czy wiecie coś o porodach w szpitalu bródnowskim?

15.06.07, 20:55
Mam spory dylemat? w najbliżej okolicy mam szpital bródnowski ale kompletnie
nie wiem jak wyglądają w nim porody. Może macie drogie mamy jakieś informacje,
będę wdzięczna za każdą. Pozdrawiam
    • felka-2004 Re: czy wiecie coś o porodach w szpitalu bródnows 18.06.07, 15:59
      Witam, Ja rodziłam w bródnowskim 2 lata temu. Są trzy "sale" porodowe. Trudno
      je nazwać salami, bo są tak małe że ledwo zmieściliśmy się z mężem. Na środku
      stoi łóżko porodowe, z jednej strony miałam KTG i kroplówkę, z drugiej strony
      na krzesełku siedział mój mąż. Personel nie robił żadnych problemów z jego
      obecności. Ogólnie to było ok, personel nie był wylewny ale też nie był
      antypatyczny - normalny bym powiedziała. Najgorsze tam są warunki - wszystko
      stare, nieco zniszczone. Szpital był odnawiany prawie 25 lat temu, od tamtej
      pory chyba niewiele się tam zmieniło. Łazienka z której korzystałam była bardzo
      obskórna. Doskonale słyszałam porody które odbywały się obok. Dziecko położyli
      mi na brzuch tylko na chwilę, po czym zabrali do innego pomieszczenia, w celu
      zważenia, ubrania i tych innych. W tym czasie ja byłam szyta. Przy porodzie
      obecni byli studenci, choć nikt mnie nie pytał czy wyrażam na to zgodę.
      Pomiędzy parciami chciałam ich wyrzucić ale ostatecznie dałam sobie spokój.
      Ogólnie było nienajgorzej.
      Bródnowski mogę bardzo polecić ze względu na opiekę poporodową, jest naprawdę
      super i dla matki i dla dziecka. Dzieci są tam przebadane na wszystkie sposoby,
      wszystkie badania ma porobione, jeśli jest potrzeba - leczona. Sama spędziłam
      tam prawie 3 tygodnie, bo Synek brał antybiotyki. Luksusów tam nie ma ale
      wytrzymac się da. Przez 4 miesiące po porodzie chodziłam z Synkiem na kontrolę
      do lekarza. On sam przy wypisie zapisał mnie do specjalistów, a potem
      interesował się jaką diagnozę ci specjaliści postawili.
      Sama jestem teraz w 41 togodniu ciąży, czekam z niecierpliwością na
      rozwiązanie. Chciałam rodzić na Solcu, ale widze że tutaj na forum dziewczyny
      nie mają o nim dobrego zdania. Bródnowski mam pod nosem więc .... dodatkowo
      sąsiadka która rodziła parę miesięcu temu wcześniaka, również poleca ten
      szpital właśnie ze względu na opiekę poporodową. Lekarze są tam fantastyczni.
      Aha, na obchodach jest dużo studentów, lekarze są kolorowi ale sympatyczni.
      Nawet niemiłe na początku położne udało mi się polubić i znaleźć wspólny język.
      Nie wiem co mam jeszcze pisać .... powiedz co jeszcze dokładnie chciałabyś
      wiedzieć. Pozdrawiam
      • mamakornela Re: czy wiecie coś o porodach w szpitalu bródnows 19.06.07, 03:17
        Ja rodziłam dokładnie 4 m-ce temu i dobrze wspominam tylko jedną położną z
        patologii ciązy- Jagoda bodajże, nie pamiętam, i jedną z porodówki. Trzy razy
        odsyłali mnie do domu- choć byłam za pierwszym razem 10 dni po porodzie. Skurcze
        zaczęły się jak byłam już na patologi ciązy, dzień po przyjściu tam, ok 23.
        Położna zwiozła mnie na porodówke gdzie była jedna połozna- wysoka, krótkie
        ciemne włosy w okularach, chyba Agnieszka. Przez calutką noc była u mnie trzy
        razy (od 23 do 9 rano) jak się bardzo wydzierałam żeby przyszła bo mnie
        zaciskała pasami od ktg tak mocno, że skurcze były silniejsze niz pewnie byłyby
        bez tego. Poza tym przychodzenie spała przed telewizorem. Ponieważ poród miał
        być indukowany dwa dni byłam praktycznie na czczo, wieczór przed porodewm
        zrobiono mi lewatywę. Byłąm tak osłabiona że ledwo stałam na nogach (nie mógwiąc
        już o tym, że wymiotowałam jak kot). O 5 rano łaskawie (na moją zreszta prośbę)
        przyniosła mi kroplówkę, bo słaniałam się na nogach. Ok godz 9 przyszedł lekarz,
        potem następny i jeszcze trzeci i każdy tylko "badał". Dopiero ok 10 przyszła
        konkretna położna która wszystko rudzyła do przodu, dzięki niej rodziłam 15
        minut ( a było to moje pierwsze dziecko). A później sala poporodowa. Dostawiane
        łóżko pod oknem (był luty wiało jak diabli a w oknie była dziura). Mój syn był
        wychłodzony póki nie wykłóciłam się o zmiane łóżka ( wcześniej słysząc od
        pielęgniarek noworodkowym że go ziębię i ubieram źle). Po przyjeździe na tę salę
        okazało się ze mam prawie 40 st gorączki ( to przez to wycieńczenie, wdała się
        infekcja). Mój syn był zdrowy ale lekarze stwierdzili że klinicznie jest coś z
        nim nie tak (po tej infekcji wewnątrzmacicznej to normalne że coś nie tak mogło
        być), ale co dokładnie nie wiedzieli. Mały miał po porodzie bradykardię (
        troszkę mu przez chwilę serduszko biło wolniej) co było własnie tą infekcją moją
        spowodowane. Pediatra która go prowadziła zaleziła i zapisała na karcie dziecka
        by monitorowano mu puls pulsometrem co 2 godziny przez pare minut-pielęgniarki
        doczytały się że dziecko ma być podłączone 24 godziny. Gdy wyszło jak miało być
        naprawdę lekarka mnie przepraszała, aż jej sie głupio zrobiło. W trzeciej dobie
        syn miał podwyższony poziom bilirubiny więc Pani doktor zaleciła przepajanie
        wodą- pielęgniarki przyniosły mi wodę z glukozą. Po jej wypiciu jakoś tak
        wypadło mierzenie dzieciom cukru. No i synek miał, co oczywiste, podwyższony
        poziom. To stało się powodem tego, że podali mu bez mojej zgody antybiotyk, a
        jak powiedziałam że chyba z wodą zaszła pomyłka to lekarka się zmieszała i
        powiedziała że "nie ma znaczenia czy woda była z cukrem czy bez, to nie wpływa
        na poziom cukru"- nie jestem lekarzem, ale pewne rzeczy są oczywiste.Dopiero
        następnego dnia przyniesiono mi do podpisania zgode na podanie mu
        antybiotyku..............i tak dalej.............. później sięokazało że
        infekcja spowodowała podwyższenie pewnych enzymów, w IMiD podejrzewano że syn ma
        mukowiscydozę... zrobili z niego w tym szpitalu cięzko chore dziecko, któemu tak
        naprawdę nic nie było..........
        Nie polecam
        Szczerze...
        tam naprawdę trudno trafić na kogoś życzliwego...
        mój syn do dziś nie lubi się kąpać, a ja spędziłam tam 10 najgorszych dni
        swojego życia a wyjście stamtąd było najpiękniejszym dniem w moim życiu
        Jeżeli potrafisz walczyć o swoje to możesz tam iść, ale przygotuj się na ostrą
        batalię..
        Pozdrawiam
      • mamcia-gosia do felka 20.06.07, 12:20
        Witaj. Dziękuję Ci za wyczerpującą odpowiedź. Ja również jestem w drugiej ciąży
        i bardzo blisko mam bródnowski szpital. Mam dylemat bo teoretycznie żadnej
        dobrej opinii nie słyszałam o tym szpitalu. Pierwsze dziecko, także synka wink
        rodziłam na solcu. Mimo że po porodzie leżałam na ginekologii, bo na
        położnictwie nie było wolnych łóżek, miło wspominam ten moment. Bardzo miły
        personel, mimo że nie płaciłam za położną. Najgorsza jest tam opcja zoo, ciągle
        jest tam z tym problem. W dniu mojego pierwszego porodu nie podawano znieczuleń,
        ale mój mąż obecny przy porodzie jak zobaczył jak strasznie cierpie z bólu
        wykłócił się o zoo, zapłaciliśmy 500 zł, ale komfort porodu jest
        nieporównywalny. A tak poza tym co tym razem nosisz pod serduszkiem? Pozdrawiam
        Gosia
        • asperula Re: do felka 22.06.07, 07:20
          pytałam się tam jak to jest ze studentami.

          nikt nie będzie się pytał czy zgadzasz się na obecność ale możesz się nie
          zgodzić i wtedy są wyproszeni. to ty masz pierwsza powiedziec. Mam zamiar tego
          pilnowac. smile ważne dla mnie jest również to że nie odsyłają do innego szpitala
          i mają lepszą aparaturę ratującą od wołomina (te szpitale brałam pod uwagę)
          • edzia.79 Re: do felka 22.06.07, 07:40
            ogladalam porodowke i odnioslam dobre wrazenie,dla mnie raczej mila rodzinna atmosfera.
            kilka dni lezalam na patologii i warunki oprocz jedenia tez byly dobre.
            Wszyscy lekarze i polozne bardzo mili dlatego ja juz sie zdecydowalam.
        • felka-2004 Re: do mamcia-gosia 26.06.07, 23:27
          Witajsmile Moja Córeńka jest już na tym świeciesmilesmilesmile W ostatniej chwili
          zdecydowałam się na poród rodzinny (500zł) na Inflanckiej i nie żałuję tegosmile
          Poród był bardzo ok, nieopłacona położna, młodziutka Pani Marlenka okazała się
          bardzo miłą i życzliwą. Dostałam znieczulenie (0zł - anestezjolog na medal). II
          faza porodu trwała 10 min, lekarz nie dostarł, poród odbierała położna. smile
          Ale ... opieka poporodowa baardzo nieciekawa. Lekarze oschli, wpadali do pokoju
          i wypadali. Badanie noworodków trwało dosłownie chwilkę ... Na bródnie było
          tysiąc razy lepiej ... Przynajmniej posiłki były dietetyczne, dla matek
          karmiących, na inflanckiej dostałam teraz zupę pieczarkową, kotleta schabowego,
          na surówkę jabłko w całości, kolacja to 2 kromki chleba i 2 plasterki wędlinysmile
          Ale nie narzekam bo wypisali mnie dokładnie 10 minut po zakończeniu drugiej
          doby życia mojej córeczki.
          Nie ma idealnych szpitali.
          Powiedz mi, jakie szpitale bierzesz pod uwagę?
          pozdrawiam
    • milka_milka Re: czy wiecie coś o porodach w szpitalu bródnows 22.06.07, 10:09
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=588&w=55694085&a=55694085
    • milka_milka Re: czy wiecie coś o porodach w szpitalu bródnows 22.06.07, 10:15
      Polecam!!!
    • amoze1 Re: czy wiecie coś o porodach w szpitalu bródnows 25.06.07, 10:02
      Witaj! Ja rodziłam 21.03.2007 r. synka w tym szpitalu. Najpierw spędziłam 2
      miesiące na patologii ciąży. Poznałam lekarzy i personel. Polecam!!! Uratowano
      mi tam życie! Pani dr Timorek jako pierwsza zdiagnozowała i podała mi lekarstwo
      na zakrzepicę. Do końca życia będę jej za to wdzięczna! Po miesiącu tam leżenia
      miałam miesiac "wakacji" od szpitala po czym w 33 tygodniu ciąży zaczęły mi
      odchodzić wody płodowe i znów wylądowałam w tym szpitalu. Znów ratowano życie
      tym razem mojemu synkowi, aby jak najdłużej był w brzuszku. 2 tygodnie
      wytrzymaliśmy i w 35 tygodniu ciąży urodził się siłami natury mój synek -
      Franio smile Poród miałam bardzo szybki gdyż wody płodowe, które wyciekały przez 2
      tygodnie rozmiękczyły szyjkę i tamte okolice. Ja rodziłam w nocy w asyście 1
      lekarz i położna. W akcji porodowej pomagała mi bardzo sympatyczna młoda pani
      dr (niestety nazwiska nie pamiętam) dlatego, że dziecko wcześniak. Nie położna
      a ona! Dziecko położono mi na chwilkę na brzuszku po czym zabrano je do sali
      noworodka. Mną się dalej opiekowała pani dr, musiano mnie uśpić gdyż łożysko
      nie wyszło całe. Po 4 godzinach po porodzie spędzonych na korytarzu porodówki
      przewieziono mnie samą na położnictwo, do pokoju 5 osobowego. Tam to się
      działo. 5 matek, 4 dzieci i odgrom odwiedzających! Skandal! Dziecko zostało do
      obserwacji w sali noworodkowej. I tam dopiero zaczęło się piekło! Lekarze nie
      kompetenti, zmieniają zdanie co chwila, nie mówią całej prawdy o stanie
      dziecka. Moje dziecko jak się później okazało ma wrodzoną wadę serca, w
      szpitalu pomimo zrobionego usg oraz trzymaniu go przez 5 dni na oddziale
      noworodkowym przemilczano ten temat! Podawano mu antybiotyki nie mówiąc mi na
      co. Lekarz wieczorem w odpowiedzi na moje pytanie na co są te antybiotyki
      odpowiedziała, że na uszy! Jakie uszy nikt do tej pory o nich mi nic nie mówił.
      Rano jak spytałam lekarza na obchodzie powiedziała, że złapał infekcję
      wewnątrzmaciczną odemnie! Jedna wielka tragedia!!! Duży nacisk na karmienie
      piersią, chodzi pani laktacyjna, cycki gniecie, robi siniaki-giganty a Ty z
      zadowoleniem niesiesz dziecku te parę kropel. Dziecko od początku było karmione
      mlekiem sztucznym przez strzykawkę ze smoczkiem! Przy podaniu cycka wielka
      awantura, przy podaniu owej strzykawki cisza. Po wyjściu nie obyło się bez
      wizyty w poradni laktacyjnej, która i tak nic nie pomogła. Rozpisałam sie ale
      musiałam to napisać. Spędziłam tam sporo czasu i na samo wspomnienie robi mi
      się niedobrze. Podsumowując patologia ciąży TAK rodzić NIE. Pozdrawiam
      • milka_milka Re: czy wiecie coś o porodach w szpitalu bródnows 25.06.07, 10:33
        Patrz, a ja terroru laktacyjnego nie zauważyłam. Dwa razy była położna i
        lekarka, coś zaczęły mówić, ale szybciutko je ukróciłam i był spokój. Na poród i
        opiekę nad noworodkiem też nie narzekam, małemu porobiono wszystkie badania, te
        nadprogramowe też, pediatrzy byli mili i kompetentni, wyczerpująco o wszystkim
        mnie informowali. Ale mój synek nie był wcześniakiem, może dlatego różnica. Z
        czy muszę się zgodzić, to te koszmarne sale 5-osobowe. Dlatego, jeśli kogoś
        stać, lepiej wziąć jedynkę 50 zł/doba.
        • gosia244 Re: czy wiecie coś o porodach w szpitalu bródnows 08.09.07, 13:45
          zastanawiam sie jakie te sale sa jednososobowe?? czy opieka
          pozlonych i pielegnarek jest mila. Czy poprostu trzeba pielegniarce
          wybranej zaplacici i polzonej za opieke i porade. nie moge zrozumiec
          jak mozna byc dla kogos nieczulym i niemilym.
          lecze sie u dr Timorek.wspaniala kobieta, wiem ze pracuje w szpitalu
          brodnowskim. dlatego ylko z nia bym chciala rodzic jesli juz.
          a jak jest tam z higiena, czystoscia. itp.??
Pełna wersja