Poród. Poród w Bielsku - jak szpital łamie prawa

09.06.08, 15:45
Witam



Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami związanymi z porodem. Od razu
piszę że mój post będzie długi i ( tylko) Zainteresowanych proszę aby
przeczytali w całości.

Zerkając na różne fora można zobaczyć rozgorzałą, zaciętą dyskusję
przebiegającą w bardziej emocjonalny ton, dotyczącą mojej postawy. Kobiety
wolą uchodzic za matki-polki. A skoro już one tak postępują to inne też wg
nich muszą. Właśnie dlatego nie mam ochoty pisać już czegokolwiek na forum bo
ani nie mam czasu na takie dyskusje, ani ochoty słuchać po jakimś czasie
argumentów ad personam.



Wydaje mi się, że łatwiej przetłumaczyć facetom, że jest różnica między
fanaberią a godnym i intymnym przebiegiem porodu. Wiem że mam ciężką drogę,
ale ja wcale nie będę się poddawać! I wydaje mi się że słusznie robię
nagłaśniając tą sprawę. Opanowałam kilkadziesiąt for internetowych. Na maila
dostaję dziesiątki listów z wyrazami współczucia, zdarzają się również
negatywne opinie w stylu - paris hilton, jeszcze inni piszą że nadaję się na
reporterkę. Gazety proszą się o wywiad. Za niedługo moją historię przeczytają
tysiące Polaków. ( 4 gazety ). Niektóre osoby bardzo przejęły sie moim porodem
i mój list będzie wykorzystany w pracach magisterskich na temat godnego
rodzenia. (pytano o moją zgodę) . Inne osoby piszą , (mając tytuł licencjata )
że po przeczytaniu mojego listu doszły do wniosku iż chciałyby pisać pracę
magisterską o zespole stanu pourazowego po porodzie ( PTSD).
Jedna z Koleżanek napisała :

"Przypadkowo byłam na forum, bo nie mam zwyczaju się udzielac.szukałam czegoś
innego...Coś mnie tknęło i przeczytałam Twój temat. I jest on
potwierdzeniem,że bardzo istotnym czynnikiem traumatyzującym może byc
postępowanie personelu medycznego.Jak częstym i jak silnym?To właśnie mam
nadzieję zbdac - na przykładzie pacjentek poradni K"

Fundacja Rodzić po Ludzku bardzo dużo zmieniła, ale to trzeba kontynuować...
walczyć jakoś... nawet w taki sposób jak ja. Kobiety potraktowane w podobny
sposób, niestety nie chcą zamieszczać swoich dramatycznych przeżyć związanych
z porodem, bo albo się wstydzą albo w ogóle nie wiedzą że złamano Ich Prawa.
Bo zamiast się uświadamiać, edukować to tylko takie sranie w banie za
przeproszeniem często jest widoczne.



W związku z moim porodem który odbył się w listopadzie 2007r. na oddziale
ginekologiczno położniczym w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku Białej, Al. Armii
Krajowej 101 informuję,iż w czasie porodu i pobytu w szpitalu zostało
naruszone w stosunku do mnie przez lekarzy i położne Prawa.

Opiszę zdarzenie oraz konsekwencje powstałe w jego wyniku:


Synka urodziłam w listopadzie 2007 r w SZPITALU WOJEWÓDZKIM W BIELSKU.
Niestety, mój poród był bardzo ciężki i żle go wspominam, nie dlatego że tak
strasznie bolało, lecz dlatego że złamano moje prawa. Do dzisiaj nie mogę
zrozumieć dlaczego było obecnych tak wiele osób ( 2 położne, starsza i
młodsza, niestety nazwisk nie pamiętam, lekarz zakłócający mój poród jak
również jakaś pani ubrana " po cywilnemu " czyli nie miała zmiennego ubrania,
nazwiska nie znam, wydawała się tam rządzącą) nie wiedziałam kto z personelu
jest za mnie odpowiedzialny, raz starsza raz młodsza położna przychodziła mnie
badać, czułam się zdezorientowana i opuszczona. Nie informowano mnie o
przebiegu porodu, jak również podczas badania USG. Powiedziano tylko tyle że
Dzidziuś waży 2800. Pytam jak jest ustawiony? Odpowiedziano - "dobrze" To nie
była dla mnie wystarczająca informacja.Na sali porodowej w ogóle nie
informowano mnie o jego przebiegu. Młodsza położna ( najprawdopodobniej chyba
stażystka ) śmiała się i patrzała jak jęczę z bólu... czułam sie okropnie,
zawstydzona. Sądziła że jestem w szoku i myślała że nic nie widzę. W pierwszym
okresie porodu nie wiedziałam co się ze mną dzieje i z dzieckiem. Wiedziałam
że łamią moje prawa ale ból był tak okropny że nic nie mogłam mówić.
Sparaliżowało mi mowę. Miałam wrażenia że to czego się nauczyłam wyleciało
wszystko z głowy. Dlaczego właśnie wtedy przeprowadzano ze mną wywiad i dawano
coś do podpisania? Mówiłam starszej położnej że aby coś podpisać to pierwsze
muszę to przeczytać. Jednak mnie do tego zmusiła a ja żeby mieć już święty
spokój podpisałam to. Piszę "to " bo do dzisiejszego dnia nie wiem co
podpisywałam, sądzę jednak że była to moja "zgoda" na interwencje medyczne.
Pani doktor miała pretensję że nie odpowiadam jej szybko na te pytania tylko
krzyczę, była wściekła a ja myślałam tylko o Dziecku i o tym potwornym bólu.
Dlaczego nie mogłam rodzić w spokoju, skupić sie na porodzie, wyciszyć się?
Byłam bezradna, a otaczająca mnie rzeczywistość bezlitosna. W czasie
pierwszego okresu porodu o własnych siłach z Mężem próbowaliśmy pozycje
kuczne, kolankowe, ciągle się ruszałam. Komentowano moje zachowania. Śmiano
się ze mnie. Tylko dlatego że tak głośno krzyczałam z bólów i gdy przyjmowałam
pozycje na kucąco. Nie słyszałam ani jednego dobrego słowa ze strony
położnych, były nieżyczliwe, aroganckie, nie zaznałam współczucia, nikt nie
pomógł Mężowi aby mnie podtrzymywać w czasie zmian pozycji. Pytam starszej
położnej czy mogę wejść do wanny złagodzić ból, odpowiedziała - " Jak już
nalejemy to już będzie zimna". Zaintonowałam tej starszej położnej że w czasie
drugiego okresu ( jak już wyrzyna się główka) chcę rodzić w kucki, nie na
stole porodowym, bo mam takie prawo, bo tylko moje ciało wiedziało że podczas
kucania najmniej boli, bo wiedziałam że tak najlepiej ochronić kroczę. Jeden z
lekarzy odpowiedział : " W takich pozycjach to tylko kobiety w buszu rodzą...
" Zamurowało mnie. Prosiłam, błagałam że tak mi najlepiej rodzić. Nie
pozwolono. Moją decyzję uważali za nieodpowiedzialny wybryk. Unieruchomiono
mnie w drugim okresie po przez KTG pomimo że się nie zgodziłam. Chodzi o to że
chciałam miec to KTG ale PRZENOŚNE które szpital również dysponuje. Dlaczego
złamano moje prawa? Dlaczego nie miałam możliwości swobodnego podejmowania
decyzji? Przecież każdy ma prawo do decydowania o własnym losie...

Po porodzie znów złamano prawa. W czasie zszywania mnie, ( fizjologiczne
pęknięcie ) jedna z salowych ( sprzątaczka ) siedziała na krześle, ( tam gdzie
dziecko badają po urodzeniu, ja natomiast leżałam jeszcze na łóżku porodowym )
patrzała jak mnie dr zszywa i śmiała się ze mnie, bo drzwi między tymi dwoma
wejściami były otwarte!!! Zszywanie również bolało i tu również wydawałam
swoje dżwięki ( jednak one były już dużo cichsze ) widziałam jak ta
sprzątaczka głupio się uśmiechała do położnej w końcu spostrzegła że ja to
wszystko widzę i już przestała się śmiać. W ogóle co ta sprzątaczka tam
robiła?? jak można było pozwolić sprzątaczce oglądać kobietę która właśnie
urodziła i którą zszywano na łóżku porodowym z gołą pupą i nogami wystawionymi
do góry???? Całkowicie odarto mnie z prywatności! Dlaczego pani dr na to
pozwoliła? Ja ciągle wiedziałam że łamane są moje prawa ale naprawdę nic nie
mogłam mówić, jak już wcześniej pisałam sparaliżowało mi mowę i myślałam już
tylko o moim Synku. Pani ( ta ubrana po cywilnemu ) podniosłym głosem mówiła
do mnie : " za co się pani uważa? skąd pani wie o pozycjach kucznych? chodziła
pani do szkoły rodzenia? to my za panią odpowiadamy... " W czasie obchodu
jeden z lekarzy do mnie przy wszystkich : " Ta to rodziła jak błyskawica"

Po porodzie zasypiając wieczorem, rano pielęgniarka obudziła mnie w taki
sposób : podeszła do mojego łóżka, podniosła moja kołdrę w górę, nic nie
mówiąc, nie pytając się czy może to zrobić i tylko powiedziała tyle "
wstajemy, myjemy dupki" poczułam się upokorzona. Jak można tak postąpić i w
taki sposób budzić pacjentkę ?
ta sama pielęgniarka chyba tego samego dnia przyszła i spryskiwała nam krocze
( nie wiem dokładnie czym bo nic nie powiedziała, nie poinformowała, ) i
powiedziała : "na przyjemności trzeba sobie zasłużyć" - młoda blondynka a
krótkimi włosami
    • studentka255 Re: Poród. Poród w Bielsku - jak szpital łamie pr 09.06.08, 15:46
      2 CZĘŚĆ MOJEGO POSTU :



      Po porodzie zasypiając wieczorem, rano pielęgniarka obudziła mnie w taki sposób
      : podeszła do mojego łóżka, podniosła moja kołdrę w górę, nic nie mówiąc, nie
      pytając się czy może to zrobić i tylko powiedziała tyle " wstajemy, myjemy
      dupki" poczułam się upokorzona. Jak można tak postąpić i w taki sposób budzić
      pacjentkę ?
      ta sama pielęgniarka chyba tego samego dnia przyszła i spryskiwała nam krocze (
      nie wiem dokładnie czym bo nic nie powiedziała, nie poinformowała, ) i
      powiedziała : "na przyjemności trzeba sobie zasłużyć" - młoda blondynka a
      krótkimi włosami ( tak wyglądała pół roku temu - mam nadzieję szanowna pani
      pielęgniarko że przypomina sobie pani te słowa )

      I mam nadzieję że pani doktor i pan doktor również przypominacie sobie te słowa
      co do mnie mówiliście, bo wiem że prędzej czy póżniej przeczytacie mojego posta.


      Proszę zwrócić uwagę :


      Decyzja pacjenta może być - w ocenie lekarza - niesłuszna, niemniej zasada
      poszanowania jego woli, wpisana także w deontologię zawodu lekarza ( np. art.15
      i 16 Kodeksu etyki lekarskiej ), nakazuje ją USZANOWAĆ!! i to się tyczy
      wszystkiego, nacięcia krocza, przebicia pęcherza, podanie oksytocyny, czy NAWET
      możliwość wpływu kobiety na pozycję w jakiej wypiera ona dziecko!

      Dodam, że nawet Sąd Najwyższy w uzasadnieniu swojego orzeczenia wskazał, że "
      zasada poszanowania autonomii pacjenta nakazuje respektowanie JEGO WOLI,
      niezależnie od motywów.


      2 Miesiące przed porodem odwiedziłam TEN szpital celem zebrania wywiadu i
      dowiedzenia się wszystkiego.
      Przywitała mnie bardzo miła starsza położna Pani K. S. ( UWAGA !!! Tu nie mogę
      nic powiedzieć złego o Tej Pani! Super Kobieta - Położna - Anioł. Również o
      Paniach B.P i M.O nic nie moge złego powiedzieć bo One nie prowadziły mojego
      porodu. Oprowadziła wszędzie. Również zebrałam wywiad. Mówiła, abym nie czytała
      na forach internetowych negatywnych opiń na temat tego szpitala. Że to, co tam
      dziewczyny opisują ( jak się łamie prawa rodzących ) to nie prawda. Uwierzyłam.
      Dlatego właśnie wybrałam ten szpital i miałam cichą nadzieję że Pani K.S będzie
      wtedy w pracy.

      Zresztą szpital na swojej internetowej stronie ładnie się raklamuje :

      Blok porodowy
      Blok porodowy oferuje:

      * ciągły monitoring kardiotokograficzny z analizą komputerową zapisu,
      * bezprzewodowe monitorowanie kardiotokograficzne pracy serca płodu za pomocą
      telemetrii kardiotokograficznej,
      * releksację wodną podczas porodu,
      * porody w wodzie,
      * dowolną pozycję pacjentki podczas porodu,
      * porody rodzinne,
      * muzykoterapię,
      * porody w znieczuleniu na życzenie pacjentki.


      Nie wszystko okazało się prawdą!
      gdyby nie szybka moja interwencja krzykiem " prosze mnie nie nacinać " natnęliby
      mnie bez zgody z zaskoczenia bo tak właśnie chcieli
      nie można było rodzić w kucki bo im tak nie wygodnie ...
      pomimo prośby nie mogłam wejść do wanny złagodzić ból
      podpięto mnie do KTG mimo że się nie zgodziłam.


      Załuję że nie wybrałam prywatnej kliniki ESKULAP również w Bielsku bo tam jest
      się klientem a nie pacjentem, traktuje się rodzącą godnie z szacunkiem a nie jak
      psa.

      Zawsze chciałam mieć 3, 4 dzieci... ale ten szpital odebrał mi chęć do
      rozpoczynania na nowo...
      Gdybym nie znała praw pacjentów, to pal licho!!! myślałabym że wszystko jest ok,
      że tak powinno się rodzić ...

      Jestem studentką na 4 roku. Skończę "swoje" i idę na położnictwo. Dlaczego? bo
      chcę aby każda rodząca rodziła po LUDZKU i tego dopilnuję!! Nigdy nie pozwolę
      aby ktoś potraktował rodzącą tak jak mnie!! Będę starać się być najlepszą!!!
      Nigdy nie będę łamać praw pacjentki i nie pozwolę aby ktoś inny je łamał...
      nawet jeżeli podkopywaliby pode mną dołki!!! Nie podniosę głosu na rodzącą, będę
      traktować ja z szacunkiem, współczuć, pomagać jak najlepiej.... a jeżeli zdarzy
      się pacjentka bardzo agresywna i przypuśćmy na to... kopnie mnie czy coś w tym
      stylu... nadstawię jej drugi pośladek aby na mnie się wyżyła. Będę życzliwa,
      miło ustosunkowana. Moje nazwisko będzie znane na całe Bielsko i okolice, aż w
      końcu doczekam się i będę przyjmować porody w domu.

      Wszystko w Waszych rękach, przyszłych Mamach. Jeżeli to Wy nie będziecie się
      domagać swoich praw to polska porodówka nigdy się nie zmieni! Gdy kobieta staje
      się zależna od procedur medycznych i decyzji innych osób, traci zaufanie do
      włąsnej siły i intuicji. Czuje się jak przedmiot pozbawiony możliwości
      decydowania o sobie. Przychodząc przez procedurę przyjęcia do szpitala, łatwo
      jest poddać się roli POSŁUSZNEJ PACJENTKI i nie pytać o to, co się z tobą dzieje...

      Zostałyśmy wychowane wśród opowieści o tym że to rodząca jest BIERNA cierpiąca,
      musi znieśc wiele przykrości i bólu i że to PERSONEL DECYDUJE o tym jak poród
      powinien przebiegać - MASAKRAAAA!!!!
      A to nie prawda! Trzeba uświadomić Przyszłe Mamy że to One właśnie decydują o
      swoim porodzie, bo mają do tego prawo! Rodząca, gdyby nawet chciała urodzić na
      głowie bo tak jej wygodnie - personel ma się do niej dostosować! Nie może kłaść
      pacjentkę na łóżko porodowe - gdy jej jest nie wygodnie.
      Dlatego czas CIĄŻY jest dla was CZASEM BUDOWANIA SIłY WIARY W WASZ INSTYNKT ,
      TAK ABYśCIE MOGłY SIę OBRONIć PRZED SIłą TEGO STEREOTYPU!!!



      Złożyłam skargę na lekarzy i położnych do Biura Praw Pacjenta w Warszawie, oni,
      skierowali pismo do dyrektora szpitala w którym rodziłam, jednak odpowiedzi się
      nie doczekałam. Do Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, do Rzecznika
      Praw Pacjenta - tu kierowano mnie do Okręgowej Izby Lekarskiej.


      Również Fundacja Rodzić po Ludzku jest poinformowana.
      Dzięki Fundacji Rodzić po Ludzku dowiedziałam się jak powinno się traktować
      kobiety rodzące, każdy artykuł został przeze mnie dokładnie przestudiowany.
      Najbardziej interesowały mnie Prawa Rodzącej. Dzięki Fundacji dowiedziałam się
      co może choć nie musi spotkać mnie podczas porodu. Codzienne ćwiczenia od
      czwartego miesiąca mojej ciąży sprawiały przyjemność.
      Dziękuję Ci Fundacjo! mimo że nie rodziłam jak chciałam, to cieszę się że w
      końcu dowiedziałam się o swoich prawach!

      Ja do dzisiejszego dnia żle się czuję, co wieczór leją się łzy, mam wielki żal
      że nie mogłam sama sobie pomóc. Jestem coraz bardziej nerwowa a to odbija się
      żle na moim Synku i nie wiem kiedy ta trauma się skończy.


      Dziękuję.


      studentka234@vp.pl

      • studentka255 Re: Poród. Poród w Bielsku - jak szpital łamie pr 09.06.08, 15:47
        www.emetro.pl/emetro/1,85651,5275606,Porodowki_grozy.html
      • studentka255 portal poświęcił artykuł 01.07.08, 11:26
        Dzień dobry Panie!



        Portal Miasta Bielsko poświęcił dla mnie artykuł


        bielsko.biala.pl/1441,artykuly

        pozdrawiam

        kiss
    • ju_ka Re: Poród. Poród w Bielsku - jak szpital łamie pr 09.06.08, 21:13
      Witaj
      Przykro mi,że masz tak złe wspomnienia z porodu.Dobrze,że miałaś odwagę o tym
      opowiedzieć-wiele kobiet na pewno weźmie to pod uwagę przy wyborze
      szpitala.Osobiście długo się zastanawiałam,gdzie rodzić w B-B i wybrałam
      Eskulapa-to był strzał w dziesiątkę.Klinika to idealne miejsce do
      rodzenia,ciche,spokojne,INTYMNE !!!!Pełnie miłych i gotowych do pomocy ludzi.
      Przeraźliwie bałam się szpitala,gdyż mam mniej więcej takie zdanie o
      Wojewódzkim,jak opisałaś.
      Pierwszą ciążę miałam książkową a poród szybki i lekki,niestety druga ciąża
      obumarła w 3 miesiącu.Mój lekarz prowadzący obie ciąże(prywatnie)olał mnie
      totalnie,dając skierowanie na zabieg na Wyspiańskiego,dodając "tam pani wszystko
      powiedzą".Pojechałam do Eskulapa,zostałam przyjęta bez kolejki,miło,delikatnie i
      z szacunkiem.Dzięki szefowi kliniki i personelowi przeżyłam poronienie o wiele
      spokojniej.Mogłam wybrać rodzaj znieczulenia
      i uwzględniano wszystkie moje prośby.
      Nie wyobrażam sobie rodzić w innym miejscu.
      Przeżyłaś traumę,ale najważniejszy jest teraz Twój synek-nie pozwól by targały
      Tobą złe emocje-jeszcze pewnie urodzisz dzidziusia,już wiesz,ze nie w
      Wojewódzkim i po prostu idź do przodu.Rozpamiętywanie negatywnych wspomnień nie
      ułatwi Ci tego.Powodzenia i pozdrawiam smile
    • premeda Re: Poród. Poród w Bielsku - jak szpital łamie pr 10.06.08, 09:34
      Musi zmienić się przede wszystkim podejście w jednej kwesti: od
      ciała ważniejsza jest psychika, bo rany fizyczne się wyleczą,
      zabliźnią a rany na psychice jątrzyć mogą całe życie, o tym jak nas
      potraktowano nie zapomnimy. To długa droga w naszym społeczeństwie,
      skoro nawet do pedofili jest podejście: dzieciaki zapomną, wyrosną
      z tego, po co robić taki szum. Nie zapomną, nie wyrosną tak jak
      pacjentki po traumatycznych porodach też nie zapomną tylko co
      najwyżej wybiorą prywatne wizyty u psychiatry, a NFZ będzie dalej
      przekonany, że porody SN są tańsze. Proszę zwrócić uwagę, że w
      przypadku cesarek na życzenie podawany jest tylko jeden powód, dla
      którego kobiety decydują się na taki krok, a mianowicie strach przed
      bólem. Tylko, że to może jest argument u kobiet przed drugim
      porodem, bo te w pierwszej ciąży tak naprawdę o tym bólu nie mają
      wyobrażenia, a raczej jest trudno umierać ze strachu, przed takim
      nie wiadomo czym. Za to można się bać całej otoczki porodu
      szpitalnego, braku intymności, lękiem przed upokorzeniem itd, czyli
      tym wszystkim co spotkało studentkę255. To tym piszą kobiety, które
      wybierają cearkę na życzenie, tylko zwalanie wszystkiego na strach
      przed bólem jest dla personelu medycznego o wiele łatwiejsze niż
      takie zmiany u podstaw, których musieliby dokonać, zresztą z osła
      rumaka nie uczynisz!
    • gonia28b Re: Poród. Poród w Bielsku - jak szpital łamie pr 10.06.08, 11:46
      Studentko, dorzucę swój również post "cegiełkę" wspierając Cię w
      tej walce.
      Ja też jestem bielszczanką i dwa lata temu też miałam tę
      wątpliwą "przyjemność" rodzić w szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-
      Białej. Potwierdzam obsługa tego szpitala jest beznadziejnie
      arogancka i nieuprzejma wedle zasady, że pacjent jest dla szpitala,
      a nie szpital dla pacjenta, tak jak powinno być - a nie jest...
      Opiszę swoje przeżycia.

      2-3 lata temu, kiedy to sama byłam w ciąży znałam już stronę
      Fundacji Rodzić po Ludzku, uczestniczyłam w forum sama przygotowując
      się do tego wielkiego dnia, kiedy to z radością przywitam swoje
      dziecię. Rozmawiałam na ten temat z bardziej doświadczonymi osobami
      z moją Mamą, z moimi przyjaciółkami... smile
      Przez całe dziewięć miesięcy żyłam w przekonaniu, że będę rodziła
      tak jak moja Mama bezproblemowo i bez nacinania krocza i, że będę
      karmiła swoje Dziecko piersią, ale też miałam świadomość, że nie
      obejdzie się bez bólu - z bólem porodowym oswoiłam się sama jeszcze
      w ciąży, nie chodząc nawet do szkoły rodzenia.

      Co do wyboru szpitala, pytałam się koleżanek, pytałam się również
      tutaj na forum - niestety nie uzyskałam żadnych konkretów.
      Z zasady swej byłam przeciwna dawaniu jakichkolwiek łapówek
      komukolwiek itd. itp. jednakże za namową Męża i Mamy postanowiliśmy
      się jednak umówić z położną poleconą przez znajomych.
      Zresztą, podobnie jak Studentka, na panią Beatę złego słowa
      powiedzieć nie można. Jest to osoba bardzo miła i życzliwa
      w trakcie porodu odnisłam jednak wrażenie, że działa poniekąd
      mając "związane ręce".
      Do szpitala udałam się na miesiąc przed planowanym rozwiązaniem,
      miałam możliwość zaznajomienia się z traktem porodowym (oczywiście
      bez zakłócania komukolwiek spokoju w trakcie rodzenia).
      Starałam się też prozmawiać z panią położną na temat szczegółów
      porodu uzgodnić z nią coś...
      Interesowała mnie w szczególności ochrona krocza oraz możliwość
      rodzenia do wody. Odpowiedzi mnie jednak nie zadowoliły, gdyż - z
      całym szacunkiem do pani położnej - świadczyły one o rutyniarstwie w
      działaniach ogólu personelu oddziału położniczego w tym szpitalu.
      Warunkiem porodu do wody była waga dziecka nie przekraczająca 3500 g
      oraz brak w ogóle jakichkolwiek komplikacji. Na temat uniknięcia
      nacinania krocza po prostu nie dało się rozmawiać.

      Sam poród. Mój poród również nie należał do najłatwiejszych.
      Na oddział położniczy zgłosiłam się sama z własnej inicjatywy na
      trzeci dzień po planowanym terminie porodu, czyli sam początek 41
      tygodnia ciąży. Miałam jakieś przeczucie, chciałam już urodzić,
      chciałam bardzo, żeby moje dziecko było już "po drugiej stronie
      brzucha".
      Spotkałam się od razu z panią położną, wykonała badanie
      ginekologiczne, po którym nie robiła mi większych nadziei na szybkie
      rozwiązanie. Później wykonano zapis KTG - wynik tego badania
      wyglądał już cokolwiek niepokojąco bowiem w trakcie nieregularnych
      skurczy, których prawie wcale nie odczuwałam (tylko lekkie
      twardnienie brzucha), spadało tętno mojego maleństwa
      i dlatego (ku mojej radości) podjęto decyzję o przyśppieszeniu
      porodu. Oczywiście z pełną świadomością godziłam się na wywołanie
      porodu metodą przebicia pęcherza płodowego i zaaplikowaniu kilku
      kropel oksytocyny oraz żelu naszyjkowego celem uskutecznienia
      rozwarcia.
      Mogę powiedzieć, że chyba mimo wszystko miałam sporo szczęścia, gdyż
      miałam możliwość rodzić w sali przeznaczonej do porodów rodzinnych
      wyposażoną w wannę. W trakcie pierwszej fazy porodu, którą
      przetrwałam z uśmiechem na twarzy wink mogłam spacerować i generalnie
      robić to na co miałam ochotę, miałam również możliwość skorzystania
      z wanny.
      W drugiej fazie porodu nie było już tak wesoło. Skurcze bolały
      bardzo, znacznie utrudniona była komunikacja położnej ze mną, bo w
      trakcie skurczów nie miałam siły, żeby mówić co się ze mną dzieje.
      W trakcie porodu proponowano mi nawet przyjęcie innej pozycji niż na
      wznak, ale w tej drugiej fazie porodu w ogóle z dużym trudem się
      poruszałam bo brakowało mi już sił.
      Przy porodzie obecna była położna pani doktor - i tu nie zawaham się
      podać nazwiska - dr Małecka-Cholerek oraz mój Mąż.
      Pani doktor szcze mówiąc nie była mi do szczęścia potrzeba - a
      wprost przeciwnie - w życiu nie spotkałam bardziej aroganckiego i
      wrednego lekarza. Fakt bolało mnie bardzo i pokrzyczeć sobie trochę
      potrzebowałam, ale pani doktor swoje niewybredne komentarze poniżej
      pasa do kieszeni schować sobie nie potrafiła. Nacięcie krocza -
      podobno było konieczne, ale za to, że moje dziecko jest całe i
      zdrowe, nie podziękuję pani doktor, która 4 razy rodziła i też 4
      razy była nacinana (to był jeden z nielicznych argumentów), ale
      raczej swojemu przeczuciu, bądź też Opatrzności Boskiej, bo lepiej
      się nad tym nie zastanawiać co by się stało gdybym do szpitala
      przyjechała na przykład dzień później...
      Rana (ponoć niewielka), blizna bołała później jeszcze przez dobrych
      kilka miesięcy. A z wypowiedzi na forum "Ciąża i poród" można się
      dowiedzieć, że taka blizna może kobiecie dawać znać o sobie nawet
      przez całe życie. Generalnie uważam się za dość "twardą kobietę" i
      nie robię problemu z tego co się działo na sali porodowej, ale pani
      doktor wypadałoby współczuć poglądów i "wspaniałomyślności".
      Dopiero kiedy Kubuś się urodził, okazało się, że był aż dwukrotnie
      owinięty pępowiną!
      Mam trochę żalu, że nie sprawdzono tego wcześniej na USG (może nie
      było takiej możliwości???) i nie poinformowano mnie o tym, nie
      byłoby takiego zaskoczenia i nie byłoby takich nerwów.

      Po porodzie również bardzo źle wspominam pobyt w tym szpitalu.
      Szpital Wojewódzki w Bielsku-Białej szczyci się "promocją karmienia
      piersią" oraz systemem roomin-in.
      No więc system rooming-in polega w głównej mierze na pozostawieniu
      matce z dzieckiem samym sobie. Pielęgniarki przychodziły tylko raz
      dziennie w celu umycia dziecka i zważenia.
      Promocja karmienia piersią sprowadzała się głownie do wyklejonych
      plakatami ścian w korytarzu oraz ulotek o tym jakie to karmienie
      piersią jest cudowne i fantastyczne. Owszem nie zaprzeczam, że tak
      jest, pod warukiem jednak, że przebiega ono bez problemowo.
      Ale ja sobie z karmieniem piersią nie radziłam a pomocy szukać było
      na próżno - prosiłam, dzwoniłam na interkom, ale pomoc ograniczała
      się tylko do tego, że przyszła łaskawie któraś z pielęgniarek
      przystawiła mi dziecko do piersi i od razu sobie poszła.
      Kubuś w efekcie sporo tracił na wadze, a ja tylko po uszach
      dostawałam od pielęgniarek, ze nie wołam o pomoc

      Po powrocie do domu próbowałam dalej karmić piersią, ale się nam to
      nie udawało - moje Dziecię nie chciało ssać, a zdespeowana i ze
      łzami w oczach sięgałam po laktator, a pokarm podawałm z butelki.
      O karmienie piersią walczyłam jeszcze później, jeździłam często do
      poradni laktacyjnej do pani Beaty.
      Wszystkie starania jednak skończyły się porażką, a wszystkie te
      przeżycia związane z pobytem w szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej
      przypłaciłam czymś w rodzaju depresjii poporodowej i sprawiły, że
      bardzo długo później jeszcze czułam się jak matka "gorszej kategorii"
      • studentka255 gonia28b - jesteś? 18.09.08, 16:24
      • studentka255 Prośba - Blog Roku 14.01.09, 14:32
        Witajcie KObiety!!

        Prowadzę dwa blogi, jeden na Onecie, drugi na portalu Expertia, każdy o tej
        samej treści. Wczoraj rozpoczął się drugi etap Konkursu Blog Roku 2008 -
        głosowanie Internautów.

        tu jest link:

        studentka234.blog.onet.pl/
        Kochane, jeżeli chcecie oddac głos na mojego bloga, proszę wyślijcie smsa o
        tresci A01059 pod nr 7144 (0 w numerze bloga oznacza liczbę zero ) koszt, 1.22PLN.

        ( Uwaga! w tresci smsa należy jedynie umieścic numer bloga, nie należy
        umieszczac w niej żadnych dodatkowych znaków ani spacji.)

        Z jednegu mumeru oddajemy jeden głos na dany blog.

        Mam nadzieję że wśród Czytelników znajdą się Osoby, które zechciałyby poprzec
        mojego bloga. Liczę na poparcie szczególnie od Kobiet, które były w podobnej do
        mojej sytuacji. Proszę, sprawmy aby ten blog dostrzegła każda Przyszła Mama smile

        Całkiem niedawno dostałam maila od Producenta TVNu z prośbą o kontakt ze mną.

        Telewizja chciała zrealizowac materiał o Karcie Praw Rodzącej,zależało Im na
        krótkiej rozmowie przed kamerą. Telewizja chciała użyc mojej wypowiedzi w
        materiale, którym zajęłaby się Marzanna Zielińska.
    • studentka255 Re: Poród. Poród w Bielsku - jak szpital łamie pr 11.06.08, 18:51

      Przede wszystkim dziękuję za pomoc Pani Karwowskiej. . Jest Pani profesjonalna w
      tym co robi. Dodatkowo miło ustosunkowana i komunikatywna a to najważniejsze.
      Tekst bardzo podoba mi się, choć myślałam że będzie tego więcej, ale rozumie że
      nie było miejsca. Jeszcze raz dziękuję za pomoc w nagłośnieniu mojej sprawy. Być
      może za jakiś czas albo pare lat znów napiszę do Pani. Kto wie, może zdecyduje
      się na następne dziecko ale wtedy będziemy pisać o przyjemnym dla mnie i mojego
      dziecka porodzie
      smile

      Życzę dużo zdrowia, sukcesów w pracy jak i w życiu prywatnym.
      Serdecznie Panią pozdrawiam i nigdy o Pani nie zapomnę....

      studentka234

      ***

      Propagujemy kampanię "nie daj się NACIĄĆ"

      www.rodzicpoludzku.pl/akcja/index.php

      pozdrawiam


      studentka234@vp.pl


      ___


      Last edited by studentka234

      *
      • studentka255 z b i e r a m o p i n i e !!!!!!!!!!!! 11.07.08, 09:27
        zbieram opinie czy któras z Kobiet tam rodząca zawsze była zmuszona do pozycji
        leżącej lub półsiedzącej, czy miały Panie ten wybór pozycji? ( chodzi mi o
        drugą faze porodu), czy była koniecznośc nacięcia krocza? czy pytano Panie o
        zgodę na ten zabieg? Czy przyspieszano poród podając syntetyczną oksytocynę,
        przebijając
        pęcherz płodowy? Wyciskano dziecko przez lekarza kładącego się na brzuch? Jeżeli
        były wskazania do w/w procedur, to czy były Panie
        poinformowane? Podawano Dolagran lub Relanium? jeżeli tak, to czy same Panie się
        zgodziły? Gdy prosiły Panie o znieczulenie, otrzymały je Panie? Jak wyglądała
        sprawa z lewatywą i goleniem krocza? Prosiła Pani o te
        zabiegi przygotowawcze? Jeżeli były, to cczy pytano o zgodę? Czy byli obecni
        studenci, osoby trzecie, np. sprzątaczki? Jeżeli tak, to czy pytano Panie o
        zgodę na ich obecnośc? Ale uwaga. Uzyskanie PAni zgody na udział studentów i
        stażystów nie jest wymagane, gdy interwencja medyczna jest konieczna.

        Oczywiście jeżeli Panie się nie zdecydują odpowiedziec, uszanuję decyzję.
        Zbieram opinie na temat tego szpitala. Panie które rodziły w roku 2007 i 2008 -
        chciałam zbadac czy po mojej interwencji COŚ się zmieniło w tym szpitalu. Panie
        które tam rodziły, pomóżmy innym Mamą smile ANONIMOWO, bede umieszczac wypowiedzi
        na blogu. Powtarzam, ANONIMOWO i tylko Tych Pań co napiszą prywatnie do mnie.
Pełna wersja