oddział noworodków w szpitalu praskim, Warszawa

28.09.08, 20:42
Zaczynam ten wątek, bo obiecałam to sobie po gehennie, jaką
przeżyłam w szpitalu Praskim, po porodzie.

Na początku wrzesnia urodzilam synka przez cięcie cesarskie. Moją
ciążę prowadził fantastyczny lekarz, dr Pazio. Samo cięcie, choć
przeraźliwie się go bałam (nigdy wczesniej nie byłam w szpitalu, a
jestem zdrowo po 30-stce), było niezwykle sympatyczne, oczywiście
dzięki ludziom - załodze, która mnie operowała: tu mogę jeszcze
wymienic, bo pamiętam, pana dr. Makowskiego /anestezjolog, który
podał mni znieczulenie zewnatrzoponowe i był przesympatyczny/,
siostrę położną Mariolę /super człowiek!/ i parę innych osób,
których nazwisk nie poznałam, ale mile wspominam.

Horror rozpoczął się po operacji, gdy okazało się, że mam pokarm w
ilościach niezwykle detalicznych, dla niejedzących klientów, a
mój "klient" żarł na posiedzeniu 60-90 mililitrów. W 3. dobie
okazało się, że synek ma żółtaczkę i musimy zostać w szpitalu.
Myslałam, że oszaleję, bo oddział pediatryczny w szpitalu był
dosłownie porąbany: założenie jest takie, że masz karmić cyckiem!
koniec,kropka! To nic, że rodziłaś przez cięcie cesarskie (szybka
decyzja spowodowana moją cukrzycą i zlym stanem zdrowia: zaczęłam
mieć dosyc wysokie cisnienie) i nie masz pokarmu. Panie lekarki,
szczególnie jedna, dr Urbańska, utrzymują, że im częściej dziecko
przy piersi, tym szybciej i więcej pokarmu dostaniesz. Zgadzam się z
tym założeniem. Wszystko fajnie, ale nie wtedy, gdy dzieciak rodzi
się spory (4200 kilo, 58cm) i chce jeść, więc jak ja nie miałam
pokarmu, to on płakał. Nie mogłam się przez parę dni doprosić, by
był karmiony sztucznie. W związku z żółtaczką synek musiał być
traktowany fototerapią, czyli musiał siedziec w 'inkubatorze' pod
lampami. Zamysł jest taki, ze dzieki tym lampom poziom bilirubiny
odpowiedzialnej za żółtaczkę spada i jest ona wydalana wraz z kałem
dziecka. Także dziecko musi być najedzone, by mogło wydalać
bilirubinę i pozbyć się żółtaczki. Druga rzecz jest taka, że to
naświetlanie jest całodobowe przez parę dni. Zeby mały człowiek
zechciał tam zechciał siedzieć, to musi być najedzony i spokojny. I
tego wszystkiego ta pani Urbanska (lekarz opryskliwa i absolutnie
niesympatyczna) nie mogła zrozumieć, zmuszając mnie do laktacji i
nie pozawlając na dokarmianie dziecka. Najpierw przez dobę ryczałam
z bezsilności. Potem domówiłam się z pielęgniarkami i one go po
kryjomu karmiły (choć bały się okrutnie), a ja nadal ryczałam
(hormony). Na 3 dzień, gdy okazało się, ze fototerapia nie przynosi
skutków (to ja go naświetlałam, ale dzieciak biedny nie chciał
siedzieć w inkubatorze, bo był głodny i musiałam go wyciągać
stamtąd, więc naświetlanie było do kitu) byłam już załamana na
maksa. Byłam już 3 doby na nogach bez snu + te moje ryki i w koncu
postawiłam sie tej durnej lekarce i powiedziałam, że po 1. nie dam
jej dotknąc moich piersi (bo wczesniej sprawdzała mi i strasznie
mocno cisnęła, tak że żyły mi wystąpiły!). Powiedziałam jej, że to
moja decyzja, czy bede karmiła piersią, czy nie. Mam 37 lat i nikt
nie będzie za mnie decydował, jak mam karmic, skoro NIE MAM POKARMU!
Moim priorytetem jest wyjscie z żółtaczki i moj syn ma byc
dokarmiany!!!
Skonczyło sie na tym, że pani doktor się na mnie obraziła, bo "nie
mam do niej zaufania". Szkoda, ze tak późno się zdecydowałam na
stanowcze postawienie się, bo mały miał żółtaczkę dłuzej niż musiał
i siedzielismy 3 doby dłuzej w szpitalu.

Ogólnie lekarki z oddziału noworodków w szpitalu praskim są naprawdę
mało ludzkie: przychodzi jedna z nich na obchód, siedzę sama w sali,
a ona praktycznie palcem mnie pokazuje: "o! to jest to dziecko matki
cukrzycowej!" (dostałam cukrzycy ciążowej w 34t.c., więc moj synek
był wystawiony na moją chorobę przez miesiąc i cukry ustabilizowały
mu się już w pierwszej dobie), ale ja zostałam potraktowana jak
dzieciobójczyni, jakby to byla moja wina, ze cukrzyca się
przypałętała. Dodam tylko, że takie traktowanie było normą, bo
kobieta ta potraktowała mnie w podobny sposób jeszcze kilkakrotnie.

Muszę też dodać słowo na temat pielęgniarek z "noworodków": mogłam
obserwować je codziennie przy pracy: "stare wyjadaczki",
pielęgniarki z długim stażem, zachowują się nieludzko w stosunku do
dzieci. Mogłam zobaczyć parę razy, jak dokonują porannych ablucji
przy moim dziecku, przed obchodem i w szybkim tempie myją go, jakby
nie był człowiekiem: dziecko wyło jak potępieniec, bo baba go
przewracała w tą i z powrotem, myjąc pod kranem, szarpiąc, polewając
głowę wodą bez baczenia, czy woda zalewa mu buzię, czy nie. Masakra!
Biedak zanosił się płaczem, miał sine usta z przerażenia, a nie jest
to płaczliwe dziecko (wiem, bo mam go na co dzień). I one tak robiły
przy mnie. To co robią, jak matki nie widzą?!
Praktycznie ostatniego dnia przyszła młodsza dziewczyna, sympatyczna
i spokojna siostra, by umyć moje dziecko. Traktowała go spokojnie,
sympatycznie i delikatnie, po prostu z SZACUNKIEM (choć tak samo
szybko wykonała swoją pracę). Synek nawet nie zapłakał. Niestety,
okazało się, że siostra wytrzymała na tym oddziale zaledwie parę
tygodni i przerażona tym, czego doswiadczyła, zrezygnowała z pracy w
tym szpitalu.

Na koniec dodam tylko, ze jak okazało się, ze wypuszczą nas ze
szpitala, to stres mi odszedł, byłam szczęśliwa i natychmiast tego
dnia dostałam mleka! Od czasu wyjscia ze szpitala karmię piersią.

Piszę tego posta ku przestrodze, a także po to, byscie się, kobiety,
nie zgadzały na złe traktowanie w szpitalach. Płacimy ogromne
pieniądze na zdrowie i powinnysmy domagać się ludzkiego traktowania!
Ja o tym początkowo zupełnie zapomniałam w ferworze narodzin i burzy
hormonalnej.

Pozdrawiam!
    • kontra24 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 28.09.08, 22:12
      Podpisuję sie ręcami i nogami pod tym co napisałas. Choć wspomnień
      poporodowych tak okrutnych nie posiadam(rodziłam na Żelaznej, W-wa),
      za to patologię ciąży na Madalińskiego zaliczyłami nikomu nie
      życzę.Czułam się tak jak maszyna do rodzenia, podczas obchodu lekarz
      starał się w skrajnie krótkim czasie przebiec korytarz
      niezauważelnie.Nie wspomnę o ówczesnym stanie łazienek(podobno teraz
      siepoprawiło..)oraz barku dzwonka do pokoju pielęgniarek,które
      rezydowały piętro niżej(podkreślam,że była to patologia ciąży i
      gdyby coś się działo to spacery są raczej niewsazane). Generalnie to
      po kilku dniach dopiero poczułam sie naprawdę żle i na własne
      życzenie opuściłam szpital, by w spokoju przeleżeć ciążę. Polska
      służba zdrowia -masakra!
    • karolina10000 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 29.09.08, 10:17
      Niestety potwierdzam to co napisałaś. Zwłaszcza to o opryskliwości i
      nawet bezduszności tych kobiet.
      Ja urodziłam syna przez cc w lipcu (druga ciąża, ułożenie stópkowe)i
      też samo cc ok, wykonane bardzo fachowo, ani słowa zarzutu.
      Za to opieka po to jakies nieporozumienie.Gdyby nie mąż i mama
      podłamałabym się.Mój syn miał 4100 i 58 cm jaK SIĘ URODZIŁ, 10 pkt,
      ale pediatra bez cienia emocji powiedziała mi, ze być może mam
      cukrzyce skoro on taki duzyuncertain//A na moje pytanie, to co teraz , mam
      zrobic sobie badania (przeraził mnie jej tekst w 1 chwili)ona
      odp."dziecko się urodziło, więc mnie to już nie interesuje"i
      wyszła.opadłą mi szczęka. wyobrażacie sobie taka postawę???położne
      narzucające karmienie cyckiem,traktowały mnie bezosobowo, mimo że ja
      starałam się być b. miłą i uprzejma.Z ulga opuściłąm ten szpital.
      Cukrzycy nie mam, tylko dorodne dzieckosmile

      A i najwazniejsze, nauczona dośwadczeniem z córką, tm razem wzięłam
      mleko i butelki do szpitala. O nic nikogo nie błagalam tylko po
      kryjomu karmiłam. Mój synek był najspokojniejszy na całym oddziale;-
      )))Inne dzieci darły się z głodu całą noc, aż serce się krajało.Nie
      chciałam mu fundowac horroru głodzenia w imie ideologii z która się
      nie zgadzam.Połoznych nie interesowało to, ze leeedwo mogę wstać do
      wc, albo że 3 dobę byłam tylko na kroplówkach, jedyne pytanie to czy
      przystawiam-wrrrrrrrr. Chory system. Po porodzie naturalnym
      powiedziałąbym że postanowiłąm karmić butelką, tak jak 1 dziecko,
      ale po cc nie miałam na to siły. Nie dałyby mi spokojnie zdrowieć.
      Pozdrawiam
      • truce Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 30.09.08, 18:13
        Karolino, i to tez w praskim?
        • karolina10000 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 01.10.08, 09:42
          tak, w praskim
    • lekarzn Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 06.10.08, 00:32
      • moni-ka7 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 06.10.08, 17:43
        i to wlasnie caly praski ze swoim oddzialem noworodkowym.na czele z
        dr urbanska ktora jak rodzilam swoje pierwsze dziecko byla tam
        ordynatorem terrorystka.a i jeszcze dla odmiany mnie meczono
        pytaniem czy jesli nie chce karmic swojego dziecka piersia to czy
        mam zamiar je oddac.myslalamze padne trupem.to bylo 9 lat
        temu .drugie dziecko rodzilam w 2007 r i szczerze powiem ze pod tym
        wzgledem nic sie nie zmienilo.
        • magdus_m Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 06.10.08, 23:56
          Ja tez nie milo wspominam porod w tym szpiatlu.Mialam cc, najgorsza
          byla wlasnie operacja i doba po.Np.cewnik mialam zakladany w
          korytarzu, a nie na sali. Maz chcial byc przy badaniu dziecka po
          porodzie- nie mogl,żadnych informacji o dziecku mu nie udzielano,
          nawet nie pozwalano być przy niej.Na sali pooperacyjnej oschle
          pielegniary, do dzis mam siniaki na nogach po podnoszeniu przez
          jedną z nich i zastrzykach przeciwbólowych.Łóżka fatalne, bardzo
          trudno wstac.Jesli chodzi o oddzial noworodkowy, to bylam
          szcześliwa, ze tu trafilam,bo moglam wreszcie byc z dzieckiem i maz
          mogl z nami siedziec.Bardzo chcialam karmic piersia, ale po cc
          pokarmu bylo niewiele, mala w drugiej dobie sporo straciala na wadze
          i miala zalecenie dokarmienia wydane przez lekarza.Ja sie nie
          poddawalam, przed kazdym karmieniem i po mala byla warzona i w razie
          co dokarmiana.Opieka nad dzieckiem dokladnie taka jak opisałyśie.Mąż
          az zwrocil uwage jednej z poloznych, że dziecko to nie worek
          ziemniaków!!!Strasznie źle wspominam pobyt w szpitalu i mam
          nadzieje,że niedługo o tym zapomnę.
        • carol1977 dr urbanska 07.10.08, 16:35
          to taka wielka baba w okularach wielkich jak spodki od butelki?
          Jezeli to ta to tez jej nienawidze!
          • moni-ka7 Re: dr urbanska 07.10.08, 20:41
            tak to ta.z oczami "jedno oko ma maroko drugie na kaukaz".teraz
            jakos nie domaga na nogi.
            • carol1977 Re: dr urbanska 08.10.08, 08:48
              koszmarna baba! Taka cyklopica jedna!
    • karolina10000 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 08.10.08, 09:34
      A kojarzycie może lekarkę z takim litewskim akcentem??Mówiła w b.
      charakterystyczny sposób, dlatego zapamiętałam. Chodzi mi o
      nazwisko.Oczywiście też bezosobowe podejście do pacjentki i
      trraktowanie z góry.Tak naprawdę nie wiem czy z takimi przezyciami
      jak nasze nie powinno się pójśc na skarge do ordynatora.Te baby są
      bezkarne i dręczą teraz inne kobietyuncertain/
      • moni-ka7 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 08.10.08, 10:07
        ta pani to dr maria mazurska o ile dobrze pamietam.obecny ordynator
        noworodkow.chyba ze cos od 2007 r sie zmienilo.jej wyklady o
        karmieniu piersia pamietam do dzis.jak zapytalam czy zoltaczka syna
        nie jest zbyt silna jak na wypis do domu to powiedziala zebym
        przestala sie zajmowac bzdurami a zajela karmieniem piersia.na
        szczescie wszystko dobrze sie skonczylo ale znam dzieci ktore z tego
        powodu i wlasnie z tego szpitala wracaly pod lampy z
        powiklaniami.tam tylko piers piers i piers sie liczy a inne problemy
        sa uwazam bagatelizowane.jakby na karmieniu piersia konczyl sie caly
        swiat.ciekawe czy w innych szpitalach tez tak jest?dr mazurska
        twierdzila ze smoczek rowna sie zakarzeniu szpitalnemu a karmienie
        butelka to zbrodnia na dziecku.okropne.
        • carol1977 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 08.10.08, 15:17
          ehhh... jetsem w drugiej ciazy... coraz czesciej mysle o porodzie w
          prywatnej klinice nawet kosztem wziecia kredytu...
      • piatek_13-go Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 08.10.08, 23:50
        karolina10000 napisała:

        > A kojarzycie może lekarkę z takim litewskim akcentem??Mówiła w b.
        > charakterystyczny sposób, dlatego zapamiętałam. Chodzi mi o
        > nazwisko.Oczywiście też bezosobowe podejście do pacjentki i
        > trraktowanie z góry.Tak naprawdę nie wiem czy z takimi przezyciami
        > jak nasze nie powinno się pójśc na skarge do ordynatora.Te baby są
        > bezkarne i dręczą teraz inne kobietyuncertain/

        Ja ja pamietam, to samo co urbanska- szkoda slow, obie daly mi popalic za nie
        karmienie cyckiem.
        • aggala Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 10.10.08, 18:56
          Rodziłam w Praskim w maju 2007 i moja opinia na temat dr Mazurskiej jest
          zupełnie odmienna. Po porodzie spędziłam w szpitalu 8 dni, ze względu na
          problemy, jakie pojawiły się u mojego dziecka. Mimo, że byłam przestraszona
          zaistniałą sytuacją, to miałam poczucie, że jestem pod dobra opieką. Dr Mazurska
          przychodziła i wyjaśniała mi wszystko, co się dzieje. Zawsze wiedziałam, jakie
          badania ma wykonywane dziecko i jakie są wyniki. Dr Mazurska zawsze była otwarta
          na moje pytania, nie okazywała nigdy zniecierpliwienia i zrobiła na mnie
          wrażenie osoby kompetentnej. Chcę dodać, że ja nie miałam praktycznie żadnych
          problemów z laktacją, więc nie wypowiadam się na temat postępowania personelu w
          takich przypadkach.
          • lekarzn Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 11.10.08, 14:40
            Bardzo dziękuję! Zawsze staram sie jak tylko najlepiej potrafię ale
            kobiety są różne...nie wszystkim dogodzisz. Chciałam wczesniej
            odezwac się,ale ciągle mam tyle pracu i w szpitalu, i w praktyce
            prywatnej ze juz nie ma kiedy spać... A teraz juz jak minelo troche
            czasu po wypowiedzi pani Truce to i nie chce bo jednak dobrze leczy
            tyko czas ...Przeanalizowalam historie choroby tego przypadku i
            stwierdze jednak że nie jest to prawdą a wręcz odwrotnie....
            Serdecznie pozdrawiam....
            • karolina10000 do lekarzn 12.10.08, 08:36
              Przepraszam, ale co nie jest prawdą??

              Pani wypowiedź jest co najmniej niezrozumiała.
              • piatek_13-go Re: do lekarzn 20.10.08, 13:35
                karolina10000 napisała:

                > Przepraszam, ale co nie jest prawdą??
                >
                > Pani wypowiedź jest co najmniej niezrozumiała.

                ehehh tak samo jak niejakiej bronia_7 czy 77, tez nie wiadomo o co chodzi. haos
                w kazdym poscie. Oczywiscie lekarka czy polozna z praskiego ;P
    • moni-ka7 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 13.10.08, 12:43
      zgodze sie z tym ze dr mazurska jest mila i pomocna ale niestety
      tylko dla matek karmiacych piersia i nie majacych wiekszych z tym
      problemow.matki ktore nie karmia nie sa matkami i w jej oczach
      uchodza za wyrodne.przekonalam sie o tym na wlasnej skorze.niestety
      pani doktor nie szanuje wyboru do jakiego ma prawo kazda matka o tym
      jak karmic swoje dziecko.
      • carol1977 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 13.10.08, 12:57
        ja nie mialam problemow z karmieniem piersia wiec nie bylo w ogole
        takiego tematu. Ale bylam po cc i baaardzo zle sie czułam - mialam
        potworne zawroty i bole glowy prawdopodobnie w wyniku narkozy nie
        wspominajac o bolu brzuacha ale to normalne i poprosilismy z mezem
        dr urbanska (ta duza w wielkich okularach) o jedna noc dluzej bez
        dziecka, doslownie klika godzin bo chcieli mi dac corke o 18:00 a ja
        chcialam rano, zeby miec noc na zebranie sil i lepsze samopoczucie
        ale dr Urbanska zrobila dzika awanture ze jestem wyrodna, nie chce
        sie opiekowac swoim dzieckiem, dbac o niego itd w tym tonie i sie
        nie zgodzila. Po czym nastepnego dnia na obchodzie zapytala
        zlosiwie "no i co dalo sie?". Dalo sie, ale za jaka cene... ehh.
        Natomiast pamietam pania pediatre w czarnych wlosach, srednim wieku
        i byla bardzo mila, nie jakos wylewana ale ok smile
        • moni-ka7 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 13.10.08, 18:40
          ja mysle ze im wcale nie chodzi o dobro dziecka i matki tylko o
          wlasna wygode.ciekawi mnie fakt,ktory mial miejsce podczas mojego
          pobytu.mianowicie taki ze dzieci ktore musialy przebywac dluzej np w
          nocy na sali noworodkowej/ np.dogrzewane/byly bez problemu
          dokarmiane tylko po to zeby byly spokojne i spaly.wtedy panie
          polozne mialy swiety spokoj.gdy jednak matka poprosila o dokarmienie
          to byla dzika awantura.
          • karolina10000 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 14.10.08, 09:57
            Dokłądnie tak. Wygoda.Niech dziecko wisi na matce choćby i całą
            dobę, one mają względny spokój, pomijając wrzaski głodnych dzieci.
            Jak napisałam wyżej ja karmiłam dziecko mlekiem modyfikowanym ,
            świadomie, z własnego wyboru, tylko, ze w tajemnicy.Teraz tego
            żałuję, ale wtedy byłam zbyt cierpiąca i słaba, zeby jeszcze się
            postawić i znosić docinki.Pamiętam jak przyszła położna do pokoju i
            zaczęła się wymądrzac, mimo, ze to moje 2 dziecko, ze mam nie jeść
            owoców,warzywa tylko wybrane,żadnego nabiału, jaajek, z mięsa tylko
            wieprzowinę, do picia tylko woda itp bo kolki będą.Aaa i, zeby nigdy
            nie przewijac dziecka godzinę po karmieniu.Mieliśmy z mężem niezły
            ubaw-ja prawie zawsze przewijam po karmieniu bo b. często wtedy jest
            kupa, co to była za debilna rada.A co do kolek to moja córa miała ze
            2 akurat jak była na piersi przez miesiąc. Potem żadnej. A synek,
            ten którego urodziłam w lipcu w praskim nie miał odpukac żadnej
            kolki,a ja jem wszystko na co mam ochotę -wszyscy zadowolenismile))

            Wiem,że są mamy które lubią karmienie i im ono wychodzi-super.
            Ale jak ja byłam w szpitalu to całą dobę słyszałam WRZASKI
            głodowe.Mój synek chciał spać ale się wybudzał nonstop.Słyszałam jak
            jakas mama poprosiła o dokarmienie (widocznie padała ze zmęczenia)i
            potem awanturę na korytarzu w związku z tym.To jest chore.
            • carol1977 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 14.10.08, 11:03
              to prawda to jest chore.... karmienie piersia tak, ale nie za
              wszelka cene! A poza tym kazda matka powinna sama decydowac jak chce
              dbac i karmic swoje dziecko!! Wku...a mnie to na maksa! Wrr....
    • moni-ka7 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 14.10.08, 15:47
      karmienie piersia jest super i napewno najlepsze dla dziecka.jednak
      nie za wszelka cene.moja corka ma dziewiec lat.byla karmiona tylko
      butelka i pierwszy antybiotyk dostala w wieku 7 lat.synek od
      trzeciego mc zycia na butli tez ma sie calkiem dobrze.jest uczulony
      na nabial i to wlasnie wtedy gdy przeszedl na butle objawy
      ustapily.oczywiscie karmiac piersia nie jadlam nabialu.nie jadlam
      prawie nic zeby tylko alergia ustapila.nabawilam sie z tego powodu
      niezlej anemi.
      • lekarzn Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 22.11.08, 16:27
        Szkoda, że wyciszył sie temat. Tyle mamy pacjentek i ich pociech, i
        nadal odbywa sie wszystko bardzo róznie - wiekszość karmią dzieci
        piersia chętnie, a jeszcze lepiej nie pozwalaja dokarmic i są
        inne....

        Co myslicie na temet pobytu u nas w oddziale ?

        Jakoś nie maja czasu na internet te matki co bardziej chwala
        karmienie piersią, a może ? ....Zapraszamy serdecznie !

        Myslalam o omawianiu na forum konkretnych problemów wieku wczesnego
        noworodkowego: np. żółtaczka-hyperbilirubimemija i fototerapia,
        ubytek masu ciała, infekcje wewnatrzmaciczne i bakterionosicielstwo
        w ciązy GBS(+), oczywiście słynny temat i najważniejszy o karmieniu
        piersią, prywatna indywidyalna opieka, nad noworodkiem i pomoc przy
        laktacji -coś podobno jak prywatna pomoc poloznej przy porodzie?.....
        Szkoła Neonatologiczno-Laktacyjna...( Niby Szkola Rodzenia)

        Czy byłoby to korzystną wiedzą przed lub po porodzie....?
        • greta118 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 23.11.08, 09:36
          Ja jestem za i ta wiedza zdecydowanie potrzebna jest przed porodem, jako
          uzupełnienie Szkoły Rodzenia.
          • lekarzn Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 23.11.08, 21:39
            O dziekuję! Przygotuje się i napewno będziemy się uczyć aby wiecej
            wiedziec co nas czeka w pierwsze godziny i dni tuz po porodzie.

            Pozdrawiam lekarzn.
            • mamahubertaizy Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 01.02.09, 17:22
              W praskim rodziłam dwa razy. Nie miałam problemu z karmieniem. Był inny problem
              z panią mazurską. Z pierwszym razem kiedy urodziłam synka miał białe kropki na
              nosku. Jako świeżo upieczona mama nie wiedziałam wszystkiego na temat dzieci
              więc zadałam pani doktor pytanie co to jest. Odpowiedź pani doktor „kup
              książeczkę i doczytaj” Zatkało mnie.
              Drugi poród - mimo wspaniałego lekarza prowadzącego moją ciążę i super opieki
              ginekologicznej musiałam niestety znosić fochy pani doktor. Moja córeczka miała
              żółtaczkę. Trafiła pod lampy. Po dwóch dniach naświetlania pani doktor przyszła
              na obchód. Pierwsza pretensja była o to, że nie wiem jaką grupę krwi ma moje
              dziecko. A po co mi ta wiedza w szpitalu?? Kolejne pretensję to o żółtaczkę. Ja
              mam grupę 0+ dziecko ma grupę 0+ więc żółtaczki być nie powinno. Pewnie coś
              zjadłam i dlatego dziecko ma żółtaczkę. Pielęgniarka, która przyszła z panią
              doktor na obchód tylko mnie uciszała, nie mogłam nic powiedzieć. Pierwsze moje
              dziecko też ma grupę 0+ i miało jeszcze większa żółtaczkę. Więc grupa krwi
              chyba nie ma takiego wpływu a karmiona byłam przez szpital... A w ogóle to
              dlatego dziecko ma żółtaczkę bo nie miałam jakichś tam wyników badań i nie
              docierało że urodziłam dziecko trzy tygodnie przed terminem i nie zdążyłam
              zrobić tych badań. Oczywiście wszystko trzeba wiedzieć i przewidzieć a ona jest
              tam po to żeby się przespacerować po oddziale i pachnieć. Powiedziała, że mamy
              mogą zadawać pytania jeśli czegoś nie wiedzą ale po co pytać jak nie dostanie
              się odpowiedzi??
              Mam nadzieję więcej nie trafić na mazurską. Dla mnie to żaden lekarz i chyba
              sama nie wie jak to jest być obolałą po porodzie…
    • naomi-mama na temat Szpitala Praskiego 20.08.09, 15:07
      Ja urodziłam dziecko w Szpitalu Praskim 3 lata temu i słuchając
      przez te 3 lata moich koleżanek co rodziły dzieci gdzie indziej
      łapaie się za głowę. Tylko mnie nauczono karmić piersią, pobudzać
      lakatację, dbać o siebie i dziecko w pełni profesjonalnie. Inne
      dziewczyny wychodziły ze szpitali zielone... Do mnie przychodziły
      pielęgniarki i pytały które to moje dzieckie - a na odpowiedz
      pierwsze kazały przy sobie przewijać i przystawiac do piersi żeby
      zobaczyć czy dobrze sobie radzę - NAPRAWDĘ!!!!
      fakt ta pielęgniarka w okularach jak denka - okropna, ale pozostały
      personel ok.
      A co do dr. Mazurskiej, dr Lech i dr Urbańskiej - wszystkie byly dla
      mnie miłe, uprzejme i poświęcały duzo czasu na kazdym porannym
      obchodzie - tłumaczyły wszystko długo i spokojnie. Drugie dziecko
      tez tam urodzę.
      Pozdrawiam
    • emma_me Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 21.08.09, 09:33
      Jestem również pacjentka dr. Pazio. Starszego synka rodziłam na Solcu młodszego w Parskim. Sa to szpitale ( oprócz Damiana) gdzie pracuje dr. Byłam bardzo zadowolona z porodu w Praskim, pomimo tego, że sala porodowa jest koszmarna to opieka jak dla mnie była wspaniała. Po porodzie zapłaciliśmy za osobny pokój z łazienką. Są w tym szpitalu dwa takie. Właściwie wogóle nie wychodziałam z pokoju, Panie pielegniarki przychodziały i pytały czy wszystko w porządku. Młodego raz dokarmiłam sztuczną butelka, tez nie było z tym problemu, poszłam do siostry że mały płacze że jest głodny i zrobiła mleko. Natomiast przesliczny Szpital na Solcu ze swoimi kolorowymi ścianami i super łózkami porodowymi koszmarnie mi się kojarzy. I pomimo tego, że zapłaciliśmy położnej za poród, to był to koszmar mojego życia. Niekompetencja arogancja lekarzy nigdy tego nie zapomnę, przez nich mój syn urodział się w bez czynności zyciowych dostał 2 pkt. Zanikające tętno na ktg potraktowali jako psujący sie sprzęt.
      • sarling Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 17.09.09, 11:03
        Zamierzam rodzić drugie dzieckow szpitalu praskim ze względu na
        lekarza prowadzacego ciażę i bliskość od domu.
        Ale czytając poprzednie posty niestety przypomniał mi się horror
        poporodowy.
        Potwierdzam wszechobecny terror laktacyjny.
        Ja, co prawda, pokarm miałam, ale nie umiłam fachowo przystwiać
        malucha, więc niestety troszkę stracił na wadze. Więc zleciały się
        ciotki-klotki lekarki i pielęgniarki z gębą, że chcę zagłodzić
        dziecko. Że źle mi z oczu patrzy (sic!) i one znają już takie, co
        sobie nie chcą biustu popsuć.
        Do tego ścisłe zakazy co jeść a czego nie. Efekt był taki, ze w domu
        prawie pół roku jadłam wylącznie gotowaną marchewkę i kurczaka smile
        Dziewczyna na sali nie miała pokarmu zupełnie i nikt jej nie pomógł,
        dziecko wyło całą dobę i nic. w końcu przyszła koleżanka tej
        dziewczyny, poprosiły mnie, żebym nikomu nie mówiła i ta koleżanka
        nakarmila córeczkę dziewczyny bez pokarmu. Wyobrażacie sobie??!!
        Praski jest cudowny do porodu włącznie, potem trzeba naprawdę nie
        lada asertywności, żeby dostać opiekę, szacunek i wsparcie.
        Tym razem zamierzam po prostu pyskować.
        • julienx Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 17.09.09, 18:14
          Rodziłam w praskim 3 lata temu. Moją ciąże prowadził dr CZempiński
          ktory asystował przy porodzie. Rodziłam naturalnie w 3,5 godziny i
          poród wspominam bardzo dobrze. Potem położyli mnie w jednoosobowej
          sali, gdzie ciagle ktos przychodził zapytać mnie czy nie potrzebuje
          pomocy, kiedy chciałam sie wykąpać prosiłam stażystki zeby zajęły
          sie dzieckiem i one chetnie to robiły. Nikogo niemiłego nie pamietam.

          Obecnie jestem w 7-tyg ciazy i tez wybiore praski najprawdopodobniej
        • znajomazokolicy Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 18.09.09, 17:54
          Drugiej nocy po porodzie moje dzieciątko dawało popis swoich umiejętności wokalnych. Trzykrotnie była u mnie "Ciocia" od noworodków, chociaż jej nie wzywałam. Pomagała przystawić do piersi, zabrała maleństwo, żeby napoić glukozą i pomasować brzuszek. Kiedy schodziła z dyżuru przyszła zapytać czy wszystko już w porządku. Byłam bardzo mile zaskoczona. Jeśli chodzi o terror laktacyjny trudno mi ustosunkować się do powyższej wypowiedzi. Podczas mojego pobytu na oddziale przyszła położna i zapytała nas czy życzymy sobie dokarmianie ponieważ istnieje taka możliwość i jeśli chcemy to wystarczy powiedzieć.
          Osobiście bardzo dobrze wspominam pobyt w Szpitalu Praskim. Za wyjątkiem jednej podłej położnej z patologii, cały personel był życzliwy i sympatyczny.
    • malamimi18 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 19.09.09, 22:09
      jezuus normalnie jakbym to ja pisala.. przezylam w swoim szpitalu prawie to samo
      tylko na szczescie moj maly nie mial zoltaczki smile szpitale w polsce to jedna
      wielka patologia .. przykre ale prawdziwe
    • zuza_1975 Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 21.09.09, 12:03
      Rodziłam w Praskim 6 lat temu. Teraz tez jestem w ciaży i miałam
      zamiar rodzić w tym samym szpitalu. Na szczeście nie mam tak złych
      wspomnień z tego miejsca. Jeszcze przed porodem, kiedy przyjechałam
      z meżem na oddział z powodu krwawienia, zajął sie mna fachowo jeden
      z lekarzy, za chwile przybiegł jeszcze jeden spytac czy nie pomóc.
      na szczęście był to fałszywy alarm. Przy porodzie było ok, pomimo
      faktu, ze w tym samym czasie rodziły poza mna jeszcze 2 dziewczyny.
      Lekarz i 2 położne były super. Pomimo pewnych komplikacji (dziecko
      miało szyje owinietą pępowiną i przy skurczach sie przyduszało)
      urodziłam sprawnie i szybko. Na początku miałam problem z karmieniem
      i co chwila wołałam położną ale nie było wiekszych problemów żeby
      panie przychodziły i pomagały. Z Pediatrą miałam do czynienia tylko
      kilka razy i nie wspominam tego jakos specjalnie traumatycznie. Syn
      miał zwichniety obojczyk, pani doktor (taka niewysoka z ciemnymi
      włosami) pokazała jak go ubierać zeby nie nadwyrezać barku. Z
      przewijaniem nie było problemu. Jedyne zastrzeżenia miałam do
      sposobu mycia dzieci (pod kranem). Nikt mnie na siłę nie wysyłał do
      domu a nawet wrecz przciwnie. A, i niezwykle miło wspominam lekarza,
      który robił mi USG (3 razy), niestety nie pamiętam nazwiska. Bardzo
      cierpliwy, sympatyczny i zaangazowany w to co robi. Nie wiem czy
      jeszcze tam pracuje.
      • vilanelle Re: oddział noworodków w szpitalu praskim, Warsza 23.09.09, 19:31
        A ja rodzilam w praskim 6 tygodni temu, cesarka ze wzgledow
        okulistycznych, i mam jak najlepsze wrazenia. Sam zabieg bardzo
        przyjemny. Pierwsza doba oczywiscie bolesna ale do zniesienia,
        pielegniarki na kazde zawolanie, dziecko przynosili kiedy
        chcialam. Potem tez super, lekarki i pielegniarki odpowiadaly na
        kazde moje najglupsze nawet pytania, wszyscy bardzo mili i
        pomocni. Mlodemu zdiagnozowano infekcje i w trzeciej dobie
        przenieslismy sie do CZD, ale zanim to nastapilo mielismy pare
        godzin intensywnych kontaktow z dr Mazurska, ktora spokojnie,
        rzeczowo i kompetentnie tlumaczyla nam co sie dzieje, przychodzila
        z wynikami kazdego badania zeby omowic sytuacje, doradzic i
        uspokoic, spedzila ladnych pare godzin na telefonie zeby laskawie
        przyjeli nas gdzies dalej, "ciocie" na noworodkach byly dla
        mlodego (i dla mnie) bardzo mile i opiekuncze, a jak sie
        wypisywalam na żądanie zeby pojechac z mlodym do CZD to nie tylko
        zostalam dokładnie poinstruowana co mam robić i na co uważać, ale
        jeszcze wszyscy życzyli mi powodzenia a jedna ze studentek mnie
        wyściskała. Wróciłam tam po 4 tygodniach pokazać sie ze zyjemy i
        wszystko jest ok, i zostalam przywitana jak stara znajoma -
        pamietali nas mimo, ze bylismy tam tylko 3 doby!
        Jedyny minus to ze tam tak buro, widac ze ten oddzial ma juz swoje
        lata, ale przyklad CZD pokazuje ze kolorowe sciany i automatyczne
        drzwi to nie wszystko...
        Podsumowujac - jak dla mnie super atmosfera i bardzo dobra opieka,
        i nade mna i nad dzieckiem. Jak mi przyjdzie jeszcze kiedys rodzic
        to na pewno tam.
        Pozdrawiam,
        vilanelle
Pełna wersja