W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z cc gdy

22.06.07, 14:41
dzieje się coś złego lub brak postępu porodu. Czy gdzieś jeszcze stosują
kleszcze lub próżnocią, kładą się na brzuchu...Mam traumę po porodzie w 99'i
boję się żeby historia się nie powtórzyła. Macie doświadczenia, podzielcie
się wiedzą gdzie najlepiej rodzić. Z góry dziękuję za odpowiedzi.
    • edzia.79 Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 22.06.07, 14:49
      Na Karowej 5 lat temu kladli mi sie na brzuchu zeby wycisnac malego-parlam godzine wiec moze to bylo powodem
    • aggala Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 22.06.07, 15:11
      Na początku maja rodziłam w Szpitalu Praskim. U dziewczyny, która rodziła obok
      mnie, ktg pokazało spadek tętna płodu i od razu ją przewieźli na salę operacyjną
      i zrobili cc. Wszystko trwało moment. Myślę jednak, że to zależy od lekarza
      odbierającego poród. W tym przypadku była to dr. Sarnowska, która ma bardzo
      dobrą opinię. Nie wiem, jak byłoby w przypadku innego położnika
    • omena2 Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 22.06.07, 15:28
      Ja rodziłam w lipcu 2005r w szpitalu im. Orłowskiego na czerniakowskiej miałam
      cukrzycę ciążową.Poród w 36 tyg.dziecko małe 2500, po 15 godzinach podawania
      oksytocyny dziecko wyciągneli próżnociągiem,pocieli mnie strasznie rany goiły
      się 3 m-c. Miałam ogromnego pecha bo ten szpital cieszy się dobrą opinią, ale
      jak się coś dzieje i jest to sezon urlopowy to mój przykład daje gorszą opinie.
      A i żeby tego było mało dziecko z gronkowcem wypisali mi do domu tak że w
      nastepnej dobie po wypisie dziecko trafiło do CZD w Międzylesiu.
      Pozdrawiam

      • kamilka1979 Na Żelaznej 22.06.07, 16:21

        Rodziłam tam w lutym tego roku ,ciąża była przenoszona o tydzień,podano mi
        oksytocynę .Wszystko szło sprawnie,po 4 godzinach miałam 5 cm rozwarcia,przy 6
        cm wziełam znieczuleniee.Gdy doszłam do 8cm ,przy każdym skurczu tętno dziecka
        mocno zwalniało.Położna zawołała lekarza,potem przyszedł jeszcze jeden i
        stwierdzili,że nie ma co ryzykować i męczyć dziecko.Od pierwszych spadków tętna
        do położenia mnie na stole mineło ok.30-40min
        Nadmienię,że pierwszego synka rodziłam na Solcu 22 godziny.Dziecko urodziło się
        niedotlenione.Jak to określiła neurolog"jeszcze godzinka,może pół i zmarnowaliby
        dzieciaka"
    • laminja Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 22.06.07, 16:23
      w każdym szpitalu jeśli będzie potrzeba zastosują kleszcze albo próżnociąg. W
      żadnym nie będą zwlekali jeśli coś złego zacznie się dziać.
      • omena2 Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 22.06.07, 16:38
        To skąd tyle pozwów do sądów o to, że dziecko w wyniku porodu urodziło się z
        poważnymi wadami neurologicznymi. Osobiście znam taki przypadek.Nie jest więc
        tak, że w każdym w porę zaczynają działać.
        • laminja Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 22.06.07, 16:52
          stąd, że niektórzy lekarze nie potrafią zauważyć zbliżającego się momentu
          krytycznego, są tacy którzy nie umieją dobrze założyć kleszczy czy próżnociągu,
          ale czasem komplikacje są wynikiem braku współpracy na linii
          położna/lekarz-rodząca. Reasumując nie można generalizować, bo każdy przypadek
          jest inny, a w szpitalach pracują lekarze na różnym poziomie. No i na dzień
          dzisiejszy nie wszystko da się w medycynie przewidzieć.
          • malgosiaw32 Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 22.06.07, 22:13
            Myślę że to prawda bardzo wiele zależy od lekarza to on decyduje o cięciu czy
            innych krokach. Ja w kwitniu rodziłam na Inflanckiej z powodu braków postępów
            mój lekarz zdecydował o cc.
            • agular Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 22.06.07, 23:20
              w 2005 rodzilam w Bielańskim, od pierwszych BÓLI mineło 72 godz. Mega bóle
              miałam przez 22godz , trafilam na lekarza którego nawet położna prosiła żeby
              zrobił już cc bo nie ma sansu męczyć dziecka i mnie bo już 3 dobe nie spałam i
              nie jadłam. to byl horror, położna wezwała ordynator oddziału i ta KAZAŁA
              lekarzowi robić cc.
              to tyle..
              • anita.anita80 Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 23.06.07, 10:00
                ja rodziłam w bielanskim 2 razy przez cc poród w obu przypadkach zaczą się sn
                i z powodu spadania tętna u dzieci miałam natychmiast robione cc tak więc dla
                mnie bielanski w tym wypadku jest ok
                (dodam że miałam opłaconą położną , a do lekarza chodziłam prywatnie ,który
                pracuje w bielanskim)
                pozdrawiam
    • andrzejkowo Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 23.06.07, 22:31
      Na 80% w takim, w którym pracuje lekarz do którego chodziłaś prywatnie całą
      ciążę, lub gdzie opłaciłaś położną. Niestety obydwie metody są zawodne.
      Koleżanka mając wykupioną położną urodziła przez cc dziecko, któremu z powodu
      zamartwicy (wody były zielone i jeszcze zwlekali z cc mimo braku postępu porodu)
      dno 2 punkty po porodzie. Na szczęście skończyło się dobrze i nie wymaga
      rehabilitacji. 80% do 20% to statystycznie dużo. Ja bym płaciła.
      • andrzejkowo Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 23.06.07, 22:35
        Oczywiście miało być "dano 2 punkty".
    • anangaa Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 24.06.07, 12:38
      Czyli nie wesoło. Wszystko opiera się na na tym na kogo się trafi w danym
      szpitalu. I jak tu się nie martwić...pozdrawiam.
    • falasarna Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 24.06.07, 23:45
      podobno karowa i żelazna produkują najwięcej małych pacjentów dla neurologów i
      rehabilitantów, w najlepszym wypadku rzecz jasna.
      chodzi tu głównie o przetrzymywanie porodu
    • anangaa Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 08:16
      zapomniałam dodać że złe doświadczenia z porodu wyniosłam z żelaznej... a niby
      taki świetny szpital, może nie miałam szczęścia...
      • trifoglio Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 08:57
        Mój lekarz osobiście przestrzegał mnie przed żelazną, że jakby co to strasznie
        zwlekają z cc. Natomiast koleżanka ostatnio rodziła na karowej, gdzie się
        okazało że ułożenie posladkowe dla pierworódki nie jest wskazniem do cc,
        strasznie się biedactwo namęczyła. Skoro jest tyle opinii o tych szpitalach to
        musi coś w tym być.
        • ranoma Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 10:18
          hmmm na żelaznej zwlekają, dlatego, że kolejne cięcie cesarskie im popsuje
          statystyki...bo tego jednak lepiej mieć jak najmniej...tam wszystko pod
          statystyki robią...jak się coś nie podoba lekarzowi- tzn. np dziecko jest
          ułożone pośladkowo, to odsyłają, bo mogą być komplikacje...a już nie daj Boże
          jak zrobią ktg przedporodem i się okaże, że z tętnem dziecka coś nie tak jest,
          to powiedzą, że nie mają miejsc...
          szkoda gadać...omijajcie ten szpital z daleka...
          moja siostra leżała na solcu, odesłali tam dziewczynę z żelaznej 2 tygodnie po
          terminie... stwierdzili bez badania, że wszystko jest w porządku, a na solcu ją
          lekarz prawie na sygnale kroił bo się okazało, że łożysko jest baaaardzo
          niewydolne...
          no nic...zajebisty szpital..może i lekarzy ma dobrych, ale tylko jak się tam
          chodzi do ginekologa i cała ciąża przebiega prawidłowo, albo jak sie zapłaci...

          smutne, ale prawdziwesad((
          • laminja Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 11:01
            tylko ciekawe jakim sposobem przyjmują (od lat) najwięcej porodów w woj.
            mazowieckim i z roku na rok przyjmują ich coraz więcej smile) No i ilość cc mają
            powyżej średniej krajowej. I jakie statystyki?! Czy jesteś pewna, że lekarze
            ryzykują swoją karierę zawodową dla statystyk?
            • ranoma Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 13:08
              szczerze Ci powiem, że nie interesuje mnie kariera lekarzy...po tym co się
              nasłuchałam o tym szpitalu od mojej siostry i innych zainteresowanych omijam go
              wieeeeelkim łukiem (akurat jest przy zakręciesmile)
              • falasarna Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 15:08
                > szczerze Ci powiem, że nie interesuje mnie kariera lekarzy...po tym co się
                > nasłuchałam o tym szpitalu od mojej siostry i innych zainteresowanych omijam
                go
                > wieeeeelkim łukiem (akurat jest przy zakręciesmile)

                omijaj, podobnie jak ja i inne uświadomione dziewczyny, lamnija nie dość, że
                Cię tu wyśmieje, wykpi i poniży, to i tak wyjdzie na swoje, bo głupków
                najeżdżających ten żałosny szpital nie brakuje i są w stanie utrzymać i lamniję
                i jej podobnych i tak długo trzymać szpital nad kreską, póki propaganda się
                sprawdza i nikt nie wpadnie na to, że kraj nasz kochany powinien dawno trzymać
                światowy standard, założę się, że pielęgniarki z tego szpitala nie strajkują,
                bo są za bardzo zaganiane między prywatnymi szkołami rodzenia, które gwarantują
                im odbieraniem płatnych poródów w szpitalu miejskim, wstyd
                • ranoma Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 15:16
                  ja myślę, że one tam na tyle dobrze "zarabiają", że nie muszą nawet mieć
                  własnych szkół rodzenia... smile
                • laminja Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 15:18
                  Falasarno, pokaż mi szpital w Warszawie, który o oferuje ten "światowy standard".
                  • falasarna Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 20:30
                    > Falasarno, pokaż mi szpital w Warszawie, który o oferuje ten "światowy
                    standard
                    > ".

                    czy ja mówię o warszawie? kobieto, żyjesz w unii europejskiej w dodatku kiedy
                    świat stał się dawno globalną wioską, dlatego wstyd mi za ten kraj i stolicę,
                    w której szpitale usprawiedliwiają swe bezczelne praktyki idąc za przykładem
                    sławetnej żelaznej, która jako pierwsza wypromowała fundację rodzić po ludzku,
                    tak długo powlecze się na tym haśle dopóki proste dziewuchy nie zważające na
                    ostrzeżenia, prujące do was sie nie obudzą. oszczędź sobie lamnija swoich
                    komentarzy, bo od ponad 2 lat nie popisałaś się niczym poza sarkazmem popartym
                    nieudolnym prawem w zapyziałej polsce
                • anglika Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 11.07.07, 21:17
                  Małe sprostowanie.

                  falasarna napisała:
                  pielęgniarki z tego szpitala nie strajkują,
                  > bo są za bardzo zaganiane między prywatnymi szkołami rodzenia, które gwarantują
                  >
                  > im odbieraniem płatnych poródów

                  To nie pielęgniarki przyjmują porody, tylko położne.
        • falasarna Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 25.06.07, 14:56
          > okazało że ułożenie posladkowe dla pierworódki nie jest wskazniem do cc,
          > strasznie się biedactwo namęczyła.
          to takie rzeczy jeszcze się zdarzają ?????!!!!!ukrainka, która u mnie pomaga w
          domu tak rodziła i wielbiła polskę za postęp zarzekając się, że nigdy więcej
          nie będzie miała dzieci, chyba, że urodzi w polsce.
          ja z ułożeniem pośladowym dziecka szłam do bielańskiego na planową cesarkę,
          nawet nie było mowy o sn, kiedy lekarz ciął, nikt nie pisnął przy wypełnianiu
          papierów-ułożenie pośladkowe i wszystko jasne.
          • anita.anita80 Re: W jakim Warszawskim szpitalu nie zwlekają z c 26.06.07, 09:29
            słyszałam ,że na Zelaznej i Karowej trudno o cc
            • laminja z danych Fundacji Rodzić po Ludzku: 26.06.07, 09:40
              Za rok 2005:


              Międzylesie:
              liczba porodów na dobę: 3
              odsetek cesarskich cięć ogółem: 20,00 %

              Bielański:
              liczba porodów na dobę: 7
              odsetek cesarskich cięć ogółem: 29,00 %

              Inflancka:
              liczba porodów na dobę: 6
              odsetek cesarskich cięć ogółem: 18,70 %

              Karowa:
              liczba porodów na dobę: 8
              odsetek cesarskich cięć ogółem: 30,00 %

              • laminja ciąg dalszy: 26.06.07, 09:40
                • laminja Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 09:46
                  Wołoska:
                  liczba porodów na dobę: 3
                  odsetek cesarskich cięć ogółem: 35,00 %

                  Solec:
                  liczba porodów na dobę: 4
                  odsetek cesarskich cięć ogółem: 20,80 %

                  Czerniakowska:
                  liczba porodów na dobę: 4
                  odsetek cesarskich cięć ogółem: 30,00 %

                  Starynkiewicza:
                  liczba porodów na dobę: 5
                  odsetek cesarskich cięć ogółem: 30,00 %



                • laminja Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 09:47
                  Bródnowski:
                  liczba porodów na dobę: 5
                  odsetek cesarskich cięć ogółem: 25,00 %

                  Madalińskiego:
                  liczba porodów na dobę: 6
                  odsetek cesarskich cięć ogółem: 26,00 %

                  Kasprzaka:
                  liczba porodów na dobę: 6
                  odsetek cesarskich cięć ogółem: 30,00 %

                  Żelazna:
                  liczba porodów na dobę: 12
                  odsetek cesarskich cięć ogółem: 26,10 %
                  • ranoma Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 10:29
                    no i zauważ, że ma niski odsetek cięż cesarskich...ciekawe dlaczego...a fundacja
                    rodzić po ludzku powinna sobie posiedzieć w izbie przyjęć i poprzyglądać się
                    kogo na oddział przyjmują...zaraz by im odebrali "certyfikat"...jeśli w ogóle
                    można...
                    • laminja Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 10:56
                      niski odsetek to 18%

                      weź też pod uwagę to, że w szpitalach wysoko wyspecjalizowanych (Karowa, IMiD,
                      Starynkiewicza, Czerniakowska) musi być wyższy odsetek ze względu na prowadzone
                      tam ciąże wysokiego ryzyka, z których spory procent musi się zakończyć planowym
                      cc. Szpitale miejskie są przede wszystkim przygotowane do prowadzenia zdrowych
                      ciąż, które znacznie rzadziej wymagają zakończenia planowym cc. Tak na prawdę te
                      statystyki pokazują, że najwięcej cięć wśród szpitali z niższym stopniem
                      referencyjności robi się na Wołoskiej.

                      Nie uprzedzałabym się do jakiegokolwiem szpitala na podstawie informacji z tzw.
                      3 ręki, bo może się okazać, że nie ma gdzie rodzić wink

                      • ranoma Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 11:24
                        z 3 ręki może nie, ale z pierwszej już na pewno... szkoda, że fundacja nie
                        podaje ile dzieci na żelaznej rodzi się z porażeniem mózgowym bo za długo
                        przebywają w kanale rodnym bo nikt cięcia nie robi albo nie ma porodu zabiegowego...
                        ehhh...szkoda gadać, ja wiem swoje, Ty wiesz swoje...
                        • laminja Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 12:32
                          szkoda...
                          • falasarna Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 15:11
                            tak lamnija, szkoda, że nie wyściubisz nosa spoza swego otoczenia i nie
                            przyjrzysz się sytuacji w sposób bardziej obiektywny niż na to pozwala zażyłość
                            z tym miejscem.
                            nie mogę wyjść z podziwu, że przez kilka lat nie przemyślałaś sobie ani jednego
                            krytycznego postu na temat żelaznej, a posty takie są na porządku dziennym, z
                            fanatycznym wręcz oślepieniem rzucasz statystykami, a ogólnie wiadomo, jak jest
                            w rzeczywistości.
                            dla mnie kasa nigdy nie stanowia problemu, może nie powinnam o tym mówić, ale
                            właśnie dzięki temu czułam się lepsza ze względu na to, że MNIE STAĆ.
                            mogę załatwić sobie przyjęcie do obleganego szpitala, bo mam swojego lekarza i
                            położną, mogę sobie załatwić cc. dobrze się stało mimo wszystko, że poznałam te
                            zasady i że dramat pozwolił mi na otwarcie się na innych i pracę charytatywną,
                            dzięki której dowiedziałam się więcej o życiu przeciętnej kobiety na porodówce.
                            wiem, jak się to u was robi. na czerniakowskiej jest dużo cięć, bo trafiają tam
                            pacjentki ze skomplikowaną ciążą z całego kraju, na żelaznej cięcia miaszczą
                            się w statystyce, bo kogoś na to stać, a skomplikowanych porodów unika się jak
                            ognia. odeślą tą, która potrzebuje pomocy, przyjmą tą, która zapłaci i
                            statystyka w normie
                            już kiedyś dyskutowałam z tobą i o moralności i o prawie, dzieki któremu
                            lekarze uniknęli sprawiedliwości.
                            właśnie na tym opiera się całą procedura na żelaznej-wszystko w granicach
                            statystyki tylko na zupełnie innych zasadach, więc oszczędź sobie przepisywanie
                            tabelek
                            • laminja Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 15:26
                              Falasarno szkoda czasu na dyskusje z Tobą. Wciąż nie możesz sobie poradzić ze
                              swoją psychiką i może dlatego piszesz coraz większe bzdury. A ja w tej dyskusji
                              zadałam proste pytania. Skoro ktoś się powołuje na statystyki to powinien coś o
                              tym wiedzieć. I tu nie ma znaczenia, o który szpital chodzi. W danych ze strony
                              Fundacji Rodzić po Ludzku są statystyki wszystkich szpitali. Można je obejrzeć i
                              samemu odpowiedzieć na pytanie. Śmieszą mnie teorie, w których ktoś zakłada, że
                              lekarz podejmuje decyzje w oparciu o statystyki. Bardzo wybiórczo traktujesz
                              fakty Falasarno, wybierasz tylko te wygodne dla siebie. No i przede wszystkim
                              zaślepienie nie pozwala Ci czytać ze zrozumieniem.
                              • ranoma Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 16:08
                                widzisz...ale chyba te statystyki pokazują to co Ci próbujemy wytłumaczyć...
                                cięcia cesarskie się tam robi jeśli faktycznie podczas porodu coś się dzieje
                                niedobrego tak, że szpital by mógł być pozwany do sądu czy coś... w przeciwnym
                                razie kobieta rodzi naturalnie... 2 moje koleżanki które tam rodziły wróciły do
                                domu z dziećmi z porażeniem mózgowym, bo usłyszała podczas porodu, że "cięć
                                cesarskich się tu nie robi w takich przypadkach"...a od dawna wiadomo, że
                                porażenie mózgowe występuje u dzieci kiedy za długo przebywają w kanale rodnym...

                                poza tym...jeszcze jeden argument dlaczego jest tam mało cięć cesarskich- za
                                poród siłami natury szpital dostaje więcej kasy więc im się to bardziej opłaca...
                                • laminja Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 16:51
                                  Ranomo, ja nie przeczę, że tak się zdarza. Nigdzie nie poddałam tego pod
                                  wątpliwość. Nie zgadzam się jednak z kilkoma tezami z Twojego pierwszego wpisu w
                                  tym wątku... Nie wierzę w to, że ktoś ryzykuje zdrowie i życie kobiety i dziecka
                                  dla statystyk, choćby dlatego, że w ten sposób ryzykuje też swoją karierę
                                  zawodową. Jak widzisz z informacji Fundacji Rodzić po Ludzku wynika, że nie robi
                                  się tam tych cięć tak mało, ba są szpitale w których robi się ich znacznie
                                  mniej. Oczywiście ciężko stwierdzić jaki procent tych cięć stanowią cc planowe.
                                  Problem polega na tym, że nie da się wskazać szpitala, w którym zawsze wszystko
                                  idzie idealnie i gładko. Odnośnie odsyłania trudnych przypadków - nie rozumiem
                                  co w tym jest złego. W Warszawie są 4 szpitale z najwyższym stopniem
                                  referencyjności przystosowane do przyjmowania trudnych porodów. To nie jest
                                  kwestia pieniędzy, bo przecież koszty refunduje NFZ, tylko przystosowania
                                  szpitala do wyższych potrzeb. Trudno oczekiwać od szpitali miejskich żeby
                                  zajmowały się skomplikowanymi przypadkami podczas gdyby w niedalekiej odległości
                                  są bardziej wyspecjalizowane i lepiej do tego przygotowane ośrodki.

                                  Czy wiesz, że jeśli ktoś zacznie rodzić w pojedynczej sali porodowej i potem
                                  pojedzie na cc to i tak płaci za tę salę? Podobnie jest z indywidualną opieką
                                  położnej, więc chyba jednak cc robione na cito nie generuje strat, więc może
                                  jednak nie ma sensu dorabiać ideologii, bo rozumiem, że podobną należałoby
                                  zastosować w odniesieniu do każdego innego szpitala...

                                  Odnośnie porażenia mózgowego (proszę nie interpretuje tego co teraz napiszę jako
                                  obrony jakiegokolowiek szpitala) - z najnowszych badań wynika, że około 70%
                                  przypadków dziecięcego porażenia mózgowego jest wynikiem różnego rodzaju
                                  uszkodzeń wewnątrzmacicznych lub/i wcześniactwa. Niedotlenienie okołoporodowe
                                  może być czynnikiem porażenie mózgowego, ale nie da się z całą pewnością
                                  stwierdzić, że to właśnie ono jest czynnikiem, który doprowadził do porażenie u
                                  tego właśnie dziecka. U dwójki dzieci z takim samym stopniem niedotlenienia może
                                  się okazać, że tylko jedno z nich w jego efekcie dozna dziecięcego porażenia
                                  mózgowego. Dzieci urodzone przez cc też mogą mieć dziecięce porażenie mózgowe.
                                  Możesz o tym poczytać np. tu:

                                  "What research is being done?

                                  Researchers are investigating the roles of mishaps early in brain development,
                                  including genetic defects, which are sometimes responsible for the brain
                                  malformations and abnormalities that result in cerebral palsy. Scientists are
                                  also looking at traumatic events in newborn babies’ brains, such as bleeding,
                                  epileptic seizures, and breathing and circulation problems, which can cause the
                                  abnormal release of chemicals that trigger the kind of damage that causes
                                  cerebral palsy. To make sure children are getting the right kinds of therapies,
                                  studies are also being done that evaluate both experimental treatments and
                                  treatments already in use so that physicians and parents have valid information
                                  to help them choose the best therapy."
                                  www.ninds.nih.gov/disorders/cerebral_palsy/cerebral_palsy.htm#What_research_is_being_done
                                  Właśnie dlatego w trakcie ciąży wykonuje się tyle badań, ale być może nadal
                                  robimy ich w ciąży zbyt mało. Izraelska badaczka zajmująca się dziecięcym
                                  porażeniem mózgowym uważa, że każda ciężarna powinna mieć zbadaną tarczycę,
                                  ponieważ jej niedoczyność może być jednym z powodów dziecięcego porażenia
                                  mózgowego.

                                  W USA gdzie procent cc jest bardzo wysoki też rodzą się dzieci z dziecięcym
                                  porażeniem mózgowym, a nie wierzę żeby tam ktoś tam przedłużał poród. Tam prawo
                                  działa bardzo skutecznie.

                                  Obejrzyj też stronę tej fundacji:
                                  www.marchofdimes.com/professionals/14332_1208.asp
                                  "hat are the causes of cerebral palsy?
                                  In about 70 percent of cases, cerebral palsy results from events occurring
                                  before birth that can disrupt normal development of the brain. Contrary to
                                  common belief, lack of oxygen reaching the fetus during labor and delivery
                                  contributes to only a small minority of cases of cerebral palsy, according to a
                                  2003 report by the American College of Obstetricians and Gynecologists (ACOG)
                                  and the American Academy of Pediatrics (AAP). A small number of babies also
                                  develop brain injuries in the first months or years of life that can result in
                                  cerebral palsy. In many cases, the cause of cerebral palsy in a child is not known."





                                  • ranoma Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 17:45
                                    tylko wiesz...gdyby oni odsyłali kobiety w ciąży w której coś jest nie tak i
                                    mówili "słuchaj taka i taka, coś jest nie tak, nie mamy np. wystarczająco
                                    dobrego sprzętu żeby w razie czego pomóc dziecku, lepiej jedź do szpitala np. na
                                    karową gdzie mają bardzo dobry OIOM dla noworodków", to ok...
                                    tyle, że oni tym kobietom wciskają kit, że nie ma wolnych miejsc...podczas gdy
                                    moja koleżanka w sali jednoosobowej leżała sama (a jej mąż jak do niej szedł to
                                    słyszał, że mówią innym, że miejsc nie mają...)no sorry, ale to jest dla mnie
                                    brak szacunku dla człowieka...
                                    dlatego ja na pewno do tego szpitala nie chciałabym iść...jeśli inne chcą, to
                                    niech idą, przecież nie będę ich zniechęcać...ale wiem, że ja bym nie
                                    zaryzykowała...
                                    • laminja Re: ciąg dalszy: 26.06.07, 21:26
                                      nie wiciągałabym pochopnych wniosków dotyczących odsyłania. Nie wiem czy zdajesz
                                      sobie sprawę z tego, że na Żelaznej przyjmują o ponad 1000 porodów rocznie
                                      więcej niż w dużo większym szpitalu na Karowej. Ale to wszystko jest bardzo
                                      złożone w każdym szpitalu, bo nie chodzi tylko o miejsca na porodówce, ale
                                      również o to, że gdzieś po porodzie trzeba kobietę i dziecko położyć. Nie wiem
                                      czy w innych szpitalach tak często kobiety czekają na miejsce na korytarzu.
                                      Bywa, że przyjęcia do porodów są wstrzymane, bo na porodówce leżą dziewczyny,
                                      które urodziły, ale nie ma ich gdzie przenieść. Ale też komercyjnie część sal
                                      bywa zarezerwowanych. Nie widzę nic dziwnego w tym, że w sali jednoosobowej była
                                      jedna osoba... Skoro sala jest jednoosobowa i często słono się za to płaci,
                                      trudno tam przyjąć dodatkową osobę. Jest jeszcze jeden "drobiazg", w szpitalach
                                      położniczych jest też oddział patologii ciąży, więc lekarz z izby przyjęć musi
                                      mieć przede wszystkim na uwadze to w jakim stanie są pacjentki, które ma na tym
                                      oddziale, jeśli wie, że kilka z nich ma np próby oksytocynowe musi mieć dla nich
                                      miejsce, bo każda z nich może lada moment zacząć rodzić. Do tego dochodzi ilość
                                      inkubatorów czy miejsc na OIOMie czy lamp do naświetlania dzieci z żółtaczką.
                                      Oprócz porodów w takim szpitalu są operacje planowe (też kilka tysięcy rocznie)
                                      i różnego rodzaju zabiegi ginekologiczne. Zatem na przykładzie Żelaznej da się
                                      zauważyć, że szpital ten pracuje conajmniej pełną parą. Pamiętaj też, że ludzie
                                      mają ograniczone możliwości i przy średniej, która wynosi ponad 10 porodów na
                                      dobę czasem pod koniec dyżuru położne ledwo się trzymają na nogach. Ponad 4000
                                      porodów na 7 łóżkach i porodowych i dwóch salach operacyjnych + kilka tysięcy
                                      operacji ginekologicznych to baaaardzo dużo, znacznie więcej niż w jakimkolwiek
                                      szpitalu położniczo-ginekologicznym w województwie.

                                      Oczywiście w tym szpitalu zdarzają się błędy, powody są rożne. Jak wszędzie są
                                      wśród nich błędy lekarskie, niestety nie ma miejsc, w których się nie zdarzają.
                                      Myślę, że na Żelaznej są one często spowodowane nadmiarem pacjentek... Szpital
                                      jest notorycznie przepełniony, a ludzie przepracowani, to podnosi ryzyko, ale
                                      jak zmniejszyć liczbę chętnych - chyba nie mają pomysłu, skoro liczba rodzących
                                      jest z roku na rok większa.
                                      • ranoma Re: ciąg dalszy: 27.06.07, 10:01
                                        sorrki, to nie była sala jednoosobowa (myślałam już o swoim porodzie), tylko
                                        taka standardowa 3-osobówka...
                                        widzę, że Cię nie przekonamsmile trudno...
                                        • laminja Re: ciąg dalszy: 27.06.07, 10:23
                                          no jeśli to była sala 3 osobowa to trochę zmienia postać rzeczy, ale i tak przed
                                          wyciąganiem daleko idących wniosków trzeba się chyba najpierw dobrze zorientować
                                          w temacie. Tylko nadal nie do końca to wszystko rozumiem, bo sal porodowych z 3
                                          łóżkami nie ma, więc rozumiem, że chodziło o salę na oddziale położniczym? A tam
                                          kładzie się osoby po porodzie, zatem najpierw muszą być miejsca na bloku
                                          porodowym. Odsyłanie to dość drażliwy temat w Warszawie. Dotyczy wielu szpitali,
                                          choć oczywiście tych najpopularniejszych przede wszystkim. No i pozostaje
                                          pytanie o czym chcesz mnie przekonać wink)) Ja dobrze wiem, że są przypadki, które
                                          kwalifikują się do przekazania prokuraturze i mam nadzieję, że są przekazywane.
                                          Ale też wiem, że nie tylko na Żelaznej się zdarzają, no i że część informacji
                                          wynika z mylnej interpretacji - tu głównie chodzi o odsyłanie.
                                          • anita9922 Re: ciąg dalszy: 28.06.07, 23:11
                                            Śledzę Waszą dyskusję i tak się zbieram, żeby dorzucić swoje dwa grosze. Wydaje
                                            mi się, na podstawie lektury Waszych postów, że żadna z Was na Żelaznej nie
                                            rodziła. Ja rodziłam tam w marcu. Mój przypadek do przesłania prokuraturze się
                                            nie kwalifikuje, ale daje pewne pojęcie o sposobie traktowania pacjentek w tym
                                            szpitalu. Zależało mi strasznie, żeby rodzić właśnie tam - oczywiście pod
                                            wpływem dobrych opinii, m.in. z akcji Rodzić po ludzku. Przyjechaliśmy do
                                            szpitala w nocy, około trzeciej, po odejściu wód. Mialam silne skurcze. Na izbie
                                            przyjęć, już na wstępie, poinformowali mnie, że być może mnie nie przyjmą, bo
                                            nie mają miejsc. Małemu zaczęło jednak spadać tętno, więc zostałam. Dziewczyna,
                                            którą przywieźli karetką dziesięć minut później, nie miała tyle szczęścia. Była
                                            wielka awantura, że muszą ją wozić po Warszawie od szpitala do szpitala.
                                            Trafiłam do dwójki. Dziewczyna, która tam leżała, pojechała na cesarkę (zresztą
                                            zabrali ją w trybie ekspresowym, z maluchem było chyba bardzo źle), więc przez
                                            większość porodu leżałam sama. Do 6-7 cm dojechałam w miarę sprawnie i dało się
                                            wytrzymać. W tym czasie zmieniły się położne (nie miałam zamówionej - naiwnie
                                            nie wpadłam na to, żeby z położną umawiać się na pół roku przed porodem). Potem
                                            akcja porodowa się zatrzymała, piłka nie pomogła, ćwiczenia też nie, dostałam
                                            znieczulenie, oksytocynę i nic. Po 12 godzinach byłam wykończona, dołozyli mi
                                            jeszcze oksytocynę, zresztą w potężnej dawce - jak wnioskowałam z wymiany zdań
                                            między położnymi. Ta, która mnie prowadziła, była przemiłą kobietą, rozumiejącą,
                                            współczującą, sprawną. Tyle tylko, że poród przedłużał się bez wyraźnego
                                            postępu, ja zaczynałam odlatywać, a kiedy wracała mi świadomość - mimo
                                            znieczulenia wyłam, a nie jestem histeryczką i miałam świadomość, że poród boli.
                                            Tatuś małego byl wtedy ze mną i jak mi potem mówił, słyszał, że zastanawiali
                                            się, czy nie zrobić mi cięcia, ale położna stwierdziła, że poród wolno (!), ale
                                            postępuje (!!!), więc radzi jeszcze poczekać, bo może się uda. Sprowadzili
                                            aparat do USG i uznali, że mały ma 3300, więc nie ma problemu - tyle że mały
                                            miał faktycznie 3980 i wystarczyło obejrzeć moje wcześniejsze USG, żeby
                                            stwierdzić, że dziecko jest duże. A ja mam 159 wzrostu i przed ciążą ważyłam 50
                                            kg, więc budowy zbyt potężnej raczej nie jestem! W fazie parcia okazało się, że
                                            skurcze są bardzo słabe, ja ich w zasadzie nie czułam, a mały źle się wstawia w
                                            kanał rodny. Parłam wtedy, kiedy wydawało mi się, że powinnam. Przerobiłam, i
                                            owszem, wszystkie pozycje porodowe, lekarka i położna zachęcały, pomagały na
                                            wszystkie sposoby - po prostu pełna natura! Nie chcę być drastyczna w opisie,
                                            ale w końcu wisiałam na drabinkach i próbowałam przeć,lekarka obejmowała mnie od
                                            tyłu i pchała mi brzuch, a krew się po prostu lała na podłogę. Faza parta trwała
                                            2 godziny. Pod koniec wciągnęli mnie na łóżko, lekarka leżała na moim brzuchu z
                                            lewej strony i w zasadzie wypychała małego (a to podobno procedura uznawana w
                                            niektórych szpitalach za barbarzyńską), o cięciu krocza już nawet nie wspominam
                                            - przecinali mnie na trzy razy, a ja nie miałam wyraźnych skurczy, więc czułam.
                                            Potem juz tylko łyżeczkowanie i po 16 godzinach koniec koszmaru. Na szczęście
                                            mały byl bardzo silny i skończyło się to dla niego dobrze (bez próżnociągu,
                                            kleszczy itp.) ku zdziwieniu personelu. Tyle że ja straciłam tyle krwi, że
                                            musieli mi następnego dnia przetoczyć dwie jednostki, popękały mi naczyńka w
                                            oczach i na twarzy, na dodatek miałam bardzo silną reakcje alergiczną na któryś
                                            z leków - wyglądałam jak zombie, nawet w szpitalu budziłam pewną sensację. I nie
                                            były to zwykłe uszkodzenia poporodowe - ja miałam jeden wielki krwiak na twarzy.
                                            W trakcie porodu uszkodzono mi żebra, do dziś odczuwam tego skutki, podobnie jak
                                            skutki utraty krwi i uszkodzenia naczyń w gałkach ocznych. Zaprzyjaźniony lekarz
                                            rodzinny, kiedy mnie zobaczył w dwa tygodnie po porodzie, złapał się za głowę i
                                            wolę nie powtarzać, jakie słowa skierował pod adresem szpitala na Żelaznej. Do
                                            dziś trzech lekarzy niezależnie stwierdziło, że w moim przypadku należało zrobić
                                            cesarkę, chociażby ze względu na wielkość dziecka, i mój mały miał wielkie
                                            szczęście, że nic mu się nie stało. W moim przypadku rekonwalescencja (bo tak to
                                            chyba trzeba nazwać) potrwa ponoć jeszcze ok. pół roku (jak dobrze pójdzie).
                                            Jednym słowem - pełna natura. Ale na Żelaznej to ja już więcej rodzić nie będę.
                                            • laminja Re: ciąg dalszy: 29.06.07, 09:41
                                              Anito, a może złożysz oficjalną skargę na lekarza, który prowadził poród!!!
                                              • anita9922 Re: ciąg dalszy: 29.06.07, 11:12
                                                Witaj,
                                                wiem, że byłoby to sensowne, zwłaszcza ze względu na inne dziewczyny, które
                                                trafią na Żelazną. Myślę jednak, że byłyby ogromne trodności z udowodnieniem
                                                komukolwiek zaniedbania. Widzisz, jak mi tłumaczyli później lekarze, tu nie
                                                popełniono ewidentnego błędu lekarskiego. Po prostu zastosowano zasadę, że z
                                                cesarką czekamy do ostatniej chwili, a ostatnia chwila jest wtedy, kiedy coś się
                                                zaczyna dziać z dzieckiem. Mój maluch był naprawdę silny, więc miał tylko
                                                niewielkie zakłócenia tętna. Natomiast matka jest w pewnym sensie na drugim
                                                planie - skoro jeszcze ma choć trochę sił (albo położnej i lekarzowi wydaje się,
                                                że ma), to niech rodzi naturalnie. Mam żal do tego szpitala właśnie o to, że w
                                                imię kultu porodu naturalnego nie uwzględnia się w pełni stanu matki, a przecież
                                                stan matki rzutuje później na sytuację maluszka w pierwszych miesiącach.
                                                Widzisz, ja bardzo chciałam urodzić naturalnie, ale dziś żałuję wyboru szpitala.
                                                Okazuje się, że gdyby zrobiono mi cesarkę wtedy, kiedy okazało się, że poród się
                                                przedłuża, a ja bardzo słabnę, to najprawdopodobniej (gdyby nie było powikłań)
                                                byłabym już na chodzie i mogłabym się w pełni cieszyć dzieckiem. Tymczasem ja
                                                mojego synka nie mogę wziąć na ręce, bo uszkodzenia żeber powodują przykre
                                                dolegliwości, na spacery chodzi z nim babcia, bo ja nie mam na to siły z powodu
                                                anemii po utracie krwi (staram się karmić piersią, więc cały wysiłek kieruję na
                                                to karmienie). Nie chcę się szarpać ze szpitalem, ale zaczęłam się zastanwiać,
                                                gdzie jest granica rozsądku w propagowaniu porodu naturalnego. Myślę, że w moim
                                                przypadku została ona przekroczona. A bardziej optymistycznie: mój synek
                                                skończył 3 miesiące, a waży już 7700, gada do mnie po swojemu na okrągło i jest
                                                pogodnym i zdrowym dzieckiem. To jest najlepsze zadośćuczynienie za te przygody
                                                porodowe. Ale jak pomyślę, co mogło się z nim stać, to robi mi się zimno.
                                                • niussia82 Re: ciąg dalszy: 03.07.07, 14:17
                                                  >> okazało że ułożenie posladkowe dla pierworódki nie jest wskazniem do cc,
                                                  > strasznie się biedactwo namęczyła.
                                                  to takie rzeczy jeszcze się zdarzają ?????!!!!!

                                                  Chyba tylko na Karowej. Sama tak rodzilam pierwsze dziecko. Miałam pewne obawy,
                                                  ale przede wszystkim zaufanie do lekarza. I wszystko było ok. Poród może długi,
                                                  ale bardzo sie ciesze, ze urodzilam sn. Wydaje mi sie, ze Karowa jest po prostu
                                                  jedynym szpitalem, w ktorym nie boja sie w takiej sytuacji nie robic cc. Ale
                                                  zapewniam, ze badali mnie dokladnie i kilkakrotnie (mierzac dziecko, moja
                                                  miednice itp).


                                                  I mozna sobie gdybac na temat najrozniejszych sytuacji porodowych, a przecież
                                                  każdy poród jest inny. Więc mówienie, że szpital jest taki czy taki, bo ja i
                                                  jeszcze dwie osoby ktore znam czegostam doświadczyly jest bez sensu. Rozumiem,
                                                  że Ty juz wtedy tam nie bedziesz rodzic, ale sa osoby, ktore np z Zelaznej mogą
                                                  byc zadowolone i na pewno ich nie przekonasz.
                        • anglika Re: ciąg dalszy: 11.07.07, 21:21
                          ranoma napisał:

                          >... szkoda, że fundacja nie
                          > podaje ile dzieci na żelaznej rodzi się z porażeniem mózgowym

                          Niestety żaden szpital, ani fundacja w Polsce nie prowadzi takich statystyk.
                          Nikt nie prowadzi takich statystyk, a wielka szkoda.
                          • laminja Re: ciąg dalszy: 11.07.07, 21:58
                            nikt ich nie prowadzi, bo najpierw trzeba by udowodnić, że konkretny przypadek
                            porażenia mózgowego jest efektem źle prowadzonego porodu.
    • ranoma Re: ciąg dalszy: 29.06.07, 10:05
      cóż...chciałam stwierdzić, że niestety ale post anity potwierdza to, co o tym
      szpitalu pisałam...to prawda anito, nie rodziłam tam i nie zamierzam po tym,
      czego się nasłuchałam od moich koleżanek które tam rodziły no i teraz od Ciebie...
      serdecznie współczuję Ci ego co się stało...to znaczy, gratuluje synka i cieszę
      się, że z nim wszystko w porządku, ale Ty musisz faktycznie długo dochodzić do
      siebie, podczas gdy po cesarce doszłabyś w tydzień (nie jestem zwolenniczką
      cesarskich cięć, sama będę to odkładała jak długo będę mogła, ale jeśli będę
      wiedziała, że dziecku spada tętno czy coś, to wiem, że w szpitalu w którym będę
      rodziła bez wahania zrobią cesarskie cięcie...)no ale...tak się też
      zdarza...niestety tam podobno dość często...sad((
      • jonaska Re: ciąg dalszy: 04.07.07, 08:43
        ananga, ja rodziłam dreugie dziecko na Starynkiewicza. pierwsze na
        madalinskiego i to była tragedia.
        starynkiewicza-rewelacyjny szpital, kazdy mnie wysłuchał, brano pod uwage moje
        przezycia z pierwszego porodu. w sumie u mnie nic sie nie działo. poród przez 4
        godz nie posunał sie ani odrobine do przodu. zrobiono mi usg, oszacowano, ze
        dzidzius moze wazyc ponad 4 kg i spytano, czy chce cc!!! dla mnie rewelacja.
        minus za to, ze gdy wyjeto moje malenstwo z brzucha, na miejscu nie było
        pediatry. pielegniarki nie mogły poradzic sobie z odsluzowaniem malucha. sluz
        był podobno b. gesty. przybiegła jak pielegniarki zaczeły ja wołac wkurzone.
        oberwało jej sie ode mnie potem.
        ale jest tam 4-5 pediatrów chyba. ogólnie fajni lekarze, ta jedna mi podpadła-
        chyba nawet to szefowa pediatrów.
        gdybys chciała wiedziec cos wiecej
        aska.paznokcie@op.pl
Pełna wersja