hierowski
11.06.04, 09:40
Wyrzucanie z Zamojszczyzny - zapomniana eksterminacja Polaków
"Brutalne uderzenia w szyby wyrwały nas ze snu... Ojciec odsunął skobel.
Otwarły się drzwi. Weszło dwóch pijanych Niemców. Nie było kiedy płakać. Dali
dziesięć minut. W piekielnym tempie pochowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. W
domu skaleczała babcia. Dziesięć lat nie schodziła z łóżka. I do tego
dwuletnia Niusia. Tragedia. Jak się z tym wszystkim zabrać. Za dziesięć minut
mamy opuścić dom.
ZYGMUNT MAŃKOWSKI
Brutalna, całkowicie zbrodnicza w swym założeniu oraz realizacji akcja
wysiedleńczo-osadnicza na Zamojszczyźnie rozpoczęła się w nocy z 27 na 28
listopada 1942 r. i trwała do 2 sierpnia 1943 r., a objęła obszar czterech
południowych przedwojennych powiatów województwa lubelskiego - zamojskiego,
tomaszowskiego, hrubieszowskiego oraz biłgorajskiego zamieszkały przez około
500 tys. osób, wśród których 66% stanowili Polacy, 24% Ukraińcy, 10% Żydzi
(ich eksterminacja w 1942 r. była w fazie końcowej).
Do 1940 r., tj. do czasu przeniesienia ich do "Kraju Warty", mieszkało tu
także około 20 tys. potomków kolonistów niemieckich sprowadzonych i
osadzonych na tej ziemi w XVIII i XIX w. przez Ordynację Zamojskich. Z
biegiem czasu ulegli oni prawie całkowitej polonizacji oraz asymilacji,
ale "mimo wszystko mieli niemiecką krew", więc ich przeniesiono, ale ślady
ich pobytu na ziemi zamojskiej stanowiły "najważniejsze" uzasadnienie dla
zamierzonej całkowitej germanizacji regionu. Deutsche Vaterland ist überal -
mawiali wówczas Niemcy - wo die deutsche Zunge klingt.
"Akcja poszukiwawcza niemieckiej krwi - pisał 20 lipca 1942 r. w zarządzeniu
dla dowództwa SS i policji w dystrykcie lubelskim Heinrich Himmler - będzie
rozszerzona na całą Generalną Gubernię, a przy niemieckich koloniach (sic! -
już ich wtedy nie było! - ZM) w okolicy Zamościa zostanie utworzony wielki
teren osiedleńczy".
12 listopada tego roku Himmler proklamował: "Powiat Zamość zostaje uznany za
pierwszy niemiecki obszar nasiedleńczy w Generalnym Gubernatorstwie...".
Wydano również dyrektywy w sprawie "Ewakuacji Polaków z dystryktu Lublin
(Zamość)" dla "osiedlenia tam volksdeutschów". Proklamowana akcja, jak się
okazało, miała stanowić jedynie fragment wielkiego planu osadniczego na
Wschodzie - jednego z największych obok Holokaustu niemieckich zamierzeń
ludobójczych tzw. Generalnego Planu Wschodniego - Generalplan Ost! Planu
zagłady Słowian!
Z ramienia III Rzeszy akcją kierowali bezpośrednio kierownik Centrali
Przesiedleńczej z siedzibą w Łodzi oraz oddziałami w Lublinie i Zamościu,
Herman Krumey (przeżył wojnę i zmarł w RFN jako "szanowany kupiec i działacz
samorządowy"), oraz okrutny sadysta i morderca, dowódca SS i policji w
dystrykcie Lublin, Odilo Globocnik. Pośrednio w akcję zaangażowane w
oczekiwaniu na "łupy" i wyróżnienia były IV departament Głównego Urzędu
Bezpieczeństwa Rzeszy (referat IB B 4 kierowany przez Adolfa Eichmanna),
Główny Urząd SS ds. Rasy i Osadnictwa, Niemieckie Towarzystwo Przesiedleńczo-
Osadnicze, Wydział Zdrowia III Rzeszy, niemieckie firmy handlowe i
zaopatrzeniowe, a także instytucje oświatowe i kulturalne, które miały służyć
osiedleńcom.
Globocnik utworzył również prężnie działający Urząd Planowania i Badań oraz
Placówkę ds. Osiedleńczych na Wschodzie. W tych placówkach zatrudnienie
znalazło wielu ściągniętych z uczelni w Rzeszy absolwentów oraz studentów
architektury, leśnictwa, rolnictwa, planowania przestrzennego oraz
demografii. Przygotowywali oni organizację wewnętrzną obszaru osadniczego,
przebudowę wsi przeznaczonych na osiedlenie itp.
Cała ta akcja miała wypracować model (Sonderlaboratorium - poligon
doświadczalny) dla przyszłej realizacji daleko idących planów "przebudowy
Europy".
W marcu 1942 r. Himmler domagał się od komisarza ds. umacniania niemieckości
zarysowania ogólnego planu osiedleńczego dla "Gdańska - Prus Wschodnich,
Czech, Górnej Karyntii i południowej Styrii oraz... Generalnego
Gubernatorstwa". W sierpniu tego roku już butnie zapowiedział "germanizację
Ukrainy", szczególnie "wzdłuż linii kolejowej Lwów-Żytomierz-Winnica-Odessa".
Wtórował mu Odilo Globocnik, o którego planach doniósł władzom III Rzeszy
dowódca policji bezpieczeństwa w dystrykcie Lublin, Hellmut Müller,
pisząc: "Brigadeführer zamierza, rozpoczynając od jednej części, osiedlić
Niemców w całym dystrykcie lubelskim, a poza tym (ideał przyszłości!)
stworzyć pomost od krajów nordyckich czy też zamieszkałych przez Niemców
bałtyckich, przez dystrykt, do zamieszkałych przez Niemców w Siedmiogrodzie.
Chce on w ten sposób pozostającą w zachodniej części (leżącej między Krajem
Warty a Lublinem) ludność polską "zamknąć w kocioł" pod względem osadniczym i
stopniowo gospodarczo i biologicznie ją pognębić. Ekspansji z zachodu na
wschód, kierowanej z okręgu Warty, ma towarzyszyć wschodnio-zachodni nacisk
kierowany z okręgu Lublina i na północ i południe od niego...".
12 listopada 1942 r. ostatecznie zapadła decyzja wysiedlenia (pełnego lub
częściowego z pozostawieniem osób w sile wieku do pracy u nasiedlonych
kolonistów!) 300 wsi. "W samym powiecie zamojskim - informował Globocnik -
stoi już do dyspozycji 5 tys. gospodarstw", a "do przesiedlenia gotowych jest
już 98,3 tys. Niemców z Besarabii, Rumunii, Serbii, Leningradu, znad Bałtyku,
Bukowiny, Chorwacji, Słowenii oraz Holandii (Flamandowie)". Akcja miała być
zakończona "na wiosnę 1943 r.".
Ludność polska w miejscowościach przeznaczonych do wysiedlenia miała być
uchwycona i posegregowana według następujących zasad: grupy I i II miały
dotyczyć osób o "nordyckich cechach". Miano je kierować do obozu
przejściowego w Łodzi, by tam po przeglądzie antropologicznym i rasowym
skierować je do Rzeszy do zniemczenia. Grupy te winny objąć około 5%
wysiedlonych, tj. 7 tys. osób; do grupy III miano zaliczać osoby nadające się
do pracy fizycznej w Rzeszy (74% całości); do grupy IV miały wchodzić osoby
przeznaczone do zsyłki do obozów koncentracyjnych. Z grupy III i IV należało
oddzielić dzieci w wieku od sześciu miesięcy do lat 14 i osoby starsze
powyżej lat 60. Oddzielone od rodziców dzieci miały być zbadane pod względem
antropologicznym (te o niebieskich oczach i blond włosach miały być
zniemczone), inne skierowane do specjalnych obozów wychowawczych lub wraz ze
starcami skierowane do wyznaczonych poza Zamojszczyzną wsi, inne do obozów
koncentracyjnych lub zagłady (Oświęcim), gdzie miano je zgładzić. Tak zresztą
się stało zarówno w Oświęcimiu, jak i na Majdanku. Praktycznie cały majątek
ruchomy i nieruchomy został skonfiskowany.
W akcji zastosowano najbardziej zbrodnicze metody działania. Spędzanych ludzi
wieziono do obozów przejściowych, gdzie czekając na swój los, masowo
umierali. Rozdzielani kierowani byli do miejsc przeznaczenia. Była zima, a
wagony kolejowe, samochody i furmanki, którymi ich przewożono, nie dawały
ochrony przed zimnem, szczególnie więc dzieci umierały na oczach rodziców lub
opiekunów. Już w toku spędzania i segregacji popełniano liczne zabójstwa, a
oporne wsie pacyfikowano lub unicestwiano.
Tragedia dzieci transportowanych w bydlęcych wagonach pod opieką nielicznych
starców wstrząsnęła całym krajem. Na dworcach gromadziły się tłumy usiłujące
je wykupywać, zaopatrzyć i wspomóc. Te, które wskutek zakłóceń
komunikacyjnych oddawano do podlaskich, lubelskich i podwarszawskich
miejscowości, otaczano opieką, ratowano im życie lub chowano na cmentarzach.
Akcja przebiegała w trzech fazach. Pierwszą, trwającą do końca grudnia 1942
r., objęto 60 wsi zamieszkałych przez ponad 30 tys. osób, ale siłom
policyjnym, wobec powszechnego zbiegostwa (mimo zimy zbiegano do lasów lub
sąsiednich wsi), udało się schwytać około 10 tys. osób. Na ich miejsce
osadzono 4 tys. Niemców. Spośród wypędzonych ponad 1,5 tys. osób skierowano