lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to...

26.11.07, 10:47
Dziewczęta, czy słyszałyście o przypadku, kiedy ciąża była
prowadzona przez lekarza z Żelaznej a mimo to rodząca nie została
przyjęta tam do porodu? Czy raczej posiadanie lekarza stamtąd daje
jakąś gwarancję? I jak to w praktyce wygląda - przyjeżdżasz na izbę
przyjęć i mówisz - mam stąd lekarza i ngdzie się nie ruszę? wink
    • jotka151 Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 14:08
      Jeśli będzie przepełnienie to posiadanie stamtąd lekarza nic nie
      zmieni - po prostu nie będą mieli Cię gdzie przyjąć.
    • tygrysiatko1 Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 16:06
      jeżeli nie będzie miejsca to nawet jakby prowadził Twoją ciąże sam
      ordynatror to Cię odeślą... przecież nie zrzucą innej rodzącej z
      łóżka, żeby przyjąć Ciebie...
    • laminja Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 16:06
      ani lekarz ani położna nie dają 100% gwarancji.
      • mkg76 Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 16:43
        Na początku ciąży (do ok. 14 tyg.) chodziłam do lekarki z Żelaznej.
        Kiedy okazało się, że ciąża nie przebega w sposób książkowy, a
        wywiad jest dostyć obciążony, pani dr zaczęła unikać tematu rodzenia
        na Żelaznej. Polecała mi za to inny szpital, z który z resztą dosyć
        dobrze wspominam. Potwierdza się to co pisały dziewczyny w innych
        postach - na Żelaznej wolą mało skomplikowane przypadki.
        • laminja Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 16:52
          To dość oczywiste - Żelazna to szpital miejski - skomplikowanymi przypadkami
          powinny się zajmować specjalnie do tego przygotowane placówki. Np.: dla cukrzycy
          ciążowej referencyjne są chyba kliniki na Karowej i Starynkiewicza. Kobietami z
          epilepsją zajmują się na Czerniakowskiej - na miejscu jest dobry oddział
          neurologiczny, itd.

          Ja bym się cieszyła z tego, że mój lekarz, znając moje problemy zdrowotne,
          proponuje mi bardziej wyspecjalizowany ośrodek...
          • mkg76 Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 17:44
            Sęk w tym, że ona mi nie proponowała wyspecjalizowanego ośrodka
            tylko Inflancką, gdzie rodziłam 4 lata temu. Chodziło po prostu o
            to, żebym nie robiła problemów na Żelaznej. Dopiero gdy zmieniłam
            lekarkę, zostałam uświadomiona, że mam wybierać tylko wśród szpitali
            z III stopniem referencyjności. Zgadzam się z tobą, że są to właśnie
            placówki przeznaczone dla "niestandardowych" pacjentek.
            • laminja Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 20:48
              ciekawe która lekarka była taka mądra :p
          • blueluna Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 22:56
            > To dość oczywiste - Żelazna to szpital miejski - skomplikowanymi
            przypadkami
            > powinny się zajmować specjalnie do tego przygotowane placówki.

            Fajnie by bylo jeszcze gdyby lekarze z tego szpitala mowili juz po
            urodzeniu sie dziecka ze jest jakis problem, ze trzeba szukac pomocy
            gdzies indziej - skoro sami maja to gdzes.
            A oni po prostu nas wypisali - bo dzieki temu mogli w karte wpisac
            ze wypisuja zdrowe dziecko. I jak ladnie statystyka wygladala, nie
            trzeba bylo wydawac pieniedzy na badania.
            Nie wazne ze moje dziecko mialo kosmiczna zoltaczke ktora dostalo w
            dniu wypisu - po prostu nas wypisali.
            Potem przez dwa tygodnie nas jeszcze z laski przyjmowali (bo takie
            mialam prawo rodzac w tym szpitalu) w przychodni przyszpitalnej,
            ograniczajac sie jedynie do klucia mi dziecka co dwa dni i mierzenia
            JEDYNIE bilirubiny.
            Ktora rosla i rosla, az osiagnela prawie 18.
            Przy okolo 20 dochodzi juz do uszkodzenia mozgu.
            Zadnego badania innego nie zlecili, nic nie zrobili. Nie wzieli mi
            nawet dziecka na lampy zeby zbic ta bilirubine. Tylko pokazywali
            mojego synka innym rodzicom mowiac ze nie maja sie co martwic, niech
            zobacza jak zolatczka moze wygladac.
            A moje dziecko urodzilo sie z wrodzona cytomegalia.
            I psim obowiazkiem szpitala bylo nie dosyc ze nie wypuscic nas z
            niego to jeszcze przeprowadzic pelna diagnostyke.
            Ale po co - lepiej dziecko wypisac, niech sie rodzice potem juz
            martwia i niech ktos inny za badania placi.

            Dlatego choc sam porod wspominam bardzo dobrze, pobyt na patologii
            ciay takze, opieke nade mna super - to opieke nad noworodkiem gdy
            cos sie zlego dzieje - fatalnie.
            Po prostu jest to bagatelizowane i byleby sie dziecka klopotliwego
            jak najwczesniej pozbyc.
            Pewnie gdyby Przemek dostal niewielkiej zoltaczki - to by go wzieli
            na lampy i juz.
            Ale u mojego widac bylo ze to cos powazniejszego - wiec dziekujemy
            pani.
            • gaba36 Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 26.11.07, 23:22
              Każdy ma inne wspomnienia. Moje dziecko z podejrzeniem wrodzonej
              cytomegalii zostało gruntownie jak na mozliwości szpitala przebadane
              i dopóki nie było wszystkich wyników nie zostałam wypuszczona ze
              szpitala. Nikt oprócz mnie nie unikał tematu. Załatwiono mi także
              pobyt w CZD.
              Co do przyjęcia to nikt oprócz mnie nie rodził akurat, więc każdy by
              został przyjety, dwa dni później był wysyp i niestety rodzące bez
              względu na koneksje były odsyłane. Dodam, że w sali lezałam z
              dziewczynami, które urodziły z "ulicy" i nikt nie robił im
              problemów. Po prostu miejsca były.
    • lolinka2 Re: lekarz prowadzący z żelaznej, a mimo to... 27.11.07, 08:53
      100 proc gwarancji nie masz, ale między Bogiem a prawdą, zwiększa to twoje
      szanse wydatnie: na IP pani dr w 34 tc chciała mnie odesłać na Kapsrzaka lub
      Karową (początek porodu, udało się zatrzymać na szczęście), powiedziałam, że
      jestem pacjentką tego szpitala, a swojaków się nie wyrzuca i poza tym, to już
      nie jest aż taki dramatyczny wcześniak. Zostałam na IP na kroplówce, potem
      podpisałam kwitek, że nie chcę na oddział tylko do domu (zgodnie z moją własną
      wolą).

      Później, miejsce na patologii wydzwoniła mi u swojej szefowej dr prowadząca.

      A co do badań, skomplikowanych przypadków itepe - ja jestem skomplikowanym
      przypadkiem. Zabiegów chirurgicznych brzusznych więcej niż niejedna babcia na
      geriatrii, choroba przewlekła wykluczająca podawanie m.in. hormonów, w ciązy i
      tuż po porodzie podawane leki niewskazane w ciąży... Z tego tytułu nikt się mnie
      nie chciał pozbyć, powiem wręcz że otoczono mnie sprawną, fachową i ciepłą
      opieką - mąż się śmiał, że jestem "śmierdzące jajko" i ostrożnie wszyscy jak z
      niemowlakiem się ze mną obchodzą. I żadnego cienia wrażenia, jakoby mi łaskę
      robiono, czy głupiego gadania za plecami...
Pełna wersja