Dodaj do ulubionych

Świętochłowice - kto juz urodził?? opinie prosze!!

17.01.09, 18:14
witam, prosze o najswiezsze opinie o tymze szpitalu, zamierzam wlasnie tam
urodzic pierwsze dziecko, najbardziej interesuje mnie podejscie personelu do
takich spraw jak ochrona krocza, porod w wybranej pozycji(oczywiscie jesli bez
komplikacji) i ogolne podejscie do komfortu pacjentek.
dzieki.
Obserwuj wątek
    • krztyna Re: Świętochłowice - kto juz urodził?? opinie pro 23.02.09, 22:22
      Rodziłam tam dwa lata temu. Koleżanka w tym roku.
      Najlepiej się tam wybierz i porozmawiaj. Wg moich informacji
      nacinają pierworódki i na drugą fazę porodu kładą na łóżko. Na
      pierwszą masz do dyzpozycji np. wannę.
      Moze jest szansa na opłacenie położnej?
      -----------
      Platek, Skorpek i Hans Helmut
      • majlena Re: Świętochłowice - kto juz urodził?? opinie pro 25.02.09, 19:49
        Rodziłam tam 2,5 roku temu. Nie nacięli i nie kazali kłaść się w żadnej fazie
        porodu. W wannie byłam 3 razy. Urodziłam kucając na łóżku. Opiekę tam wspominam
        bardzo dobrze i chciałabym tam urodzić moje drugie dziecko w czerwcu, ale nie
        wiem, jak będzie, bo mój lekarz juz tam nie pracuje, a jak przeprowadziłam sie
        do innego miasta.
    • braktalentu Re: Świętochłowice - kto juz urodził?? opinie pro 12.05.09, 09:05
      Pierwsze dziecko urodziłam w Pyskowicach. Poród trwał 18 godzin i
      był wpaniałym przeżyciem. 12-go kwietnia 2009 urodziłam drugie
      dziecko w Świętochłowicach. Chociaż poród trwał 12 godzin krócej
      pobytu w szpitalu wspominać nie chcę. Być może można tam urodzić po
      ludzku tylko od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00-16:00, bo
      mnie w niedzielę wielkanocną nie udało się. Pierwszą fazę porodu
      spędziłam na oddziałowym korytarzu. Skurcze, cieknące wody i poród
      więcej niż rodzinny, bo w towarzystwie innych położnic i ich gości,
      chodzących tym samym oddziałowym korytarzem. Gdybym po lewatywie
      zasłabła w łazience, nie sądzę, żeby ktoś się zorientował, bo
      położnej ani przy mnie, ani w okolicy nie było, a łazienek na
      oddziale kilka. Od 8:00 do 11:00 byłam pozostawiona sama sobie, a
      potem, nagle okazało się, że mimo regularnych (co 3 minuty), silnych
      skurczy pani doktor zdecydowała o podłączeniu "kroplóweczki" i
      prejściu do sali porodowej. "Kroplóweczka" to nic innego jak
      oksytocyna, ale widocznie pacjentki w tym szpialtu traktuje się jak
      niedorozwinięte dzieci. Pani doktor decyzję o "kroplóweczce" podjęła
      zaocznie, bo przecież od przyjęcia do szpitala nawet mnie nie
      widziała, że o badaniu nie wspomnę. Z opisywanych na stronie "rodzić
      po ludzku" pomocy widziałam tylko piłkę. O 13:30 zaczęły się bóle
      parte. Położnej, która od 11:00 do 13:30 była u mnie RAZ, akurat w
      okolicy nie było. Zwabiona moim wrzaskiem pojawiła się pielęgniarka
      (?) i wtedy okazało się, że o rodzeniu w pozycji innej niż półleżąca
      NIE MA MOWY. Należę do osób asertywnych i trudno we mnie wzbudzić
      poczucie winy, a jednak personelowi medycznemu udało się tego
      dokonać. Powodem były problemy z urodzeniem łożyska. Porozumiewawcze
      spojrzenia i brak jednoznaczynych odpowiedzi na moje pytania tylko
      wzmagały stres. Opieka poporodowa w porównaniu z Pyskowicami
      FATALNA. To moje drugie dziecko, więc radziłam sobie spokojnie,
      czego nie mogę powiedzieć o leżących ze mną na sali pierworódkach z
      typowymi problemami dotyczącymi karmienia (bolące brodawki, lęk o
      pokarm, itp.). Nikt się nimi nie interesował, nie mogły liczyć na
      żadną pomoc. Notoryczny "foch" pielęgniarek z oddziału noworodków,
      dla których kąpiel pięciorga dzieci było wyzwaniem uniemożliającym
      uczestnictwo matki w tym zabiegu pielęgnacyjnym, brak badania
      poporodowego (chyba, że badaniem nazywa się pytanie "no i jak się
      panie macie" zadane zza drzwi), doskonale słyszalne opowieści
      porodowe prowadzone przez personel w dyżurce i dochodzące z tamtąd
      negocjacje płacowe z przełożonym, sprawiają, że z porodu w
      Świętochłowicach chcę zapamiętać tylko panie salowe (przemiłe) i
      anestezjologa (jedyny lekarz, który traktował mnie jak pacjentkę i
      poinformował o procedurze, której zostanę poddana).

      W chwilę po trudnym i długim porodzie w Pyskowich zadeklarowałam, że
      następne dziecko najpóźniej za dwa lata. Znacznie krótszy i
      przebiegający bez większych komplikacji poród w Swiętochłowicach
      sprawił, że o kolejnym potomku nawet nie chce mi się myśleć.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka