Gość: konrad.ludwik02
IP: *.bielsko.dialog.net.pl
25.09.09, 21:10
Co do określenia "Niemiecka wyspa językowa" (Deutsche Sprachinsel),
jest ono znacznie starszej proweniencji aniżeli opisywany przez
Autora czasokres. Bielsko po odzyskaniu Niepodległości liczyło ok.
85% ludności niemieckojęzycznej (Austriaków, Niemców i Żydów), w
1939 roku było już mniej niż 50% "Niemców" i ok 10% Żydów.
Autor nie do końca jest wiarygodny: do Bielska przybył tuż za
wojskami niemieckimi, a więc najwcześniej gdzieś w niedzielne
południe, a opisuje wydarzenia sobotnie i nocy z sobotę na
niedzielę, jakby je znał z autopsji!
Wg autorytatywnego Waltera Khuna, dwaj działacze nazistowscy: mistrz
ślusarski Ludwig Zangl i nauczyciel Hans Raschke zastrzeleni
zostali w zawirowaniach pierwszego dnia wojny, czyli 01.09.1939r.
Wiadomym mi jest, że jeden z nich ujęty został przez polski patrol
wojskowy w okolicy lotniska w Aleksandrowicach w chwili, kiedy
skrycie nadawał radionadajnikiem. Odkonwojowywany, zastrzelony
został z przyłożenia karabinu w tył głowy, tak że wypłynęły mu oczy.
Niemcy później w ramach "Geuelpropaganda" głosili, że Polacy
wydłubali mu oczy ...
Autor nie sili się na żaden obiektywizm, "byczo było", ani słowa o
zastraszającym terrorze antypolskim począwszy od chwili zajęcia
niedzielnym porankiem Aleksandrowic (o czym pisze w Kalendarzu
Beskidzkim Stanisław Budniok), ani o rozstrzelaniu polskich
patriotów poniżej ul Piastowskiej, o okrutnym terrorze
antyżydowskim, zesłaniu ich do Ghetta w Białej a później obozów
zagłady ...
Szkoda, że nie dowiadujemy się o jego losie w późniejszym okresie
wojny, znany jest natomiast los wspomnianego dra Buchera: został po
ucieczce wojsk niemieckich w lutym 1945 roku aresztowany przez NKWD
ze swej willi przy ul. Konopnickiej i wiosną deportowany na Kaukaz,
gdzie zginął ...