Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upośl...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.10, 21:12
Jak mnie to wszystko wq....... !
Nie dość, że przez los doświadczeni to jeszcze ośrodki do tego powołane nie
chcą im udzielić pomocy !
Zdrowy nigdy nie zrozumie chorego.
    • Gość: dzeku UrzÄ?dnicy sugerujÄ?: komputer nie jest dla upoĹ?l... IP: 195.94.208.* 29.01.10, 08:01
      Ciekawe ! Jak nie dla upoĹ?ledzonych, to co te komputery robiÄ? w urzÄ?dach. Tam kaĹźdy sprawia wraĹźenie jakby byĹ? upoĹ?ledzony umysĹ?owo. jak siÄ? jakiĹ? normalny trafi, to okazuje siÄ?, Ĺźe to portier albo sprzÄ?taczka.
      • Gość: Hann-a Re: UrzÄ?dnicy sugerujÄ?: komputer nie jest dla u IP: *.centertel.pl 29.01.10, 08:09
        syty głodnego nie zrozumie.
    • Gość: ano Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upośl... IP: *.chello.pl 29.01.10, 13:14
      Pieniędzy nie ma!
      To finansujcie jeszcze rozwydrzonym paniusiom in vitro po sześć-siedem razy,
      niezależnie od dochodów!!! Latami całymi jakieś byznesmenki brały tabletki
      antykoncepcyjne, hodowały spirale i inne, ale teraz łapę wyciągają po kasę na
      zabieg, bo im się zachciało ciuszki ciążowe kupować, bo jest moda na
      brzusio-fasolusio!
      A dla dzieci, chorych, potrzebujących, pieniędzy nie ma! Skandal!
    • Gość: mike Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upośl... IP: *.chello.pl 29.01.10, 13:59
      dzieci urzednikow dostaly dofinansowanie to i wiecej juz nie ma...

      norma
    • lord_destroyer Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upośl... 29.01.10, 17:19
      Sam mam epilepsję od wczesnego dzieciństwa.
      Od 2 klasy liceum mam kontakt z komputerem.
      Obecnie mam 28 lat i komputer, to moje podstawowe źródło dochodu - pracuję
      jako grafik komputerowy. Kto miał styczność lub pracuje w zawodzie, wie, że
      jak jest 'ogień', to czasem trzeba myśleć szybciej od komputera, bo nie dość,
      że masa spraw na głowie naraz, o ile ktoś nie jest freelancerem to na głowę
      spadają mu jeszcze ludzie w działu/współpracownicy czegoś od niego chcący, a
      tłumaczenie im, że to czego chcą potrzebuje czasu, to tak, jakby wykładać im
      budowę reaktora atomowego.
      Gdyby nie możliwość dobrego poznania komputera, możliwa TYLKO przez
      obsługiwanie go, dziś MOŻE wystawiałbym towar na półki w hipermarkecie.

      Niejeden urzędnik/urzędniczka z ponad 20-letnim stażem pracy, na co dzień
      zajmująca się na kompie pasjnsami, saperami, naszą klasą i gg, okazjonalnie
      odpisująca na maile będzie mieć bledsze pojęcie o obsłudze komputera niż
      dziecko z epilepsją czy zespołem Downa po roku/dwóch obcowania z maszyną.

      Opowiem Wam krótką historyjkę.
      Pracowałem kiedyś, jako stażysta w archiwum UM Katowice. Moją 'przełożoną'
      była pani na co dzień pracująca w fartuchu sprzątaczki - jak zresztą sama
      przyznała - była nią, nim dostała fuchę w archiwum. Jedyne co musiała zrobić,
      to szybki kurs.
      W archiwum owym były teczki zawierające wszystkie dane na temat spraw
      meldunkowych i mieszkaniowych w Katowicach. Podania, ich rozpatrzenia, papiery
      z tym związane... Wszystko pleśniało i wilgotniało w starych tekturowych
      teczkach, poupychane na półkach na strychu UM. Nie było tam komputera.
      Owa pani, była dla mnie bardzo uprzejma i fajnie się z nią pracowało i
      rozmawiało, czasem pozwalała mi wcześniej wyjść do domu...
      Do czasu, aż nie wspomniałem jej o tym, że przydałoby się to archiwum
      przynajmniej częściowo zdigitalizować. Wystarczyłby komputer - żaden tam z
      kosmosu - normalnie pojemny twardy dysk, baza danych, MS Office... może
      skaner. Szału szybkości być nie musiało. Wspomniałem nawet, że sam myślę, że
      byłbym w stanie to zrobić.
      Od tego czasu zmieniła się temperatura w archiwum.
      Nie było rozmów o dupie maryni, nie było wcześniejszego wychodzenia, nie było
      nawet uśmiechu na dzień dobry, ani odburknięcia do widzenia.
      Podejrzewam, że owa pani przestraszyła się, że młody z obsługą komputera i po
      studiach, może ją wygryźć ze stanowiska jak tylko skończy okres stażu. Bo w
      umowie miałem "z możliwym zatrudnieniem na stałe". W sumie nie żałuję, że nie
      wspomniałem wcześniej szefowej działu do którego archiwum należało, o moim
      pomyśle skomputeryzowania archiwum w celu szybszej i wydajniejszej pracy, oraz
      zachowania niszczejących dokumentów w formie elektornicznej... Bo pewnie
      pracowałbym teraz na poddaszu przepisując teczka za teczką za marne grosze.
      A to, że umowy mi nie przedłużono - jestem tego prawie pewien - zawdzięczam
      opinii pani z archiwum, jaką musiała mi wystawić szefowej działu, pod koniec
      mojego stażu.

      Boją się nas. Ot co. Starsze panie w urzędach, chwalące się tym, że wiedzą,
      jak napisać "ą" - bo nie każdy tam należał do elity wtajemniczonych w klawisz
      ALT. :) Boją się, że wejdziemy im na głowy, że je wygryziemy ze stanowisk, że
      przeskoczymy.

      Chora, to tutaj jest służba zdrowia, prawo, kolejne debilne ustawy... i
      mentalność wielu ludzi od których coś zależy jest chora... to jest prawdziwe
      upośledzenie na jakie cierpi nasz kraj. I nie uchroni się przed nim nikt -
      nawet ten, któremu lekarze nie zdiagnozują żadnej choroby.
    • Gość: Mrix Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upośl... IP: *.sukcesnet.pl 29.01.10, 17:57
      Chciałbym podzielić sie z wami moimi odczuciami o pracy urzędników z
      PFRON. Też kiedyś myślałem,że robią mi na złość bo od 2008r.
      starałem sie o komputer i mimo znacznego stopnia niepełnosprawności
      nic z tego nie wychodziło,wściekałem sie ,uważałem,że osoby które
      otrzymuja taki sprzęt są znajomymi owych urzędników,albo są
      wykrzycza dany przedmiot dofinansowania.Zawsze opryskliwi i jakby z
      łaską odpowiadali na moje pytanie czy mam szansę kiedykolwiek
      otrzymać owe dofinansowanie-proponowali złożęnie nowego wniosku bo
      jak sami twierdzili tego odmówić mi nie mogą. I gdyby nie nowa osoba
      w dziale,młoda dziewczyna ,której imienia niestety nie
      pamiętam,która z uśmiechem na twarzy doradziła mi żebym napisał na
      osobnej kartce cały przebieg mojej choroby,bo ona uważała że jak
      najbardziej należy mi sie ten komputer,tylko problem tkwi w
      pobieżnym wypisaniu wniosku. I wiecie ,udało sie w końcu otrzymałem
      te dofinansowanie. Chodzi o to ,że wystarczy troche zrozumienia ze
      strony urzędnika ,tak jak tej dziewczyny ,a wszystko jest możliwe,ma
      nadzieje ,że więcej takich osób będzie pracować w PFRON-ie i witac z
      usmiechem na twarzy osoby niepełnosprawne jak ta dziewczyna z
      Siemianowic.Dofinansowanie dostałem tylko dzieki jej pomocy w
      wypisaniu wniosku, tylko tyle bo komisja u nas opiniowała wszystkie
      wnioski w której był tylko kierownik tego działu.
    • Gość: elmo Re: Urzędnicy sugerują: komputer nie jest dla upo IP: *.zone4.bethere.co.uk 29.01.10, 19:15
      czasem zastanawiam czy to czasem my nie jestesmy (za przeproszeniem)
      niedorozwinieci a Ci chorzy normalni. szczegolnie po przeczytaniu takiego czegos
    • Gość: andziowa "ośrodki do tego powołane" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.04.10, 18:57
      Śmiem wątpić, że PFRON powołany jest do czegokolwiek słusznego, a
      tym bardziej - że wywiązuje się z tej misji. Ot, scenka rodzajowa
      sprzed kilku lat: Komisja orzekająca o niepełnosprawności, człowiek
      ze znaczną wadą wzroku -urzędnik o czerwonej twarzy, który chwilę
      wcześniej wrzeszczał na korytarzu, że 'tylko piniendzy by chcieli'
      (pisownia odwzorowuje sposób artykulacji owego Pana) stwierdza, że
      nie można nic orzec za względu na brak dokumentów związanych z
      leczeniem przejściowych problemów ze słuchem. Przy tym wszyscy
      członkowie komiji są opryskliwi. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja