monawy 10.12.08, 22:43 Interesuje mnie jak wygląda sprawa opieki nad matką i dzieckiem po porodzie w Madurowiczu w Łodzi. W sumie ja będe miała cesarke i wiem , że będe miała przez kilka pierwszych dni problemy z opieką nad dzieckiem. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
malgosia0023 Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 11.12.08, 10:42 jestem po dwóch planowanych cc.Opieka po w moim przypadku byłą ok- nie moge nic zarzucić połoznym.Będzie dobrze.Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
czarnulkaaa2 Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 12.12.08, 03:36 Witam serdecznie Cieszę się że będę miała okazję ulzyć sobie w końcu...sama nosiłam się z zamiarem założenia wątku nt opieki poporodowej w Madurowiczu...miałam cc we wrzesniu tego roku..No to zaczynamy.... CC miałam nieplanowane-okazało się że moje cisnienie w 37 tyg szybuje do 180/100 mimo tony leków więc zadecydowano o cięciu-za co jestem niezmiernie wdzieczna.Sam oddział przedporodowy na 4 p bajka- super połozne, kobitki maja tone pracy a jednak zawsze mozna pojsc i poswieca człowiekowi chwile czasu i wyjasnia wszelkie watpliwosci. Samo ciecie bez zarzutu-pomijajac trzykrotne próby znieczulenia i komentarze pani anestezjolog że jestem wyprostowana jak świeca i generalnie miała jakis problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca- trudno byc zgietym jak kot siedząc z brzuchem-kiedys robiło sie zzo na boku na leżaco i jest to duzo bardziej komfortowa sytuacja dla rodzącej, ale wszak nie o komfort rodzącej tu chodzi a o wygodę anestezjologa )) A naprawde baardzo sie staralam-siedziałam nie drgnąc nawet bo sama jestem pielęgniarką i tak sie składa że wiem jak powinno sie siedziecc do znieczulenia w kręgosłup Po znieczuleniu i ułożeniu w pozycji do cięcia, poczułam radosnie że jestem w stanie majtać jeszcze nogami więc znieczulenie nie zadziałało do końca-o czym spokojnie poinformowałam Pania anestezjolog-na co ta stwierdziła "eee niemozliwe" wiec chirurg skalpel w dłoń..i niestety poczułam nacięcie-oczywiście minimalnie ale czułam ból...i znowu spokojnie powiedziałam o tym lekarzowi. jedynie krzywiac sie z lekka )) na co pani dr fukneła ze gdybym poczuła to bym po scianie latała i generalnie uznała mnie za histeryczke hehe. I w tym momencie zrobiła cos, dzieki czemu mam traumę do końca życia...komentujac do pielegniarki ze "ostatnio same wrazliwe sie trafiaja" kazała po cichu dac mi głupiego jasia-nie zdazyłam zaprotestowac nie wspominajac o tym że nikt mnie o zgode nie pytał i za chwile zostałam spacyfikowana dzieki czemu najpiekniejsza chwile mojego życia-czyli przyjscie na swiat mojego dziecka-pamietam jak przez mgłę....O to mam najwiekszy żal-tak jak pisałam jestem pielęgniarka-czym sie oczywiscie głosno nie chwalilam ( a moze powinnam to zostałabym inaczej potraktowana?) tak sie sklada że ładnych pare lat przepracowałam na chirurgii, gdzie mnóstwo zabiegów jest przeprowadzanych w znieczuleniu zewnatrzoponowym i wiem że dobrze znieczulony pacjent po upływie paru-parunastu minut nie jest w stanie nawet beknac o poruszaniu palcami nie wspominajac i nie ma prawa czuć bólu! Czuje sie pociaganie, generalnie uczucie że ktos tam grzebie, natomiast nie mozna czuc bólu!!! A wystarczyło, żeby poczekac dosłownie minutę i nie byłoby sprawy....A mi naprawde daleko do histeryczki, miałam juz taka sytuacje kiedys ze poczułam ciecie przy znieczuleniu-z tym ze było to znieczulenie miejscowe-powiedziałam o tym lekarzowi wykonujacemu zabieg-dostrzyknął Lignocaine i nie dyskutował ze mna czy czuje czy tez nie...Ja akurat mam wysoki próg bólu, z tym że do znieczulenia mnie potrzebne sa konskie dawki lekow, równie szybko znieczulenie ze mnie schodzi, ale Twoje zdanie jako pacjenta nic sie nie liczy...i tak potraktuja Cie standartowo... Ale nie w tym rzecz-tak jak powiedziałam mega żal mam o to że wszystko pamietam jak przez mgłe...i to jest koszmar nie pamietac tak cudownej chwili w zyciu...na szczescie Młody urodził sie w dobrym stanie,tyle że malutki-2300 g. Reszta zabiegu minęła bez problemu o zostałam przewieziona na sale pooperacyjna-na tym samym pietrze ( sa tam 2 dwuosobowe salki dla kobiet po cc)Standartowa procedura-monitor, cisnienie, leki itd. Tutaj opieka suuper-zreszta to te sama połozne o których pisałam na poczatku wiec trudno sie dziwic. Trafiłam akurat ze byłam sama na sali wiec czesto zagladały, pytały o samopoczucie, koniecznosc podania lekow przeciwbólowych...nie musiałam korzystac z dzwonka bo naprawde czesto dziewczyny przychodziły. Sprawdzały odchody itp. Naprawde bez zarzutu Ja akurat brałam tylko Ketonal dosylnie co 8 h ale wiem że jak trzeba, daja wiecej leków bez problemu...Znieczulenie zeszło mi po 2 h i własnie były w szoku że już machałam nogami Oczywiście musisz leżeć płasko 24h...Rano zostałam podmyta, miałam zmienioną pościel...Dostalam suchary i herbatkę...W drugiej dobie zostajesz przeniesiona na odzdział połozniczo noworodkowy i tu bajka sie kończy )) ale o tym za chwile... W kazdym razie ja sie szybciutko pozbierałam-miałam cc o 11 a o 11 nastepnego dnia byłam juz na nogach. Poszłam z M pod prysznic-zgieta w pół ale poszłam ) Na połozniczy zostajesz przeniesiona tak jak napisałam na drugi dzien-godzina zalezy od stanu pacjentek na dole-bo to na 2 pietrze- na ogół jest tam full, wypisy sa do 15 wiec czesto sie zdarza ze nie ma miejsca-i tak było w moim wypadku-trafiłam na oddział o 16...I teraz to-co dla mnie było najgorsze-przez ten cały czas NIE MASZ DZIECKA PRZY SOBIE.....Tak jak napisałam urodziłam hipotrofika ale dostał od razu 8/9 pkt Apgar, nie było zadnego powodu aby mi go np nie przystawic na sekunde do piersi jeszcze na sali operacyjnej, ale tego sie zupelnie nie praktykuje bo i po co-cale te akcje Rodzic Po Ludzku itd biora tam w leb....Potem dziecko trafia teoretycznie własnie na II pietro-tam jest sala noworodkowa i tam matki na drugi dzien zjeżdzaja tak jak napisałam.Oczywiscie do tego czasu dzieci dostaja butelke z mieszanka o czym nie musze chyba wspominac absolutnie nikogo nie interesuje tam czy chcesz karmic piersia, bo wiazałoby sie z tym ze musiałyby przywozic dzieci na karmienie a jak kursowac z dzieckiem miedzy pietrami na każde stekniecie? Ale o sali rooming-in tam nie pomyslano...No i tak-na to II pietro przyjmuja dzieci do jakiejs tam ilosci a reszta jest umieszczana tam gdzie akurat jest miejsce i w ten sposób mój sie załapał na leżenie na OIOMIe....Jak dziecko trafi na 2 pietro to z tego co zaobserwowałam lezac przed porodem, połozne przynosza je do matki w dobie ciecia wieczorem na jakies 10 minut-pokazac-a potem zabieraja z powrotem.Jak dziecie-tak jak moje-trafi na OIOM z braku miejsc na drugim pietrze, nie mozna go stamtad wynosic zeby nie przenosic flory bakteryjnej do tych kilogramowych maluchow które tam leża i ja to całkowicie rozumiem...Tylko ze efekt jest taki ze nie widzisz wtedy dziecka przez koszmarna ilosc godzin tak jak ja-zobaczyłam Malego dopiero po przeniesieniu na oddział o 16 czyli po dobie z kawałkiem....Chwała Bogu że zajrzała do mnie chociaż Pani dr z neonatologii i powiedziała mi że z Synusiem jest wsio oki i potwierdziła ze pobyt na wczesniakach był z powodu braku miejsc a nie z potrzeby stanu dziecka-no bo zawsze Ci takie mysli chodza po głowie...trafił jedynie do inkubatorka na dogrzanie i nic poza tym. I powiedziała własnie ze nie moga mi go przyniesc ze wzgledu na rotację bakterii. No i teraz najlepsze-czyli pobyt na II pietrze. Zjeżdzasz tam i jakbys znalazła sie w innym swiecie ))) Słyszałam już opinie o tym oddziale-takie same mozna przeczytac nawet na stronie Rodzic Po ludzku-ze opieka żadna i w pełni to potwierdzam...Zero jakiejkolwiek opieki....Ja akurat ruszałam sie juz całkiem niezle (ach te hormony:- )) wiec po prostu zabrałam Małego do siebie i tyle Mam jakies tam doswiadczenie z niemowlakami-nawet dyplom w szkole robiłam na niemowlecym wiec zmiana pieluchy i reszta czynnosc pielegnacyjnych przy dziecku to dla mnie nie problem, ale z gory współczuje tym które takiego doswiadczenia nie posiadaja....że mna na sali leżała jescze jedna dziewczyna po cieciu z tego samego dnia co ja-wiec jak na dwie potencjalnie cierpiace po cc pacjentki same w sali to radziłysmy sobie super. jezu az nie wiem od czego mam zaczac... Wiec tak-pies z kulawa noga nie zainteresował sie czy: a-mamy pokarm i chcemy karmic Odpowiedz Link Zgłoś
czarnulkaaa2 Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 12.12.08, 04:31 cd---- więc dostajesz tą butle i hulaj dusza-nikt się nie interesuje ile dziecko zjadło i czy sie najadło... -w tym dniu oddałam Małego na noc pod opieke pielegniarek od 24 do 5 rano-tutaj faktycznie nie robiły mi problemów. jednak na drugi dzien miałam go juz cały czas przy sobie i nie oddalam nawet na minutę a na 3 dzien idziesz do domu -połozne zupełnie nie interesuja sie Toba-jakie masz odchody, czy wsio oki, czy Cie nie boli-ja akurat miałam własny zapas Diclofenacu w czopkach wiec miałam to w nosie- w przeciwnym razie musisz isc i sie prosic... - nie padło nawet jedno pytanie-czy trzeba nam w czyms pomóc, czy radzimy sobie z opieka nad dziecmi -generalnie jestes pozostawiona sama sobie i nalezy tylko zyczyć zebys była super sprawna bo na stała obecnosc meza nie mozna liczyc- odwiedziny reglamentowane od 11 dopiero -zero pielegnacji dziecka-co dla mnie było najwiekszym szokiem....Jak pamietam z praktyk, wieczorem kazdy noworodek był zwozony do sali noworodkow, kapany, wazony-waga była wpisywana do karty, miał zaopatrywany pepek i wracał do mamy na papu-tutaj w ogole tego nie ma ) nieswiadoma niczego zauwazyłam ze wieczorem pucują jakieś dziecko-zawiozłam wiec Małego przeswiadczona, że zbliza sie pora kapieli i pytam grzecznie, czy mam go zostawic na co usłyszałam ze dzieci nie sa kapane-wyjatkowo na ZADANIE matki moga to zrobic, olałam wiec je komisyjnie wychodzac z załozenia ze Małolat od brudu nie umrze a jak mam sie prosic czy raczej żądać to wolę machnąć ręką. Poprosiłam więc tylko o zaopatrzenie kukuta bo tak sie składa ze nie taszczyłam ze soba do szpitala spirytusu i gazików bo do głowy by mi nie przyszło, że i to powinnam sama robić. Usłyszałam że mam przywieźć Małego rano bo takie rzeczy to one robią na rannej zmianie. Oczywiście jak zawiozłam rano to usłyszałam-a to nie mogły koleżanki zrobic tego wieczorem? ) ale tego już nie odpusciłam i kazano mi zostawić Małego-za parę minut przywieziono mi go na salę z przyciętym i obrobionym pepkiem tzn kikutem -o ważeniu dziecka nie ma w ogole mowy-nie wiem skad biora wagę spadkowa wpisywana do ksiazeczki zdrowia...Tak jak pisałam, ja miałam Malego cały czas przy sobie, pomijajac te kilka godzin kiedy oddałam go w nocy pod opieke ale dam sie pokroic ze wtedy wazony nie był...I w wieczów poprzedzajacy wypis zabrali go na chwile na pobranie przesiewówek i badanie słuchu-ale wtedy też wazony nie był, bo pi pierwsze zbyt krotko to trawało a po drugie wrocił tylko z wyjeta pietka ze spiocha ( z pietki pobiera sie krew na fenyliketonurie i hypotyreoze) wiec raczej go nie rozpakowywały. W wypisie wge wypisowa ma wpisana 2250 czyli identyczna z jaka sie urodził-co jest bzdura bo nie ma dziecka chyba które nie zleciałoby na wadze o te przysłowiowe 10% mniej wiecej. No ale coś trzeba było wpisac... -obchody lekarskie do matek-farsa ja miałam leukocytoze 20 tysiecy i CRP 300-dostałam antybiotyk dozylny a nikt nawet nie przyłozył mi reki do rany- a miałam po prostu krwiaka ale to juz inna opowiesc obchody do dzieci ok-codziennie maluszki badane- mozna sie było o wszystko wypytac i nie było problemu z informacja. Bawiło mnie tylko nieodmiennie pytanie o karmienie piersia-lekarz- przystawia pani dziecko?-ja na to-nno probuje ale srednio-lekarz-noo to niech pani probuje-koniec i kropka Nikogo nie zainteresowało ze moze trza mi pomoc albo co Problem polegał na tym że wiadomo jak to z pokarmem po cc-pojawia sie pózniej i trzeba dziecko jak najczesciej przystawiac a nie dawac flaszke. Z moim Małym był ten problem ze urodził sie kilo mniejszy niz standartowy noworodek i generalnie w ogole nie miał siły i ochoty ssac-nawet butli a o cycku nie wspominajac bo mój cycek był wiekszy niz jego głowa ) Poza tym mógł cały czas spac-wmuszałam w niego co 2 godziny na spiocha jedzenie bo gdybym tego nie robiła to pewnie w ogóle mógłby nie jesc. Jak poprosiłam połozna o instruktaz dostawienia do piersi-teorie znałam ale chciałam zeby mi go po prostu spróbowała przystawic bo mam płaskie brodawki-scisneła mi cycka tak ze mi sie gwiazdy pokazały w oczach po czym stwierdziła- noo pokarm pani ma (pokazała sie kropla siary) to niech pani przystawia i znikneła...Ja akurat mam na tyle swiadomosci zeby wiedziec ze karmienie zaczyna sie w głowie tak naprawde wiec kładłam Małego przy sobie zeby chociaz polizał tego sutka zeby produkcja ruszyła-dzieki temu w 3 dobie czyli dobie wypisu zjadł ostatnia porcje mieszanki a w domu usiadłam a laktatorem i patrzac na niego mozolnie sciagałam mleko dzieki czemu dostawał juz tylko moj pokarm. Teraz karmimy sie juz cysiem ale zawdzieczam to tylko i wyłacznie sobie To co mnie uderzyło najbardziej to kompletny brak zainteresowania, tym bardziej ze on był hipotrofikiem-tym bardziej powinno sie kłasc nacisk na wazenie go bo przeciez jesli by spadł ponizej 2 kilo to w ogole nie powinien zostac wypisany ze szpitala...Tak samo nikt nie interesował sie ile i czy w ogole zjadł, ja tez miałam mierne pojecie ile zjesc powinien w zwiazku z tym jak pytałam to mowiły mi ze doba zycia razy 10 ml-czyli w drugiej dobie w/g połoznych powinien zjadac 20 ml na jedno posiedzenie. Szkoda tylko że nie powiedziały ze normy te sa dla donoszonych wagowo dzieci a nie dla dzieci o pojemnosci zoładka łyzeczki do herbaty-troche nerwów by mi to zaoszczedziło a Młodemu ulewania. Bo nasze karmienie trawło godzine do dwóch a on ulewał i znowu go karmiłam wybudzajac i tak w kółko...Reasumujac gdybym wiedziała ze tak bedzie wziełabym od razu laktator do szpitala i sciagała juz tam. Dopiero jak wrociłam z nim do domu wszystko zaczeło sie jakos układac dzieki madrej znajomej lekarce i mojej walce z laktatorem,ale priorytetem było dla mnie zeby dostawał moje mleko bo wiedziałam ze to dla niego najlepsze. Kupiłam tez po paru dniach wage zeby kontrolowac przyrosty w domu-szkoda tylko ze nie wiedziałam ile spadł w szpitalu bo przy wadze startowej 2250 g to dosc istotna informacja...Na oddziale nie pobiera sie standartowo bilirubiny, co tez było problemem bo jak Młodego dopadła żółtaczka to nie wiedzielismy nawet jaki miał poziom po porodzie-w ksiazeczce ma wpisane tylko "slad zółtaczki fizjologicznej"... W zasadzie sama sie sobie dziwiłam ze nie pomyslałam jakos o tym wszystkim w szpitalu-chodzi mi głównie o to ważenie. Ja jestem z natury dosc pyskata i w normalnych warunkach nigdy bym nie pozwoliła na takie olewanie i raczej bym je tam do gory nogami postawiła, ale człowiek nie idzie do szpitala jak na wojnę, tylko rodzac dziecko jest raczej wyciszony...Z perspektywy czasu patrzac widze ze juz w szpitalu dopadł mnie klasyczny baby blues który sprawił ze stałam sie potulna jak baranek i marzyłam tylko o tym żeby wyjsc do domu.... Do tego wszystkiego dodam jeszcze tylko błedy w wypisie lekarskim- wpisano ze Mały urodził sie z waga 3220 g ))) a wypisano z waga 2250 hehe, z mojego wypisu zas dowiedziałam sie ze mam anemie i wydano mi recepte na zelazo której to recepty na oczy nie widziałam )) i juz masz pełny opis opieki poporodowej w Madurowiczu Plus to że wypis dla dziecka dostajesz przy wyjsciu a dla Ciebie wypis polozniczy jest po 2 dniach i wtedy dołaczaja karte ciazy i po to pojechał moj maz który jak ta sierota nie spojrzał co odebrał a w domu okazało sie ze dostałam karte ciazy jakiejs innej kobity )) a akurat chciałam sobie swoja zostawic na pamiatke hehe. Wiem ze jak sie czyta to wszystko to pewnie trudno uwierzyc ale niestety tak było...Przepraszam z góry za chaos ale starałam sie wszystko opisac w miare dokładnie. Pomyslałabym ze to jakis koszmarny pech albo co, gdyby nie to ze dwie moje kolezanki przeszły tam dokładnie to samo po porodzie...jedna tez po cc a druga po sn. Zdanie jest jedno-zero opieki Ze swoich już zupełnie prywatnych Odpowiedz Link Zgłoś
czarnulkaaa2 Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 12.12.08, 04:40 cd---źródeł wiem ze wymieniono tam czesc personelu bo wiecznie były skargi od pacjentek, ale nic to nie dało jak widac... A moze jak to na słuzbe zdrowia przystało miałam po prostu cholernego pecha....bo moze za duzo wiem jak to powinno wygladac i mam porownanie. Smutne to bo to moje kolezanki po fachu jakby nie patrzec i nie dziwie sie ze po takich przejsciach kogos cholera bierze jak słyszy ze znowu strajkuja bo chca kasy-ja bym im jeszcze zabrała hehe A moze trafilam po prostu na kiepski skład-tego sie nigdy nie dowiem Pomijajac to wszystko-dla mnie najgorsze było to ze nie widziałam tyle godzin dziecka-dla matki nie ma chyba nic gorszego- wiem ze w CZMP po cc dostajesz dziecko po 6 godzinach i jest juz z Toba- oczywiscie połozna musi Ci pomagac przy karmieniu itd bo przeciez trzeba lezec płasko po znieczuleniu, ale widzisz to swoje ukochane malenstwo a ono czuje ze jestes obok... Tak jak napisalam-dla mnie to byla trauma niestety a najlepszym dowodem jest to ze siedze tu w nocy zeby w koncu to wszystko z siebie wyrzucic ))) zamiast spac z brzdacem u boku Ja po tym wszystkim nigdy wiecej nie wybrałabym Madurowicza gdybym wiedziała ze mam miec planowe cc-poszłabym do szpitala gdzie moge miec dziecko przy sobie bo to dla mnie najwazniejsze Mam nadzieje ze kiedys o tym koszmarze zapomne tak jak zapomina sie o bólu porodowym pozdrawiam i zycze sympatyczniejszych doznań-jak masz jeszcze jakies pytania to pisz Odpowiedz Link Zgłoś
poranna_zorza Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 05.01.09, 15:53 Na oddziale przedporodowym, było wszystko w porządku. Niestety też mnie za słabo znieczulili-no i fakt jedynym minusem było to że maluch był przez 24h z dala ode mnie tzn. przyniesiono mi małą 2x na pół godziny i wtedy ją nakarmiłam jeszcze na leżąco. Natomiast na poporodowym jak dla mnie było super, w porównaniu ze Szterlingiem prawie wakacje. Małej nie oddawałam w ogóle, a pielęgniarki pomogły wstać ,przystawić do piersi, pokazały co i jak z pępkiem. Były pampersy, spirytus waciki. pytały się co i jak? Generalnie jak dla mnie to że daja mamie mleko w butli jak prosi jest jak najbardziej ok- w Sztrelingu dziewczyny prosiły po kilka godzin żeby ktoś nakarmił malucha Jak dla mnie było ok gdyby nie to znieczulenie;/ Rodziłam w marcu 2007 Odpowiedz Link Zgłoś
swienta Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 17.01.09, 20:24 Witam, ja rodziłam w Madurowiczu w sierpniu 2001 r , i niestety leżałyśmy tam z córcią 3 tygodnie po porodzie myślałam że coś się zmieniło, ale niestety nie, moje doświadczenia z Madurowiczem są równie dramatyczne... były to dla mnie najgorsze chwile w moim życiu, dodam , że całą ciążę byłam pod prywatną opieką pani ordynator, co niewiele mi pomogło. Nie chcę pisać o wszystkim, to nieprzyjemne wspomnienia.Oto najbardziej smutne: wskutek błędu lekarskiego, po tygodniu umieszczono mnie w osobnym boksie z małą naturalnie, w piątek wieczorem w boksie obok położono młodą kobietę w dziewiątym miesiącu ciąży, niestety z martwym dzidziusiem w brzuszku. Trzymano ją tak do poniedziałku, podobno nie miał się nią kto zająć. Bardzo to przeżyłam, musiałam oddawać córcię pielęgniarkom ponieważ kobieta słysząc jej płacz wpadala w histerię... Ta kobieta trzy dni czekała na zabieg z martwym dzieckiem w brzuszku. Z pełną odpowiedzialnością nie polecam Madurowicza również z wielu innych powodów , opieka poporodowa dramatyczna. Nie wierzę w akcję Rodzić po ludzku, zapłacę za poród w prywatnej klinice i chcę uwierzyć że tym razem będzie inaczej. Odpowiedz Link Zgłoś
987ania Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 18.01.09, 00:35 Miałam w Madurowiczu praktyki jako pielęgniarka ale i zdarzyło mi się być ich pacjentką przez jedną dobę. Na szczęście wypisałam się na własne żądanie po 24h. Ogólnie: syf, brud, bałagan, chaos, nikt nic nie wie, arogancja, CHAMSTWO. Pacjentka przeszkadza personelowi a tam przecież wszyscy mają ważniejsze rzeczy na głowie niż pacjentki, toż to szpital kliniczny i mnóstwo profesorów. O karmieniu piersią nikt nie ma tam bladego pojęcia, salowe myją tylko środek sali, pokrwawione materace zakryte prześcieradłem, poród na leżąco z nacięciem, ZERO INTYMNOŚCI w trakcie obchodów. Generalnie dziwię się, że jeszcze tam ktoś chce rodzić. Do tego, że jestem pielęgniarkom przyznałam się przy wypisie, na co pani dr mi odpowiedziała, że mogłam od razu powiedzieć, że jestem z służby zdrowia, to by mnie inaczej potraktowano, pozostawiam bez komentarza. Ja na szczęście przeprowadziłam się do Warszawy i rodziłam w św. Zofii. Po pobycie w Madurowiczu w św. Zofii czułam się jak w 5-cio gwiazdkowym hotelu. Odpowiedz Link Zgłoś
zebroid_dziki Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 24.02.09, 10:53 Zgadzam sie z wczesniejszymi opiniami. Na oddziale przedporodowym- super! Naprawde mile polozne i lekarze, wszyscy usmiechnieci i chetni do pomocy. Tylko ciezko sie wyspac, bo tam dzien zaczyna sie bardzo wczesnie Niestety opieka poporodowa dramatyczna. Rodzilam sn wiec od momentu porodu bylam razem z dzieckiem na sali. To moj pierwszy dzidzius wiec na poczatku niezbyt znalam sie na przewijaniu, karmieniu, uspokajaniu placzu dziecka i niestety nikt nie chcial mi pomoc w tym wszystkim zmeczona porodem, pozszywana, obolala musialam sama zajac sie dzieckiem. Wiele dzieciakow krzyczalo cala noc i zadna polozna nie pofatygowala sie, zeby zobaczyc dlaczego dziecko placze. Totalna porazka. Wiecznie nadete i niezadowolone panie polozne. grrr... Odpowiedz Link Zgłoś
kataniera Re: Madurowicz - Łódź- opieka poporodowa 01.05.09, 21:52 No cóż, czarnulkaaa2 napisała świętą prawdę. Rodziłam w marcu tego roku, spędziłam tydzień na oddziale przedporodowym - pielęgniarki rzeczywiście rewelacyjne, pocieszyły, porozmawiały, zażartowały, interesowały się, miłe, komunikatywne kobiety. Cc bez zarzutu, genialna położna anestezjologiczna, też początkowo nie zadziałało znieczulenie, czułam szczypanie i pryskanie czymść zimnym, więc powtórka z rozrywki i wyciąganie malucha. Obejrzałam go sobie, przywitaliśmy się, potem szycie i pobyt na sali pooperacyjnej. Po 24 godzinach wypad piętro niżej, czopek w tyłek i aktywacja... Diclofenac bez problemu, dla dziewczyny obok ketonal też, bo potrzebowała czegoś mocniejszego. Ale panie położne... Zarówno te, które się opiekowały nami, jak i te od dzieci. Koszmar. Strach zapytać o cokolwiek, zbywają półsłówkami, opierdzielają za każde pytanie, straszna obraza jak któraś z dziewczyn wcisnęła dzwonek przy łóżku, bo sobie z dzidziusiem nie radziła, kompletna olewka, wielkie pretensje, że człowiek czegoś nie wie, nie potrafi... Tyle gadania o karmieniu piersią, a jak poprosiłam o pomoc, przyleciała jedna jak po ogień, cała w pretensjach, rach - ciach i już jej nie ma... Lekarz też mi cyca ścisnął koszmarnie, ooo, piękny pokarm, nie dokarmiać, nie dokarmiać... Jasne, a dziecko wyło z głodu i miałam je maltretować wyłącznie tym prawie pustym cycem?! Dla pierworódek sytuacja beznadziejna. Wielka radość, że tak szybko wypuszczają, dopiero w domu, przy pomocy położnej środowiskowej doszłam do siebie i zaczęłam karmić piersią. Jeśli chodzi o opiekę nad noworodkami, to były kąpane codziennie, gorzej, że w drugiej dobie przyniesiono maluchy na cały dzień i całą noc, żadnej pomocy, a nam z 10 minut zajmowało wstanie z łóżka...Nikogo to nie wzruszało. Na ten oddział nie chciałabym już wracać. Z akcją rodzić po ludzku nie miało to nic wspólnego, hehe... Odpowiedz Link Zgłoś