sal pojedyńczych,
          miejmy nadzieję, że to się zmieni. A dziewczynom, które nie mogą pozwolić sobie
          na zapłacenie życzę, żeby w trakcie ich porodu nikt inny nie miał potrzeby
          korzystania z sali, tak żeby mogły urodzić w spokoju, za darmo i z bliską osobą
          u boku smile
          • mama_frania Re: z partnerem-sala pojedyncza 12.02.07, 13:25
            A ja sobie nie wyobrażam, ze mogłabym się w takiej sytuacji nie zgodzić.
            Rodziłam już i przyznam, że było mi zupełnie obojętne co się dzieje wokół mnie
            (nawet gawędziłam sobie na korytarzu z inną rodzącą parą) i ile osób kręci się w
            pobliżu. Nikomu nie chciałabym odbierać możliwości wspólnego przeżywania takiego
            momentu.
            Ale z drugiej strony rozumiem doskonale kobiety, które w takiej sytuacji nie
            wyraziłyby zgody. Każdy przeżywa poród inaczej i ma inne podejście do własnego
            ciała i intymności.
        • beatar9 Re: z partnerem-sala pojedyncza 12.02.07, 14:31
          wyrozumiałość działa w obie strony,jeśli jest już rodząca na sali to trzeba też
          uszanować jej decyzję i prawo do "intymności" nawet na sali ogólnej;znam
          dziewczynę,która zażyczyła sobie personel tylko kobiecy(prcowała w szpitalu,w
          którym rodziła)więc wyobraź sobie jak byłaby wyrozumiała dla obcego faceta;są
          dziewczyny,które rodząc krzywo patrzą na praktykantów i nie chciałyby aby
          patrzyli między nogi;są szpitale gdzie nie płaci się za pojedynczą-w takiej
          sali rodziliśmy bez niczyjej łaski,bez stresu,że jakiś inny tatuś będzie
          chodził na fajka lub na kawę;to nie jest też kwestia życzliwości to prawo do
          minimalnej intymności,pozdrawiam i życzę zrozumienia innych
    • cobia Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 12.02.07, 15:58
      Gdybym byla w takiej sytuacji (a szczesliwie nie bede) to mimo wszystko bym sie
      nie zgodzilasad przykro mi, moze i to egoizm, ale tak jest.

      Jesli jest mozliwosc zaplacenia 500 pln i zalatwienia w ten sposob problemu, to
      mozna zadac pytanie: dlaczego osoba, ktora chce rodzic z mezem nie moze poniesc
      tego kosztu, ale ja musze miec dyskomfort i swiadomosc, ze obcy mi kompletnie
      facet jest niejako "obecny" w momencie najintymniejszym w moim zyciu? Bo 500
      zl tamtej rodziny jest warte wiecej, niz moja intymnosc i spokoj subiektywny w
      momencie rodzenia dziecka?

      Trudno, jesli chce sie oszczedzic trzeba sie liczyc z wyrzeczeniami. Ty masz
      wybor (zaplacic albo nie), druga kobieta ma wybor (zgodzic sie albo nie).

      Zgadzam sie natomiast w 100% ze sam fakt, ze mamy takie dylematy jest
      skandaliczny... wieloosobowe sale porodowe to jakis koszmarsad(. Ja place
      mnostwo kasy, zeby nie miec tego problemu - tez ze swiadomoscia, ze koszt
      mojego porodu jest rowny kosztowi rocznego czesnego za przyszle studia mojego
      dziecka. Trudno.
    • kania_kania Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 12.02.07, 17:04
      Ja bym nie chciala, zeby jakis obcy facet sluchal, jak ja jecze i stekam. Proste
      - to sie nazywa prywatnosc i kazda z nas chce miec zapewnione przynajmniej
      minimum. A kazda z nas minimum rozumie inaczej. Jednej wystarczy zaslonka, innej
      potrzebny jest osobny pokoj.

      Kania
    • dizzy10 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 12.02.07, 18:27
      Mi bardzo zależy na obecności męża przy porodzie, finansowo mogę pozwolić sobie
      na salę jednoosobową, ale najbardziej boję się sytuacji, gdy się okaże, że nie
      ma miejsc na salach jednoosobowych, trafię do większej sali i mój mąż nie
      będzie mógł być przy mnie sad
      Myślę, że nie jest to łatwe, żeby wyrazić zgodę na obecność obcego mężczyzny na
      sali. Niestety warunki w szpitalach są takie jakie są i jakoś trzeba ten dzień
      przetrwać.
      Należę do osób wstydliwych i boję się "obdarcia" z intymności związanego z
      fizjologią porodu. Niemniej jednak, jeśli trafię do sali wieloosobowej, to
      oczywiście nie będzie to łatwa decyzja, ale pozwolę na obecność partnera
      sąsiadki.Wydaje mi się, że będzie on przede wszystkim przeżywał "własny" poród,
      poza tym może on swojej partnerce bardzo pomóc, więc myślę, że nie miałabym
      serca odmówić...
    • unia78 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 12.02.07, 20:23
      hmmm, jest jeszcze jeden "problem". Dla większości z nas obecność męża przy
      porodzie/wizycie u ginekologa, to rzecz normalna. Nie wyobrażamy sobie żeby
      mąż/tata nie obserwował maluszka na usg, nie ściskał zaraz po porodzie. Ale są
      kobiety, dla których pójście do ginekologa mężczyzny, to sytuacja potwornie
      krępująca, nie wyobrażają sobie obecności mężą przy porodzie, bo to ich "nie
      dotyczy". Są takie osoby, dla których rodzenie i dom, to obowiązek tylko
      kobiety, a reszta należy do mężczyzny. Osobiście mam ciocię 5 lat starszą ode
      mnie - ma niewiele ponad 30. Mieszka na wsi i ona nie może pojąć, że mąż
      widział mnie nagą po cc, pomagał mi się myć i np. kupował koszulę nocną,
      wkładki itd. Nie przekonuję jej, że myśli źle. Szanuję jej zdanie, ale swojego
      nie zmienię smile No i jak przekonać taką osobę do obecności obcego mężczyzny
      przy jej porodzie?
      Paulina
      • cobia Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 12.02.07, 22:10
        Hm... nie mam nic przeciwko mezczyznom-ginekologom (wrecz przeciwnie, nie
        poszlabym do kobiety) ale powiem Ci, ze ja tez w kazdej mozliwej sytuacji
        unikam tego, zeby moj niemaz widzial te nazwijmy to "fizjologiczne" aspekty
        kobiecosci.
        Nie jest moze to tak daleko posuniete jak to opisalas, ale staram sie
        oszczedzic mu niektorych widokow swiadomie, jesli to nie bedzie konieczne -
        przy porodzie bedzie oczywiscie, o ile nie bedzie to cc.

        Tym bardziej, nie chcialabym, zeby moich krzykow, jekow i placzu wysluchiwal
        obcy mezczyzna stajacy za cienka scianka.
    • kasiap1981 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 12.02.07, 22:08
      Zastanawiam się czy niektóre z Was rodzily, czy to wasze pierwsze dziecko.
      U nas poród odbywal się z mężem, ale w osobnej sali i teraz tez tak bedzie. \
      Niestety za salę trzeba placic, al jest teraz becikowe, wyplacają kasę z zus, z
      ubezpieczenia grupowego (mnie nic takiego nie dotyczylo, a mimo to
      zdecydowaliśmy się zaplacić).
      Nie wiem ile z Was czułoby się komfortowo majac za scianka wrzeszcząca kobietę,
      albo taka co półgoła spaceruje sobie po sali (bo przeciez do łóka jej nikt nie
      przywiąże...poza tym jak pisaly moje poprzedniczki niektórym może też być
      przykro,że mąż nie chcial, nie mógł z nimi rodzic lub ,że tatusia po prostu nie
      ma.
      każdy ma prawo do intymności!!!!!!!
      nie rozumiem waszego oburzenia,że sąsiadka może się nie zgodzić.....
      • brrr10 a jak jest na Starynkiewicza? 13.02.07, 10:13
        prawo do intymnosci ok, ale argument, ze komus jest przykro, bo jej partner nie
        chcial lub nie mogl uczestniczyc w porodzie wyjatkowo do mnie nie trafia! To
        zwykla zawisc: ja rodze sama, to i inne niech same rodza. Tymczasem dla
        niektorych mam i tatusiow to bardzo wazne zeby przez to przejsc razem.

        Tez sie zastanawiam jak to bedzie z intymnoscia, mam nadzieje, ze jest tak jak
        wspominaja moje kolezanki, ktore juz rodzily tzn. ze to czy ktos mnie slyszy nie
        bedzie mialo znaczenia. podobnie jak to czy ja bede slyszec inne. Przeciez
        wiadomo, ze jak nie krzyki, to przynjmniej pojekiwania sie zdarzaja. Podobno jak
        sie rodzi, to zaangazowanie w sama akcje jest tak wielkie, ze po prostu nie
        zwraca sie uwagi na takie detale.

        Czy ktos z Was wie jak wyglada pod tym wzgledem sytuacja na Starynkiewicza w
        Warszawie???? Nie bylam tam jeszcze...
        • marweg25 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 13.02.07, 16:40
          Sorry, ale nie nazywaj tego zawiścią. Przyszła mama może być w depresji z
          powodu samotnego macierzyństwa i akurat podczas porodu nie można jej stanu
          psychicznego pogarszać. Ciebie chociaż ktoś po samotnym porodzie przytuli ją
          nie. Poza tym i tak będzie musiała się zmagać z tabunami tatusiów
          odwiedzających mamusie i malce w salach poporodowych.
          To tak samo jakbys nazwała zawiścią to, że matki dzieci, które urodziły się
          chore lub zmarły po porodzie nie chcą leżeć na sali z mamami zdrowych maluchów.

          Do mnie zaś zupełnie nie trafia argument, że odbiera się tatusiom moment
          narodzenia dziecka. Czy tego chcemy czy nie to tylko kobieta rodzi. Ona się
          obnaża, krzyczy, boi się, wykonuje cały wysiłek itp. Jej prawo do intymności
          jest więc bradziej cenne niż obeność jakiegoś tam tatusia przy porodzie. Nie
          neguję jednak tego iż dla niektórych kobiet facet przy porodzie jest bardzo
          pomocny. Ja swojego nigdy w życiu nie zabrałabym ze sobą na poród sn. Miałam
          jednak cc a to już zupełnie inne sprawa.
          • brrr10 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 13.02.07, 18:12
            zawisc, zawisc... Niestety.
            Wiadomo, ze trudniej przezywac swoj smutek czy samotnosc jesli sie widzi, ze
            inni maja pod tym wzgledem lepiej, ale to nie powod zeby komus to "lepiej"
            zabierac (idac tym tropem bysmy doszli do wniosku, ze na odwiedziny u juz
            narodzonego bobasa tez musi sie zgodzic wspollokatorka z sali poporodowej, bo
            jej przykro patrzec ze inna kobieta ma partnera...).
            Moim zdaniem jesli sala porodowa jest zorganizowana tak, ze tatus obecny przy
            porodzie rodzinnym nie widzi sąsiadki, to nie powinno mu sie odmawiac
            uczesnictwa w porodzie.
            • marweg25 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 18.02.07, 18:33
              To co ty zaś prezentujesz co całkowity brak współczucia, empatii dla innych
              tych którzy są w trudniejszej sytuacji. Każda kobieta ma prawo w czasie porodu
              myślec tylko o sobie (ostatecznie zdarza się to max kilka rzay w życiu).

              Chyba nigdy nie widziałaś takiej sali porodowej. Ja tak i to w kilku
              szpitalach. Niby samego łóżka nie widać zza parawanu tyle, że urządzenia typu
              piłki, drabinku, wanna, prysznic już są wspólne i widoczne z obu łóżek. Poza
              tym poród trwa b. długo zwykle, czyli facet wychodzi coś zjeść, do toalety,
              zapalić i wtedy musi przeparadować tuż obok lóżka innej rodzącej.
              • brrr10 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 18.02.07, 22:13
                kobieto, chyba sie nie rozumiemy - nie twierdze, ze mozna wejsc na glowe
                samotnej i smutnej z tego powodu rodzacej. Twierdze tylko, ze nakaz rownania
                natroju w dol (typu: ktos jest sam, wiec wszysc musza) to nonsens. I egoizm.
              • mika313 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 19.02.07, 06:51
                Powiem wam dziewczyny coś. Rodziłam 6 lat temu z mężem. Treraz też tak planuję,
                jak się uda. Podczas porodu miałam wszystko totalnie w d...e. Po prostu podczas
                tego bólu wogóle przestało mnie obchodzić kto jest na sali, czy zrobię kupę, czy
                bedę krzyczeć itp.
                Gdybym sama musiała rodzić również nie miałabym nic przeciwko obcemu facetowi
                na sali. Współlokatorka mogłaby zaprosić znajomą drużynę piłkarską. Rybka...
                • brrr10 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 19.02.07, 11:30
                  zgadza sie.
                  Nie wiem tego z autopsji, bo dopiero będę rodzić (mam nadzieje z mężem...), ale
                  wszystkie moje kolezanki, ktore rodzily, a bylo ich sporo, twierdzą, że to co
                  sie dzieje wokol w czasie porodu nie jest tak istotne, jak sie wydaje wczesniej.
                  Sam porod to tak "wciągajace" przezycie, ze czlowiek nie ma czasu i ochoty zeby
                  obserwowac co sie dzieje wokol,a tym bardziej jeszcze kogos podgladac.
                  • monikaj21 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 19.02.07, 11:37
                    A ja z autopsji mogę powiedzieć, że wszystko co się dzieje wokół jest duuuuużo
                    ważniejsze niż mi się kiedykolwiek wcześniej mogło wydawać.
                    Oczywiście nie twierdzę, że u każdego tak jest, bo mam koleżankę, która
                    twierdzi tak samo jak Wy - że urodzić można wszędzie i niezależnie od warunków,
                    co w sumie jest prawdą wink Ale ja mam wrażenie, że przestawałam rodzić jak
                    otwieraly się drzwi na korytarz i widziałam tam jakieś obce położne smile
                    • brrr10 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 19.02.07, 12:12
                      no coz: kazdy jest inny smile
                      mam tylko nadzieje, ze nikt mojego meza nie wywali bez powodu jak bedziemy
                      rodzic... Troche sie tego boje. Zwlaszcza, ze - jak widac na tym forum - zdania
                      sa zroznicowane.
                      • basia_mar Re: a jak jest na Starynkiewicza? 19.02.07, 12:35
                        no więc właśnie do tego chyba sprowadza się problem - że nie wszyscy są tacy
                        jak my, nie myślą tak samo, mają inne potrzeby itd

                        wyrzucanie sobie egoizumu i innych takich chyba nie ma sensu, każda z nas ma
                        prawo przeżyć ten poród tak jak chce; są kobiety, które nie wyobrażają sobie na
                        sali własnego męża, cóż dopiero jakiegokolwiek innego faceta; a zarzekanie się,
                        że "ja to napewno..." itp, też nie ma sensu, bo w kryzysowych sytuacjach (a
                        poród można do takich zaliczyć) nasze zachowania mogą być skrajnie różne;
                    • brrr10 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 19.02.07, 12:44
                      aha, jeszcze dodam, ze mi tez by przeszkadzalo zagladanie obcych ludzi jak juz
                      bedzie sie rodzic! Tyle, ze to jednak inna sprawa niz dzwięki zza scianki.
            • pysiaczek251 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 20.02.07, 19:24
              zgadzam się!!!! Wreszcie ktoś rozsądny na tym forum, pozdrawiam gorąco
        • pysiaczek251 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 20.02.07, 19:22
          normalnie to co piszecie rozbraja mnie!!! Obecnie chyba normalne jest, że
          partner jest przy porodzie, dlaczego więc mam ja płacić za salę pojedynczą,
          dlaczego to ja mam rezygnować z bycia razem???? No zupełnie nie rozumiem,
          dlaczego w tej najważniejszej chwili w moim życiu mam patrzeć na to, że komuś
          jest przykro bo partner nie chciał uczestniczyć w porodzie??? Chyba do diaska
          ja nikomu nie zabrałam faceta i nie podrzuciłam ferelnego towarku!!!! A jak mi
          będzie przykro, że będę sama to co ??? To się nie liczy??? Sorrrrrki, ale nie
          rozumiem, dziecko to w końcu dzieło dwójki, dlaczego więc mam odpowiadać za
          nieodpowiedzialność czyjegoś partnera?????
          • monikaj21 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 20.02.07, 20:57
            Dwójki a nie tabunu obcych ludzi i nie rozumiem dlaczego oni mieliby
            uczestniczyć w jego rodzeniu się.
          • basia_mar Re: a jak jest na Starynkiewicza? 20.02.07, 21:05
            czepiłyście się tej samotności jak rzep psiego ogona

            jeśli ktoś jest sam, to może ma po prostu taką potrzebę; co do
            odpowiedzialności, to chyba nie na miejscu jest czepianie się innych - kobiety
            z różnych powodów są same, nie tylko dlatego, że dały d... nie temu co trzeba;
            sytuacje życiowe są różne, decyzje ludzi również; nie wszyscy panowie mają
            ochotę brać udział w takich wydarzeniach jak poród mimo, iż nastała taka moda i
            jest taka możliwość;
            zasada jest prosta - na płatnej sali jesteście we dwoje, na tej wspólnej
            wszystko zależy od drugiej rodzącej; gusta są różne - jeden lubi pomarańcze, a
            drugi jak mu skarpetki śmierdzą;
            • basia_mar Re: a jak jest na Starynkiewicza? 20.02.07, 21:12
              dodam jeszcze, że kobieta rodząca obok nie musi być na tym samym etapie co Wy,
              a więc jej reakcje mogą być zupełnie różne i co, dostosujecie się oboje do niej?

              w czasie porodu, za nim podano mi znieczulenie drażniło mnie wszystko wokół,
              nawet mój mąż się nie odzywał; potem, jak znieczulenie zaczęło działać było
              bardzo przyjemnie, pogawędziliśmy sobie, zadzwoniliśmy do dziadków, że to już
              lada moment.
              Tylko, że gdyby w czasie tych silnych bóli jeszcze przed znieczuleniem ktoś
              obok mnie by rozmawiał, śmiał się, chyba bym ugryzła;
              • brrr10 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 20.02.07, 21:56
                oj, temat wywoluje emocje!
                Ja nie wnikam w przyczyny tego, ze ktos rodzi sam, ani tym bardziej nie oceniam.
                Moze kobieta nie ma innej opcji, a moze nie chce - jak dla mnie to sprawa tej
                kobiety. Wspolczuje tym, ktorzy sa sami i im z tym zle. A problem polega na tym,
                ze w wielu szpitalach wciaz nie ma tak, ze na pewno znajdzie sie pojedyncza sala
                dla tych, ktorzy chca rodzic z mezem. I chyba tez nie we wszystkich jest tak, ze
                sala ogolna jest az tak malo intymnie zorganizowana, ze kazdy kazdego widzi i
                kobiety sobie zagladaja nawzajem... Dlatego mam nadzieje, ze to nie jest az taki
                wielki problem, ze np. za scianka dzialową inna kobieta rodzi razem z partnerem,
                jesli on nie widzi sąsiadki i nie kręci sie w polu jej widzenia. Tez bym nie
                chciala zeby mi ktos dodatkowy zagladal w czasie porodu - to oczywiste.

                Dlatego,co do tejze samotnosci nie twierdze nic wiecej ponad to, ze to nie fair
                jesli rodzaca chce wyprosic partnera sąsiadki tylko dlatego, ze
                rodzi sama i jej z tego powodu smutno. Potrzeba ja wtedy wesprzec, pocieszyc
                jak sie tylko da, ale nie wszyscy musza z tego powodu cierpiec.
            • monikaj21 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 20.02.07, 22:02
              Niby takie proste i logiczne, a tyle trudności sprawia zrozumienie tej zasady smile
              • brrr10 Re: a jak jest na Starynkiewicza? 21.02.07, 22:10
                ...a tym co maja inne zdanie najwygodniej zasugerowac, ze nie są zbyt "rozumni"
                wink
      • dizzy10 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 13.02.07, 15:21
        Zgadza się, to moje pierwsze dziecko, bardzo się boję i dlatego zależy mi na
        obecności męża, który w sytuacjach kryzysowych potrafi mnie zmobilizować i
        postawić na nogi. Szczególnie chciałabym, żeby był obecny podczas pierwszej
        fazy porodu, bo później to już chyba za bardzo mi nie będzie mógł pomóc.

        > U nas poród odbywal się z mężem, ale w osobnej sali i teraz tez tak bedzie.

        Fajnie, że masz 100% pewność, że będziesz mogła skorzystać z sali
        jednoosobowej, ja jestem gotowa zapłacić ale cały czas się boję, że taka sala u
        mnie w szpitalu będzie zajęta i że będę musiała rodzić z sąsiadką, która nie
        zgodzi się na obecność mojego męża...

        > Nie wiem ile z Was czułoby się komfortowo majac za scianka wrzeszcząca
        kobietę,
        >
        > albo taka co półgoła spaceruje sobie po sali (bo przeciez do łóka jej nikt
        nie
        > przywiąże...

        Niestety takie są realia w szpitalach, już się z tym pogodziłam i nie nastawiam
        się, że będę czuła się komfortowo podczas porodu...

        > każdy ma prawo do intymności!!!!!!!

        Zgadza się, ale każdy ma też prawo, żeby najważniejszy moment w życiu przeżywać
        razem z partnerem/mężem. A niestety nasze realia często nie pozwalają na
        pogodzenie tych dwóch rzeczy sad

        Mimo że bardzo zależy mi na zachowaniu intymności (nie chodzę z mężem do gin. i
        chyba wolałabym, żeby go podczas drugiej fazy porodu go nie było, natomiast
        zależy mi na jego obecności podczas pierwszej fazy, która trochę trwa), jeżeli
        trafię na salę wieloosobową, nie odbiorę nikomu możliwości rodzenia z partnerem
        (i sama mam nadzieję, że też trafię na osobę, która myśli podobnie).
        • monikaj21 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 13.02.07, 20:05
          dizzy10 napisała:

          > Niestety takie są realia w szpitalach, już się z tym pogodziłam i nie
          nastawiam
          >
          > się, że będę czuła się komfortowo podczas porodu...

          No właśnie się nastawiasz - dla Ciebie komfort to obecność męża, dla innych
          brak obcych ludzi w około.
          • beatar9 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 13.02.07, 22:06
            witam i popieram...nie wiem dlaczego dziewczyny za wszelką cenę chcą wprowadzać
            swoich partnerów na salę gdzie są obce mu kobiety w sytuacjach czasem dla nich
            ekstremalnych i chcą narażać ich na różne widoki,odgłosy...czasem taki przyszły
            tatuś nie jest do końca gotowy,żeby swoją kobietę oglądać w czasie porodu i
            decyduje się aby nie zrobić jej przykrości,często gęsto jest zaskoczony tym co
            zobaczy,usłyszy,pozdrawiam
            • izoola Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 14.02.07, 06:57
              moze decyzje zostaw tatusiom czy chca czy nie. watek nie dotyczy ich nastawienia
              do porodu . po drugie odpowiem na pytanie dlaczego. w moim przypadku poniewaz
              nie stac mnie na wykupienie sali za 800zl. oboje bardzo pragniemy aby przezyc te
              chwile wspolnie, moze byc za parawanem, ale wspolnie. gdybym mogla-owszem,
              wykupilabym, procz sali jeszcze polozna, znieczulenie i wszelkie inne wygody.
              nie wszystkie dziewczyny, ktore chca rodzic na zelaznej maja grubo wypchane
              portfele. sa takie ktore chodza do przychodni za darmo w ramach programu "mzij",
              dla ktorych kazde 100zl sie liczy. rozumiem tez, ze inna kobieta moze czuc
              dyskomfort w obecnosci obcego faceta, ale mam nadzieje, ze na taka nie trafie.
              • dizzy10 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 14.02.07, 11:30
                Zupełnie się z Tobą zgadzam - to nie fair, że na ludzkie warunki podczas porodu
                (w tym na obecność tatusia przy porodzie) mogą sobie pozwolić tylko majętne
                osoby (sala poj, położna, zzo to koszt ok. 2tys zł, na Żelaznej pewnie jeszcze
                drożej).
                Ja na szczęście mogę sobie pozwolić na poniesienie tych kosztów i dzięki temu
                czuję się trochę bezpieczniej. I moim jedynym zmartwieniem jest to, czy jedyna
                sala jednoosobowa będzie wolna.

                Co do wypowiedzi monikaj21:
                Poród sam w sobie nie jest komfortowy - zarówno dla dziewczyn walczących o
                swoją intymność (na którą przy porodzie mimo wszystko nie ma miejsca) jak i dla
                osób walczących o poród rodzinny.
                Jeżeli los sprawi, że jednak będę rodziła w tzw. "enefzetowskich" standardach
                (na komfort sali jednoosobowej nie mogę się nastawiać, bo tak jak pisałam, sala
                może być zajęta), to nie oczekuję super warunków. Wydaje mi się, że widok
                córeczki i obecność przy mnie najbliższej osoby zrekompensuje mi wszystkie
                trudy i niedogodności porodu (łącznie z jęczącą sąsiadką zza parawanu). I
                trudno, że ktoś także będzie słyszał moje jęki, krzyki - jak mówi
                przysłowie "niech się wstydzi ten kto widzi". Poza tym partnerzy przy porodach
                nie są po to, żeby obserwować inne rodzące kobiety i dobrze się bawić. Są po
                to, żeby pomagać, wspierać, podnosić na duchu. Mój mąż chce mi bardzo pomóc,
                jest przygotowany do porodu i wie, czego się może spodziewać. Dlatego przy
                takim wariancie liczę na to, że trafię na dziewczyny myślące podobnie.

                Poza tym kiedy myślę o porodzie w sali wieloosobowej, pocieszam się, że i tak
                warunki są o niebo lepsze niż w czasach, kiedy rodziły nasze mamy (moja mama
                rodziła na korytarzu, po porodzie nie dostała żadnych środków hig., nie mówiąc
                już o tym, że nie chciano jej podać zastrzyku przy konflikcie serologicznym i o
                mały włos nie podmieniliby w szpitalu mojej siostry). Tak więc może być gorzej.

                To jest jeden dzień w życiu i jakoś trzeba go przetrwać.


                Poza tym odwracając kota ogonem - skoro jakaś dziewczyna chce rodzić samotnie,
                w intymnych warunkach, bez skrępowania, to również może wykupić salę
                jednoosobową.





                • aurelkax Do dizzy10 - o intymności 12.03.07, 19:20
                  "...intymność (na którą przy porodzie mimo wszystko nie ma miejsca)..."

                  - jak to nie?! Poczucie intymnosci przy porodach to jedna z podstawowych rzeczy,
                  która musi byc spelniona, by kobietki nie czuły sie jak przedmioty, chodzące
                  inkubatory, pozbawione godności!
                  Dosadna bede, ale w moim odczuciu nie masz zdrowych pogladów.
                  Jak czytam opinie takie jak Twoja, to przestaje sie dziwic podejsciu personelu
                  szpitalnego, pewnie mysla tak jak Ty...
                  Skąd sie tacy ludzie biorą...szkoda gadać...
                  • dizzy10 Re: Do dizzy10 - o intymności 14.03.07, 19:39
                    Tak się składa, że już jestem po porodzie - miałam szczęście, bo rodziłam z
                    mężem na sali dwuosobowej, ale byliśmy sami. Natomiast bogata w doświadczenie
                    podtrzymuję to co napisałam, czyli że przy porodzie nie ma miejsca na
                    intymność - każdy zagląda Ci w krocze, mierzy co chwilę rozwarcie. Ja do tego
                    rodziłam przy drzwiach otwartych na korytarz (położnej było gorąco) - co prawda
                    korytarz był wewnętrzny, czyli tylko dla lekarzy i położnych, ale każdy
                    przechodzący mógł mnie pooglądać w akcji... Ale prawdę powiedziawszy nie
                    zwracałam na to uwagi, bo poród przebiegał w ekspresowym tempie a ja
                    skoncentrowana byłam na tym, żeby jak najbardziej ułatwić mojej córeczce
                    przyjście na świat.
                    Powiem więcej, po porodzie też nie ma miejsca na intymność, kiedy to na
                    obchodzie musisz prezentować krocze i zakrwawione podkłady gronu 10 lekarzy i
                    studentów przy sąsiadkach leżących z Tobą na sali.

                    Pewnie, że chciałabym, żeby poód był wydarzeniem bardziej intymnym, ale podczas
                    porodu to jest ostatnia rzecz o której się myśli.

                    P.S. A skąd się tacy ludzie jak ja biorą? Tak samo jak tacy jak Ty, chyba nie
                    muszę tłumaczyć jak wink
                    • monikaj21 Re: Do dizzy10 - o intymności 14.03.07, 20:48
                      Każdy zagląda w krocze, korytarz z widokiem na rodzącą, 10 lekarzy i studentów
                      przy obchodzie??????
                      No to widzę, że idealnie wybrałaś miejsce do porodu - trafiłaś na personel
                      myślący tak samo jak ty, że w czasie porodu nie ma miejsca na intymność.
                      Musieliście się dobrze wszyscy razem ze sobą czuć.
                      • dizzy10 Re: Do dizzy10 - o intymności 15.03.07, 09:28
                        Chyba nie rozumiecie tego co napisałam. Przeczytajcie uważnie moje posty,
                        nigdzie nie napisałam, że marzylam o porodzie bez zachowana intymności, wręcz
                        przeciwnie, bo byłam gotowa zapłacić za salę jednoosobową, żeby rodzić z mężem
                        i położną, ale miałam to szczęście, że na sali dwuosobowej byłam jedyną
                        rodzącą.
                        Natomiast inną kwestią jest to, że podczas porodu każdy z personelu zagląda Ci
                        w krocze, na co nie masz wpływu, bo jakoś muszą sprawdzać rozwarcie i ułożenie
                        dziecka. Także przy obchodzie nikt się Ciebie nie pyta, czy łaskawie zgadzasz
                        się na obecność 10 osób, czy ma to być tylko jeden lekarz.
                        Przed porodem też nie wyobrażałam sobie, że tyle osób będzie mnie oglądać. Ale
                        okazało się, że to jest najmniej ważne, bo podczas porodu nie zwraca się uwagi
                        na nic.
                        Jeżeli kilka osób jest potrzebnych, żeby zapewnić bezpieczne przyjście na świat
                        dziecku, to powiecie, że się nie zgadzacie, bo chcecie być tylko z jedną
                        położną i mężem? Jeżeli lekarze mają problem z szyciem i muszą to robić aż 3
                        osoby (tak bylo w moim przypadku) a dodatkowe 2-3 osoby zajmują się w tym
                        czasie dzieckiem, to powiecie, że się nie zgadzacie, bo to zbyt duży tłum?
                        Jeżeli na obchód przychodzi 10 osób, to dzień po porodzie zrobicie awanturę, że
                        sobie tego nie życzycie?
                        Gratuluję optymizmu.
                        Ja mojego porodu nie wspominam jako koszmaru, bo dzięki tym tłumom lekarzy,
                        położnych i studentów, moja córeczka przyszła szybko na świat, cała i zdrowa
                        (mimo, że duża, obwinięta pępowiną, przenoszona o 2 tyg i z zielonych wód). I
                        to jest dla mnie najważniejsze.
              • beatar9 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 14.02.07, 14:08
                jeśli upierasz się rodzić na żelaznej-komercyjnej to oki,ja rodziłam na solcu
                za darmo,ani złotówki tam nie zostawiłam za pojedynczą,b.ładną salę,ani za
                położną a zzo z założenia nie chciałam...a żelazna-moim zdaniem przereklamowana
                i niestety droga,robi interes na podstawowym prawie do intymności w tak ważnym
                dniu-masz to im płacisz a jeśli Cię nie stać są inne dobre szpitale z
                NFZ;uważam,że 8stówek to przegięcie na całej linii więc po co się upierać i
                wyrzucać innym że ich stać a innych nie-takie życie,pozdrawiam
                • dizzy10 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 14.02.07, 16:15
                  Trochę nie rozumiem Twojego postu, bo wydaje mi się z Tobą zgadzam. Żelaznej
                  nawet nie biorę pod uwagę. Inne szpitale z NFZ też są dobre, w większości są
                  jednak sale wieloosobowe i po prostu jestem przygotowana, że będę musiała
                  zapłacić (chociaż wolałabym te pieniądze wydac na córeczkę a nie na poród
                  rodzinny). Moim drugim typem jest właśnie Solec, tylko wcale nie jest łatwo się
                  tam dostać... Ale skoro Ci się udało, to to jest pocieszające.
                  Ja nie wyrzucam innym, że jednych stać a innych nie - wg mnie każdy powinien
                  mieć takie samo prawo do porodu rodzinnego i jednocześnie do intymności bez
                  względu na zasobność portfela oraz bez liczenia na szczęście, że sala
                  jednoosobowa będzie akurat wolna albo że sąsiadka się zgodzi... Ale tak nie
                  jest - takie życie...
                • dizzy10 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 14.02.07, 16:18
                  Sorki beatar9, teraz zauważyłam, że odpowiedź była do izooli, ale i tak
                  musiałam dorzucic swoje trzy grosze wink
                  • beatar9 do dizzy 14.02.07, 17:43
                    nie ma za co,to tak gorący temat...ja na solec pojechałam z tzw.ulicy bez
                    opłacania kogokolwiek,nie prowadził mojej ciąży żaden lekarz z solca,bez
                    żadnego umawiania z kimkolwiek...pozdrawiam
              • beatar9 do izooli 14.02.07, 14:12
                jeśli upierasz się rodzić na żelaznej-komercyjnej to oki,ja rodziłam na solcu
                za darmo,ani złotówki tam nie zostawiłam za pojedynczą,b.ładną salę,ani za
                położną a zzo z założenia nie chciałam...a żelazna-moim zdaniem przereklamowana
                i niestety droga,robi interes na podstawowym prawie do intymności w tak ważnym
                dniu-masz to im płacisz a jeśli Cię nie stać są inne dobre szpitale z
                NFZ;uważam,że 8stówek to przegięcie na całej linii więc po co się upierać i
                wyrzucać innym że ich stać a innych nie-takie życie,pozdrawiam
                • monikaj21 Re: do izooli 14.02.07, 14:42
                  To fatalne ale jak zwykle wszystko sprowadza się do kasy. Byłoby super gdybyśmy
                  wszystkie mogły liczyć na takie same warunki przy porodzie ale tak niestety nie
                  jest i myślę, że nigdy nie będzie - tak samo zresztą jak w innych dziedzinach.
                  Po prostu musimy wybierać - każdy ma inne priorytety, liczy na co go stać i
                  czasem niestety musi z czegoś zrezygnować. A żądanie od kogoś żeby podnosił
                  nasz komfort własnym kosztem jest moim zdaniem nie fair.
                  Ja uważam, że mam dość dobrą sytuację finansową ale i tak z wielu rzeczy muszę
                  rezygonować rozważając za i przeciw - chętnie zaszczepiłabym córkę przeciw
                  pneumokokom, ale myśląc, rozmawiając z innymi wydatku tego nie uznałam za
                  podstawowy. Ubieram siebie i dziecko w ciuchlandach, wózek kupiłam tani i taki,
                  którego mogę używać dla noworodka i dla starszaka (a teraz również dla
                  drugiego). Zapłaciłam za to za salę i położną na Żelaznej bo to było dla mnie
                  wyjątkowo ważne, znam siebie i wiem, że poród w warunkach nieintymnych, z
                  osobami, których nie znam jest jednym z moich koszmarów.
                  Tym razem jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży wzięłąm dodatkową pracę, żeby
                  zarobić na te opłaty. Cieszę się, że mam taką możliwość, ale gdybym nie mogła
                  odłożyć tych pieniędzy to szukałabym innych, tańszych rozwiązań/szpitali
                  gwarantujących to co jest dla mnie najważniejsze.
                • izoola Re: do izooli 14.02.07, 14:53
                  wiesz co, naprawde przykro mi sie zrobilo. nie wyrzucam innym, ze sa
                  zamozniejsi ode mnie i ich stac. wiem, ze takie jest zycie -jeden ma wiecej a
                  drugi mniej i jestemz tym naprawde pogodzona. poprostu odpowiedzialam na
                  pytanie-dlaczego?. piszecie-chcecie miec porod w super warunkach (= z mezem) to
                  placcie, bo za wygode sie placi, a nie wytykajcie te ktore wam w tym nie chca
                  pomoc i nie nazywajcie je egoistkami. a ja chcialam tylko zwrocic uwage, ze
                  poprostu nie kazdy moze sobie pozwolic na zaplacenie tych kilku stow.
                  jednoczesnie rozumiem te "egoistki" o czym wczesniej napisalam. chcialabym,
                  zeby i one zrozumialy mnie. bo po co wytykac sie palcami i wyzywac, lepiej
                  wysluchac racje drugiej strony i postarac sie zrozumiec.
                  odnosnie zelaznej i innych szpitali... sporo kosztowalo mnie dostanie sie tam,
                  a w zasadzie mojego meza bo to on stal od 4ej rano w kolejce zeby mnie zapisac
                  do programu. nie uwazam zeby inne szpitale byly gorsze, ale skoro juz sie tam
                  dostalam to nie bede teraz zmieniac.piszesz o solcu-nie wydaje mi sie, zeby
                  byly tam tylko i wylacznie sale pojedyncze, wiec nawet tam gdy beda one zajete,
                  kobieta pragnaca porodu rodzinnego bedzie zdana na laske "wspoltowarzyszki
                  niedoli", niepraewdaz?
                  • beatar9 Re: do izooli 14.02.07, 17:39
                    izoola,nie chciałam Ci zrobić przykrości,nazywanie kogoś "egoistką"też jest nie
                    w porządku,owszem to co piszesz jest prawdą,przykre jest,że takie warunki są
                    dla niektórych kwestią kasy-gdy byłam w ciąży szukałam takiego szpitala,w
                    którym jest 4 a nie jedna sala pojedyncza co zwiększa prawdopodobieństwo
                    skorzystania a rodziłam w czasie kiedy kilka szpitali było w remoncie i tylko
                    jedna sala,ta w której byłam była zajęta,położne udzielają info ile jest
                    porodów dziennie,takie info są też na stronach szpitali i naprawdę można za
                    taki luksus nie płacić-my nie zapłaciliśmy ani grosza-uwierz mi,owszem po
                    porodzie nie leżałam na położnictwie tylko na ginekologii ale to już mało
                    ważne,pozdrawiam
    • alcarin Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 21.02.07, 12:40
      Sprawa jest dyskusyjna i trudna do oceny, ale z wlasnego doswiadczenia wiem, ze
      dylematy w stylu: ktos mnie zobaczy, ktos mnie uslyszy, swiadomosc, ze jest ktos
      za przepierzeniem, itp. sa wazne do momentu, kiedy samemu nie trafi sie na sale
      porodowa i nie dostanie sie boli smile - czyli w fazie wyobrazen o porodzie. W
      momencie, kiedy akca porodowa jest konkretna, naprawde myslisz o innych rzeczach
      i skupiasz sie na czyms zupelnie innym, niz obecnosc faceta za scianka. Zwisa to
      obojetnym kalafiorem winkWkolo ciebie dzieje sie tyle, masz tyle wrazen fizycznych
      i psychicznych, ze naparwde zapominasz o tym, ze istnieje inny swiat, niz ten w
      obrebie 1m dookola twojego lozka porodowego. A ewentualni sasiedzi tez maja
      swoje "sprawy" i maja gdzies to, ze obok TEZ rodzi inna babka. Pisze to na
      wypadek gdyby czytala to jakies dziewczyny,ktore moglyby ewentualnie nie zgodzic
      sie na obecnosc partnera sasiadki. Naprawde, nim nie wyrazicie zgody,
      przemyslcie to jeszcze. Bylam na sali porodowej w sumie 3 razy (w czasie 1 ciazy
      big_grin ) - 2x na tescie oxy i 1 raz na porodzie i w dwoch przypadkach mialam rodzace
      sasiadki - naprawde i im i mnie bylo obojetne, ze jestesmy obok siebie w
      odleglosci kilku metrow. Na dodatek za pierwszym moim razem dziewczyna byla z
      facetem - ja sie cieszylam, bo dzieki niemu tak nie krzyczala - uspokajal ja (a
      to naprawde straszne, gdy ty lezysz i czekasz na ewentualne skurcze, a ktos obok
      drze sie z bolu), a za drugim ja bylam z mezem (drugi test mial niby wywolac juz
      porod), a sasiadka sama - mysle, ze zadna z nas nie myslal o tej drugiej i o
      tym, co dzieje sie i kto jest za zaslonka.
      • alcarin Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 21.02.07, 13:07
        Acha, jeszcze jedno - z tego co zauwazylam, personel sal porodowych bardzo dba,
        zeby rodzace i osoby im towarzyszace nie wchodzily sobie w droge. Facet jest
        sadzany na wysokosci glowy rodzacej, wiec nawt jakby mial dwumetrowa szyje i
        bardzo chcial, to nie zobaczy co dzieje sie na lozku obok. W szpitalu, wktorym
        rodzilam, sale porodowe wygladaly tak, ze byly dwuosobowe i kazdy box mial
        wejscie z innej strony: sasiedni od strony dyzurki pielegniarek, a nasz (3 razy
        trafilam na ten sam smile )osobne wyjscie na korytaz prowadzacy na poloznictwo. Co
        prawda lazienka byla w mojej czesci, ale jak druga rodzaca chciala skorzystac,
        to maz byl wypraszany. Podobnie bylo w momencie przeprowadzania badan - mimo, ze
        nie bylo nic widac, lekarze i polozne pilnowali, zeby osoba postronna (z
        wyjatkiem drugiej rodzacej wink )nie slyszala jak przebiega badanie i co sie
        podczas niego mowi.
        Wydaje mi sie, ze obecnosc drugiej rodzacej jest bardziej przerazliwa dla
        mezczyzny smile
        Mialam to szczescie, ze podczas trzeciego podejscia nikogo nie bylo na calym
        bloku porodowym - dopiero po kilku godzinach przyszla inna rodzaca do sasiedniej
        sali i mimo scian i drzwi bylo ja slychac. Ale i tak wieksza czesc wilam sie z
        bolu, wymiotowalam lub drzemalam w przerwach miedzy skurczami, wiec nawet nie
        wiedzialam kiedy minelo te 14 godzin i co sie dzialo podczas nich. Chodzili
        jacys ludzie, ktos krzyczal, ale naprawde bylo to poza mna. Istotne dla mnie
        bylo, zeby nastapil juz koniec i zeby wzieli mnie na cc.
    • monikaa13 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 22.02.07, 12:21
      okropnosc, nie dosc ze jest to platne to jeszcze jakas tam kobieta bedzie
      decydowac czy ze mna ma rodzic maz czy nie o prosze!!!???

      cale szczescie ja rodzilm w szpitalu gdzie sale porodowe sa 1 osobowe
    • monikaa13 Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 22.02.07, 12:22
      aha, jestem juz po ale nie wyobrazam sobie porodu bez meza, chyba bym, tego nie
      przezyla na prawde mialam bardzo ciezki porod, gdyby nie maz to chyba bym, sie
      poddala, nie wiem jak ale ...
    • falasarna Re: poród-sąsiadka nie godzi się na obecność part 14.03.07, 13:37
      > To straszne, że dziewczyny, które przecież są w identycznej sytuacji, nie
      > rozumieją uczuć innych

      bardzo fajnie napisałaś, więc teraz stań przed lustrem i sama to sobie
      przeczytaj
      skoro jesteś taka wyrozumiała dla innych...

      na zupełnie inną dyskusję zasługuje fakt, że kobiety rodzą jak klacze w
      boksach, a za normalne warunki muszą płacić. ta cała fundacja rodzić po ludzku
      powinna być już dawno zdelegalizowana, na razie swą nieudolnością wypracowała
      jedynie takie dziwadło jak nieziemskie półlegalne opłaty za coś
      najnormalniejszego pod słońcem, czyli poród rodzinny w osobnej sali i powstanie
      takiego tworu, który pod nazwą fundacja i należnych jej przywilejów prowadzi
      normalną prywatną działalność, dotyczy to zarówno samej fundacji jak iniekórych
      szpitali
      • dc22 Starynkiewicz!! 15.03.07, 12:41
        wsrod tej wrzawy pozwolcie prosze ze powtorze pytanie ktore padlo jakies 8m
        litrow jadu temu wink
        A JAK JEST NA STARYNKIEWICZA?

        smile)
Pełna wersja