Gość: szpitalniak
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
04.03.04, 06:53
Taki przypadek może zdarzyć się każdego dnia, w każdym szpitalu, na
oddziałach takich jak: neurologia, przewlekle chorzy i inych jednostkach
pielęnacyjno -leczniczych. Po prostu. W oddziałach tych przebywają na ogół
ludzie w podeszłym wieku obciążeni wieloma chorobami w tym zaburzeniami
psychocznymi a potrafiący jeszcze samodzielnie się poruszać. Średni personel
medyczny który powinien w opiece tych pacjentów wielokrotnie niesumiennie
wykonuje swoje obowiązki. I proszę się nie oburząć na takie stwierdzenie.
Jest ono oparte wielomiesięcznymi obserwacjami "rodziny jednego z pacjentów
ślaskich szpitali". Nie były to obserwacje poczynione akurat w opisywanym
szpitalu w Bytomiu, ale w pięciu innych. Wszędzie jest
podobnie. "Pielęgniarki" / a raczej winny nazywać sie leniwe niewolnice /
wykonują swoje obowiązki jak pańszczyznę. Niezbędne minimum i to wszystko, a
potem kawa, herbata i pogaduszki w dużurce. Nie do sporadycznych przypadków
należy również palenie tytoniu w tych dyżurkach. a pacjenci robią co chcą. Ci
bardziej obłożnie chorzy /leżący / godzinami wołają " siostro, siostro,
siostro.......". Bardziej pobudliwym podaje się znaczne ilości leków
psychotropowych tak by "wyciszyć" pacjentów, by pacjenci spali a nie chodzili
i nie wzywali "Pań pielęgnarek".
Przeciski sygnalizacji przyzewowej w znacznej części są nieczynne lub tak
usytuowane by były poza zasięgiem i nie przeszkadzały pielęgniarkom zwanych
siostrami. Lekarze w czasie popołudniowych i nocnych dyżurów ograniczają się
do do pojedyńczych przypadków interwencyjnego zbadania lub oględzin pacjentów.
Generalnie - pancjenci wymagający pielęgnacji są traktowani jak zło konieczne
a rodziny tych pacjentów są bezsilne.
Pielęgniarki mówią że za te pieniądze to i tak za dużo pracują.
I taki jest niestety obraz naszych szpitali.