RodzicPoLudzku w Zeromskim? Klamstwo i marketing!

11.02.08, 02:43
Porod rodzinny.Owszem sale przyjemne.I tyle.Polozne obrazaly mnie;ze
jestem nienormalna,bo sie dak dre.Rodzilam 12 godzin,po 8 czy
dziewiatej godz. blagalam juz o znieczulenie.Odpowiedz dostalam nie
predko.Ze sie bede tak meczyc jeszcze z 10 godzin! I nie dostane
znieczulenia.W koncu dostalam zastrzyk na 20 minut przed partymi!Nie
moglam do konca przec bo lek zaczal dzialac.I pocieli mnie
niezle.Porawiano mi to w innym szpitalu 3 tyg.pozniej.Inna polozna
odmowila mi mycia w 5 godz.po porodzie:bo nie bedzie myla 2-gi raz
przed zmiana warty.Lezalam upokorzona,przemoczona z dzieckiem w
lozku.Gdybysmy wiedzieli.Maz mnie bronil,ale..Juz na poczatku,przy
przyjmowaniu,polozna nie odpowiedziala na zadne z moich pytan.Dramat.
    • ps29 Re: RodzicPoLudzku w Zeromskim? Klamstwo i market 18.02.08, 19:31
      A myslalam, ze po akcji jednak lepiej. brr - boje sie tego szpitala
      w takim razie.
      • robin81 Re: RodzicPoLudzku w Zeromskim? Klamstwo i market 18.02.08, 19:54
        ufff.dobrze ze w moim przypadku zadzialal przypadeksmiledo konca bylam
        zdecydowana na zermoski ale wyladowalam na galla i dziekuje za to
        kazdego dnia.przykro mi ze tak cie potraktowali.pozdrawiam.m
        • aanna6 Re: RodzicPoLudzku w Zeromskim? Klamstwo i market 18.02.08, 19:58
          a przy kim rodziłas ja rodziłam równo rok temu i prawie 4 lata temu
          i moje odczucia i wspomnienia jak najbardziej pozytywne. jak bym
          była 3 raz w ciazy to tez wybrała bym żeromski.
    • krychaw Re: RodzicPoLudzku w Zeromskim? Klamstwo i market 19.02.08, 18:26
      no to ja trochę w obronie tegoż szpitala:
      przede wszystkim wybrałam go dlatego, że miał najwięcej pozytywnych opinii, albo
      może inaczej - najmniej negatywnych. przy wyborze starałam się kierować raczej
      nie tym, czy personel jest sympatyczny (wiadomo, że jak położna jest zmęczona, a
      ma prawo, bo to tylko człowiek, to jak coś odburknie, ewentualnie kogoś
      opierniczy, to będzie niedobra, a jak innym razem się uśmiechnie to ktoś
      napisze, że miła i cudowna), ale czy chętny do pomocy, fachowy. po drugie bardzo
      chciałam urodzić naturalnie (dla mnie cesarka to jednak zawsze operacja i jakoś
      ewentualne powikłania po porodzie sn mniej mnie przerażały), karmić piersią
      (żeromski ma podobno jedną z najlepszych poradni laktacyjnych i kładą duży
      nacisk na karmienie, więc liczyłam na to,że w razie problemów staną na głowie,
      żeby wszystko było ok. z tego względu nie polecam tego szpitala, jeśli któraś
      mama od początku chce karmić butelką - krzywo na to patrzą). jeśli chodzi o
      znieczulenie - wiedziałam, że w tym szpitalu na zmianie jest tylko jeden
      anestezjolog, więc o znieczulenie ciężko, bo "trzymają" go na sytuacje awaryjne.
      ponieważ to był mój pierwszy poród i nie do końca wiedziałam, co mnie czeka,
      więc po prostu stwierdziłam, że zaryzykuję - a nuż się uda, a jak nie, to i tak
      urodzę, bo ucieczki nie ma. jeśli chodzi o warunki - zależało mi na dobrze
      wyposażonej porodówce, bo chciałam aktywnie uczestniczyć w porodzie, warunki na
      salach były mi raczej obojętne - w końcu to nie hotel na wczasach. no i zależało
      mi na dobrym wyposażeniu w sprzęt medyczny (typu inkubatory, itp) - to w razie
      komplikacji ( między innymi dlatego od początku skreśliłam ujastek - w razie
      ciężkich powikłań podobno odwożą malucha do innego szpitala). i jeszcze jedna
      sprawa, która miała dla mnie znaczenie - żeromski ma znieczulenie i poród
      rodzinny za darmo.
      na porodówkę przyjechałam po dwóch godzinach regularnych i częstych skurczy,
      które przeszły mi zaraz po przekroczeniu izby przyjęć smile
      przyjęła mnie bardzo sympatyczna położna, która stwierdziła, że to się często
      zdarza, ale ponieważ byłam już 2tyg. po terminie stwierdziła, że w takim razie
      wypełnimy na spokojnie wszystkie papiery, bo pewnie najdalej jutro lub pojutrze
      i tak tam trafię. w między czasie wezwała lekarkę i zanim skończyłyśmy wypełniać
      papiery skurcze wróciły, przyszła lekarka, zbadała mnie, zrobiła usg i kazała
      powędrować na porodówkę. tam przyszła położna, przedstawiła się, pokazała
      wszystko co i jak, zaproponowała przygaszenie świateł (była 8:00 rano),
      włączenie radyjka, podpięła na chwilę do ktg, zapytała, czy chodziłam do szkoły
      rodzenia, a kiedy powiedziałam, że nie; poinformowała czego mogę się spodziewać,
      w jakich pozycjach rodzić, jak oddychać, mężowi pokazała jak masować mi krzyże i
      zostawiła nas samych. potem zaglądał co godzinę lub częściej, ewentualnie
      przychodziła na wezwanie. poród przebiegał bardzo opornie i o 11:00
      zaproponowała oxytocynę, ja wyraziłam zgodę, podpięła kroplówkę no i zaczęło się
      na dobre... generalnie bardzo nalegała na aktywny poród (na porodówce były
      worki, piłki, materace,drabinki i jeden pan bóg raczy wiedzieć co jeszcze),a ja
      wbrew postanowieniom utknęłam na łóżku i za nic nie dałam się stamtąd ruszyć.
      udało jej się jednak namówić mnie na prysznic smile. o 13:00 odeszły mi w końcu
      wody i szczerze powiem, że wtedy miałam spory kryzys. położna prawie na siłę
      ściągnęła mnie z łóżka i namówiła po raz drugi na prysznic, za co jestem jej
      wdzięczna, bo przyniósł mi sporą ulgę, ale na piłki i worki już nie udało jej
      się mnie namówić, choć bardzo się starała. w każdym pomagała, na ile sobie
      pozwoliłam wink i robiła co mogła, żeby mi ulżyć. na początku powiedziała, że
      jeśli mam potrzebę lub ochotę krzyczeć, to żebym się nie krępowała, bo niektórym
      przynosi to ulgę. na początku patrzyłam na nią jak na wariata, pod koniec bez
      skrępowania krzyczałam smile prosiłam też w końcu o znieczulenie no i tu
      faktycznie było niefajnie, bo usłyszałam, że poród przebiega opornie i to
      mogłoby go jeszcze wstrzymać, więc nie dostanę.
      o 19:00 przyszła druga zmiana i trafiłam na drugą jeszcze milszą położną i nie
      wiem jak ona to zrobiła, ale nagle cały poród nabrał tempa i w dodatku pomogła
      mi zmienić pozycję, przez co od razu zrobiło mi się lepiej. wezwała lekarza,
      szast prast i już mogłam przeć w wygodnej dla mnie pozycji. ZAPYTANO mnie, czy
      ZGADZAM się na ewentualne nacięcie krocza i obiecano zrobić wszystko,żeby tego
      uniknąć. niestety okazało się, że mimo rozwarcia mały nie może wydostać się na
      świat i po kilku parciach lekarz zadecydował o cc, na co zresztą też musiałam
      wyrazić zgodę. oczywiście tak bardzo nie chciałam mieć cesarki, że lekarz już
      przygotowywał się do operacji, jak ja jeszcze wmawiałam położnej, że mam siłę i
      jeszcze spróbuję, więc przyszedł lekarz i jak dziecku tłumaczył mi,że to dla
      dobra synka.
      jak trafiłam na salę operacyjną anestezjolog tłumaczył mi, na czym polega
      znieczulenie, co będę odczuwać, jakie są możliwe powikłania. stał nade mną cały
      czas i opowiadał co robią lekarze. kiedy wyjęli małego (o 20:51)mogłam go
      obejrzeć i zabrali go obok na salę, gdzie czekał mąż. przy nim został wstępnie
      zbadany, zmierzony i zważony, mąż zrobił zdjęcia, został zawinięty w kocyk
      (synek, nie mąż) i zanim go ukąpano to przynieśli mi go na salę operacyjną,
      gdzie byłam jeszcze szyta i mogłam go sobie wycałować po buzismile potem zawieźli
      go na salę noworodków i przy mężu został ukąpany i ubrany w szpitalne ciuszki.
      kiedy trafiłam na salę pooperacyjną przyszedł mąż i siedział u mnie jeszcze
      jakiś czas(nikt go nie wyrzucał, chociaż było już późno); przywiózł mi synka,
      który został przy mnie. małego zabrali jedynie nad ranem na półtorej godzinki,
      bo z wrażenia nie zmrużyłam oka. o 6:00 przyszła położna(zaglądała do mnie co
      chwilę przez całą noc), pokazała jak wstać z łóżka, pomogła się spakować i
      przenieść na salę, pokazała gdzie prysznic(mogłam się od razu wykąpać), sala
      noworodków, dyżurka położnych, itd. potem przywieźli mi małego, poinstruowali
      jak karmić, jak przystawiać do piersi (mogłam wybrać najwygodniejszą pozycję).
      niespecjalnie sobie z tym na początku radziłam, więc dość często wzywałam
      położną, która za każdym razem przychodziła i baaardzo cierpliwie mi pomagała,
      chyba dzięki temu szybko miałam pokarm. kiedy potrzebowałam wziąć prysznic czy
      odpocząć, odwoziłam synka na salę noworodków.
      bardzo starannie opiekowali się współlokatorką, która miała ogromne bóle głowy
      po znieczuleniu - wezwano anestezjologa, podano jej zastrzyk przeciwbólowy,
      zabrano dziecko, żeby mogła się wyspać i odpocząć.
      obchód w szpitalu był rano i wieczorem, dyskretnie, bez studentów (koleżanka z
      sali miała studentów przy porodzie, ale za jej zgodą), synek badany był w mojej
      obecności, kąpany również (nawet mąż raz trafił na kąpiel). położna pokazała,
      jak to robić, na co uważać, jak ogólnie pielęgnować; ubranka miałam swoje, choć
      można było i używać szpitalnych.
      urodziłam w środę wieczorem, wypisano mnie w niedzielę. przy wypisie zrobiono
      usg, mały miał dodatkowe badania na tarczycę (w ciąży leczyłam się na
      niedoczynność) zrobione w niedzielę rano, a przy wypisie znałam już wyniki -
      pediatra poinformowała mnie co powinnam dalej robić, bo wyniki były
      nienajlepsze. dostałam ulotkę o tym, co mogę jeść karmiąc piersią, co powinno
      mnie niepokoić, gdzie się zgłosić w razie jakichkolwiek problemów, pokazano mi,
      jak pielęgnowac kikuta pępowiny...
      opatrunek na szwie miałam zrobiony tak, że mogłam normalnie brać prysznic, szwy
      zdjęto mi w środę (nie czekałam w kolejce, trwało to może 10sekund, nić dostałam
      na pamiątkę smile ). nie miałam żadnych komplikacji, blizna to cieniutka kreseczka.
      ah! zapomniałam dodać, że lekarz, który mnie kroił, aż do wypisu ze szpitala
      codziennie rano po obchodzie przychodził zapytać,jak się czuję ja i moje dziecko...

      Igorek
      • krychaw Re: RodzicPoLudzku w Zeromskim? Klamstwo i market 19.02.08, 18:34
        warto też dodać, że nie miałam opłaconego ani lekarza, ani położnej, a nawet u
        żadnego z pracujących tam lekarzy nie leczyłam się w czasie ciąży (i szczerze
        powiem, ze nawet nie zapamiętałam żadnego nazwiska), nie miałam znajomości, ani
        nie dałam nikomu "w łapę".
        ogólnie moje wrażenia (bo się rozpisałam okrutnie,ale czułam się w obowiązku
        trochę bronić tego szpitala);
        porodówka wyposażona super; sale gorzej, ale nie ma tragedii (leżałam na
        trzyosobowej), łazienki również; położne miłe, kompetentne, powiedziałabym -
        cudowne, lekarze i pediatrzy super; jedzenie wstrętne tak, że nie da się tego
        opisać; o wszystkim byłam informowana i na wszystko musiałam wyrazić zgodę.
        jeśli miałabym rodzić drugi raz, to tylko tam...

        ale to tylko moje zdanie.
    • eleni1 Re: RodzicPoLudzku w Zeromskim? Klamstwo i market 22.02.08, 03:27
      Urodzilam w Zeromskim w poniedzialek 18.02, wiec jeszcze siedze
      poldupkiem smile i stad nie bede sie rozpisywac. Poza tym jestesmy
      dopiero 2 dobe w domu ... uff...
      Wiec: Izba przyjec -super polozna ( tak akurat trafilam ) ,
      porodowka swietnie wyposazona , czysta itd ale neistety nie mialam
      sily skorzytsac z udogodnien . Mimo ze planowalam porod aktywny moja
      aktywnosc ograniczyla sie do krzyku i wierzgania nogami w rozkroku :-
      )
      O jakiekolwiek znieczulenie ( chyba nawet APAP ) trzeba blagac- taki
      juz urok tego szpitala i wiedzialam o tym. Polozna na ktora
      trafilam - p.Kubacka - ostra babka, nie rozczulala sie nade
      mna , "przywolywala mnie do porzadku" , ale teraz z perspektywy
      oceniam ze to dobrze i ze dzieki niej poszlo w miare sprawnie.
      Lekarze znudzeni , rutyna i obrazone miny, ale kiedy okazalo sie
      nadmiernie krawawie po porodzie zlecieli sie wszyscy naradzac i byli
      nieprawdopodobnie przejeci- wiec generalnie tez plus.
      Sale poporodowe - bylam pietro nad porodowka : warunki jak za
      Gierka, polozne zabiegane ( bo rzeczywiscie jest baby boom ) ale
      generalnie pomocne i przyjemne . Nie mozna jednoznacznie ocenic , bo
      zetkniecie sie z co najmniej kilkunastoma poloznymi i beda na pewno
      rozne. Ogromny nacisk na karmienie piersia
      Generalnie : 4 . Mysle ze zdecydowalabym sie na kolejny porod w
      Zeromskim
      Jezeli ktos oczekuje usmiechow i glaskania po glowce to zly adres,
      natomiast ma sie poczucie ze jest bezpiecznie i fachowo.

    • lady_sphinx Ja mam zupełnie inne wspomnienia 27.02.08, 15:14
      Rodziłam tam na początku 2007 roku. Jeśli będę drugi raz w ciąży to rodzić będę tylko tam.

      Nie będę sie rozpisywać - trafiłam na wywołanie porodu (tydzień po terminie). Poród był dwukrotnie wywoływany, na patologii ciąży spędziłam 5 dni - więc miałam pełen przegląd lekarzy i położnych. Owszem zdażają się jednostki wybitnie znudzone pacjentkami i idioci też - ale jest to znikomy margines lekarzy i położnych w tym szpitalu. Na porodówce sale super, położne również. Mój poród z przyczyn ode mnie niezależnych zakończył się cc - decyzja szybko podjęta (dziecku spadało tętno) przez grono lekarzy, sala przygotowana w 2 minuty. Operacja wykonana szybko, sprawnie i fachowo. Na sali poporodowej leżałam na 1 piętrze. Faktycznie warunki jak za Gierka - ale to nie hotel, tu się liczy sprzęt do ratowania dziecka i fachowa opieka. Połozne i lekarze (na 1 pietrze) zainteresowani stanem zdrowia matki i dziecka, pomocni.
Pełna wersja