Szpital na Madalińskiego???

26.05.08, 20:13
Co sądzicie o szpitalu na Madalińskiego?? We wrześniu myślę właśnie tam rodzic
ze względu na miejsce zamieszkania, mimo iż nie znam środowiska, położnych,
sytuacji na salach itd. Podzielcie się opiniami kobietki...
    • alela1 Re: Szpital na Madalińskiego??? 27.05.08, 09:32
      ja tez zamierzam tam rodzic we wrzesniu z Medicoverem, pod koniec
      czerwca jestem umowiona z polozna i odwiedze ten szpital. Na razie
      wiem, ze sale o podwyzszonym standarcie sa ladnie wyremontowane z
      lazienka a nawet lozkiem dla meza,-)
    • koraliq2 Re: Szpital na Madalińskiego??? 27.05.08, 17:31
      moim zdaniem na Madalinskiego jest tak: tam gdzie sie placi jest ok,
      gdzie na nfz to porazka. sale dzielilam z 4 mamami i tak: jedna mama
      miala problemy z karmieniem, to dopiero po tym jak sie poplakala
      ktos zwrocil na nia uwage. druga mama dostala takie znieczulenie w
      kregoslup, ze maz ja nosil jak marionetke na rekach do toalety.

      poza tym pani od kapania maluchow wpadala na sale, mowila zeby
      dzieciaczki rozbierac, kazdego ochlapala woda i oddawala mamie. nie
      patrzyla i nie pytala czy ktos sobie poradzi czy tez nie.

      ja mialam wykupiona polozna na noc. kobitka poszla ze mna pod
      prysznic, przynisla mi taboret, zebym sie na siedzaco umyla.
      zajmowala sie dzieckiem, kapala, przewijala. natomiast potem juz
      nikt mi nie pomagal w niczym...

      poza tym w trakcie naszego pobytu (grudzien 2006) szpital byl
      remontowany. odglosy wiercenia i prac robotnikow byly strasznie
      dokuczliwe. nie wiem jak jest teraz.
    • baj_bambino Re: Szpital na Madalińskiego??? 27.05.08, 22:46
      Rodziłam na madalu w lutym. Wszystko wygląda pięknie na salach, za
      które się płaci. To prawda. Jest komfortowo. Sam poród masakra, ale
      to zależy jak się trafi - takie jest moje zdanie, bo znieczulenie mi
      nie zadziałało, cesarki nie zrobili i skończyło się na vacum po 18
      godzinach. Ale obawiam się, że to wyliczanka.
      Najgorzej jest z opieką po porodzie - po prostu jej nie ma. Co z
      tego, że jest rooming-in skoro matka zostaje sama z płaczącym
      dzieckiem i nikt się nie zainteresuje, co się dzieje.
      Nie daj boże jak ma się problemy z karmieniem, co mi się zdarzyło.
      Komentarz położnej na moje wklęsłe sutki: co to jest, to się do
      niczego nie nadaje! Synka karmiłam przez strzykawkę mlekiem
      modyfikowanym, ale nikt nie powiedzial ani ile mu tego podawać ani
      nic. Więc płakał z głodu. I łaskę robią panie na oddziale jeżeli się
      je o cokolwiek poprosi. Wchodzą do pokoju bez słowa, nie wyjaśniają
      co i po co robią. Jakieś paskudne roboty.
      Na szczęście w drugiej dobie zjawiła się kompetentna pani z poradni
      laktacyjnej (niestety bardzo zajęta więc na oddział przychodzi
      rzadko pomóc) i okazało się, że na oddziale są laktatory
      elektryczne, które wyciągneły mleko i siarę i można to było synkowi
      podać. Oczywiście nikt wcześniej o tym nie powiedział. Trzeba mieć
      przy sobie faceta, który wszystko tam od nich wyciągnie i wymusi -
      są wtedy jako tako uczynne. No, tylko trzeba wiedzieć czego żądać.
      Masakra naprawdę. Mam wrażenie, że panie czerpią jakąś przyjemność z
      tego, że młode matki nie wiedzą co robić.
      Podsumowując standard wyposażenia super, a opieka nędza. Czego sobie
      nie wywalczysz, to nie będziesz miała.


    • zonapchelki Re: Szpital na Madalińskiego??? 31.05.08, 17:21
      no nieźle. ja będę tam rodziła 15 czerwca i mam nadzieję, że uda mi
      się wykupić jedynkę porodową i dwójkę poporodową. w sumie z drugiej
      strony to 2pełne doby a na trzecią się wychodzi. jak na razie
      spotkałam się z super przełożoną pielęgniarek i ona jest genialna -
      na wszystko odpowiada uprzejmie i wyczerpująco. no a poza tym to nie
      mogę się wypowiedzieć. na pewno spróbuję napisać jak było w szpitalu
      po porodzie, wtedy będziecie miały jakieś rozeznanie. a na razie
      czekamy na rozwiązanie i przyjście Nataniela na świat smile
    • japetra Re: Szpital na Madalińskiego??? 31.05.08, 19:43
      Rodziłam na Madalińskiego 2 tygodnie temu.
      Z przyjęciem nie miałam problemu, choć poprzedniego dnia na ktg lekarka
      uprzedzała, że gdyby właśnie zaczynał się poród, musiałaby szukać mi miejsca
      gdzie indziej. Kiedy zgłosiłam się ze skurczami co 8 min. zbadano mnie w ciągu
      10 min i od razu na porodówkę.
      Rodziłam na sali jednoosobowej (400zł), mogłam brać prysznic, była piłka,
      drabinki, mogłam spacerować, szkoda tylko że toaleta jest na korytarzu. Mogłam
      pić, jeść.
      Opiekowały się mną dwie położne - pierwsza w dość olewczy sposób: przychodziła
      na krótko, badała i znikała, zostawiała mnie na 1,5godz pod ktg, choć chciałam
      chodzić, nie wyjaśniała, co się dzieje - musieliśmy się dopytywać o wszystko z
      mężem, nie pomagała. Druga pojawiła się, kiedy rozwarcie przestało postępować.
      "Herszt baba" - krzyczała, motywowała, doradzała różne pozycje, bardzo mi
      pomogła, bo nic innego oprócz krzyku do mnie nie docierało. Generalnie miałam
      poczucie, że gdybym wynajęła położną, opieka byłaby dużo lepsza.
      Poród zakończył się zabiegiem - vacuum, i z tego jestem w sumie najbardziej
      zadowolona: że szybko podjęto decyzję ratowania mojej córeczki przed
      niedotlenieniem, bo wypchnąć jej nie miałabym siły, a była zbyt nisko na cc.
      Niestety chronić krocza w tej sytuacji się nie dało: cięli, pękła też szyjka.
      Trafiłam do 3-osobowej sali poporodowej w niewyremontowanej części oddziału.
      Łazienka jest tam jeszcze na korytarzu, chyba już zapomniana, bo bez oświetlenia
      w nocy (sic!).
      Opieka po porodzie tragiczna, ale też widać, że personel uwija się jak w ukropie
      i nie wyrabia. Właściwie prawie nikt nie przychodził zapytać, czy potrzebujemy
      pomocy. Pielęgniarki wpadały, wykonywały, co miały do zrobienia i wypadały.
      Dobić się do doradcy laktacyjnego to cud prawie - pani niby była na oddziale,
      ale łapać ją musiał dłuższy czas z dużym trudem mąż jednej z moich
      współlokatorek. Nikt nikogo niczego nie uczył, przewijać i karmić musiałyśmy
      nauczyć się same. Dzieci są kąpane każdego dnia przez pielęgniarki, wtedy
      czasami udawało się uzyskać odpowiedzi na niektóre pytania, ale ogólnie czułam
      się zbywana, nikt nic wyczerpująco nie wyjaśniał. No może poza miłą i bardzo
      profesjonalną panią neonatolog, która pojawiała się raz dziennie.
      Odwiedziny niby 15-19, ale dotyczy to pewnie większej ilości gości, bo mężowie
      przesiadywali od 9 do 21 i nikt ich nie wyganiał.
      Wypuścili mnie po 48 godzinach (najwcześniejszy możliwy termin).
      Ogólnie nie wspominam tego szpitala najlepiej, ale jestem im wdzięczna, że moja
      córeczka jest cała i zdrowa. Szkoda tylko, że ja nadal cierpię po cięciu krocza.
      • nadine-femme.pl Re: Szpital na Madalińskiego??? 14.08.08, 08:58
        Witam,
        przeczytałam twoją wypowiedź, niebawem mój poród więc chodzę po
        forach i przeżywam))
        Mam już jedno dziecko ale poród na Solcu był nieporozumieniem i
        skończył się tym że musiałam mieć operacje plastyczną pochwy po
        porodzie. Czytam, że też masz problem, z babskiej życzliwości
        polecam ci klinikę Medifem, i doktora Barwijuka, u którego miałam
        operację. Dzięki niej, nic mnie nie boli, nie wstydzę się męża, i
        mogę być aktywna w łóżku. Polecam.
        • kasia_271 Re: Szpital na Madalińskiego??? 14.08.08, 12:16
          Kurcze, mam wrazenie, ze piszecie o zupelnie innym szpitalu... Ja tez rodzilam
          na Madalinskiego 03.08.2008, czyli ponad tydzien temu. Jestem bardzo zadowolona
          z warunkow "lokalowych" i z obslugi zarowno podczas porodu i opieki poporodowej.
          Co prawda placilam za opieke poloznej, ale tylko to. Poporodowa dwuosobowa sala
          z lazienka byly darmowe. Trafilam tam z pania, ktora nie placila za nic i
          obslugiwano ja tak samo uprzejmie jak mnie i moje dziecko. Zreszta chyba na
          noworodkach juz nikt nie wiedzial, ze placilam poloznej, nie mialo to znaczenia.
          Pielegniarki same dopytywaly sie czy nie potrzebujemy pomocy, kapaly przy nas
          dzieci, ladnie sie do nich zwracaly. W nocy, gdy moja Coreczka plakala,
          pielegniarka sama przychodzila, nosila ja na rekach, masowala brzuszek itp.
          Bardzo bylam jej wdzieczna. Podczas calego mojego pobytu trafialam na ludzi
          miłych, pomocnych i kompetentnych. Nie mam nic do zarzucenia komukolwiek.
          Jedzenie tez bylo OK. Jedyne do czego moge sie przyczepic, to to, ze lozka
          moglyby byc troche wygodniejsze, ale to juz chyba za wiele szczescia.
          Pierwszy moj porod odbyl sie na Starynkiewicza, i powiem, ze te dwa porody (a
          wlasciwie warunki poporodowe) to niebo i ziemia, mimo, ze na Starynkiewicza
          rowniez mialam zaplacona polozna. Sama obsluga przy porodzie OK, ale potem to
          juz nie ma co porownywac...
          Pozdrawiam

          Kaska
Pełna wersja