Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa

10.12.08, 22:43
Interesuje mnie jak wygląda sprawa opieki nad matką i dzieckiem po
porodzie w Madurowiczu w Łodzi. W sumie ja będe miała cesarke i
wiem , że będe miała przez kilka pierwszych dni problemy z opieką
nad dzieckiem.
    • malgosia0023 Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 11.12.08, 10:42
      jestem po dwóch planowanych cc.Opieka po w moim przypadku byłą ok-
      nie moge nic zarzucić połoznym.Będzie dobrze.Powodzenia
    • czarnulkaaa2 Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 12.12.08, 03:36
      Witam serdecznie
      Cieszę się że będę miała okazję ulzyć sobie smile w końcu...sama
      nosiłam się z zamiarem założenia wątku nt opieki poporodowej w
      Madurowiczu...miałam cc we wrzesniu tego roku..No to zaczynamy....
      CC miałam nieplanowane-okazało się że moje cisnienie w 37 tyg
      szybuje do 180/100 mimo tony leków więc zadecydowano o cięciu-za co
      jestem niezmiernie wdzieczna.Sam oddział przedporodowy na 4 p bajka-
      super połozne, kobitki maja tone pracy a jednak zawsze mozna pojsc i
      poswieca człowiekowi chwile czasu i wyjasnia wszelkie watpliwosci.
      Samo ciecie bez zarzutu-pomijajac trzykrotne próby znieczulenia i
      komentarze pani anestezjolog że jestem wyprostowana jak świeca i
      generalnie miała jakis problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca-
      trudno byc zgietym jak kot siedząc z brzuchem-kiedys robiło sie zzo
      na boku na leżaco i jest to duzo bardziej komfortowa sytuacja dla
      rodzącej, ale wszak nie o komfort rodzącej tu chodzi a o wygodę
      anestezjologa smile)) A naprawde baardzo sie staralam-siedziałam nie
      drgnąc nawet bo sama jestem pielęgniarką i tak sie składa że wiem
      jak powinno sie siedziecc do znieczulenia w kręgosłup tongue_out
      Po znieczuleniu i ułożeniu w pozycji do cięcia, poczułam radosnie że
      jestem w stanie majtać jeszcze nogami więc znieczulenie nie
      zadziałało do końca-o czym spokojnie poinformowałam Pania
      anestezjolog-na co ta stwierdziła "eee niemozliwe" wiec chirurg
      skalpel w dłoń..i niestety poczułam nacięcie-oczywiście minimalnie
      ale czułam ból...i znowu spokojnie powiedziałam o tym lekarzowi.
      jedynie krzywiac sie z lekka smile)) na co pani dr fukneła ze gdybym
      poczuła to bym po scianie latała i generalnie uznała mnie za
      histeryczke hehe. I w tym momencie zrobiła cos, dzieki czemu mam
      traumę do końca życia...komentujac do pielegniarki ze "ostatnio same
      wrazliwe sie trafiaja" kazała po cichu dac mi głupiego jasia-nie
      zdazyłam zaprotestowac nie wspominajac o tym że nikt mnie o zgode
      nie pytał i za chwile zostałam spacyfikowana dzieki czemu
      najpiekniejsza chwile mojego życia-czyli przyjscie na swiat mojego
      dziecka-pamietam jak przez mgłę....O to mam najwiekszy żal-tak jak
      pisałam jestem pielęgniarka-czym sie oczywiscie głosno nie chwalilam
      ( a moze powinnam to zostałabym inaczej potraktowana?) tak sie
      sklada że ładnych pare lat przepracowałam na chirurgii, gdzie
      mnóstwo zabiegów jest przeprowadzanych w znieczuleniu
      zewnatrzoponowym i wiem że dobrze znieczulony pacjent po upływie
      paru-parunastu minut nie jest w stanie nawet beknac smile o poruszaniu
      palcami nie wspominajac i nie ma prawa czuć bólu! Czuje sie
      pociaganie, generalnie uczucie że ktos tam grzebie, natomiast nie
      mozna czuc bólu!!! A wystarczyło, żeby poczekac dosłownie minutę i
      nie byłoby sprawy....A mi naprawde daleko do histeryczki, miałam juz
      taka sytuacje kiedys ze poczułam ciecie przy znieczuleniu-z tym ze
      było to znieczulenie miejscowe-powiedziałam o tym lekarzowi
      wykonujacemu zabieg-dostrzyknął Lignocaine i nie dyskutował ze mna
      czy czuje czy tez nie...Ja akurat mam wysoki próg bólu, z tym że do
      znieczulenia mnie potrzebne sa konskie dawki lekow, równie szybko
      znieczulenie ze mnie schodzi, ale Twoje zdanie jako pacjenta nic sie
      nie liczy...i tak potraktuja Cie standartowo...
      Ale nie w tym rzecz-tak jak powiedziałam mega żal mam o to że
      wszystko pamietam jak przez mgłe...i to jest koszmar nie pamietac
      tak cudownej chwili w zyciu...na szczescie Młody urodził sie w
      dobrym stanie,tyle że malutki-2300 g. Reszta zabiegu minęła bez
      problemu o zostałam przewieziona na sale pooperacyjna-na tym samym
      pietrze ( sa tam 2 dwuosobowe salki dla kobiet po cc)Standartowa
      procedura-monitor, cisnienie, leki itd. Tutaj opieka suuper-zreszta
      to te sama połozne o których pisałam na poczatku wiec trudno sie
      dziwic. Trafiłam akurat ze byłam sama na sali wiec czesto zagladały,
      pytały o samopoczucie, koniecznosc podania lekow
      przeciwbólowych...nie musiałam korzystac z dzwonka bo naprawde
      czesto dziewczyny przychodziły. Sprawdzały odchody itp. Naprawde bez
      zarzutu smile Ja akurat brałam tylko Ketonal dosylnie co 8 h ale wiem
      że jak trzeba, daja wiecej leków bez problemu...Znieczulenie zeszło
      mi po 2 h smile i własnie były w szoku że już machałam nogami smile
      Oczywiście musisz leżeć płasko 24h...Rano zostałam podmyta, miałam
      zmienioną pościel...Dostalam suchary i herbatkę...W drugiej dobie
      zostajesz przeniesiona na odzdział połozniczo noworodkowy i tu bajka
      sie kończy smile)) ale o tym za chwile...
      W kazdym razie ja sie szybciutko pozbierałam-miałam cc o 11 a o 11
      nastepnego dnia byłam juz na nogach. Poszłam z M pod prysznic-zgieta
      w pół ale poszłam smile)
      Na połozniczy zostajesz przeniesiona tak jak napisałam na drugi
      dzien-godzina zalezy od stanu pacjentek na dole-bo to na 2 pietrze-
      na ogół jest tam full, wypisy sa do 15 wiec czesto sie zdarza ze nie
      ma miejsca-i tak było w moim wypadku-trafiłam na oddział o 16...I
      teraz to-co dla mnie było najgorsze-przez ten cały czas NIE MASZ
      DZIECKA PRZY SOBIE.....Tak jak napisałam urodziłam hipotrofika ale
      dostał od razu 8/9 pkt Apgar, nie było zadnego powodu aby mi go np
      nie przystawic na sekunde do piersi jeszcze na sali operacyjnej, ale
      tego sie zupelnie nie praktykuje bo i po co-cale te akcje Rodzic Po
      Ludzku itd biora tam w leb....Potem dziecko trafia teoretycznie
      własnie na II pietro-tam jest sala noworodkowa i tam matki na drugi
      dzien zjeżdzaja tak jak napisałam.Oczywiscie do tego czasu dzieci
      dostaja butelke z mieszanka o czym nie musze chyba wspominac smile
      absolutnie nikogo nie interesuje tam czy chcesz karmic piersia, bo
      wiazałoby sie z tym ze musiałyby przywozic dzieci na karmienie a jak
      kursowac z dzieckiem miedzy pietrami na każde stekniecie? Ale o sali
      rooming-in tam nie pomyslano...No i tak-na to II pietro przyjmuja
      dzieci do jakiejs tam ilosci a reszta jest umieszczana tam gdzie
      akurat jest miejsce i w ten sposób mój sie załapał na leżenie na
      OIOMIe....Jak dziecko trafi na 2 pietro to z tego co zaobserwowałam
      lezac przed porodem, połozne przynosza je do matki w dobie ciecia
      wieczorem na jakies 10 minut-pokazac-a potem zabieraja z
      powrotem.Jak dziecie-tak jak moje-trafi na OIOM z braku miejsc na
      drugim pietrze, nie mozna go stamtad wynosic zeby nie przenosic
      flory bakteryjnej do tych kilogramowych maluchow które tam leża i ja
      to całkowicie rozumiem...Tylko ze efekt jest taki ze nie widzisz
      wtedy dziecka przez koszmarna ilosc godzin tak jak ja-zobaczyłam
      Malego dopiero po przeniesieniu na oddział o 16 czyli po dobie z
      kawałkiem....Chwała Bogu że zajrzała do mnie chociaż Pani dr z
      neonatologii i powiedziała mi że z Synusiem jest wsio oki i
      potwierdziła ze pobyt na wczesniakach był z powodu braku miejsc a
      nie z potrzeby stanu dziecka-no bo zawsze Ci takie mysli chodza po
      głowie...trafił jedynie do inkubatorka na dogrzanie i nic poza tym.
      I powiedziała własnie ze nie moga mi go przyniesc ze wzgledu na
      rotację bakterii.
      No i teraz najlepsze-czyli pobyt na II pietrze. Zjeżdzasz tam i
      jakbys znalazła sie w innym swiecie smile))) Słyszałam już opinie o
      tym oddziale-takie same mozna przeczytac nawet na stronie Rodzic Po
      ludzku-ze opieka żadna i w pełni to potwierdzam...Zero jakiejkolwiek
      opieki....Ja akurat ruszałam sie juz całkiem niezle (ach te hormony:-
      )) wiec po prostu zabrałam Małego do siebie i tyle smile Mam jakies
      tam doswiadczenie z niemowlakami-nawet dyplom w szkole robiłam na
      niemowlecym smile wiec zmiana pieluchy i reszta czynnosc
      pielegnacyjnych przy dziecku to dla mnie nie problem, ale z gory
      współczuje tym które takiego doswiadczenia nie posiadaja....że mna
      na sali leżała jescze jedna dziewczyna po cieciu z tego samego dnia
      co ja-wiec jak na dwie potencjalnie cierpiace po cc pacjentki same w
      sali to radziłysmy sobie super. jezu az nie wiem od czego mam
      zaczac...
      Wiec tak-pies z kulawa noga nie zainteresował sie czy:
      a-mamy pokarm i chcemy karmic
    • czarnulkaaa2 Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 12.12.08, 04:31
      cd----
      więc dostajesz tą butle i hulaj dusza-nikt się nie interesuje ile
      dziecko zjadło i czy sie najadło...
      -w tym dniu oddałam Małego na noc pod opieke pielegniarek od 24 do 5
      rano-tutaj faktycznie nie robiły mi problemów. jednak na drugi dzien
      miałam go juz cały czas przy sobie i nie oddalam nawet na minutę smile
      a na 3 dzien idziesz do domu smile
      -połozne zupełnie nie interesuja sie Toba-jakie masz odchody, czy
      wsio oki, czy Cie nie boli-ja akurat miałam własny zapas Diclofenacu
      w czopkach wiec miałam to w nosie- w przeciwnym razie musisz isc i
      sie prosic...
      - nie padło nawet jedno pytanie-czy trzeba nam w czyms pomóc, czy
      radzimy sobie z opieka nad dziecmi
      -generalnie jestes pozostawiona sama sobie i nalezy tylko zyczyć
      zebys była super sprawna bo na stała obecnosc meza nie mozna liczyc-
      odwiedziny reglamentowane smile od 11 dopiero
      -zero pielegnacji dziecka-co dla mnie było najwiekszym
      szokiem....Jak pamietam z praktyk, wieczorem kazdy noworodek był
      zwozony do sali noworodkow, kapany, wazony-waga była wpisywana do
      karty, miał zaopatrywany pepek i wracał do mamy na papu-tutaj w
      ogole tego nie ma smile) nieswiadoma niczego zauwazyłam ze wieczorem
      pucują jakieś dziecko-zawiozłam wiec Małego przeswiadczona, że
      zbliza sie pora kapieli i pytam grzecznie, czy mam go zostawic na co
      usłyszałam ze dzieci nie sa kapane-wyjatkowo na ZADANIE matki moga
      to zrobic, olałam wiec je komisyjnie wychodzac z załozenia ze
      Małolat od brudu nie umrze smile a jak mam sie prosic czy raczej żądać
      to wolę machnąć ręką. Poprosiłam więc tylko o zaopatrzenie kukuta bo
      tak sie składa ze nie taszczyłam ze soba do szpitala spirytusu i
      gazików bo do głowy by mi nie przyszło, że i to powinnam sama robić.
      Usłyszałam że mam przywieźć Małego rano bo takie rzeczy to one robią
      na rannej zmianie. Oczywiście jak zawiozłam rano to usłyszałam-a to
      nie mogły koleżanki zrobic tego wieczorem? smile) ale tego już nie
      odpusciłam i kazano mi zostawić Małego-za parę minut przywieziono mi
      go na salę z przyciętym i obrobionym pepkiem tzn kikutem smile
      -o ważeniu dziecka nie ma w ogole mowy-nie wiem skad biora wagę
      spadkowa wpisywana do ksiazeczki zdrowia...Tak jak pisałam, ja
      miałam Malego cały czas przy sobie, pomijajac te kilka godzin kiedy
      oddałam go w nocy pod opieke ale dam sie pokroic ze wtedy wazony nie
      był...I w wieczów poprzedzajacy wypis zabrali go na chwile na
      pobranie przesiewówek i badanie słuchu-ale wtedy też wazony nie był,
      bo pi pierwsze zbyt krotko to trawało a po drugie wrocił tylko z
      wyjeta pietka ze spiocha ( z pietki pobiera sie krew na
      fenyliketonurie i hypotyreoze) wiec raczej go nie rozpakowywały. W
      wypisie wge wypisowa ma wpisana 2250 czyli identyczna z jaka sie
      urodził-co jest bzdura bo nie ma dziecka chyba które nie zleciałoby
      na wadze o te przysłowiowe 10% mniej wiecej. No ale coś trzeba było
      wpisac...
      -obchody lekarskie do matek-farsa smile ja miałam leukocytoze 20
      tysiecy i CRP 300-dostałam antybiotyk dozylny a nikt nawet nie
      przyłozył mi reki do rany- a miałam po prostu krwiaka ale to juz
      inna opowiesc smile obchody do dzieci ok-codziennie maluszki badane-
      mozna sie było o wszystko wypytac i nie było problemu z informacja.
      Bawiło mnie tylko nieodmiennie pytanie o karmienie piersia-lekarz-
      przystawia pani dziecko?-ja na to-nno probuje ale srednio-lekarz-noo
      to niech pani probuje-koniec i kropka smile Nikogo nie zainteresowało
      ze moze trza mi pomoc albo co smile
      Problem polegał na tym że wiadomo jak to z pokarmem po cc-pojawia
      sie pózniej i trzeba dziecko jak najczesciej przystawiac a nie dawac
      flaszke. Z moim Małym był ten problem ze urodził sie kilo mniejszy
      niz standartowy noworodek i generalnie w ogole nie miał siły i
      ochoty ssac-nawet butli a o cycku nie wspominajac bo mój cycek był
      wiekszy niz jego głowa smile) Poza tym mógł cały czas spac-wmuszałam w
      niego co 2 godziny na spiocha jedzenie bo gdybym tego nie robiła to
      pewnie w ogóle mógłby nie jesc. Jak poprosiłam połozna o instruktaz
      dostawienia do piersi-teorie znałam ale chciałam zeby mi go po
      prostu spróbowała przystawic bo mam płaskie brodawki-scisneła mi
      cycka tak ze mi sie gwiazdy pokazały w oczach po czym stwierdziła-
      noo pokarm pani ma (pokazała sie kropla siary) to niech pani
      przystawia i znikneła...Ja akurat mam na tyle swiadomosci zeby
      wiedziec ze karmienie zaczyna sie w głowie tak naprawde wiec kładłam
      Małego przy sobie zeby chociaz polizał tego sutka zeby produkcja
      ruszyła-dzieki temu w 3 dobie czyli dobie wypisu zjadł ostatnia
      porcje mieszanki a w domu usiadłam a laktatorem i patrzac na niego
      mozolnie sciagałam mleko dzieki czemu dostawał juz tylko moj pokarm.
      Teraz karmimy sie juz cysiem ale zawdzieczam to tylko i wyłacznie
      sobie smile
      To co mnie uderzyło najbardziej to kompletny brak zainteresowania,
      tym bardziej ze on był hipotrofikiem-tym bardziej powinno sie kłasc
      nacisk na wazenie go bo przeciez jesli by spadł ponizej 2 kilo to w
      ogole nie powinien zostac wypisany ze szpitala...Tak samo nikt nie
      interesował sie ile i czy w ogole zjadł, ja tez miałam mierne
      pojecie ile zjesc powinien w zwiazku z tym jak pytałam to mowiły mi
      ze doba zycia razy 10 ml-czyli w drugiej dobie w/g połoznych
      powinien zjadac 20 ml na jedno posiedzenie. Szkoda tylko że nie
      powiedziały ze normy te sa dla donoszonych wagowo dzieci a nie dla
      dzieci o pojemnosci zoładka łyzeczki do herbaty-troche nerwów by mi
      to zaoszczedziło a Młodemu ulewania. Bo nasze karmienie trawło
      godzine do dwóch a on ulewał i znowu go karmiłam wybudzajac i tak w
      kółko...Reasumujac gdybym wiedziała ze tak bedzie wziełabym od razu
      laktator do szpitala i sciagała juz tam.
      Dopiero jak wrociłam z nim do domu wszystko zaczeło sie jakos
      układac dzieki madrej znajomej lekarce i mojej walce z
      laktatorem,ale priorytetem było dla mnie zeby dostawał moje mleko bo
      wiedziałam ze to dla niego najlepsze. Kupiłam tez po paru dniach
      wage zeby kontrolowac przyrosty w domu-szkoda tylko ze nie
      wiedziałam ile spadł w szpitalu bo przy wadze startowej 2250 g to
      dosc istotna informacja...Na oddziale nie pobiera sie standartowo
      bilirubiny, co tez było problemem bo jak Młodego dopadła żółtaczka
      to nie wiedzielismy nawet jaki miał poziom po porodzie-w ksiazeczce
      ma wpisane tylko "slad zółtaczki fizjologicznej"...
      W zasadzie sama sie sobie dziwiłam ze nie pomyslałam jakos o tym
      wszystkim w szpitalu-chodzi mi głównie o to ważenie. Ja jestem z
      natury dosc pyskata i w normalnych warunkach nigdy bym nie pozwoliła
      na takie olewanie i raczej bym je tam do gory nogami postawiła, ale
      człowiek nie idzie do szpitala jak na wojnę, tylko rodzac dziecko
      jest raczej wyciszony...Z perspektywy czasu patrzac widze ze juz w
      szpitalu dopadł mnie klasyczny baby blues który sprawił ze stałam
      sie potulna jak baranek i marzyłam tylko o tym żeby wyjsc do domu....
      Do tego wszystkiego dodam jeszcze tylko błedy w wypisie lekarskim-
      wpisano ze Mały urodził sie z waga 3220 g smile))) a wypisano z waga
      2250 hehe, z mojego wypisu zas dowiedziałam sie ze mam anemie i
      wydano mi recepte na zelazo której to recepty na oczy nie
      widziałam smile)) i juz masz pełny opis opieki poporodowej w
      Madurowiczu smile Plus to że wypis dla dziecka dostajesz przy wyjsciu
      a dla Ciebie wypis polozniczy jest po 2 dniach i wtedy dołaczaja
      karte ciazy i po to pojechał moj maz który jak ta sierota nie
      spojrzał co odebrał a w domu okazało sie ze dostałam karte ciazy
      jakiejs innej kobity smile)) a akurat chciałam sobie swoja zostawic na
      pamiatke hehe.
      Wiem ze jak sie czyta to wszystko to pewnie trudno uwierzyc ale
      niestety tak było...Przepraszam z góry za chaos ale starałam sie
      wszystko opisac w miare dokładnie. Pomyslałabym ze to jakis
      koszmarny pech albo co, gdyby nie to ze dwie moje kolezanki przeszły
      tam dokładnie to samo po porodzie...jedna tez po cc a druga po sn.
      Zdanie jest jedno-zero opieki sad Ze swoich już zupełnie prywatnych
    • czarnulkaaa2 Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 12.12.08, 04:40
      cd---źródeł wiem ze wymieniono tam czesc personelu bo wiecznie były
      skargi od pacjentek, ale nic to nie dało jak widac...
      A moze jak to na słuzbe zdrowia przystało miałam po prostu
      cholernego pecha....bo moze za duzo wiem jak to powinno wygladac i
      mam porownanie. Smutne to bo to moje kolezanki po fachu jakby nie
      patrzec i nie dziwie sie ze po takich przejsciach kogos cholera
      bierze jak słyszy ze znowu strajkuja bo chca kasy-ja bym im jeszcze
      zabrała hehe smile A moze trafilam po prostu na kiepski skład-tego sie
      nigdy nie dowiem
      Pomijajac to wszystko-dla mnie najgorsze było to ze nie widziałam
      tyle godzin dziecka-dla matki nie ma chyba nic gorszego- wiem ze w
      CZMP po cc dostajesz dziecko po 6 godzinach i jest juz z Toba-
      oczywiscie połozna musi Ci pomagac przy karmieniu itd bo przeciez
      trzeba lezec płasko po znieczuleniu, ale widzisz to swoje ukochane
      malenstwo a ono czuje ze jestes obok...
      Tak jak napisalam-dla mnie to byla trauma niestety a najlepszym
      dowodem jest to ze siedze tu w nocy zeby w koncu to wszystko z
      siebie wyrzucic smile))) zamiast spac z brzdacem u boku smile
      Ja po tym wszystkim nigdy wiecej nie wybrałabym Madurowicza gdybym
      wiedziała ze mam miec planowe cc-poszłabym do szpitala gdzie moge
      miec dziecko przy sobie bo to dla mnie najwazniejsze smile Mam
      nadzieje ze kiedys o tym koszmarze zapomne tak jak zapomina sie o
      bólu porodowym smile pozdrawiam i zycze sympatyczniejszych doznań-jak
      masz jeszcze jakies pytania to pisz
    • monawy Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 05.01.09, 15:33
      wink
      • poranna_zorza Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 05.01.09, 15:53
        Na oddziale przedporodowym, było wszystko w porządku. Niestety też mnie za słabo
        znieczulili-no i fakt jedynym minusem było to że maluch był przez 24h z dala ode
        mnie tzn. przyniesiono mi małą 2x na pół godziny i wtedy ją nakarmiłam jeszcze
        na leżąco. Natomiast na poporodowym jak dla mnie było super, w porównaniu ze
        Szterlingiem prawie wakacje. Małej nie oddawałam w ogóle, a pielęgniarki pomogły
        wstać ,przystawić do piersi, pokazały co i jak z pępkiem. Były pampersy,
        spirytus waciki. pytały się co i jak? Generalnie jak dla mnie to że daja mamie
        mleko w butli jak prosi jest jak najbardziej ok- w Sztrelingu dziewczyny prosiły
        po kilka godzin żeby ktoś nakarmił maluchauncertain Jak dla mnie było ok gdyby nie to
        znieczulenie;/ Rodziłam w marcu 2007
        • monawy Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 15.01.09, 21:29
          wink
      • swienta Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 17.01.09, 20:24
        Witam, ja rodziłam w Madurowiczu w sierpniu 2001 r , i niestety
        leżałyśmy tam z córcią 3 tygodnie po porodzie sad myślałam że coś się
        zmieniło, ale niestety nie, moje doświadczenia z Madurowiczem są
        równie dramatyczne... były to dla mnie najgorsze chwile w moim
        życiu, dodam , że całą ciążę byłam pod prywatną opieką pani
        ordynator, co niewiele mi pomogło. Nie chcę pisać o wszystkim, to
        nieprzyjemne wspomnienia.Oto najbardziej smutne: wskutek błędu
        lekarskiego, po tygodniu umieszczono mnie w osobnym boksie z małą
        naturalnie, w piątek wieczorem w boksie obok położono młodą kobietę
        w dziewiątym miesiącu ciąży, niestety z martwym dzidziusiem w
        brzuszku. Trzymano ją tak do poniedziałku, podobno nie miał się nią
        kto zająć. Bardzo to przeżyłam, musiałam oddawać córcię
        pielęgniarkom ponieważ kobieta słysząc jej płacz wpadala w
        histerię... Ta kobieta trzy dni czekała na zabieg z martwym
        dzieckiem w brzuszku. Z pełną odpowiedzialnością nie polecam
        Madurowicza również z wielu innych powodów , opieka poporodowa
        dramatyczna. Nie wierzę w akcję Rodzić po ludzku, zapłacę za poród w
        prywatnej klinice i chcę uwierzyć że tym razem będzie inaczej.
        • 987ania Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 18.01.09, 00:35
          Miałam w Madurowiczu praktyki jako pielęgniarka ale i zdarzyło mi się być ich
          pacjentką przez jedną dobę. Na szczęście wypisałam się na własne żądanie po 24h.
          Ogólnie: syf, brud, bałagan, chaos, nikt nic nie wie, arogancja, CHAMSTWO.
          Pacjentka przeszkadza personelowi a tam przecież wszyscy mają ważniejsze rzeczy
          na głowie niż pacjentki, toż to szpital kliniczny i mnóstwo profesorów. O
          karmieniu piersią nikt nie ma tam bladego pojęcia, salowe myją tylko środek
          sali, pokrwawione materace zakryte prześcieradłem, poród na leżąco z nacięciem,
          ZERO INTYMNOŚCI w trakcie obchodów. Generalnie dziwię się, że jeszcze tam ktoś
          chce rodzić. Do tego, że jestem pielęgniarkom przyznałam się przy wypisie, na co
          pani dr mi odpowiedziała, że mogłam od razu powiedzieć, że jestem z służby
          zdrowia, to by mnie inaczej potraktowano, pozostawiam bez komentarza.
          Ja na szczęście przeprowadziłam się do Warszawy i rodziłam w św. Zofii. Po
          pobycie w Madurowiczu w św. Zofii czułam się jak w 5-cio gwiazdkowym hotelu.
    • monawy Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 25.01.09, 15:39
      podciągam wąteksmile
    • zebroid_dziki Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 24.02.09, 10:53
      Zgadzam sie z wczesniejszymi opiniami. Na oddziale przedporodowym-
      super! Naprawde mile polozne i lekarze, wszyscy usmiechnieci i
      chetni do pomocy. Tylko ciezko sie wyspac, bo tam dzien zaczyna sie
      bardzo wczesnie smile
      Niestety opieka poporodowa dramatyczna. Rodzilam sn wiec od momentu
      porodu bylam razem z dzieckiem na sali. To moj pierwszy dzidzius
      wiec na poczatku niezbyt znalam sie na przewijaniu, karmieniu,
      uspokajaniu placzu dziecka i niestety nikt nie chcial mi pomoc w tym
      wszystkim sad zmeczona porodem, pozszywana, obolala musialam sama
      zajac sie dzieckiem. Wiele dzieciakow krzyczalo cala noc i zadna
      polozna nie pofatygowala sie, zeby zobaczyc dlaczego dziecko placze.
      Totalna porazka. Wiecznie nadete i niezadowolone panie polozne.
      grrr...
    • monawy Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 19.03.09, 19:53
      podciągam wątek
    • kataniera Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 01.05.09, 21:52
      No cóż, czarnulkaaa2 napisała świętą prawdę. Rodziłam w marcu tego
      roku, spędziłam tydzień na oddziale przedporodowym - pielęgniarki
      rzeczywiście rewelacyjne, pocieszyły, porozmawiały, zażartowały,
      interesowały się, miłe, komunikatywne kobiety. Cc bez zarzutu,
      genialna położna anestezjologiczna, też początkowo nie zadziałało
      znieczulenie, czułam szczypanie i pryskanie czymść zimnym, więc
      powtórka z rozrywki i wyciąganie malucha. Obejrzałam go sobie,
      przywitaliśmy się, potem szycie i pobyt na sali pooperacyjnej. Po 24
      godzinach wypad piętro niżej, czopek w tyłek i aktywacja...
      Diclofenac bez problemu, dla dziewczyny obok ketonal też, bo
      potrzebowała czegoś mocniejszego. Ale panie położne... Zarówno te,
      które się opiekowały nami, jak i te od dzieci. Koszmar. Strach
      zapytać o cokolwiek, zbywają półsłówkami, opierdzielają za każde
      pytanie, straszna obraza jak któraś z dziewczyn wcisnęła dzwonek
      przy łóżku, bo sobie z dzidziusiem nie radziła, kompletna olewka,
      wielkie pretensje, że człowiek czegoś nie wie, nie potrafi... Tyle
      gadania o karmieniu piersią, a jak poprosiłam o pomoc, przyleciała
      jedna jak po ogień, cała w pretensjach, rach - ciach i już jej nie
      ma... Lekarz też mi cyca ścisnął koszmarnie, ooo, piękny pokarm, nie
      dokarmiać, nie dokarmiać... Jasne, a dziecko wyło z głodu i miałam
      je maltretować wyłącznie tym prawie pustym cycem?! Dla pierworódek
      sytuacja beznadziejna. Wielka radość, że tak szybko wypuszczają,
      dopiero w domu, przy pomocy położnej środowiskowej doszłam do siebie
      i zaczęłam karmić piersią.

      Jeśli chodzi o opiekę nad noworodkami, to były kąpane codziennie,
      gorzej, że w drugiej dobie przyniesiono maluchy na cały dzień i całą
      noc, żadnej pomocy, a nam z 10 minut zajmowało wstanie z
      łóżka...Nikogo to nie wzruszało. Na ten oddział nie chciałabym już
      wracać. Z akcją rodzić po ludzku nie miało to nic wspólnego, hehe...
Pełna wersja