Urodziłam w Lędzinach - długie...

20.06.07, 21:08
Ukończyliśmy szkołę rodzenia przy Izbie Porodowej w Lędzinach. Z zajęć
byliśmy zadowoleni, dzięki nim mieliśmy bardzo pozytywne nastawienie do
porodu co miało być podstawą

porodowego sukcesu. Wiedzieliśmy że poród zaczyna się w głowie i że jest
to "wydarzenie rodzinne" bardziej niż "medyczne" dlatego z radością
czekaliśmy na ten dzień kiedy miało narodzić

się nasze pierwsze dziecię. Znając i czytając w różnch miejscach wiele bardzo
dobrych opinii i miłych wspomnień związanych z porodami w Lędzinach po wielu
przemyśleniach

postanowiliśmy wspólnie że tam właśnie chcemy rodzić - liczyliśmy na domową -
rodzinną atmosferę, intymność i poród bardziej "naturalny" niż "szpitalny".
Słuszność naszej decyzji potwierdziło przyznanie lędzińskiej placówce II
miejsca w Rankingu Fundacji "Rodzić po ludzku" i wyróżenienie położnych -
"Aniołów". W spokojnym oczekiwaniu na poród pomogło nam to że poznaliśmy
połozne pracujące na porodówce i czuliśmy się tam prawie jak w domu.
Myśleliśmy że nasz przemyślany wybór jest w 100% trafny i że w ten sposób
zwiększymy nasze szanse na to żeby poród naszego dziecka wspominać jako
najpiekniejszy dzień naszego życia, "z łezką w oku" itp...

Na porodówkę przyjechaliśmy nad ranem po tym jak w nocy odeszły mi wody. Nie
było żadnego golenia ani lewatywy. Do naszej dyspozycji dostaliśmy osobny
pokój, kóry zapewniał nam

intymność na której nam zależało, piłkę i oczywiście mogliśmy prosić o
wszystkie inne pomocne sprzęty - ale i tak okazały się w moim przypadku
nieprzydatne. Na samym początku okazało

się że miałam 5 cm rozwarcia, a wczesniej praktycznie nie czułam żadnych
większych skurczów co mnie bardzo zaskoczyło i ucieszyło. Sysematycznie w
czasie całej I fazy tak często jak

było to konieczne połozna badała mnie i tętno dziecka. I wszystko było
pieknie dopóki rankiem nie zjawił się na prodówce dr Hudy. Już na dzień dobry
było czuć że "szybki" pan doktor nie

przepada za porodami naturalnymi, niestety... O godzinie 11 kiedy akcja
porodowa postępowała ale nie tak szybko jak życzyłby sobie tego pan dr,
zaczął on straszyć nas 40 stopniową

gorączką którą mogę dostać jeśli akcja nie przyspieszy, odwozem do szpitala i
powikłaniami wynikającymi z tego że odeszły mi wody. Tak długo smęcił i
straszył że nie mając alternatywy

ani innej propozycji ze strony położnej w końcu zgodziliśmy się na podanie
kroplówki z oksytocyną (ale zdaję sobie sprawę z tego że w szpitalu kroplówkę
mogłam w tej sytuacji dostać na

dizeń dobry i nikt by się mnie o zdanie nie pytał... tu jednak mogliśmy
poczekać). Po kroplówce w ciągu kolejnych 3 godzin miałam już rozwarcie na 8
cm przy nawet całkiem znośnych skurczach które od tego momentu jednak zaczęły
coraz bardziej narastać i stawały się już dość bolesne. Przy 8 cm rozwarciu
dostaliśmy nawet rosołek który jadlam kołysząc się na piłce smile Niestety
ponieważ pan dr bardzo spieszył sie do 15 pacjentek które czekały na niego w
przychodni (co jeszcze nie raz dał nam tego dnia odczuć powtarzając to w
kółko!) uznał że nie będzie czekał aż łaskawie będzie pełne rozwarcie tylko
że mi je własnoręcznie zrobi - o czym nie miałam pojęcia kładąc się
nieświadoma na fotelu "do badania". Nikt mi nie powiedział co planuje pan dr,
a dodatkowo mąż musiał zostać za drzwiami chociaż normalnym zwyczajem w tej
placówce są badania w obecności męża, ale pan dr tego nie praktykuje. I tak w
okropnym bólu potęgowanym przez skurcz pan dr rozciągał mi palcami szyjkę
każąc przy tym przeć aż wreszcie ujrzał swoje upragnione 10 cm ponieważ jak
pisałam wcześniej bardzo spieszyło mu się na dyżur do przychodni... Samo
rozpychanie szyjki na siłę na skurczu z powodzeniem mogłoby zastąpić kilka
średniowiecznych wymyślnych tortur. Kiedy wreszcie miałam pełne rozwarcie ten
z kolei z niecierpliwością czekał na skurcze parte, co chwilę wypytując mnie
czy już je czuję i czy juz mnie ciśnie i był zdziwiony że jeszcze nie... i
jeszcze nie... Zaproponowano mi kilka skurczów parcia na siedząco, potem
niestety musiałam polec na fotelu ponieważ pan dr nie potrafi badać i
odbierać porodu inaczej niż na fotelu mając krocze kobiety na wysokości
swojego nosa. Z fotela udało mi się zejść jeszcze na chwilę kiedy położna
zaproponowała parcie w kucki bo na plecach trochę mi nie szło... parcie w
kucki było bardzo efektywne, główka zeszła, ale nie w stylu pana dr który
grał niestety pierwsze skrzypce i musiałam znów polec na fotelu. I w tej
prawie leżącej pozycji miałam cały czas przed oczami pana dr żującego z
zapałem gumę (!) która pewnie ma za zadanie ukryć zapach papierosów które
pali na porodówce (tak tak... zapach swobodnie dolatuje do miejsca gdzie leżą
matki z dziećmi!).

Efekt końcowy - żyję ja i dziecko które niestety z niepoznanych przez nas
przyczyn utkwiło na długo w kanale - parłam w sumie ok godziny i 50 minut,
raz słyszałam że pępowina za krótka,

raz że tak krocze trzymało, brak jakiegoś obrotu? nie wiem... nikt nie
pomyślał o pozycji leżacej? cieszę się tym że żyję ja i on bo miejscami
zastanawiałam się czy to się w ogóle skończy i jak, zależało mi już tylko
żeby mały wreszcie się urodził już nawet nie ważne jak. Trudno było mi
skoncentrować się na parciu kiedy pan dr chodził koło fotela patrzył w moje
krocze i ciągle tylko stękał między przeżuwaniem gumy że to za długo, za
wolno i coś tu jest nie tak, ciągle tylko powtarzał że "coś tu jest nie tak" -
jak w takim momencie kiedy tak bardzo bałam się co jest nie tak i co z
dzieckiem miałam efektywnie przeć i skupić się na parciu, nie wiem?
Oczywiście zaliczyłam podobno poważne pęknięcie pochwy, o nacięciu które
chyba na skurczu nie było nie wspomnę... Niestety pan dr nie chciał zgodzić
się na inną pozycję niż leżąca chociaż połozna próbowała proponować. Kiedy
wreszcie urodziło się nasze dziecię to miałam nadzieję że będę mogła
spokojnie poleżeć z nim na piersi co na pewno wynagrodziło by mi cały ten
wielki stres porodu i na co tak bardzo przez czekałam, ale mimo że wszystko z
dzieckiem było dobrze leżał dosłownie może z 10 sekund i został zabrany,
ponieważ panu dr bardzo się spieszyło... połozna musiała go hamować bo chciał
ciągnąć za pępowinę żeby szybciej wyszło łożysko, zresztą wyszło bardzo
szybko bo zaraz w następnym skurczu. Potem pan dr zabrał się do naprawdę
ekspresowego szycia - dostałam znieczulenie ale tylko na zewnątrz po czym
wbił mi igłę w środku, oczywiście zaprotestowałam bo był to okropny ból na co
pan dr stwierdził że "w środku znieczulenie nie zadziała", powiedziałam że
już nie wytrzymam i wtedy położna dała mi znieczulenie... Po ekspresowym
szyciu przyszedł czas na ekspresowe interesujace refleksje w wykonaniu pana
dr'a: poród postępował wolno bo mam leniwą macicę i nie mam mięśni brzucha
(stwierdził dotykając mój flaczek z którego własnie wyskoczyło po 9
miesiacach dziecię), chociaż rodziłam po terminie stwierdził też że dziecko
jest przed terminem bo urodziło się w mazi płodowej (!).
Moje przemyślenia:
Nie wiem dlaczego akurat nas spotkało to niewątpliwe szczęscie że poród
własnoręcznie odbierał pan dr Hudy, zawsze myślałam że porody odbierają
położne, przynajmniej w Lędzinach?
To czego nauczyliśmy się w szkole nie miało żadnego pokrycia w rzeczywistości
(NIESTETY), byłam bardzo rozczarowana tym o czym zapewniano nas w szkole a
tym co stało się na

porodówce. Byliśmy wręcz napaleni na poród który będziemy wspominać całe
nasze życie i owszem będziemy wspominać...
Pan dr Hudy pasuje do lędzińskiego zespołu jak pięść do nosa - był osobą
która niezwykle mnie stresowała, popędzała i sprawiła bardzo wiele
niepotrzebnego w moim odczuciu bólu, myślę

że przez to jego przyspieszanie na siłę tylko nam zaszkodził. Mam nadzieję że
nasze dziecko faktycznie jest zdrowe tak jak na to wygląda. I nie wiem w czym
mój poród (przynamniej jeśli

chodzi o II fa
    • majowa-panna Re: Urodziłam w Lędzinach - długie... 20.06.07, 21:10
      zę) różnił się od szpitalnego przed kórym tak się broniliśmy?
      Nie wiem dlaczego połozne miały w moim odczuciu tak mało do powiedzenia?

      Opieka po porodzie rewelacja - położne pod tym względem to naprawdę Anioły.
      Kiedy ja leżałam na poporodowym były 2 porody - oba cudowne, naturalne,
      rodzinne - bez pana doktora - a ja płakałam że nie mieliśmy tyle szczęscia żeby
      tak pięknie urodzić.

      Podsumowując - cieszy to że jest jeszcze taka placówka jak Izba i można tam
      urodzić, znam wiele wspaniałych relacji z porodu tam, niestety nasz do takich
      nie należał. Mam nadzieję że nasze dziecko będzie kiedyś miało rodzeństwo bo w
      chwili obecnej na samą mysl że w ogóle mam iść do ginekologa mam ciarki na
      plecach o ponownym rodzeniu nie wspomnę. Nie wiem czy żałuję naszej decyzji...
      Pocieszam się myślą że może gdzie indziej byłoby jeszcze gorzej, poród skończył
      by się kleszczami lub próżnociągiem, nie wiem? Jeśli ktoś chciałby urodzić w
      Lędzinach mimo wszystko zachęcam bo wiem że poród tam naprawdę może być pięknym
      przeżyciem ale zachęcam też do szczerej rozmowy przed porodem - tak żeby
      oczekiwania mogły mieć szansę pokrycia w rzeczywistości. My tego nie zrobiliśmy
      bo nawet nie przypuszczaliśmy że tak to wszystko może się rozegrać.
    • majowa-panna Re: Urodziłam w Lędzinach - długie... 20.06.07, 23:08
      ps. zapomniałam dodać w opisie porodu że ostatecznie dziecko zostało
      wypchnięte...
    • majka_tychy Re: Urodziłam w Lędzinach - długie... 23.06.07, 09:54
      witam
      interesuje mnie jednow, wlasnie jestem przed wyborem miejsca na porod, wchodza w
      gre tychy i ledziny, ale:
      w jaki sposob w ledzinach jest badany noworodek? czy jest tam jaki inny lekarz
      poza Dr w/w, wiem ze maluchy w wojewodzkim, maja kompleksowe badanie zaraz na
      poczatku?
      pozdrawiam
      i zycze szczesliwych wyborow,
      mam termin na 4 pazdziernik
      • majowa-panna Re: Urodziłam w Lędzinach - długie... 23.06.07, 14:30
        Jeśli chodzi o badanie noworodków to raz dziennie - najczęściej do południa
        przychodzi pani pediatra i bada dziecko, po urodzeniu "badane" jest raczej
        przez położne (one wpisują pkt. Apgar). mój urodził się po południu a lekarka
        badało go na drugi dzień rano. szkoda że nie ma niestety przesiewowych badań
        słuchu itp. a bioderka badaliśmy małemu miesiąc po urodzeniu - mieliśmy
        skierowanie z porodówki do przychodni w Lędzinach na Ziemowicie.
Pełna wersja