hierowski
19.04.04, 10:09
Niemiec nie chce wracać do Niemiec
• Co to jest Akcja Pokuty (18-04-04, 19:15)
• Jesteśmy w szoku do dziś (18-04-04, 19:14)
Krzysztof Wójcik 19-04-2004, ostatnia aktualizacja 18-04-2004 19:11
Widok obozu koncentracyjnego w Stutthofie tak zszokował młodego Niemca, że
ten wyrzucił dokumenty i nie chce wracać do swojego kraju. Nie chce nawet
mówić po niemiecku. Sprawą zajmują się gdańska policja i Konsulat Generalny
Niemiec
Na razie nie udało się stuprocentowo potwierdzić danych obcokrajowca, bo nie
ma żadnych jego dokumentów. Pewne jest, że przyjechał z niemiecką wycieczką
do Gdańska. Mężczyzna podaje, iż nazywa się Ludwig K., ma 24 lata i mieszka w
Berlinie. W jego bagażu policja znalazła dokument wystawiony na to nazwisko
oraz notes z zapiskami po niemiecku i kilka numerów telefonów. Jednak gdy
funkcjonariusze dzwonili pod te numery, nikt nie odpowiadał.
Zatrzymany w sobotę wieczorem nie chciał rozmawiać z policyjnym mediatorem. W
końcu zgodził się na kontakt z tłumaczem przysięgłym, ale tylko po angielsku.
- Tłumaczowi powiedział, że odwiedził obóz koncentracyjny w Stutthofie i jest
zszokowany tym, co zobaczył - mówi jeden z funkcjonariuszy. - Mężczyzna
stwierdził, że już nie będzie z nikim rozmawiał po niemiecku. Co więcej,
nawet nie chce wracać do Niemiec. Po zwiedzeniu obozu wyrzucił do śmietnika
swój dowód osobisty i prawo jazdy. Nie chce przyznawać się do swojej
narodowości.
Obecnie Ludwig K. siedzi w celi Policyjnej Izbie Zatrzymań komendy w Gdańsku.
Wczoraj Niemiec był też zbadany przez lekarza, ale ten uznał, że nie ma
potrzeby hospitalizacji.
"Gazecie" udało się ustalić, że 14 kwietnia Ludwig K. przyjechał z
dwunastoosobową grupą Niemców z Berlina. Wszyscy zamieszkali w zajeździe
Tallar w Gdańsku. W planach mieli zwiedzanie Gdańska i właśnie obozu w
Sztutowie. Powrót do Niemiec planowano na sobotę. Trzydniową wycieczkę
zorganizowało Abentgymnasium z Berlina. Formalności załatwiał opiekun grupy
Martin U.
- W sobotę rano grupa wymeldowywała się od nas - mówi pracownica zajazdu. -
Opiekun grupy zniósł rzeczy chłopaka do recepcji i powiedział, że ten zgłosi
się po nie później. Można było wywnioskować, że chłopak pokłócił się z resztą
wycieczki. W sobotę późnym popołudniem zaginiony przyszedł do zajazdu. Prosił
o kontakt telefoniczny z matką i ojcem.
Policja pojawiła się w zajeździe, bo Niemiec zaczął wspominać o samobójstwie.
Dopiero rozmowa z tłumaczem wyjaśniła sprawę.
- Sytuacja była dziwna i poleciłam wezwać funkcjonariuszy - mówi Teresa
Tallar, właścicielka zajazdu. - Nie wiem, co się później działo.
- Potwierdzam, że zatrzymaliśmy mężczyznę, który przedstawia się jako Ludwig
K. - mówi Adam Atliński, rzecznik gdańskiej policji. - Nie jest żadnym
przestępcą, ale trzymamy go w odosobnieniu dla jego własnego dobra. Musimy
potwierdzić, jak się nazywa. Dokumenty w tej sprawie skierowaliśmy do
konsulatu Niemiec, ale jeszcze nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
Dyżurny pracownik konsulatu Niemiec w Gdańsku powiedział wczoraj "Gazecie",
że zna sprawę. - Jest niedziela i dziś nie da się potwierdzić danych i adresu
tego mężczyzny - stwierdziła pracownica konsulatu. Według naszych informacji
nikt z organizatorów wycieczki nie zgłaszał Niemcom zaginięcia Ludwiga K.
Sprawę wyjaśniają też służby graniczne.