urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludzku"

24.06.07, 12:57
Ukończyliśmy szkołę rodzenia przy Izbie Porodowej w Lędzinach. Z zajęć
byliśmy zadowoleni, dzięki nim mieliśmy bardzo pozytywne - optymistyczne
nastawienie do porodu co miało być podstawą porodowego sukcesu. Wiedzieliśmy
że poród zaczyna się w głowie i że jest to "wydarzenie rodzinne" bardziej
niż "medyczne" dlatego z radością czekaliśmy na ten dzień kiedy miało
narodzić się nasze pierwsze dziecię. Znając od innych osób i czytając w
różnych miejscach wiele bardzo dobrych opinii i wspaniałych wspomnień
związanych z porodami w Lędzinach po wielu przemyśleniach postanowiliśmy
wspólnie że tam właśnie chcemy rodzić - liczyliśmy na domową - rodzinną
atmosferę, intymność i poród bardziej "naturalny" niż "szpitalny".

Słuszność naszej decyzji potwierdziło przyznanie lędzińskiej placówce II
miejsca w Rankingu Fundacji "Rodzić po ludzku" i wyróżenienie położnych -
"Aniołów". W spokojnym oczekiwaniu na poród pomogło nam to że poznaliśmy
połozne pracujące na porodówce i czuliśmy się tam prawie jak w domu.
Myśleliśmy że nasz przemyślany wybór jest w 100% trafny i że w ten sposób
zwiększymy nasze szanse na to żeby poród naszego dziecka wspominać jako
najpiekniejszy dzień naszego życia, "z łezką w oku" itp...

Na porodówkę przyjechaliśmy nad ranem po tym jak w nocy odeszły mi wody. Nie
było żadnego golenia ani lewatywy. Do naszej dyspozycji dostaliśmy osobny
pokój, kóry zapewniał nam

intymność na której nam zależało, piłkę i oczywiście mogliśmy prosić o
wszystkie inne pomocne sprzęty - ale i tak okazały się w moim przypadku
nieprzydatne. Na samym początku okazało się że miałam 5 cm rozwarcia, a
wczesniej praktycznie nie czułam żadnych większych skurczów co mnie bardzo
zaskoczyło i ucieszyło. Systematycznie w czasie całej I fazy tak często jak
było to konieczne połozna badała mnie i tętno dziecka. I wszystko było
pięknie dopóki rankiem nie zjawił się na prodówce dr Hudy. Już na dzień dobry
było czuć że "szybki" pan doktor nie przepada za porodami naturalnymi,
niestety... O godzinie 11 kiedy akcja porodowa postępowała ale nie tak szybko
jak życzyłby sobie tego pan dr, zaczął on straszyć nas 40 stopniową gorączką
którą mogę dostać jeśli akcja nie przyspieszy, odwozem do szpitala i
powikłaniami wynikającymi z tego że odeszły mi wody. Tak długo smęcił,
straszył i marudził że nie mając alternatywy ani innej propozycji ze strony
położnej jako jednak w końcu niedoświadczeni bo rodzący po raz pierwszy w
końcu zgodziliśmy się na podanie kroplówki z oksytocyną (ale zdaję sobie
sprawę z tego że w szpitalu kroplówkę mogłam w tej sytuacji dostać na dzień
dobry i nikt by się mnie o zdanie nie pytał... tu jednak mogliśmy poczekać).
Po kroplówce w ciągu kolejnych 3 godzin miałam już rozwarcie na 8 cm przy
nawet całkiem znośnych skurczach które od tego momentu jednak zaczęły coraz
bardziej narastać i stawały się już dość bolesne. Przy 8 cm rozwarciu
dostaliśmy nawet rosołek który jadlam kołysząc się na piłce. Niestety
ponieważ pan dr bardzo spieszył sie do 15 pacjentek które czekały na niego w
przychodni (co jeszcze nie raz dał nam tego dnia odczuć powtarzając to w
kółko!) uznał że nie będzie czekał aż łaskawie będzie pełne rozwarcie tylko
że mi je własnoręcznie zrobi - o czym nie miałam pojęcia kładąc się
nieświadoma na fotelu "do badania". Nikt mi nie powiedział co planuje pan dr,
a dodatkowo mąż musiał zostać za drzwiami chociaż normalnym zwyczajem w tej
placówce są badania w obecności męża, ale pan dr tego nie praktykuje. I tak w
okropnym bólu potęgowanym przez skurcz pan dr rozciągał mi palcami szyjkę
każąc przy tym przeć aż wreszcie ujrzał swoje upragnione 10 cm ponieważ jak
pisałam wcześniej bardzo spieszyło mu się na dyżur do przychodni i był
niezadowolony że tak wolno to u mnie idzie... Samo rozpychanie szyjki na siłę
na skurczu z powodzeniem mogłoby zastąpić kilka średniowiecznych wymyślnych
tortur. Kiedy wreszcie miałam pełne rozwarcie ten z kolei z niecierpliwością
czekał na skurcze parte, co chwilę (!) wypytując mnie czy już je czuję i czy
juz mnie ciśnie i był zdziwiony że jeszcze nie... i jeszcze nie... że to
niemożliwe że jeszcze nie (!) Zaproponowano mi kilka skurczów parcia
na siedząco, potem niestety musiałam polec na fotelu ponieważ pan dr nie
potrafi badać i odbierać porodu inaczej niż na fotelu mając krocze kobiety na
wysokości swojego nosa. Z fotela udało mi się zejść jeszcze na chwilę kiedy
położna zaproponowała parcie w kucki bo na plecach trochę mi nie szło...
parcie w kucki było bardzo efektywne, główka zeszła, ale nie było to w
stylu pana dr który grał niestety pierwsze skrzypce i musiałam znów polec na
fotelu. I w tej prawie leżącej pozycji miałam cały czas przed oczami pana dr
żującego z zapałem gumę z pomlaskiewniem (!) która to guma pewnie ma za
zadanie ukryć zapach papierosów które pali na porodówce (tak tak... o poranku
kiedy pan dr zjawia się na porodówce zapach swobodnie dymu papierosowego
dolatuje z miejsca gdzie pali - 2 sale dalej do miejsca gdzie leżą matki z
dziećmi!).

Efekt końcowy naszej lędzińskiej "przygody" - żyję ja i dziecko które
niestety z niepoznanych przez nas przyczyn utkwiło na dość długo w kanałe -
podobno parłam w sumie ok godziny i 50 minut (podobno... bo nie odczułam że
to aż tak długo trwało, ale podobno to normalne że czas na porodówce płynie
innym tempem). Co do utknięcia dziecka to raz słyszałam że pępowina
za krótka, raz że tak krocze mocno trzymało, brak jakiegoś obrotu? nie
wiem... Czemu nikt nie pomyślał o pozycji leżacej w której utkwiłam ja?
Cieszę się tym że żyję ja i on bo miejscami zastanawiałam się czy ten koszmar
z parciem które od pewnego momentu nie przyniosło rzadnego efektu w ogóle się
skończy i jak, zależało mi już tylko żeby mały wreszcie się urodził już
nawet nie ważne jak. Dodatkowo bardzo trudnym zadaniem dla mnie było
koncentrowanie się na parciu kiedy pan dr chodził w kółko koło fotela patrzył
w moje krocze i ciągle tylko stękał między przeżuwaniem gumy że "to za
długo", "za wolno" i "coś tu jest nie tak", ciągle tylko powtarzał że "coś tu
jest nie tak" - jak w takim momencie kiedy tak bardzo bałam się co jest nie
tak i co z dzieckiem miałam efektywnie przeć i skupić się na parciu, nie
wiem? Oczywiście zaliczyłam podobno poważne pęknięcie pochwy, o nacięciu na
dwa razy które sądząc po bólu chyba na skurczu raczej nie było nie wspomnę...
Niestety pan dr nie chciał zgodzić się na inną pozycję niż leżąca chociaż
połozna próbowała proponować, ale na jej chyba raczej zbyt cichej propozycji
znów się skończyło. Nasze dziecię zostało wyciśnięte w końcu z mojego
brzucha, już nie pamiętam kto sie na mnie wtedy położył - chyba położna bo
pan dr próbował ale chyba tak połozna go wstrzymała bo on jak zwykle zabierał
się do takiego zadania ze zbytnim zniecierpliwieniem co pewnie mogło się dla
nas źle skończyć... I kiedy wreszcie urodziło się nasze dziecię to miałam
nadzieję że będę mogła spokojnie poleżeć z nim na piersi co na pewno
wynagrodziło by mi cały ten wielki stres porodu i na co tak bardzo przez
czekałam, ale mimo że wszystko z dzieckiem było dobrze leżał na mnie
dosłownie może z 10 sekund i został bez słowa zabrany, ponieważ przecież panu
dr bardzo się spieszyło... Połozna musiała go hamować bo widziałam że chciał
ciągnąć za pępowinę żeby szybciej wyszło łożysko, zresztą wyszło bardzo
szybko bo zaraz w następnym skurczu. Potem pan dr zabrał się do naprawdę
ekspresowego szycia (nie sądziłam że "poważne pęknięcie pochwy" szyje się w
takim tempie) - dostałam znieczulenie ale tylko na zewnątrz po czym pan dr
wbił mi igłę w środku, oczywiście zaprotestowałam bo był to okropny ból na co
pan dr stwierdził że nie da mi znieczulenia bo "w środku znieczulenie nie
zadziała" (!), powiedziałam że już nie wytrzymam i wtedy położna dała
mi znieczulenie... Po ekspresowym szyciu przyszedł czas na ekspres
    • majowa-panna Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 12:58
      owe interesujace refleksje w wykonaniu pana dr'a:
      - poród postępował wolno bo mam leniwą macicę i nie mam mięśni brzucha
      (stwierdził dotykając mój flaczek z którego własnie wyskoczyło po 9 miesiacach
      dziecię)
      - chociaż rodziłam po terminie stwierdził też że dziecko jest przed terminem bo
      urodziło się w mazi płodowej (!).
      Moje przemyślenia: Nie wiem dlaczego akurat nas spotkało to niewątpliwe
      szczęscie że poród własnoręcznie odbierał pan dr Hudy, zawsze myślałam że
      porody odbierają położne, przynajmniej w Lędzinach? To czego nauczyliśmy się w
      szkole nie miało żadnego pokrycia w rzeczywistości (NIESTETY), byłam bardzo
      rozczarowana tym o czym zapewniano nas w szkole a tym co stało się na
      porodówce. Byliśmy wręcz napaleni na poród który będziemy wspominać całe nasze
      życie i owszem będziemy wspominać... Nabiliśmy sobie głowy frazesami, wiedzą
      tajemną o wpływie "dobrego naturalnego porodu" na przyszłośc dziecka,
      oglądaliśmy piękny film o porodzie w iście domowym stylu... Zabrakło tylko
      zajęć z zakresu "Zachowania dr Hudego i ich wpływ na rodzące i personel
      porodówki..." Pan dr Hudy pasuje do lędzińskiego zespołu jak pięść do nosa -
      był osobą która niezwykle mnie stresowała, popędzała i sprawiła bardzo wiele
      niepotrzebnego w moim odczuciu bólu, myślę że przez to jego przyspieszanie na
      siłę tylko nam zaszkodził. Mam nadzieję że nasze dziecko faktycznie jest zdrowe
      tak jak na to wygląda. I nie wiem w czym mój poród (przynamniej jeśli chodzi o
      II fazę) różnił się od szpitalnego przed kórym tak się broniliśmy? Nie wiem
      dlaczego połozne miały w moim odczuciu tak mało do powiedzenia? Co warte są te
      wszystkie rankingi jeśli tak wygląda rzeczywistość?
      Opieka po porodzie rewelacja - położne pod tym względem to naprawdę Anioły.
      Kiedy ja leżałam na poporodowym były 2 porody - oba cudowne, naturalne,
      rodzinne - bez pana doktora - a ja płakałam że nie mieliśmy tyle szczęscia żeby
      tak pięknie urodzić i ciągle chce mi się płakać jak o tym wszystkim myślę.
      Pokarm jakimś cudem dostałam - w 4. dobie. Prawdą jest że jaki
      poród taki połóg bo mój połóg był koszmarem.

      Podsumowując - cieszy to że jest jeszcze taka placówka jak Izba i można tam
      urodzić, znam wiele wspaniałych relacji z porodu tam, niestety nasz do takich
      nie należał. Mam nadzieję że nasze dziecko będzie kiedyś miało rodzeństwo bo w
      chwili obecnej na samą mysl że w ogóle mam iść do ginekologa mam ciarki na
      plecach o ponownym rodzeniu nie wspomnę. Pocieszam się myślą że może gdzie
      indziej byłoby jeszcze gorzej, poród skończył by się kleszczami lub
      próżnociągiem i jakimiś komplikacjami, nie wiem? Fakt, nikt nas nie namiawiał i
      nie mówił "rodźcie tutaj..." ale żałuję że chociaż wszyscy nas znali to NIKT na
      porodówce nas nie uprzedził - mam na myśli szczególnie położne (a teraz już
      wiem że nie byliśmy pierwszym takim przypadkiem, niestety...) o tym że tak to
      wszystko może się potoczyć. Napisałam to wszystko nie po to żeby kogoś
      zniechęcać do porodówki, bo wiemy że poród tam może być wspaniałym rodzinnym
      wydarzeniem, ale po to żeby jeśli ktoś juz zdecyduje się na poród tam -
      wiedział co robić żeby nie skończyć tak jak my...
      • ewa-krystyna Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 14:07
        majowa-panna po pierwsze bardzo wspolczuje ci tak okropnych przezyc. po drugie
        czy napisalas skarge i prosbe o wytlumaczenie postepowania pana "dr" Hudego? (
        dr w cudzyslowie,bo z opisu nie przypomina postepowania lekarza) jesli nie to
        napisz... bez skarg na niego bedzie "uszczesliwial" podobnymi porodami inne
        kobiety, niech twoje cierpienie chociaz pomoze innym go uniknac....
        • edzia.79 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 14:15
          a najlepiej opisz swoja historie na forum;Szpitale
          • julian2102 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 14:28
            KOszmar, bardzo współczuję. Szczególnie ręcznego zwiększania rozwarcia do 10 cm.
            Mi zrobiono tylko masaż szyjki, zeby przyspieszyć akcję porodową, i wiem, jaki
            to był ból, a co dopiero rozciąganie szyjki. Bardzo, bardzo współczuję.
            • ad57 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 14:54
              faktycznie koszmar sad ja prawie swojego porodu nie pamietam tzn.jak przez mgłę byłam ogłupiona Dolarganem i Diferganem i spałam między skórczami.
      • malenkie7 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 19.05.08, 23:12
        Przeczytałam historie majowej panny i wrócily wspomienia z mojego
        porodu. Rodzilam w kamerlanym "szpitaliku", zaprzyjaznionym - 4
        wizyty na patologii), wokol w duzych szpitalach strajkowali akurat
        lekarze. Liczylam na pomoc lekarza prowadzącego i kompetencje
        personelu. Ranking Fundacji Rodzic po Ludzku tez zrobil swoje - jak
        sie okazalo pozniej bujda to na resorach. Miał byc rodzinny poród
        zakonczony wybuchem hormonow szczescia - a bylo: zaspany nadąsany
        lekarz, opryskliwa polozna, rodzenie w pozycji leżącej, dlugie,
        trudne wypieranie, dzieciaczek na 5 pnkt Apgar... Po porodzie
        potworny stres, miesiące rehabilitacji - dzięki Bogu mój Skarbek
        zdrowo spi w swoim łóżeczku i zdrowym maluchem.
        Co zostalo? Trauma, strach przed kolejną ciążą.
        Jesli kiedys odwaze sie na kolejną ciaże, to zrobie wszystko, zeby
        to personel byl dla mnie i mojego dziecka, a nie odwrotnie.
        Acha, w karcie wypisu ze szpitala wpisali, ze nie wspolpracowalam
        przy porodzie. Niech ich wszystkich szlag trafi.
    • yola13 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 15:05
      wspołczuje takiego traktowania i takich no jakby nie było traumatycznych
      wspomnień, a swoją droga juz od dawna wiadomo ze ta baza informacji w
      fundacji "Rodzic po ludzku" to jeden wielki Pic na wodę i fotomontaż, dużo
      moich znajomych jak i członków rodziny jest tego przykładem, nawet w niektórych
      szpitalach w których były wysoko wyróznione nie ma np. mozliwości dostania ZZO
      (pomimo informacji istniejacych w bazie), w niektórych szpitalach trzeba płacić
      za obecność osoby bliskiej przy porodzie, choc w ankiecie pisze ze to gratis,
      albo pisze ze golenie i lewatywa na zyczenie rodzącej, a po przyjściu okazuje
      się ze i tak ci zaaplikuja to czy tamto bez pytania o zgodę, nie wspominajac o
      wymuszonej oksytocynie, nieuzasadnionym nacięciu krocza, czy przymusowym
      lezeniu na wznak przy parciu(bo tak pasuje połoznej)...........itp, itd
      • patrice7 do yola13 24.06.07, 16:06
        chyba zbyt doslownie traktujesz to co jest napisane w bazie "rodzic po ludzku", to nie sa gotowe fakty , tylko spisane slowa ordynatorow, wiec jesli ordynator tak powiedziaal to tak zostalo umieszczine w bazie danych. To tylko ogolne rozeznanie a nie twarde fakty.
      • paniwaz Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 17:23
        Droga Majowa Panno! Twój opis brzmi niezmiernie przejmująco i łza zakręciła mi
        się w oku, że Wasze tak silne pragnienie współpracy z naturą zostało
        zbeszczeszczone. Jest mi niesamowicie przykro, że niepotrzebnie cierpiałaś i to
        jeszcze w bardzo niekomfortowych warunkach, bo poznałam smak kulturalnego
        porodu. Ale jesteś bardzo dzielna i dzięki Bogu, że Ty i Twoje maleństwo
        wyszliście z te gehenny w dobrej kondycji (choć pewnie to nieodpowiednie
        określenie zarówno Twojego stanu fizycznego jak i psychicznego). Nie wiem, czy
        będziesz na tyle odważna i silna, żeby oficjalną drogą przekazać kierownictwu
        Izby swoje uwagi - niestety, obawiam się, że nie skargi poprawią tą koszmarną
        sytuację na porodówkach w Polsce, a po prostu czas, duuuuużo czasu), ale
        zapewniam Cię, że przed Tobą są tak fantastyczne dni, że koszmar porodu na
        szczęście zejdzie na dalszy plan i może jeszcze nie dzisiaj czy jutro, ale w
        najbliższym czasie powiesz do siebie :" A h.. mu w d..." i docenisz smak
        przewartościowanego świata jakim jes macierzyństwo. Uwierz mi! Pozdrawiam Cię
        serdecznie Pani Wąż, mama 6-cio tygodniowego Benka
        • marzenes Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 19:53
          współczuje i zastanawiam sie czy ta akcja ma jakies sens? jak nadal łamane sa
          nasze podstawowe prawa, nadal spotykamy sie z brakiem zyczliwości, rutyna a
          nawet chamstwem dlaczego???? czy to skutek niskich zarobków lekarzy ich
          frustracji? az do tego doszło ze postanowili sie powyzywac na nas??czy to po
          prostu zalezy od osobowosci danego czlowieka, jego kultury...
    • majowa-panna Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 24.06.07, 22:08
      dziękuję wam za wszystkie komentarze. prawdą jest że dziecko wszystko
      wynagradza... do tej pory nie chciałam specjalnie tego roztrząsać, wolałabym
      raczej zapomineć, ale z drugiej strony jednak nie chciałabym żeby ktoś
      rozczarował się tak jak my dlatego opisałam to wszystko i mam zamiar tak jak
      radzicie pójśc z tym jeszcze dalej. nie jesteśmy jakimiś fanatycznymi
      zwolennikami natury, po prostu chcieliśmy dla naszego dziecka i dla nas jak
      najlepiej, nie wyszło... nie chodzi już o ból fizyczny bo wiadomo że boleć boli
      ale bardziej boli serce... poza tym nie chcę żeby ten człowiek "lekarz" którego
      uważam za człowieka na tym stanowisku niebezpiecznego w końcu komuś
      nieodwracalnie zaszkodził, wiecie o co mi chodzi sad
    • lacertaa Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 13.09.07, 14:31
      Ja też chodziłam do szkoły rodzenia w Lędzinach, i czytałam na
      stronie rodzić po ludzku. Do tego opowieści o ludziach ktorzy
      specjalnie z Wroclawia przyjezdzaja zeby tam rodzic. Bylam na 100%
      przekonana ze wlasnie tam urodze. Zmienilam zdanie po przeczytaniu
      tego postu. I jestem bardzo szczesliwa bo urodzilam na Lubinowej w
      Katowicach, gdzie warunki, lekarze, sprzet medyczny jest
      nieporownywalny z Ledzinami, i mimo ze zaliczylam lewatywe, golenie,
      oksytocyne i nacinanie, wspominam porod bardzo dobrze dzieki
      personelowi tego szpitala.
      Nie wiem dlaczego polozne z Ledzin takie miłe i kompetentne babki
      nie potrafia sprzeciwic sie postepowaniu dr Hudego. On psuje
      wszystko, powinien zniknac z tej Izby jak najszybciej!
      • patrycja2222 Lacertaa, pytanie o Łubinową 17.09.07, 18:34
        Lacertaa, a możesz napisać coś więcej o porodzie na Łubinowej,
        zwłaszcza o lewatywie, goleniu, oksy i nacinaniu - tzn., czy to było
        na Twoje życzenie, czy ktoś Ci proponowałczy po prostu zrobił i już
        i czy oksy oraz nacinanie było konieczne bo tego wymagała sytuacja?
        Chcę tam rodzić no i położna mówił, że te rzeczy to jak trzeba albo
        jak się chce, a nie "jak leci" każdemu to samo.


        • lacertaa Re: Lacertaa, pytanie o Łubinową 20.09.07, 12:12
          Nikt mnie o zgode nie pytał, ale:
          - lewatywa - pewnie jakbym zaprotestowała to by mi nie zrobili, ale
          nie protestowałam bo to dla mnie wygodne przy porodzie żeby nie
          myśleć że coś wyskoczy
          - oksy - stwierdzili że będe sie dzięki temu krócej męczyć,
          naturalnie też bym pewnie urodziła ale może rzeczywiśćie mniej
          cierpiałam bo krócej, w każdym razie nikt nie pytał
          - nacianie - tu niestety wyboru nie miałam, bo nie dość że nikt nie
          pytał to jeszcze nie miałam czasu zaprotestować bo zrobili to tak że
          nie wiedziałam kiedy.

          Ogólnie nikt nie pyta czy się na cos zgadzasz, raczej wychodza z
          zalozenia ze jak sie nie zgodzisz to powiesz smile
          Zalu nie mam bo dzieki temu poszlo szybko, ale nie mozna nazwac tego
          porodem domowym i całkowicie naturalnym, a takie porody sa w
          Ledzinach kiedy nei ma dr Chudego.
          • patrycja2222 Re: Lacertaa, pytanie o Łubinową 20.09.07, 16:34
            Hmm, to nacinanie w takim razie robią fachowo, skoro nie wiedziałaś
            kiedy Cię nacieli smile
            Czyli oksy podali Ci mimo prawidłowo przebiegającej akcji porodowej,
            z oszczędności czasu, że się tak wyrażę, tak? Czy po oksy nie czułaś
            większego bólu (podobno to norma)? I czy miałaś znieczulenie
            zewnątrzoponowe lub jakieś inne?
            Ogólnie wrażenia masz raczej pozytywne, co mnie bardzo cieszy, bo po
            wizytach tam nie wyobrażam sobie porodu w państwowej placówce smile A
            jak opieka nad noworodkiem? Musiałaś się prosić, żeby Ci wszystko
            pokazano czy położne same z siebie wykazały się inicjatywą? Boję
            się, że mogą być "obrażone" jak się poprosi, tyle się już naczytałam
            historii...a to moje pierwsze dziecko i bladego pojęcia nie mam jak
            się obchodzić z maluszkiem ani nikogo kto by mnie tego nauczył.
            • lacertaa Re: Lacertaa, pytanie o Łubinową 21.09.07, 14:24
              Jeśli chodzi o oksy to akcja porodowa nie przyspieszała mimo upływu
              czasu więc wytłumaczono mi że dla mojej wygody i krótszego porodu mi
              ją przyspieszą. Myślę że było to trochę z powodu braku czasu a
              trochę z uzasadnienia, ale w sumie nie wiem czy ból był większy bo
              to był mój jedyny poród smile W sumie cały poród trwał 4 godziny więc
              nawet jeśli bolało bardzo to krótko smile Ból po oksytocynie się
              nasila, ale chyba to normalne? W końcu przy porodzie naturalnym też
              wydziela się oksytocyna i też boli.
              Cała opieka naprawdę super. Można pytac o co tylko się chce, poza
              tym sami przychodzą i pytają czy czegoś nie potrzeba. Naprawdę miło
              wspominam, a to też moje pierwsze dziecko i nic nie wiedziałam smile
              • patrycja2222 Re: Lacertaa, pytanie o Łubinową 22.09.07, 12:40
                Lacertaa, dziękuję Ci bardzo za odpowiedź i przepraszam, że tak Cię
                zasypałam pytaniami, zwłaszcza że po narodzinach maszpewnie huk
                pracy smile Mam nadzieję, że mój poród też przebiegnie szybko i z bólem
                do wytrzymania. Zostało mi 5 dni, nie mam żadnych objawów i zaczynam
                się bać porodu wywoływanego sad
                Pozdrawiam Ciebie i Twojego Maluszka smile
                Patrycja
    • binkaa Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 14.09.07, 08:28
      ja co prawda miałam ZZo
      ale do 4 cm musiałam czekać
      i jak mi doktor chciał zrobic masaż szyjki po pierwszym podejściu
      powiedziałam że niech tylko spróbuje raz jeszcze to go kopne w łeb
      .. dosłownie tak stwierdziłam
      nie próbował więcej ...
    • majowa-panna ps. do mojego wątku... 27.12.07, 22:37
      Przemyślałam jeszcze pewne sprawy i muszę dorzucić słów kilka... Jedyne co
      jeszcze chwaliłam to opiekę po porodzie, ale jednak to nie do końca było tak
      kolorowo. Owszem, można było dziecko zostawić na noc z położną, w pierwsza noc
      kiedy mały wymiotywał wodami był spał w pokoju razem z położną.
      Ale... po porodzie nie pozwolono mi iść pod prysznic (urodziłam o 16.30) i
      dostałam nakaz zakaz wychodzenia z łóżka do następnego dnia - niby ze zwzględu
      na szycie. Pomijam dyskomfort jaki z tego wynikał i jak czuje się kobieta 6
      godzin po porodzie nieumyta. Ostatecznie późno wieczorem poszłam do łazienki bo
      nie bylam już w stanie tego wytrzymać, położna prosiła żebym zostawiła choć
      drzwi otwarte żeby słyszała czy mi się coś nie stało... Druga sprawa - sikanie.
      Miałam z tym problem (wiadomo - psychika) więc poniewaz miałam nie wstawać
      dostałam do łóżka basen co było średnio wygodne i niestety nieskuteczne. I kiedy
      potem przyplątała mi się ta infekcja w drogach moczowych pseudolekarz dr Hudy
      wmawiał mi że to "odnowiła się infekcja która miałam w I trymestrze ciąży",
      muszę zaznaczyć że ta infekcja zostala wyleczona i do końca ciąży miałam już
      takie wyniki że lekarz kóry mnie prowadził był zdziwiony że kobieta w ciązy może
      mieć tak dobre wyniki. Dzięki tej infekcji spędziłam na słynnej porodówce
      tydzień w tym 4 doby z założonym 24h/dobę cewnikiem. Teraz niestety dochodze do
      wniosku że ta nieszczęsna infekcja to także prezent jaki mi zafundowano na
      porodówce - nie wiem czy był to ten nieszczęsny basen który zawsze w wc leżał
      sobie na podłodze (!) a potem został mi przyniesiony do łóżka czy tez to
      pierwsze parcie na wc, ale wiem że na pewno nie mogła mi się odnowić infekcja
      sprzed ponad pół roku, nie ma takiej możliwości po prostu!
      Kolejna sprawa to obsesja badania na fotelu przez p. pseudodoktora. Już na drugi
      dzień rano musiałam wchodzić na fotel bo p. pseudolekarz musiał pozachwycac się
      swoim dziełem? Nie wiem czym się tak zachwycał bo okazało się po czasie że
      szycie tez spieprzył. P. pseudolekarz zsiągnął mi szwy po 6 dobach i twierdząc
      że wszystko jest w jak najlepszym porzadku wypuścił do domu, chociaż bardzo
      bardzo bardzo uważałam po drodze (jechalismy samochodem) to kiedy znalazłam się
      w domu okazało się że wyszystko się rozlazło. Niestety to co tam mam dzięki
      p.pseudodoktorowi nadaje się do poprawy... Następnym razem sama poprosze o
      nacięcie i porządne zszycie. Oczywiście na porodówce nie dostaje się nic co
      przyspieszyłoby gojenie. W pierwszą noc kiedy gryzłam z bólu poduszkę położna
      przyniosła mi jedną tabletkę paracetamolu, heh może gdybym zjadła ich 10 to coś
      by to dało? Dopiero w drugiej dobie inna położna zaaplikowała mi pyralginę i
      zrobiła przeciwbólowy okład.
      To chyba już tyle... Podobno p.pseudodoktor już tam nie pracuje, ale tego na
      100% nie wiem (chodzą takie słuchy...) My nigdy nie wrócilibyśmy tam rodzić
      dlatego że niestety zaufanie którym obdarzyliśmy lędziński personel całym sercem
      zostało po prostu brutalnie zdeptane. Nie wierzę już w żadne rankingi i
      obietnice. Kolejne dziecko na 100% będziemy rodzić w szpitalu gdzie będzie mogło
      przyjść na świat bezpiecznie a gdyby było nie daj Boże coś nie tak to będzie
      mogło liczyć na szybką i fachowa pomoc a nie obietnicę odwozu karetką do
      najliższego szpitala. Teraz wiem że przy porodzie są ważniejsze sprawy niż się
      to wydawało "pierworódce".
      • kuleczek Re: ps. do mojego wątku... 28.12.07, 20:05
        bardzo współczuje Ci Twoich przezyć podczas porodu ale... ja mialam
        porod wywolywany octem (cukrzyca i minal termin) za 3 (co 2 dni
        probowali wywolywac, 5 dnia ruszylo) razem ruszylo - polozna
        podkrecila kroplowke zwiekszajac dawke bo po moim pytaniu co zrobia
        jak porod sie nie zacznie, i odpowiedzi ktora uslyszalam :
        przebijemy pecherz plodowy i ewentualnie bedzie masaz szyjki
        wyraznie powiedzialam : NIE ZGADZAM SIE NA PRZEBICIE PECHERZA I
        MASAZ SZYJKI. wyszla z sali (pewnie musiala porozumiec sie z
        lekarzem co w moim "przypadku" zrobic) i po powrocie tak podkrecila
        ze sie zaczely skurcze i porod ruszyl. caly czas zmuszano mnie do
        lezenia ze wzgledu na ciagle monitorowanie przez ktg, lezalam jak
        baleron obwiazana tymi wszystkimi kablami, zzo dostalam, 2 godziny
        parlam, po 2 godzinach lakarz stwierdzil ze dziecko zle sie
        wstawilo i ze nie urodze sama, moj maz mowil mi juz w domu ze w
        sali juz byl kolo mnie proznociag i kleszcze. a ja slyszalam caly
        czas mojego meza ktory walczyl o mnie jak lew i domagal sie
        cesarki (przez te 2 godziny bylo tak ze polozne uciekly z sali na
        jakis czas bo nie wiedzialy chyba co maja ze mna robic, nawet a
        stojaco nic nie szlo), ktora po tych 2 godzinach mi zrobili. To co
        moge Wam doradzic, tym, ktore sa jeszcze przed porodem aby
        protestowaly glosno nie zgadzajac sie na cos na co ochoty nie maja
        (masaz szyjki, przebicie pecherza, naciecie krocza) i rodzily w
        pozycji ktora wspomaga grawitacja, czyli na siedzaco na krzeselku
        porodowym lub w kucki, ja wymusilam te pozycje na poloznej (ale i
        tak okazalo sie ze nic to nie dalo) po wszystkim wzielam historie
        mojegfo pobytu w szpitalu gdzie odczytalam sobie, ze oboje z mezem
        nie wspolpracowalismy z personelem i bylismy trudni tak ogolnie smile
        ale moze dzieki temu nie przebito mi pecherza, nie masowano szyji,
        pozwolono przec w pozycji pionowej. tez rodzilam 1 raz, nic nie
        wiedzialam, ale znalam swoje prawa pacjenta, blagam nie zgadzajcie
        sie slepo na wszystko lub z gory nawet napiszcie kartke na co nie
        wyrazacie zgody i porod moze przez to bedziecie lepiej wspominac.
        ja i tak przezylam traume (2 mies depresji po porodzie) ale pewnie
        bylaby wieksza gdybym pozwolila im na to co sugerowali.
    • ulaj1 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 30.12.07, 01:20
      Ho ho
      widze ze w ledzinach niestety nic sie nie zmienilo. hudy dalej rzadzi.

      Rodzilam 8 i pol roku temu swoje pierwsze dziecko z tych samych powodow co autorka watku, dwoje nastepnych dzieci rodzilam juz w szpitalu.

      opis porodu autorki watku dokladnie taki jak moglabym sama napisac. hudy zszyl mnie jak szewc, palil przy tym, dziecko wyciskal, oksytocyne podal. az niemozliwe ze to nie tylko ja. jakbym mogla i dorwala tego ..... to nie wiem czy cos z debila by zostalo!
      • majowa-panna Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 30.12.07, 18:35
        Przepraszam za ten serial w odcinkach ale musze jeszcze dorzucić cos co
        wcześniej pominęłam... Jeśli chodzi o infekcję jakiej się nabawiłam to niedawno
        dowiedziałam się jaka to była poważna sprawa, która mogła skończyć się naprawdę
        poważnymi powikłaniami, a w Lędzinach NIKT specjalnie się tym nie przejął.
        Chociaż problemy zaczęły się u mnie wieczorem, to na lekarza musiałam czekać do
        rana bo wtedy to zwyczajowo lekarz zjawia się na porodówce, a na receptę na leki
        do popołudnia... Więc z moją zaawansowaną już infekcją (w drugiej dobie po
        porodzie!) czekałam na pana pseudodoktora, zlecenie badań a później receptę na
        antybiotyk co trwało długo - chociaż mąż chciał go przywieść naszym samochodem
        jeszcze wieczorem tego dnia kiedy już bardzo źle się czułam żeby coś mi
        przepisał, niestety lekarz propozycji nie przyjął... Gdyby nie zmotoryzowany mąż
        to nie wiem czy z moczem do badania i tą receptą na leki sama następnego dnia
        musiałabym jeździć po Lędzinach? Pewnie tak...
        Dzięki pseudodoktorowi przez 4 tygodnie nie byłam w stanie ani usiąść ani dłużej
        postać nie mówiąc już o zajmowaniu się dzieckiem którego nie umiałam utrzymać na
        rękach, karmiłam tylko na leżąco i z trudem przewracałam się z boku na bok bo
        bolące po wyciskaniu dziecka żebra nie dawały mi spokoju i wciąż sprawiały duży
        ból jeszcze przez ponad miesiąc, w tym czasie nie byłam w stanie nawet… zapiąć
        sobie biustonosza. Nie wiem, może miałam jakieś poważniejsze obrażenia w tym
        rejonie, ale jakoś nikt tego w Lędzinach nie sprawdził choć skarżyłam się na
        duży ból.
        Po porodzie marzyłam o tym żeby ktoś z personelu ze mną porozmawiał, szczególnie
        nazywająca nasz "swoimi dziećmi" p. Ania ze szkoły rodzenia i jakoś mi to
        wszystko wyjaśnił, potrzebowałam wsparcia, symbolicznych choćby mimo wszystko
        przeprosin, czegokolwiek… ale wszyscy zachowywali się jakbym właśnie szczęśliwie
        przeżyła cud narodzin, jak gdyby nic się nie stało… Kobieta która leżała ze mną
        po porodzie na sali, a która urodziła dzień wcześniej swoje drugie dziecko
        powiedziała mi że „gdyby miała rodzić po mnie, a słyszała jak mnie tu męczą to
        pojechałaby do szpitala do Tychów prosić o cesarkę”.
        Jadąc do porodu na Izbę Porodową spodziewaliśmy się pewnych standardów, a nie
        patologii. A tymczasem wyszło na to że poród w Lędzinach to jak rosyjska
        ruletka, jednym się udaje, bo mają szczęście lub znajomości inni trafiają na
        doktora Hudego. Mam nadzieję że ten "człowiek" popadnie w zawodowy niebyt i nie
        będzie już nikomu szkodził i stanowił zagrożenia dla rodzących i ich dzieci.

        To już naprawdę koniec, nie będę już więcej zadręczać was tymi opowieściami...
        Po prostu czułam że muszę to wszystko opisać bo miałabym niespokojne sumienie.
        Bo tak przepozytywny obraz Lędzin wykreowany w róznych miejsach i przez grupę
        adoracji lędzińskiej porodówki to niestety tylko pobożne życzenia ewentualnie
        marzenia lędzińskiej "szefowej" która na szkole rodzenia nabiła nam głowę
        frazesami i tajemną wiedzą która w praktyce okazała się kompletnie nieprzydatna.
        Z 10 spotkań jedyna pożyteczna wyniesiona sprawa to kąpiel noworodka i masaz
        stóp, a resztę - najważniejszą - można między bajki włożyć.
        A tym którzy mają pierwszy poród przed sobą życzę mądrych wyborów miejsca do
        rodzenia a wszystkim "ciężarówkom" łatwych i niepowikłanych porodów.
        • lacertaa Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 05.01.08, 19:27
          Co mnie najbardziej wkurza to to, że dopóki samemu sie porodu nei
          przezyje, trzeba się kierować opiniami z zewnątrz. Książeczka z
          opisami szpitali "Rodzić po ludzku" wydawała mi się godnym zaufania
          źródłem, sama chciałam rodzić w Lędzinach kierując się wspaniałymi
          opiniami z tej książeczki i ze strony fundacji oraz cudowną szkołą
          rodzenia z p. Anią na czele.
          I co z tego wszystkiego? Wielkie d....
          Nie wiem co za olśnienie na mnie spłynelo na tydzień przed porodem
          ze zdecydowałam się jednak na inny szpital.
          • majowa-panna Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 06.01.08, 21:32
            Ja już tez nie wierzę w żadne rankingi, może to był ranking - grzecznościowy
            uśmiech w stronę tej porodówki, nie wiem... Mam wrażenie że cały ten szumny opis
            powstał na podstawie opinii dwóch osób którym się udało, bo jak mantrę powtarza
            się tam zdania z ich opisu - relacji z porodu, który można było przeczytać w
            całości na stronie fundacji rodzić po ludzku. Cóż... Pewnie rodziły w nocy i bez
            komplikacji więc lekarz spał snem głębokim w swoim łóżku i nie musiał fatygować
            się do porodu... stąd miały szczęście albo były miejscowymi pacjentkami
            Hudzielca więc darzył je jakimiś tam względami bo on miejscowych jakoś bardziej
            lubi, widać taki to lokalny patriota.
            A co do p. Ani to czego nie zapomnę to jej opowieści o wydzielających się
            endorfinkach, o tym jak nie wolno przeszkadzać rodzącej, o tym jak ważny jest
            dobry poród i jak rzutuje na przyszłość dziecka i że to wydarzenie rodzinne i
            już więcej nie chce mi się wymieniać.

            Moje posty to chyba wynik tego że jednak endorfinki mi się nie wydzieliły, nie
            zdążyły w tym pośpiechu...
            • lutienne Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 22.04.08, 09:26
              Ja myślę, że to też zależy od nastawienia, z jakim się idzie do porodu - z całym
              szacunkiem, ale sądząc po Twoich słowach spodziewałaś się cudu i rewelacyjnej
              atmosfery. I nic dziwnego, że przeżyłaś aż takie rozczarowanie.
              Ja pierwsze dziecko rodziłam w gliwickim szpitalu i wspominam poród jak koszmar,
              mimo, że nie oczekiwałam miłej atmosfery. Ale w moim przypadku oprócz leżenia
              wyłącznie na plecach (bo tak położnej było wygodnie) i niewybrednych komentarzy
              (typu: "przestań w końcu krzyczeć tylko weź sie do roboty") było też i
              wyciąganie łożyska na siłę (dzięki czemu zostały resztki i dwa tygodnie później
              wróciłam na miejsce kaźni z krwotokiem). Oczywiście tak końska dawka oksytocyny,
              ze nie byłam w stanie ustać na własnych nogach podczas skurczu, masaż szyjki,
              golenie, nacinanie, lewatywa na dzień dobry - pełny pakiet jednym słowem. I ten
              szpital też podobno jest przyjazny.
              Teraz zastanawiam się nad Lędzinami, bo wkrótce przeprowadzka w te okolice, a w
              sierpniu poród. I nie oczekuję od Lędzin cudu, ale tego, ze nie będzie tak źle
              jak w szpitalu i że mój mąż i dziecko będą mnie mogli po porodzie odwiedzać
              kiedy tylko będą chcieli (a do szpitala dwulatka nie wpuszczą).
              Myślę, że jeśli ktoś podejdzie do sprawy racjonalnie, bo tak naprawdę poród to
              ból, krew, pot i łzy, to nawet przez jednego debila nie przeżyje tak wielkiego
              rozczarowania jak Ty.
              • tu_nia Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 22.04.08, 17:34
                majowa panna- przesadzasz i to bardzo mocno. przy nastepnym dziecku idz do
                panstwowego szpitala tak jak ja i wtedy doswiadczysz na wlasnej skorze ze w
                sumie mialas calkiem ok i naprawde nic nadzwyczejnego i godnego potepienia czy
                oburzenia sie nie stalo, porod to nie jest miod chocbys nie wiem co przeczytala
                wczesniej na ten temat i nie wiem jakie glupoty ci ktos naopowiadal ze to
                cudowne przezycie, jesli bolalo cie szycie to znaczy ze nie wiesz co to bol przy
                skurczach po oksytocynie i wcale nie bylo tak zle.
                • lavia78 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 23.04.08, 12:39
                  dziewczyny, pannie chyba nie chodzilo o to żeby mówić że się nastawiała itp. ja
                  się nie dziwię każda chce byc mamą i z szacunkiem pacjentkąsmile sama sie
                  zastanawiam nad szpitalem i wiem ze te opisy rankingi sa o wiele
                  przesadzone...róznie to bywa-ale nie jestesmy księzniczkami kazda to wie, tylko
                  po co truc głowe pięknymi opisami, wzorowa szkoła rodzenia a potem wyciskac
                  dziecko straszyć i partolic-psychika kobiety jest chyba w tym momencie mimo
                  wszystko bardzo krucha.....współczuję pannie-jamam ogromny dylemat ale raczej
                  wybiore tyski szpital, mój gin tam jest adiunktem...sam mi proponował i
                  chciałabym w wodzie jak się zakończy nie wiem, wazne aby dziecko było zdrowe ale
                  i poszanowania odrobinke oraz pomoc po narodzinach rózniez sie liczysmile
                  pozdrawiam i ściskam mamusiesmile
              • magda-lenka78 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 19.05.08, 22:04
                wybacz lutienne ale nie spodziewałam się cudu. gdybym chciała urodzić bez bólu
                to poszłabym to szpitala gdzie zaaplikowaliby mi zzo i spokój. w lędzinach coś
                takiego jak znieczulenie przecież nie istnieje. nie liczyłam tez na poród full
                natura, liczylam się z koniecznoscią wykonania pewnych zabiegów. problem w tym
                jak to wszystko zostało przeprowadzone. nie chce się powtarzać ale uważam że w
                takim miejscu szczycącym się taką "wspaniałą" opinią powinny obowiązywać jakieś
                standardy, a w lędzinach tak niestety nie jest. są porody lepsze i gorsze i
                bynajmniej nie zależy to tylko od tego jak przebiega sam poród tylko kto przy
                nim jest i od znajomości też niestety... położne dobrze wiedziały do czego
                zdolny jest Hudzielec ale jest to ukrywane przed potencjalnymi rodzącymi.
                leżałam tam tydzień i trochę się nasłuchałam i naoglądałam lędzińskich realiów.
                przy następnym dziecku pójdę do szpitala i szczerze mówiąc mam gdzieś to jak
                mnie tam potraktują, bo gorzej niż w lędzinach na pewno nie będzie. może być
                tylko lepiej. a przynajmniej w szpitalu dziecko ma większe szanse żeby wyjść z
                porodu cało i zdrowo. a w lędzinach? ciekawe co by zrobili gdyby w tym wszystkim
                nagle naszemu dziecku zanikło tętno? już nic by nie zrobili...
                tu_nia, jeśli dla ciebie takie zachowania personelu porodówki to standard to
                znaczy że Polska wciąż jest 100 lat za murzynami. Problem w tym że sama
                "szefowa" p Ania Wójcik prowadzi tam szkołę rodzenia i to ona nabija dziewczynom
                głowę frazesami które nie mają pokrycia w rzeczywistości.



                • magda-lenka78 Re: urodziliśmy w Lędzinach... miało być "po ludz 19.05.08, 22:12
                  i powiem wam szczerze po roku od porodu - pal licho to jak mnie potraktowali,
                  przeżyłam... spartolone dwuminutowe szycie pseudolekarza też przeżyję, może
                  jakiś normalny lekarz poprawi mi to za drugim razem. ale nie daruję im tego że
                  tak lekko i łatwo narazili na szwank zdrowie i życie naszego dziecka. nie życzę
                  nikomu takiego strachu o życie dziecka jaki ja tam przeżyłam widząc kompletną
                  bezsilność lędzińskiego personelu kiedy trwała druga godzina parcia. i to jest
                  dla mnie w tym wszystkim najgorsze wspomnienie. owszem przyznaję że dla
                  pierworódki przed porodem ważne są różne sprawy, ale dla mnie następnym razem
                  najważniejsze będzie zdrowie i życie naszego dziecka i wybiorę szpital pod tym
                  kątem właśnie.
Pełna wersja