Dodaj do ulubionych

Położna Joanna Szeląg-Blachowicz?

12.03.08, 06:03
macie jakieś doświadczenia z tą położną?
Obserwuj wątek
    • edyta-78 Re: Położna Joanna Szeląg-Blachowicz? 27.03.08, 11:01
      Ja rodziłam z p.Joasią i jestem bardzo zadowolona.Polecam ją
      każdemu.Strasznie bałam się porodu, długo szukałam dobrej położnej..
      i w końcu znalazłam!
      Ja miałam bardzo lekki poród - jak zaczęły się skurcze, zadzwoniłam
      do położnej,ona dała mi "instrukcje"co robić i tym sposobem na
      porodówce spędziłam tylko dwie godziny.P.Joasia tak mi pomogła że
      nie było żadnego nacinania krocza,żadnych szwów, a po porodzie
      wszystko mogłam robić sama.Nawet zmieniać pieluszki siedząc na
      kolanach ;o)))
      Tym sposobem poród stał się moim najpiękniejszym przeżyciem i już
      wiem że będę się starała, aby p.Joasia była ze mną kiedyś przy moim
      drugim porodzie.
      pozdr.
    • grzegorz99 Re: Położna Joanna Szeląg-Blachowicz? 08.01.20, 20:02
      Uwaga na ten szpital i położną Joanna Szeląg Blachowicz (jeszcze do niedawna pracowała w szpitalu przy Żelaznej - teraz już na Madalińskiego).
       - najbardziej niekompetentna osoba na jaką niestety trafiliśmy z przypadku ponieważ nasza docelowa położna zrezygnowała z pracy w szpitalu Św.zofii. Szpital już od dawna nie należy do czołówki szpitali położniczych. 
      Położna Joanna Szeląg Blachowicz prowadziła poród mojej żony jako prywatna wykupiona położna. Cała ciąża żony jak i początek porodu przebiegały prawidłowo do momentu kiedy do akcji włączyła się ww. położna. 
      Po ponad 4 godzinach przy 3 centymetrowym rozwarciu położna namawiała nas na podanie znieczulenia, żeby rozwarcie "poszło dalej". Od początku żona nie chciała znieczulenia - deklarowała to również w planie porodu - nie byliśmy przekonani i nie chcieliśmy znieczulenia, jednak położna nalegała i finalnie znieczulenie zostało podane. 

      Anestezjolog Agata Aleksandra Mackiewicz(obecnie też już nie pracuje przy Żelaznej) podała znieczulenie tak nieudolnie, że zamiast znieczulenia zewnatrzoponowego zostało podane znieczulenie jak na cesarskie cięcie (podpajęczynówkowe). 
       Zarówno położna jak i anestozjolog zrobiły się całe czerwone po całym zdarzeniu wtedy bałem się o zdrowie mojej żony a nie pomyślałem, że mogą być również konsekwencje dla mojego synka.   Żona miała podawane bardzo duże ilości oksytocyny 2 duże pojemniki w kilka godzin porodu.

      Po tym incydencie żona przestała czuć skurcze przez źle podane znieczulenie.  
      O cały zajściu nie został powiadomiony żaden ginekolog-położnik nie zostaliśmy objęci dodatkową opieką lekarską co powinno mieć miejsce. 
      Żona straciła czucie od pasa w dół, a znieczulenie działało około 30 min. W tym czasie znacząco została zwiększona dawka oksytocyny.  Po około 2h o 18:55 synek urodził się i został przekazany żonie i okryty pieluszką. Zakwilił bardzo delikatnie jakby nie miał sił.

      Położna w tym czasie nie stała przy dziecku żeby ocenić skalę APGAR tylko zajmowała się innymi czynnościami w sali porodowej. Po 20 minutach zapytaliśmy co ze skalą APGAR - otrzymaliśmy odpowiedź "10, a co jemu brakuje?" przy czym położna widziała dziecko i dotykała je tylko w 1 minucie podczas narodzin - następnie synek został przykryty pieluszką i leżał u żony. W tym czasie (w 1, 3, 5, i 10 minucie) również nie wykonała żadnych czynności żeby dokładnie ocenić skalę APGAR i nawet do niego nie podchodziła. Nie zrobił tego również lekarz, którego nie było na sali porodowej nawet przez chwilę przez cały czas trwania porodu. Z uwagi na wcześniejszą sytuację z źle podanym znieczuleniem taka opieka powinna być zapewniona.

      Dopiero później okazało się dlaczego synek tylko delikatnie raz zakwilił - był zalany wodami płodowymi - czego położna nie stwierdziła, ponieważ nie wykonała prawidłowo oceny skali APGAR.
       Około 8 godzin później, o 3 w nocy - na szczęście na oczach żony - nie wydając żadnych dźwięków synek ulał dwa razy pod rząd wodami płodowymi, a za 3 razem nie dał rady już wylać z siebie wód i zaczął się dusić, a kolor jego skóry diametralnie zmienił się na bardzo siny - niemalże czarny jak później określiła to pielęgniarka, która ratowała jego życie. W trybie pilnym został przeniesiony na patologię noworodka gdzie zostało wykonane odśluzowanie. Cała sytuacja gdy synek był siny i nie mógł oddychać trwała kilka minut.  

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka