Gość: cho
IP: *.chello.pl
20.10.09, 14:51
Przeszłam pięć lat takich studiów i wiem, co to jest. Dwa czy trzy razy
zdarzyło mi się ryknąć na pańcie w dziekanacie, że one są tu dla mnie, a nie
ja dla nich, albo że plan jest idiotyczny i nie będę się teleportować z
jednego końca miasta na drugi, żeby zdążyć na wykład za 15 minut. Przeżyłam,
skończyłam... po czym poszłam na studia podyplomowe na Uniwersytecie Śląskim.
Które odbywają się kilka razy na semestr - za to trwają za każdym razem cały
piątek (!) i pół soboty. No, bo od czego pracownik ma urlop, jak nie od
chodzenia do szkoły...? A państwo wykładowcy przecież też chcą mieć weekend
wolny, prawda...?