Sala po porodzie jak na dworcu!

10.07.09, 09:05
Rozmawiając ze znajomymi doszedłem do wniosku, że tu, w naszym kraju, tak po prostu jest. Bo po co kobiecie po porodzie, dla wielu najważniejszym wydarzeniu w życiu, ułatwiać sprawę.

Rodziliśmy razem. Za to trzeba oczywiście zapłacić. Poród przebiegł w miarę bez problemu. Trwało to wszystko, począwszy od pierwszych bóli, ok. 4-5 godzin. Później żonę i dziecko zawieziono piętro wyżej, gdzie leżą kobiety z dzieciaczkami po porodzie.

I tam się zaczęło. Okazało się, że na ten oddział może wejść każdy i kiedy chce. Żona leżała z kobietą, która urodziła chyba ze 4 godziny wcześniej. Już o godzinie 6 rano! przyszła do niej koleżanka i głośno zaczęła trajkotać, jakie fajne dziecko. Oczywiście obudziła niemowlaki. O ósmej wpadli rodzice kobiety. A ok. 11 znów ktoś z rodziny, z dziećmi!!! Nikt tego nie kontrolował!


Tekst linka
    • efidorek Re: Sala po porodzie jak na dworcu! 10.07.09, 09:43
      temat był już wielokrotnie wałkowany na forum. Wiele zależy od
      szpitala, w niektórych godziny odwiedzin sa rygorystycznie
      przestrzegane, a położne dodatkowo zwracają uwagę na ilość
      odwiedzających. Inna sprawa to kultura osób odwiedzających, ich
      sposób zachowania, umiejętność zachowania się cicho i nie
      przedłużania wizyty ponad normę - tu już wszystko zależy od
      człowieka. No i kwestia tego, na kogo sie trafi na sali - ja leżałam
      na sali trzyosobowej i do dwóch pozostałych dziewczyn oprócz mężów
      nikt nie zaglądał (raz na krótko przyszli rodzice jednej, ale była
      to szybka i bardzo spokojna wizyta). Więc jak widać moze być różnie.
    • lillaj Re: Sala po porodzie jak na dworcu! 10.07.09, 09:49
      Wszystko zależy od kultury osobistej pacjentek. Ja też jestem przeciwniczką
      prezentacji noworodka rodzinie i znajomym w szpitalu, no chyba, że ktoś sobie
      wykupił pojedynczą salę. Wiele już było wątków na ten temat i niestety
      zwolenniczek zjazdów rodzinnych trudno przekonać, one mają potrzebę
      zaprezentowania się po porodzie i już, a czasem rodzina i znajomi bywają
      beznadziejni niestety. Totalnie brakuje im wyobraźni. Bo chyba nietrudno pojąc,
      że pozostałe kobiety z sali nie mają ochoty na prezentację swoich karmiących
      piersi i innych obolałych części ciała swojej rodzinie, a co dopiero obcym
      odwiedzającym. Poza tym chcą zwyczajnie odpocząć. Ja miałam to szczęście, że
      dziewczyny, z którymi dzieliłam salę do swoich gości wychodziły na korytarz i
      nie było kwasów i pretensji. Natomiast nie mam nic przeciwko obecności męża,
      niemęża czy innej osoby (jednej) do pomocy przy dziecku. Po porodzie różnie
      bywa, zwłaszcza po cesarce, a personel szpitalny bywa średnio pomocny. Myślę, ze
      jedynym wyjściem jest poinformowanie gościnnej mamusi, że nie mamy na to ochoty,
      a gdy to nie poskutkuje prośba o interwencję pielęgniarki. Czasem niestety
      trzeba zawalczyć o swoje.
    • malgosiek2 Re: Sala po porodzie jak na dworcu! 10.07.09, 10:22
      Ale jak ja pracowałam na oddz.połogowym,gdzie jeszcze wtedy były
      limity czasowe dla odwiedzajcych i były odwiedziny od 15-18 to
      wielki rajbach protest jak się wcześniej czy później nie wpuszczało
      na oddział.Byłysmy wyzywane od różnych nieczułych bab włącznie,że
      nie potrafimy zrozumieć sytuacji,że tylko na chwilę,że zaraz do
      pracy ktoś idzie itd.,itp.
      Było dużo skarg od pacjentek i odwiedzających.
      Więc kierownictwo kliniki zadecydowało wówczas o "braku limitu"
      A teraz też źle,że każdy może wejść i przesiadywać w nieskończoność.
      Nikomu się nie dogodzi,bo co by ktoś nie zrobił i tak jest źle.
      Więc mnie już to nie rusza czy wzrusza.
      • lillaj Re: Sala po porodzie jak na dworcu! 10.07.09, 10:41
        Ja jestem przeciwniczką zakazów i limitów czasowych, w końcu mamy doczynienia z
        dorosłymi ludźmi. Wydaje mi się, że wystarczy powiedzieć przed porodem rodzinie
        i znajomym, żeby nie przyjeżdżali do szpitala i tyle. Każdy to powinien
        zrozumieć. A wyjątkowo gościnnym mamusiom i jej gościom powiedzieć wprost, żeby
        sobie wyszli porozmawiać i podziwiać dziecko na korytarz, bo np. zamierzam
        wietrzyć kroczesmile. Ale ja naiwna jestem, więc wydaje mi się, że to wystarczy.
        • jaktosik Re: Sala po porodzie jak na dworcu! 10.07.09, 15:00
          W "moim" szpitalu odwiedzać można było cały dzień. Była natomiast
          chodząca pocztą pantoflową informacja, że w przypadku, jeśli
          odwiedzający są wyjątkowo upierdliwi to należy poprosić o pomoc
          personel - nie korzystałam z tej możliwości, bo w moim przypadku
          takiej konieczności nie było. Leżałam na sali 3-os., przychodzi
          głównie ojcowie dzieci i to nie na cały dzień, bo wszyscy pracowali.
          Ja z moim mężem i dzieciaczkiem często wychodziłam na korytarz, bo i
          przyjemniej porozmwiać bez świadków i nie przeszkadza się innym i
          mała "gimnastyka" nie zaszkodzi. A krocze wietrzyłam także przy
          gosciach wink - robiłam "dziurkę" w kołdrze od strony ściany, łózko
          było tak usytuowane, że nikt nie widział wink.
Pełna wersja