willli2
10.06.04, 16:47
Berliński marsz gejów i lesbijek zakończył się koncertem i gigantyczną
dyskoteką na Bebelplatz. Wystąpił Jimmy Sommerville, znany gejowski
wokalista, kiedyś lider zespołu Bronsky Bit. Uczestnicy parady mieszali się z
przechodniami i widzami. Dla Berlina parada gejów to żadna sensacja.
– Berlin to najbardziej pedalskie miasto w Niemczech, a może nawet w Europie –
cieszy się Jurgen Biniek, rzecznik prasowy CSD w Berlinie.
Bruno, gej-skinhead, także z komitetu organizacyjnego CSD dodaje: – To nasze
homoseksualne święto było inspiracją dla zorganizowania słynnej Love Parade.
Jednak my staramy się zwracać na siebie uwagę, żeby walczyć o swoje prawa, a
oni chcą już tylko zabawy.
Ale na Niemcach związek dwóch mężczyzn nigdy nie robił wielkiego wrażenia.
– W kulturze germańskiej przyjaźń męska to najwyższa forma związków
międzyludzkich. Zdrada przyjaźni to największe przestępstwo. Tak jest od
czasów Nibelungów – tłumaczy prof. Wacław Długoborski, kurator ds. badań
naukowych w Państwowym Muzeum w Oświęcimiu, badacz społecznych aspektów
okupacji hitlerowskiej.
Homoseksualizm był długo tolerowany w wojsku niemieckim, szczególnie w
powstających po I wojnie ochotniczych Freikorpsach.
Hitlerowcy wysyłali gejów do obozów koncentracyjnych, za to kadra robiła, co
chciała. Szef SA Röhm był homoseksualistą i otaczał się żołnierzami o
homoseksualnej skłonności. W Oświęcimiu młodsi więźniowie byli wykorzystywani
przez dozór.
Bruno Gmunder, autor najpopularniejszego gejowskiego przewodnika
turystycznego: „Berlin von Hinten” (Berlin od tyłu) przypomina: Już na
początku stulecia miasto cieszyło się zasłużoną reputacją światowej
metropolii gejowskiej. Tu w 1898 r. powstała pierwsza na świecie gejowska
organizacja: Komitet Nauk Humanitarnych Doktora Magnusa Hirschfelda. Tu, na
Motzstrasse, wokół baru Eldorado (ulubiona knajpa Marleny Dietrich) wyrosły
znaczące gejowskie kabarety”. Christopher Isherwood opisał je później w
książkach, Bob Fosse rozsławił książki filmem „Kabaret”.
Bruno Gmunder poleca kilkaset knajp, kilkadziesiąt saun, gejowskie muzeum i
antykwariaty. Podaje adresy stowarzyszeń gejów-skinów, gejów-policjantów,
gejów-członków SPD, miłośników ping-ponga. Wskazuje kilkanaście kosztownych
agencji towarzyskich, a także parki i zaułki, gdzie nie płacąc ani feniga
można znaleźć partnera do szybkiego seksu.
W jego książce lokale mają literowe oznaczenia ułatwiające obcym orientację.
Berlin odzyskuje sławę gejowskiej stolicy świata
W centrum dzielnicy Kreuzberg ma siedzibę jedyne gejowskie Schwules Museum.
Obok gejowski klub, gejowska biblioteka z czytelnią, antykwariat. Otwarte
cały tydzień. Muzeum powstało 15 lat temu, ale najstarsze zbiory literatury
gejowskiej sięgają połowy ubiegłego stulecia. Margarete Gajewski (hetero),
przedszkolanka z Kreuzberga, opowiada, że prawie połowa Berlina ma swoje
miejsca lesbijsko-gejowskie: – Są dzielnice, takie jak moja, w których można
przeżyć życie nie stykając się z hetero. Można żyć w takim mikrokosmosie, w
którym w banku obsłuży cię gej, gej naprawi ci samochód, gej wywiezie śmieci.
Mamy nawet dwa gejowskie domy pogrzebowe – opowiada. Ale też nikt
heteroseksualny nie czuje się skrępowany w takich instytucjach.
Alfreda, 26-latka, można najczęściej spotkać w knajpkach na Oranienstrasse.
Trzy lata temu Alfred przystąpił do ruchu gejów-skinów. Wygolona głowa,
podwinięte spodnie, glany. Tylko opalenizna z solarium i miękkie ruchy. – Tu,
w Berlinie, skinom udało się odłączyć sprawy seksualności od spraw
narodowych. Z hetero-skinami chodzimy na koncerty, na demonstracje. Ruch
skinowski daje poczucie siły. Gej-skin nie czuje sie na ulicy tak bezbronny
jak gej ubrany w różowe koronki – śmieje się Alfred. – To nie hetero-skini
najbardziej zagrażają gejom. To raczej imigranci.
Dwa lata temu w Berlinie zarejestrowano 198 aktów przemocy. W 90 przypadkach
ofiary rozpoznały w sprawcach obcokrajowców z krajów muzułmańskich.
Bruno Gmunder w przewodniku ostrzega: „Najniebezpieczniejsza dzielnica to
zachodni Kreuzberg i Lichtenberg w dawnym wschodnim Berlinie”. Na Kreuzbergu
kluby gejowskie sąsiadują z tureckimi fast-foodami.
polityka.onet.pl/162,1016444,4,,druk.html
Pyrsk!