fish79
28.05.09, 18:12
Odesłano mnie z Madalińskiego, 5 raz z rzędu 13 dni po terminie (
wrecz musiałam zarządać szukania innego szpitala bo tak odsyłano
mnie do domu)Skurcze co 5-7 min.. Na Solec właśnie. Nie byłam
zadowolona ale cóż robić. Pojechaliśmy. W Izbie przyjęć rodem z PRL
szybciutko przyjęto mnie w gabinecie gin i po badaniu p doktor
powiedziała ze na pewno mnie nie odeślą (przez tego \Madalińskeigo
przestałam mieć skurcze) i zaprosiła mnie na górę "gdzie czeka na
Panią ekipa". Zastaniawiałam sie jaka skoro takie przepełnienie w
szpitalach i tu pierwsze zdziwienie- czekała na mnie ekipa i to
jaka: położna, zastepca ordynatora, lekarz dyżurujący- i do tego
oddział gin-poł to zupełnie inna bajka- czysto, cicho, chyba po
remoncie. Potem przyszła p doktor z IP i jeszcze 2 lekarzy. Po
prostu super obsada. Byłam podpięta na ktg, zapis od sasa do lasa,
nawet pojawiło się spadki tętna, ale ciagle ktoś zaglądał i
sprawdzał, kiedy powiedzieliśmy ( był ze mną mój partner) że ten
zapis jakiś taki nie bardzo, to na stałe ktoś ze mną był w sali z
lekarzy. Super miła atmosfera, rozmawialiśmy sobie z lekarzem
czekając na rozwiniecie akcji. Zrobiono mi usg i trochę mi mina
zrzedła jak sie okazało ze młody moze mieć 4000 g i ze jest okręcony
pępowiną.
Była jedna sytuacja kiedy skakało to tętno, ze zrobił się ruch, duzo
osób, założono mi cewnik, i położna powiedziała innej pani ze salę
do cc sprzątać bo zapis jest zły. Działo sie to jakby poza mną,
miałam juz wtedy mocniejsze skurcze i ogarnęła mnie panika co sie
dzieje, i dlaczego taki ruch? I nie za bardzo dostałam odpowiedź.
zapytano mnie o zgode na przebicie pęcherza, bo pytałam wcześniej o
wody- bałam sie ze przy takim przenoszeniu będą zielone. I po tej
akcji szybkiej z cewnikiem i ew. cc, podczas badania przed
nakłuciem, pęcherz pękł i od tej pory sytacja potoczyła się bardzo
szybko.
Wspaniała położna p. Teresa Cybulska tak pokierowała całym porodem,
ze urodziłam synka w 10 minut- był okręcony pępowiną, troszkę
zsiniał, ale zdązyłam jeszcze powiedziec zeby tata przeciął pępowinę
i udało się mimo ze trzeba było na biegu.
Prosiłam wczesniej o ochronę krocza i dzieki położnej nie mam nawet
minimalnego pęknięcia czy uszkodzenia, nic. I wiem ze to tylko jej
zasługa.
I cały poród przeszedł naprawde szybko (3,5 h ze wszystkim) i
sprawnie i bardzo za to dziękuję, bo gdyby nie zdecydowanie
położnej,która opanowywała moją panikę podczas skurczów to trwało by
to dłużej.
Byłam ciągle podpięta pod ktg ale nie mogłam usiedzieć na łóżku
podczas skurczów i usłuchano mnie- stałam a tatuś przytrzymywał ktg
zeby był zapis. Marzyło mi się rodzenie w pozycji wertykalnej,
rodziłam w siedząco- leżącej i dobrze- nie wiem jakbym parła w
innej- nie dałabym rady się chyba tak zaprzeć.
Synka oczywiście dostałąm na brzuch, przed odpępnieniem i potem
zaraz po ubraniu, położna położyła go obok piersi zachęciła paroma
kropelkami mleka ale nie chciał ssać,powiedziała " dajcie mu chwilę,
nie zmuszajcie, jak teraz jeszcze nie chce" Po 15 minutach Młody
zassał sie jak dziki i tak ma do teraz

Opieka poporodowa również super, ciagle ktoś zaglądał i pytał czy
nie trzeba czegoś p/bólowego, czy z karmieniem ok. Obchody gin i
pediatryczne też ok, bardzo miła p doktor pediatra- stworzona do
tego zawodu.
Wyjątek kapiel dzieci- jak ktoś nie widział wcześniej jak sie myje
maluchy w szpitalach to będzie miał zawał, ja widziałam bo to moje
drugie dzieciatko, ale i tak byłam w szoku, ze kąpanie jest takie
niedelikatne i położna tak szarpie dziećmi. Tu wielki minus.
Jestem bardzo zadowolona ze rodziłam na Solcu i polecam przyszłym
mamom.
Aha
Pierwszy poród (Karowa 10lat temu) odbył sie całkowicie na leżaco z
nacięciem i do tego zero wsparcia przy karmieniu, co skończyło sie
zmasakrowanymi brodawkami i zakończyło karmienie po 4 dniach.