bloglwow
14.12.09, 23:33
"Tu się tworzy" jest w istocie trochę rubaszne, ale to zapewne celowy zabieg.
To dobre hasło, zobaczymy tylko jak przetłumaczą to na inne języki, bo zabawy
językiem polskim nie zawsze dobrze wychodzą w innych mowach, trzeba być
ostrożnym. Założę się, że po rosyjsku jakiś geniusz wymyśli "zdies'
saciniajetsa", co w potocznym języku można przetłumaczyć też jako "tu się
kłamie" ;)
Poza tym, zwracam uwagę na to, jaki ładunek emocjonalny niesie hasło i jakie
otwiera szanse - hasło Biura ma wewn. dynamikę i może skłonić kogoś na
Zachodzie do bliższego spojrzenia na miasto, które podnosi się symbolicznie z
przemysłowo-kopalniano-peerelewskiej kulturowej zapaści. "Tu się tworzy"
kojarzy się z szansą na coś, a "Miasto ogrodów" brzmi ładnie i romantycznie,
ale jest to jednak krok do tyłu.
Wpadka z Nikiszowcem-ogrodem jest przykra i ośmiesza danego członka Rady,
jeśli nie wszystkich w ogóle. Z ogrodu-Giszowca też za dużo nie zostało - może
wymalują blokowisko w kwiatki?
Zwracam również uwagę, że hasło Biura pozwala wymagać od Uszołtysa konkretnych
działań w celu jego realizacji. Myślę, że wszystkim powinno zależeć, żeby na
osi dynamika-statyka oferta Katowic była po tej dynamicznej stronie -
szanownej Radzie też. Nie czarujmy się - nie wygramy raczej tego konkursu.
Niemniej kopnąć w d... Uszołtysa wraz z ferajną można i należy.
Miasto, jak widać, uczy się dopiero robić takie projekty, a lokalni
dziennikarze - oceniać je. Kochani, trzeba od razu założyć pewne rzeczy: po
pierwsze, konkurencja to nie grzech - to wartość, której trzeba chronić. Rada
ma swoje hasło, Biuro zaproponowało swoje. Oba są na swój sposób do
wykorzystania - jedno w działaniu, drugie w formowaniu obrazu (w dużym
uproszczeniu) - i wcale nie dyskwalifikują się wzajemnie. Po drugie, Rada,
jako ciało kolegialne, sformowane, w założeniu, z autorytetów - za dużo
przecinków, wiem :) - może pełnić jedynie funkcje doradcze i opiniodawcze, a
nie decyzyjne. Przy całym szacunku do jej członków, szczególnie do prof.
Sławka - błyskotliwego rozumu i wspaniałego wykładowcy, ale przeciętnego
rektora-menedżera, członkowie Rady to zbiór indywidualności, które potrafią
razem i z osobna uśmiercić każdy odważny pomysł - siłą swojego profesorstwa i
zasiedzenia w zaśniedziałych schematach. Widziałem to na UŚ, widziałem w
Krakowie i jeszcze paru miejscach, no i widzę tu we Lwowie, w specyficznie po
lwowsku ekstrawynaturzonej wersji.