juis
31.05.07, 05:34
Przekonałam się na własnej skórze, że w Szpitalu na Zelaznej nie jest tak
prosto urodzić! -chyba że masz wykupioną położną lub ciążę prowadzi Ci lekarz
pracujący na Zelaznej, ale do którego chodzisz prywatnie. Ja chodziłam do
lekarza przyjmującego w Przychodni Przyszpitalnej oczywiście Sw.Zofii w ramach
programu. Pogram ten dawał mi "niby" pierwszentwo do rodzenia w tym Szpitalu.
Niestety w moim przypadku sprawa nie wygladała tak kolorowo. Tego dnia jak
zaczełam rodzić byłam umówiona na jedna z ostatnich wizyt w Przychodni. W
trakcie czekania na swoją kolej zaczeły mi odchodzić wody. Pani doktor mnie
zbadała i stwierdziała, że "zaczynamy rodzić". Przeszliśmy wraz z męzem i
pielęgniarką do rejestracji w Szpitalu, tam rozpoczeła się cała proceura
zapisywania mnie na oddział, aż w pewnym momencie przyszła p.doktor i
powiedziała, ze niestety w tym Szpitalu ni mogę rodzic, bo nie ma wolnch
miejsc. Zaproponowano mi że znajdą mi inny Szpital i tak też zrobiono- zapadła
decyzja, że jadę na Inflandzką. Nawet nie chciano mnie przewieźdź karetką- bo
to dodatkowe koszty; wiec jak mąż wrócił z domu z moimi i dziecka rzeczami- w
samochód i na Inflandzką. Tam kolejna procedura rejestracji, kolejne badanie
przez trzeciego juz tego wieczoru lekarza- ale to nawet nie o to chodzi,
główny problem w tym, że koleżanka która rodział jakis czas temu, a chodziła
prywatnie do tego samego lekarza co ja bez problemu rodziała na Zelaznej- ona
poprostu długo przed porodem miała wypisana karte do Szpitala!!! Mam straszny
żal za to jak zostałam tam potraktowanaw Szpitalu Sw.Zofii, a cała sytuacja
była dla mnie bardzo stresowa.
P.S. Gorące podziękowania dla dyrektora Szpitala na Inflandziej za zrozumienie
i przychylenie się do mojej prośby...