Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie

27.02.08, 23:14
Rodziłam w Siemiradzkim w styczniu, poniżej kilka moich uwag (subiektywnych!),
mam nadzieję że komuś się przydadzą.
Miałam planowaną cesarkę.
Przygotowanie do operacji na plus: położne miłe, pomocne, lewatywa zrobiona
tak szybko że nawet nie poczułam kiedy smile
Sama operacja na plus: przecudowny anestezjolog, który przez cały czas
wszystko mi tłumaczył, puszczał muzykę (!), pocieszał, zagadywał, rozśmieszał.
Cięła mnie moja lekarka (opłacona w kasie szpitala) i wszystko ładnie się
zrosło, nic mi nie dolega.
W ogóle personel tak sie zachowywał że nie czułam się zawstydzona czy
zażenowana. Bardzo przyjazna atmosfera.
Sala pooperacyjna na plus: dobra opieka, położna niemal cały czas z nami
siedziała, częste zmiany podkładów, mycie, ciągła chęć pomocy ze strony
personelu. Wszystko miło i nie robione "z łaski".
Sala poporodowa (miałam płatną) na plus: czysto (sprzątające przychodziły
kilka razy dziennie), dobre jedzenie, ładne łazienki i sale, mąż mógł siedzieć
od rana do wieczora.
Poza tym na plus: pediatrzy, położne - przychodziły jak tylko się po nie
dzwoniło nawet z błahym problemem (z może jednym czy dwoma wyjątkami).
Na minus: na piętrze był remont i czasem było głośno, wbrew temu co mówią o
popieraniu naturalnego karmienia moje dziecko było zapychane butlą, informacje
trzeba było "wyciągać" od lekarzy, większość ginekologów jakaś taka niezbyt
sympatyczna, ale z nimi miałam mało do czynienia, wypis trwał jakieś 5 godzin.
Ogólnie oceniam na 4+ w skali pięciostopniowej. Naprawdę miało się wrażenie,
ze osobom tam pracującym sprawia przyjemność to co robią.
    • renatz Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 28.02.08, 12:15
      Fajnie ze to napisalas. Ja zamierzam tam rodzic w kwietniu. Ile
      kosztuje sala 1-osobowa?
      • kinga333 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 28.02.08, 14:50
        Unikajcie jednak pani A. Wierzbińskiej - Spaczyńskiej, mam z nią
        wyjątkowo negatywne doświadczenia (jesli jeszcze tam pracuje..)
        • renatz Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 28.02.08, 16:01
          a ta pani to lekarz czy polozna?
          • kaskaig Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 28.02.08, 18:33
            lekarz
            moim zdaniem bylo milo bo za wszystko płaciłaś
            dlatego nie zdecydowalam się na ten szpital po raz drugi
            • agata99222 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 29.02.08, 12:01
              Ja również tam rodziłam w styczniu i jestem mega zadowolona, że wybrałam akurat
              ten szpital (pod uwagę brałam jeszcze Ujastek).
              Cały personel bardzo sympatyczny. Położne uczynne, pomocne, chętnie odpowiadają
              na pytania, pomagają w nauce karmienia (szczególne podziękowania dla p. Małgosi
              Kuzmiuk za cierpliwość okazaną mojej upartej córci wink
              ZA NIC NIE ZAPŁACIŁAM!!!
              Naprawdę polecam z czystym sumieniem.
        • 22max2007 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 02.03.08, 18:35
          Może trafiłaś na jakiś zły dzień - ja mam przeciwne zdanie i
          szczerze polecam tą panią doktor!
      • amy77 Re: do renatz 29.02.08, 23:17
        Nie brałam sali 1 os., decydowałam sie na 2 osobową, ale przez cały tydzień
        pobytu nie przydzielili mi współlokatorki więc byłam sama i miałam jedynkę w
        cenie dwójki smile
        Cen nie pamiętam bo rachunek płacił mąż, ale chyba 125 zł za dobę za 2 osobową
        salę i jeśli dobrze pamiętam to od 3 doby jest zniżka.
        Za lekarza płaciłam 1400 zł, położna jeśli sie chce do naturalnego porodu to 800
        zł. Ale upewnij się dzwoniąc do szpitala albo na dniach otwartych smile
    • renatz Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 02.03.08, 09:45
      dziekuje za odpowiedz. czy moglabys polecic jakas dobra polozna z
      tego szpitala?

      dzieki
      • amy77 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 02.03.08, 12:10
        Ponieważ miałam cesarkę więc nie brałam położnej do porodu, ale potem jak już
        leżałam na "swojej" sali to bardzo miło wspominam Panią Lucynę Jawor.
        "Uratowała" moje piersi pomagając mi całą noc walczyć z nawałem pokarmu, nawet
        robiła mi okłady z kapusty! Uczyła mnie też cierpliwie dostawiać dziecko do
        piersi, przychodziła jak tylko ja prosiłam smile
        Nie mam jednak pojęcia czy ona odbiera porody.
        • madek26 do amy 07.03.08, 10:19
          hej amy,
          z tego co napisałaś, to będę w identycznej sytuacji za ok 3 tyg. Czy
          możesz mi proszę napisać u którego lekarza rodziłaś. jeśli nie
          chcesz podawać nazwiska na forum to napisz mi na gazetowy, ok?
          aha, mam jeszcze jedno pytanie: czy musisz mieć tam swoje rzeczy np
          pieluszki, ubranka dla dziecka, czy dają szpitalne.
          dzięki za odpowiedz i pozdrawiam
          m.
          • aishka_a Olimpia Pałyga 07.03.08, 19:29
            Pani OLA jest super położną. Rodziłam nią w lipcu 2006 i mam
            ogromną nadzieję, że teraz też na Nią trafię. Wtedy nie brałam
            ubranek dla dziecka, tylko na wyjście. Pieluchy chyba miałam 3
            tetrowe ale dawali też szpitalne.
          • amy77 Re: do amy 08.03.08, 11:07
            Ja rodziłam u dr Żabińskiej, ale ona tam nie pracuje tylko ma umowę ze szpitalem
            i przyjeżdża jak rodzi jej pacjentka z którą wcześniej się umawia. Przy okazji:
            dr Żabińska to naprawdę super lekarka i dobry specjalista.
            A co do ubranek to dopóki dziecko nie było ze mną cały czas tylko na sali
            noworodków (z powodu cc)to położne ubierały w ciuszki szpitalne a potem przy
            kąpaniu już pytały czy mam swoje. Używałam własnych bo te szpitalne czasem
            podniszczone były i córka tak "biednie" w nich wyglądała - jak sierotka smile
            Żadne ubranko mi nie zaginęło, o co czasem boją się dziewczyny. Jak mała coś
            zabrudziła kupą a była akurat nie ze mną tylko na ogólnej sali to położne
            pakowały do siatki te ciuszki, wkładały szpitalne a mnie oddawały brudne. Jak
            miałam małą przy sobie 24h to już tylko swoich branek używałam. Poza tym moja
            tak szybko wyrosła z rozmiaru 56 że w zasadzie tylko w szpitalu przez tydzień
            ich używałam.
            Przydały się też pieluchy tetrowe i flanelowe np. do wyłożenia łóżeczka, do
            zawijania przy karmieniu albo do przewijania (kładłam ją na miękkim ceratko -
            materacyku - wzięte z domu i na pieluszce flanelowej na blacie przy aneksie
            kuchennym).
            • madek26 Re: do amy 08.03.08, 18:10
              hej,
              dzięki Amy, ja też chodzę do dr Żabińskiej, prowadzi moją drugą
              ciążę i mam takie samo zdanie jak Ty smile.
              byłam dzisiaj na dniach otwartych i na pierwszy rzut oka wszystko mi
              się podoba. mam nadzieję, że nie zmienię zdania w praktyce.
              no cóż, pozostało tylko przeżyć te ciężkie, a jednocześnie cudne dni
              z maleństwem smile. Już nie mogę się doczekać kiedy zobaczę
              maleństwo smile.
              pozdrawiam serdecznie
              m.
              • amy77 Re: do amy 08.03.08, 21:46
                Życzę Ci żebyś przeszła przez to wszystko tak lekko jak ja smile Naprawdę było ok
                (poza pionizowaniem po operacji, ale szybko zapomniałam jaki to ból).
            • aishka_a Re: do amy - o ubrankach 09.03.08, 17:36
              amy77 napisała:

              > Ja rodziłam u dr Żabińskiej, ale ona tam nie pracuje tylko ma
              umowę ze szpitale
              > m
              > i przyjeżdża jak rodzi jej pacjentka z którą wcześniej się umawia.
              Przy okazji:
              > dr Żabińska to naprawdę super lekarka i dobry specjalista.
              > A co do ubranek to dopóki dziecko nie było ze mną cały czas tylko
              na sali
              > noworodków (z powodu cc)to położne ubierały w ciuszki szpitalne a
              potem przy
              > kąpaniu już pytały czy mam swoje. Używałam własnych bo te
              szpitalne czasem
              > podniszczone były i córka tak "biednie" w nich wyglądała - jak
              sierotka smile
              > Żadne ubranko mi nie zaginęło, o co czasem boją się dziewczyny.
              Jak mała coś
              > zabrudziła kupą a była akurat nie ze mną tylko na ogólnej sali to
              położne
              > pakowały do siatki te ciuszki, wkładały szpitalne a mnie oddawały
              brudne. Jak
              > miałam małą przy sobie 24h to już tylko swoich branek używałam.
              Poza tym moja
              > tak szybko wyrosła z rozmiaru 56 że w zasadzie tylko w szpitalu
              przez tydzień
              > ich używałam.
              > Przydały się też pieluchy tetrowe i flanelowe np. do wyłożenia
              łóżeczka, do
              > zawijania przy karmieniu albo do przewijania (kładłam ją na
              miękkim ceratko -
              > materacyku - wzięte z domu i na pieluszce flanelowej na blacie
              przy aneksie
              > kuchennym).

              Jeśli chodzi o ubranka. Jak rodziłam Iszy raz córka miała żółtaczkę.
              Byłam z nią w szpitalu 7dni. 4 komplety ubranek do mnie nie wróciły!
              Więc to po części strach uzasadniony. Może nie tak wielka strata,
              nie taki majątej ale byłam naprawdę zła! Teraz zabiorę ubranka
              używane, po córce ale będę się kłócić o zwrot każdego, dla zasady!
              >
              • aga999900 Re: dr Żabińska 09.03.08, 21:02
                Hej ja również chodzę do dr Żabińskiej,druga ciążę jest rewelacyjną
                lekarką.
              • amy77 Re: do amy - o ubrankach 09.03.08, 23:37
                Kurczę, a ja o moje ubranka w ogóle nie dbałam (bo widziałam że córka lada dzień
                z nich wyrośnie, niektóre od początku były małe) a one i tak wracały za każdym
                razem. Też byłam tydzień w szpitalu.
                • ingga Re: do amy - o ubrankach 10.03.08, 21:00
                  ja rodziłam pierwsze dziecko w Narutowiczu - kompletna porażka nie
                  szpital ;-(
                  drugie rodziłam w Siemiradzkim i oceniam spzital i opiekę tu na 6 z
                  plusem
                  dodam, że zarówno pierwszy jak i drugi poród miałam opłacony, tylko
                  w Narutowiczu było to nieoficjalne

                  odnośnie ubranek - jak moga ginąć, jak w Siemiradzkim kąpią dziecko
                  w pokoju, w którym jest matka z dzieckiem i na oczach matki?
                  co innego w Narutowiczu, gdy o konkretnej porze wywożą na raz
                  wszystkie dzieci, coś tam robią - patrzeć się nie da - i przywożą po
                  jakimś czasie

                  co ważne - w Siemiradzkim matka jest partnerem a w Narutowiczu
                  niewygodną pacjentką, której nie należy ani pomagać ani nic mówić,
                  bo wtedy ma się mniej pracy ;-(

                  • amy77 Re: do amy - o ubrankach 10.03.08, 23:39
                    Ingga, ja miałam cesarkę a wtedy pierwsze 2-3 doby dziecko jest na sali
                    noworodków a przynoszone tylko od czasu do czasu więc tam ewentualnie mogą ginąć
                    ubranka.
    • malkaki Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 15.03.08, 10:50
      Zastanawiam się, kto zaczyna wątek o szpitalu, pisząc, jak to wspaniale
      wszytstko przebiegało, oczywiscie uprzednio wszystko opłaciwszy (zaznaczam, że
      jest to szpital sprywatyzowany, który musi dbac o reklamę). Dodatkowo ta osoba
      podaje kilka drobnych minusików dla tzw. zachowania obiektywizmu.
      Pierwszy wpis to BZDURA. Ja również za wszystko za wyjatkiem lekarza zapłaciłam
      i nie chcę wspominać ani sali do wspólnych porodów, ani niemiłych położnych dla
      pań rodzących tam za darmo. Moja połozna pani Beata M. już dawno zapomniała o
      swoim powołaniu i opierając się na teorii, chyba zupełnie wypadła z praktyki. Po
      porodzie zaglądnęła tylko raz (!!!), aby mi wręczyć umowę. DNO. A w czasie
      mojego porodu wpisywała cały czas coś w komputerze i krzyczała na bezpłatnie
      rodzącą obok mnie panią. Do mnie podchodziła raz na pół godziny, przesyłając
      słodki uśmieszek i mówiąc, jaka to jestem dzielna (super za 800 zł). Po porodzie
      miałam zapalenie rany, 3 tyg. wyłam z bólu, poniewaz pani Beata źle mnie zaszyła
      i w żadne sposób po porodzie o mnie nie zadbała. W wygojeniu rany pomogła mi
      tylko położna śrdowoskowa, która za darmo przyszła do mnie i mojego maleństwa
      tydzień po porodzie.
      Faktycznie anestezjolog jest przecudowny, dr Marcinek bardzo kompetentny.
      Przestrzegam jednak przed zostawieniem tam nawet zlotówki, to naprawdę nic nie
      zmieni, a fałszywe uśmiechy naprawdę niewiele dają, znacznie bardziej przydałaby
      się konkretna wiedza i opieka.
      A pani Beata o temat na pracę magiesterską. Ta kobieta powinna jako przelozona
      położnych wrócić do papierów, a nie wydzierać się na rodzace, że jeśli nie będą
      parły, to zabiją dziecko, bo coś takiego słyszałam zza sciany. O opiece nade mną
      wolę nie wspominać. Rutyniara i tyle.
      • madek26 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 15.03.08, 23:00
        no to mnie trochę zmartwiłaś koleżnako. z Beata M. cos tam juz
        zalatwialam i byla bardzo mila. ale po tym co napisalas, to zaczęłam
        mieć obawy.mam nadzieję jednak, że będzie dobrze.
        • martulka74 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 16.05.08, 08:34
          Przykro mi, ale ja również mam bardzo niedobre wspomnienia z panią
          Beatą Marzec, na którą zdecydowałam się własnie na podstawie postów
          internetowych. Świetnie dba o pierwsze wrazenie, ale podczas porodu
          położyła mnie po prostu na łózku na kilka godzin. Po urodzeniu
          dziecka dosłownie rzuciła go na mnie, zamiast podejść...pokazać
          twarzyczkę...lub pogratulować. Byłam tak zmęczona, że nawet nie
          wiedziałam, jak na niego spojrzeć....szczególnie, że było to moje
          pierwsze dziecko. A potem zabrali go do mierzenia (przemili
          neonatolodzy). Pani Beata zaraz poszła do domu, potem wzięła
          zapłatę i tyle ją widziałam. Jest mi bardzo przykro, bo mam
          wrazenie, że odeebrała mi najpiękniejszą chwilę życia.
          • zimroz Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 18.05.08, 21:14
            Bardzo dziwi i zastanawia mnie twoje wrażenie z porodu z Panią Beatą
            Marzec. Według mnie jest dla niej głęboko krzywdzące. Mojego synka
            Karolka urodziłam 2 kwietnia, przy pomocy oczywiście pani Beatki.
            Poznałam ją podczas dni otwartych w szpitalu i od razu zrobiła na
            mnie pozytywne wrażenie
            Wspominam jej serdeczność, opanowanie i profesjonalizm. Była osobą,
            która cały czas mi towarzyszyła od mojego pojawienia się w szpitalu,
            aż do wypisu. Mam wrażenie, że mówimy o dwóch różnych osobach, nie
            zgadzam się z żadnym faktem, który opisałaś.
            Serdeczne pozdrowienia dla Pani Beaty Marzec
        • mamuska02 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 16.05.08, 21:37
          Witam!!!!

          Sam rodziłam dwa razy z Panią Marzec i maprawde jestem zachwycona!!!!
          Bardzo miłe pierwsze wrażenie, to bardzo miła i kulturalna osoba.
          Gdy przyszedł czas porodu Pani Beata przyjechała natychmiast. Cały
          czas (14 godzin) zajmowała sie tylko mną i mogłam liczyc na pomoc w
          każdej sytuacji!!!!! Nigdy nie słyszałam żeby podnosiła na
          kogokolwiek głos a co dopiero aby krzyczała.Pani Marzec była przy
          narodzinach dwójki moich dzieci i ani przy jednym, ani przy drugim
          nie byłam NACIĘTA oraz nie miałam żadnego szwu więc mysle że to nie
          tylko szczescie ale równiez umiejetnosci położnej sprawiły że porody
          wspominam bardzo MIŁO!!! Jeśli chodzi o sam szpital to również było
          dobrze. Sale odnowione i czysto wszędzie a personel miły.
      • amy77 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 16.03.08, 23:26
        Na samym początku zaznaczyłam, że to MOJE SUBIEKTYWNE zdanie a nie sucha,
        bezosobowa relacja. Opisałam wszystko tak jak to odbierałam przez tydzień
        pobytu. Jestem wdzięczna personelowi że wszystko przebiegało gładko i skończyło
        się dobrze dla mojego dziecka i dla mnie. Szczególnie jestem wdzięczna położnej
        która pomogła mi walczyć z nawałem pokarmu bo to co robiła w tej sprawie nie
        należało do jej obowiązków a ja za nic jej nie płaciłam. Może trafiłam na ich
        dobre dni, że nikt na mnie nie krzyczał i nie traktował źle, a może byłam
        nieinwazyjną, spokojną pacjentką albo mam małe wymagania i zerowe porównanie bo
        w szpitalach dotąd nie bywałam.
        Z Pani Beatą miałam raczej sporadyczny kontakt. Na sali pooperacyjnej miałam
        super opiekę a tam niczego nie opłacałam. Wiem, że są różne, bardzo skrajne,
        zdania na temat tego szpitala dlatego chciałam opisać jak ja wszystko odebrałam.
        Wiem, że szpital jest często krytykowany przy naturalnych porodach (że często
        zwleka się np. z cesarką), ale w tej kwestii nie mogę się wypowiadać.
        Nie uważam za drobny minus faktu, że dokarmiali mi dziecko butelką, przeciwnie,
        miałam o to ogromny żal, a miałabym jeszcze większy gdyby dziecko nie
        przestawiło się tak szybko na pierś. Na szczęście udało się. Również coś takiego
        jak remont i jego odgłosy całymi dniami nie traktowałabym jako drobnostki.
        Nie opłacałam wszystkiego a jedynie lekarza i salę dla lepszego samopoczucia.
        Uważam ze jeśli kogoś na to stać to jest to super rozwiązanie pomagające również
        w polepszeniu komfortu psychicznego co jest bardzo ważne w sytuacji porodu i
        pierwszych dni po nim.

        A tak na koniec: nie wiedziałam że to forum służy tylko do krytykowania,
        myślałam że pozytywne opinie też są mile widziane smile
        • mamaweroniki2 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 17.03.08, 11:12
          Ja też oceniam szpital na 6+. Może zostane skrytykowana i powiecie
          że to reklama, mam to gdzieś. spędziełam w nim od lipca o stycznia
          ponad 3 miesiące bo ciąza była zagrożona. I nie mogę na nic
          narzekać. według mnie wszystko było ok. Patologia była niemal moim
          drugim domem. położne pomagały gdy tylko się je poprosiło i bez tego
          też. Każdemu zdaża się gorszy dzień i dołki, i też mogłyśmy liczyć
          na rozmowe albo coś łagodnego na uspokojenie. Położne są super,
          uczynne, pomocne i miłe a nieraz bardzo im głowe zawracałam o byle
          pierdoły. Lekarze też są ok. na początku też miałam obiekcje co do
          2, ale z biegiem czasu zmieniłąm zdanie i na ich temat i teraz
          każdego chwalę, Spaczyńską też, ona po prostu ma specyficzne
          poczucie humoru i podejście do pacjenta. Gdyby personel z
          Siemiradzkiego był inny, dużo ciężej znosiła bym pobyt tam.
          Poród skończył się cesarką. Chciałam urodzić naturalnie i wszyscy
          mieliśmy nadzieję że tak będzie, niestety nie udało się. Ale cięcie
          poszło sprawnie, lekarka zszyła mnie pięknie że prawie śladu nie ma.
          NA sli pooperacyjnej prawie cały czas była z nami pielęgniarka.
          Dostałam córeczkę do karmieniasmile. Położne pomagały przy karmieniu,
          przewijaniu itd. gdy gorzej sie czułam. Niestety po 3 dniach od
          wyjścia z małą do domu musiałam wrócić do szpitala na tydzień bo
          wdała mi się infekcja- zaatakował mnie mój gronkowiec i nie było tu
          winy szpitala. Mogłam być z Małą co dla mnie bardzo ważne. Byłyśmy
          na oddziale gin-septycznym. Dziewczyny narzekają na połozne z tego
          oddziału ale nami opiekowały się bardzo dobrze. Gdy Małą miała kolkę
          położna siedziała z nami do 2 w nocy nosiła ją i masowała brzuszek.
          I jeszcze jedno płaciłam tylko za poród rodzinny bo od stycznia
          weszła opłata za to. Za nic innego nie płaciłam. I wszystkie
          pacjętki są traktowane tak samo, czy mają salę płatną czy zwykłą.
          • gj-55 Siemiradzki - serdecznie polecamy ! 18.05.08, 18:40
            Witam, widzę że jako facet jestem wyjątkiem na forum, ale chciałbym
            podzielić się uwagami sprzed kilku dni po urodzeniu przez moją żonę
            cudownego Mateuszka.
            Wiem, że każdy poród to sprawa ekstremalnie indywidualna, ale z
            naszej strony życzymy serdecznie każdej z Was takiej opieki jaką
            udało się spotkać w Siemiradzkim. W szczególności - dr Jacek Wójcik,
            wielki szacunek za wiedzę, trafne decyzje i fachowość, mgr położna
            Beata Marzec - wspaniała, ciepła osoba, stworzona do tej pracy, żona
            nie wyobraża sobie tych trudnych godzin bez p. Beaty, dr T.Langie -
            anestezjolog, ale przede wszystkim człowiek z powołaniem pomocy
            ludziom, którego humor i umiejętne podejście do pacjenta powinno być
            wzorem dla innych lekarzy.
            Serdecznie dziękujemy i polecamy, szczególnie, że przez 5-dniowy
            okres pobytu w szpitalu nie udało nam się spotkać ani jednej
            niemiłej osoby z personelu, począwszy od recepcji po panie salowe -
            a największą nagrodą jest nasz mały Mateusz, który jest z nami
            zdrowy, choć poród był dosyć skomplikowany i musiał skończyć się
            cięciem cesarskim. Cieszę się, że pomimo sytuacji w naszej służbie
            zdrowia spotkaliśmy się z tak pozytywnymi wrażeniami, pozdrawiam,
            Grzegorz Janik.
      • zimroz subiektywna opinia na temat Siemieradzkiego 18.05.08, 21:28
        Musiałam zareagować na Twój wpis, bo uważam że jest bardzo
        krzywdzący dla tak wspaniałego profesjonalisty jakim jest Pani Beata
        Marzec. Nie wierzę w taki przebieg porodu pod opieką Pani Beaty.
        Synka urodziłam 02.04, nie był malutki bo miał 3730, a dzięki Pani
        Beatce wszystko przebiegło sprawnie, szybko i bez komplikacji.
        Najłatwiej wylewać na kogoś pomyje, jeżeli samemu zostaje się
        anonimowym.
        Serdecznie pozdrawiam Panią Beatę i życzę mniej żółci w rodzących
        pacjentkach katarzyna nowak
        • mamka01 mój pierwszy poród w Siemieradzkim 26.05.08, 08:45
          30 kwetnia urodziłam swoje pierwsze, długo wyczekiwane dziecko w szpitalu
          Siemieradzkiego i już na zawsze to wydarzenie zostanie w mojej pamięci jako coś
          pięknego,intymnego i możliwego do przejścia przeze mnie jeszcze raz albo dwa. Na
          taki obraz tego szczególnego doświadczenia w życiu kobiety ma niewątpliwie
          wpływ (w moim przypadku) postawa p. Beaty Marzec i drugiej pani położnej, której
          znam tylko imię - p. Asi.
          Jestem pełna podziwu dla profesjonalizmu i umiejętności obu pań. W decydującym
          momencie wspaniale pomogły mojemu synkowi w wyjściu na świat a mnie dodały sił,
          były oparciem (wręcz dosłownie - rodziłam wbita nogami w ich talie). W dniu
          porodu p. Beata zatroszczyła się o mnie już o wiele wcześniej i wspaniale
          wszystko zorganizowała (jak na pierwszy poród 4h to prawie nic). Bardzo liczyłam
          na to, że przeprowadzi mnie przez poród, powie co kiedy robić,da poczucie
          bezpieczeństwa mnie i mojemu dziecku swoim profesjonalizmem zapewni co tylko
          się da by narodziło się całe, i zdrowe. Tak też się stało.
          Wiem, że wiele osób jest oburzonych gdy mówi się, że coś się płaciło dodatkowo w
          związku z porodem ale jeżeli mam możliwość i chcę bo uważam, że mogę, że nie
          będę ryzykować najważniejszych chwil w życiu dziecka, to dlaczego nie. Wydajemy
          pieniądze na wiele mniej ważnych rzeczy, spraw i nie jest nam żal.
          Miałam poród rodzinny, z położną, z zzo, salą dwójką i będę to każdemu polecać
          bo warto mieć tak piękne doświadczenia i trochę komfortu zwłaszcza w tak
          szczególnym momencie życia. Po porodzie pozbierałam się bardzo szybko i teraz
          już tylko mogę cieszyć się urokami macierzyństwa. Małgosia
          • francese Re: mój pierwszy poród w Siemieradzkim 26.05.08, 08:57
            Małgosiu,mam rozumiec, ze oplacalas polozna, napisz czy opiekowala sie rowniez tobia po porodzie i jak wygladal porod rodzinny, czy caly czas bylas z partnerem w sali porodow rodzinnycg czy tylko w ostatniej fazie proodu? gratuluje dzieciaka i pozdrawiam!
            • mamka01 Re: mój pierwszy poród w Siemieradzkim 26.05.08, 09:24
              Tak opłaciłam położną wg cennika usług dodatkowych proponowanych przez szpital.
              Ta usługa obejmuje towarzyszenie położnej w czasie porodu i dwie godziny po
              porodzie. Potem zajmowały się nami inne panie położne. Tu trzeba już być w miarę
              sprawną i samodzielną bo różnie to bywa ale generalnie opieka po jest dobra.
              Panie położne są pomocne, w pokoju jest telefon do komunikacji wewnętrznej i
              można w każdej chwili prosić o pomoc łącząc się z dyżurką. Warto prosić o środki
              przeciwbólowe a nie męczyć się zwłaszcza gdy jest się naciętym. P. Beata
              zajrzała do nas rano by porozmawiać i przekazać umowę, która była podstawą do
              zapłaty.
              Poród rodzinny odbywa się w kameralnym pokoiku gdzie jest też osobna łazienka i
              toaleta. Nie jest to jeszcze pomieszczenie po remoncie ale ma wszystko czego mu
              potrzeba. Większą część mojego porodu (przypadł na godziny wieczorne i nocne)
              odbyła się przy świetle nocnej lampki. Mąż był ze mną cały czas od początku do
              końca i to on poszedł z małym do kącika noworodka a ja byłam szyta przez p.
              Beatę. Po porodzie o północy p. Beata wystarała się o coś do jedzenia i herbatę
              ponieważ już od kilku godzin byłam bardzo głodna co jej z resztą komunikowałam.
              Potem zajęła się umieszczeniem nas na sali, przewiozła mnie z dzieckiem na wózku
              do pokoju i pomogła w pierwszych chwilach a potem życzyliśmy sobie dobrej nocy.
              Mąż był cały czas ze mną i wyszedł tuż po p. Beacie.
          • gioseppe mamka01 :) 24.06.08, 17:16
            milo sie czyta takie posty smile
            gratuluje dziecka i udanego porodu wink
          • isia.fo Re: mój pierwszy poród w Siemieradzkim 05.08.08, 16:32
            Dziewczyny, zastanawiam sie nad porodem w szpitalu na siemiradzkiego, wlasnie u p. Beaty Marzec (za oplata). Bardzo prosze osoby, ktore z nia rodzily o opinie pod katem: czy pomaga w drugiej fazie porodu, pokazuje cwiczenia, jak sie ruszac, zeby zmniejszyc bol, etc, oraz czy robi wszystko, zeby ochronic krocze? (na dniach otwartych pani oprowadzajacej wypsnelo sie, ze z reguly sie nacina bez gadania). Czy mozna rodzic na siedzaco, kleczaco, itd? w salach porodowych obok przerazajacego lozka nie widzialam miejsca, gdzie mozna by rodzic w innej pozycji niz lezaca. bede wdzieczna doswiadczonym mamom za wszelkie komentarze, bo jestem lekko podlamana wizytami na porodowkach.
      • atommicha Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 27.05.08, 11:32
        A ja tam rodziłam prawie 2,5 roku temu, bez opłaconego lekarza czy
        położnej (tylko sala poporodowa) i wspominam ten czas bardzo dobrze,
        pomimo tego, że spędziłam tam prawie 3 tygodnie. Trafiłam na b.
        kompetentny personel i przemiłą obsługę, ale może to również zależy
        od samej pacjentki? Ja z natury jestem wesołkiem. Niektóre zachowują
        się, jakby nie było nikogo innego w szpitalu i najmniejsze
        uchybienia urastają do rangi mega-problemów. Zastanów się, czy nie
        było tak z Tobą???? Parę dni temu wróciłam również z tego szpitala.
        Leżałam na patologii ciąży, a za ok 2 m-ce bedę tam rodzić, z czego
        cię bardzo cieszę. Zdecydowanie mogę polecić ten szpital. Owszem,
        nie mam porównania do innych szpitali, ale myślę, że jak w każdym
        przypadku wiele zależy od oczekiwań i podejścia samej pacjentki.
      • edithia78 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 06.06.08, 22:00
        Kobieto! Nie chce mi się wierzyc i w głowie mi się nie mieści jakie TY BZDURY wypisujesz. Zastanawiam się skąd w Tobie tyle jadu i złośliwości?!
        Przede wszytskim łatwo jest obrzucać kogoś błotem będąc anonimowym prawda?!
        Położna Pani Betka Marzec to jest anioł, a tak ciepłej, miłej i opiekuńczej osoby nie pozwolę obrażać! Rodziłam z nią dokładnie tydzień temu tj. 31 maja. Dzięki pani Beatce mój synek przyszedł na świat bardzo szybko(dodam że to był pierwszy poród i trwał zaledwie 7 godz.)a poród z nią to cudowna sprawa. Taka opieka jaką ona otacza pacjentki zdarza sie naprawdę mało kiedy. To jest właśnie położna z powołania a Tobie się coś chyba pomyliło - kto wie może Ty pisałaś o kimś innym? Była ze mną cały czas, podawała mi wodę do ust, dbała o to żebym mogła rodzić w dogodnej dla mnie pozycji, a pewnie gdyby nie jej dwudziestoletnie doświadczenie, spryt i intuicja mój poród zakończył by się cesarką.
        Owszem musiałam być nacięta ale to dzięki jej fachowemu szyciu wróciłam do sił zaraz po porodzie i mogę wszytsko robić w domu z dzieckiem.
        A tak się zastanawiam czy Ty może swoim zachowaniem i nastawieniem do ludzi nie zrażasz wszytskich do siebie i twierdzisz że wszytscy są źli - zastanów się nad tym a dopiero późnij wypisuj takie herezje!
        A tekstem w stylu "Rutyniara" to przekroczyłas wszelkie granice. W ogóle nie mogę uwierzyć jak taka ciepła i miła kobieta mogłaby kiedykolwiek na kogoś krzyczeć a zwłaszcza na pacjentki?! Ciekawa jestem jaki Ty zawód wykonujesz i czy Ciebie można by było w taki sposób podsumować - jakbyś się czuła? A Ty pisałaś kiedyś prace magisterską ciekawe na jaki temat?

        Pani Beatka zaraz po porodzie zadbała jeszcze o to żebym dostała gorąco herbate i kanapke, a w kolejne dni zawsze mnie odwiedzała i dbała o mnie. Opiekę w całym szpitalu oceniam bardzo dobrze i każda położna służyła zawsze pomocą.
        A moim i Marty Molendy aniołem pozostanie PANI BEATKA MARZEC.
        Pani Beatko jeszcze raz za wszystko obie serdecznie dziękujemy (dostałam nakaz od Marty aby ją tu też kmoniecznie podpisać).
        Pozdrawiam gorąco Edyta Kocierz

        A wszystkim radzę się poważnie zastanowić zanim kogoś zacznie się obrażać i ranic!!!
        • r_s_t Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 07.06.08, 21:41
          Kobieto!
          Każdy może mieć inne doświadczenia z ta panią prawda? Też rodziłam w tym
          szpitalu, ale żeby były tam takie miody jak Pani pisze to bym nie powiedziała...
          • francese Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 08.06.08, 18:26
            dziewczyny, czy miała któraś z was doczynienia z panią położną danusia gorczycą lub zofia wec? prosze o opinie. i jeszcze jedno pytanie - jak wyglada sala do porodów rodzinnych w siemiradzkiego?
            • palmtop Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 24.06.08, 09:16
              ja rodzilam tam 4 lata temu i jedynie warunki sanitarne byly koszmarne. teraz po
              remoncie wszystko lsnilo, wlacznie z salami nieplatnymi.
              teraz tez sie tam wybieram, moze dzisiaj a moze za tydzien - nie mniej jednak
              wspomnienia i z samego porodu (trwal ponad 12 godzin), znieczulenia, traktowania
              przez nieoplaconych lekarzy i polozne, dodatkowa pomoc praktykantki i
              pielegniarek juz podczas pobytu w szpitalu - rewelacja. tylko jedna pielegniarka
              (jakas blondyna, ktorej nazwiska nie pamietam) byla niemila.
              podczas porodu, jakoś w nocy, zmienila mi sie cala ekipa - i tez wszyscy byli OK.
              pierwsza moja mysla po powrocie do domu bylo napisanie najlepszej opinii do
              programu "rodzic po ludzku".
              jedyne, co oplacalismy - to porod rodzinny ze znieczuleniem

              mam nadzieje, ze tym razem, jesli nie szybciej i latwiej, to moj porod
              przebiegnie w podobnej atmosferze i bede mogla o tym napisac z lezka w oku smile))

              w tej chwili porod kosztuje 300 zł - i w cenie sa rowniez badania robione osobom
              towarzyszącym, znieczulenie na zyczenie
              800 zł - oplata za polozna
              1400 zł - oplata ze ekstra lekarza przy porodzie
              120 zł - pokoj 2 osobowy - po 3 dobie polowa tej ceny
              250 - pokoj 1-osobowy - po 3 dobie polowa tej ceny
              jest tez wskazane, zeby tatus mial ze soba rentgena klatki piersiowej - wazne 2
              lata, ale nie koniecznie - chodzi o bezpieczenstwo maluszka.
              • francese Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 24.06.08, 19:00
                w szkole rodzenia Siemiradzkiego poinformowano nas, że partner do porodu rodzinnego nie potrzebuje ŻADNYCH badań.
                • moonioz Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 25.06.08, 11:46
                  a na dniach otwartych Pani która oprowadzała naszą grupę powiedziła, że jest potrzebny hbs i wasserman, dni były w końcu maja
                  • francese Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 25.06.08, 21:26
                    hmm, ja na dniach otwartych tez dostałam karteczke z wykazem badan dlaa partnera ale teraz w czerwcu w szkole pani powiedziała, że absolutnie żadnych badan. jak beda potrzebowali to zrobia partnerowi na miejscu. I jeszcze jedna rzecz - na dniach otwartych mówili, ze jest jedna sala do porodów rodzinnych, w szkole mowili, ze sa dwie. no i komu tu wierzyć??? smile
            • amoszyn Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 26.06.08, 09:40
              Ja rodziłam z pania Danusią. Poleciła mi ją koleżanka, zapłaciłam
              jej.

              Pomimo iz była po 24 h dyżurze (skonczył się rano) przyjechała do
              mnie spowrotem, rodziła ze mna do 17.00 a potem miała znowu nocny
              dyżur - nie narzekała, nie była rozdrazniona ze zmęczenia itp.
              Opiekowała sie mna jak należy, była ciepła i sympatyczna a co
              najwazniejsze - profesjonalna.

              Za 2 miesiące ede rodzic znowu i znowu wybiore siemiradzkiego.
              Jeżeli konieczna będzie cesarka (na co niestety sie zapowiada) - nie
              zamierzam płacić dodatkowo za nic. Jezeli bedzie sn - opłace tylko
              salę do porodów rodzinnych (na prawde warto) i wezmę zzo (z tego co
              wiem jest za darmo). Położnej nie będę już opłacac. nie uwazam tego
              za wyrzucone pieniądze i nie żałuję, ze przedtem płaciłam, ale
              jestem przekonana ze bez dodatkowych opłat tez sie mna zajma
              należycie. Poza tym najwazniejsza jest dla mnie obecność męża,
              dzieki któremu bedę miała prawdziwe wsparcie.
      • inka369 Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 07.08.08, 16:03
        Ja tez rodziłam na siemieradzkiego niedawno i szczerze radze
        omijajcie ten szpital wielkim łukiem. Popełniłam wielki błąd
        podejmując decyzje o porodzie w tym szpitalu, a na tym ucierpiało
        moje dzieciątko. Więc czuje sie w obowiązku wszstkie matki, które
        chcą rodzic w tym szpitalu przestrzeć przad nim. Moje dziecko ze
        zdrowo rozwijącej sie ciąży przyszło na świat z dużą zamartwicą i
        niedotleniemniem okołoporodowym przez niedopatrzenie lekarzy i
        położnej pani Beaty M. Jego życie wisiało na wiłosku zresztą teraz
        też Jego życie jest zagrożone. Właśnie tu w tym szpitalu, który
        niektóre panie tak wychwalają. Naprawde dobrze się zastanówcie jesli
        podejmujecie decyzje o porodzie w siemieradzkim.
        • krycha06ok Re: Siemiradzki w Krakowie - moje zdanie 09.08.08, 01:38
          Żaden szpital nie jest idealny, ale gorąco NIE POLECAM SIEMIRADZKIEGO , bo jest nieprzychylny i wręcz szkodliwy dla noworodków specjalnej troski. W moim przypadku, okazało się, że upragnione nowonarodzone maleństwo ma wrodzoną wadę genetyczną (u mojego 3-letniego dziś synusia zdiagnozowano zespół Downa, zresztą dopiero po 2 miesiącach od wyjścia ze szpitala i to tylko dlatego "tak szybko" bo odpłatnie, za ponad 400zł). Z całego serca nie życzę nikomu urodzić tego dziecka w Siemiradzkim, bo bardzo odczułam, że jesteśmy kłopotliwymi pacjentami!!!
          Choć jestem z natury osobą energiczną i zaradną życiowo, tam przeszłam przez 3 tygodnie piekła depresji poporodowej, niepotrzebnie zaostrzonej przez nieczuły i w tej sytuacji psychologicznie niekompetentny personel szpitala, począwszy od opłacanej w czasie mojej ciąży lekarki p.Wierzbińskiej-Spaczyńskiej, która po wzorcowej cesarce (tu trzeba przyznać, że przeprowadzonej na 6+), kiedy zorientowała się, że mały nie wyjdzie szybko z inkubatora, stchórzyła, nie potrafiła ze mną zamienić 1 słowa po porodzie, wzięła nr mojej komórki i... uciekła na letni urlop - nigdy się więcej nie odezwała.
          Pediatra prowadzący - p.Bożena Burzyńska - nie poświęciła mi 5 minut sam na sam, aby oswoić mnie psychicznie z problemem, czułam się gorsza i upokorzona przed innymi matkami. Za to ledwo 3 dni po cesarce, kiedy sama poprosiłam o rozmowę, kazała mi czekać na siebie na stojąco 20 minut przed swoim gabinetem, po to, aby wychodząc z niego powiedzieć mi, że "nie ma czasu, bo właśnie kończy pracę i czeka na nią w domu JEJ troje dzieci". Wzięłam się w garść dopiero jak zobaczyłam, że szprycują mnie Relanium (które przechodzi do mleka matki) - a przecież co każde 3 godziny odciągałam całą siarę i nosiłam mojemu maleństwu do inkubatora, nota bene z własnej inicjatywy, bo nikt mnie nie zachęcał do rozpoczęcia karmienia - gdzie tu ich profesjonalizm??!!!
          Oprócz normalnego zaszokowania z powodu inności mojego dziecka (ciąża przebiegała wzorcowo) czułam się, że sprawiam kłopot w statystyce szpitala, zalegam miejsce, przedłużam swój pobyt, narażam szpital na dodatkowe wydatki (musieli zrobić wiele badań małemu), nikt nie chciał mi pomóc zaakceptować nową sytuację i pokochać to niewinne maleństwo, które napewno bardzo wyczuwało mój ogromny stres. Żeby taki SUPER szpital nie miał nawet jednej broszurki informacyjnej dla matki noworodka z podejrzeniem wady genetycznej!! Jak bardzo to szkodzi więzi macierzyńskiej!! Każdy to inaczej akceptuje, ale przez taki personel wiele dzieci ucierpi, jeśli matkom nie pomoże się zrozumieć sytuacji, tym bardziej, że ja wprost BŁAGAŁAM O POMOC I INFORMACJE, bo mam wyższe wykształcenie (doktorat) z zakresu nauk medycznych, ale zbywano mnie jak nastoletnią dziewczynę. Do dziś mam ogromny uraz i myślę z przerażeniem o kolejnych matkach niepełnosprawnych noworodków, przez co one będą musiały przejść (mam nadzieję, że może ja byłam tylko trudniejszym przypadkiem).
          Nie życzę oczywiście nikomu stawiać czoła takim wyzwaniom losu jak niepełnosprawne dziecko (choć jestem z nim bardzo szczęśliwa), ale co będzie jeśli... Proszę podzielcie się swoim zdaniem.
Pełna wersja