murcek
16.06.04, 12:00
Nawet pośród młodych Niemców są i tacy których zbrodnie ich Ojców dotykają
boleśnie..z Takimi Niemcami można budować Europę...
Widok obozu koncentracyjnego w Stutthofie tak zszokował młodego Niemca, że
ten wyrzucił dokumenty i nie chce wracać do swojego kraju. Nie chce nawet
mówić po niemiecku. Sprawą zajmują się gdańska policja i Konsulat Generalny
Niemiec. Na razie nie udało się stuprocentowo potwierdzić danych
obcokrajowca, bo nie ma żadnych jego dokumentów. Pewne jest, że przyjechał z
niemiecką wycieczką do Gdańska. Mężczyzna podaje, iż nazywa się Ludwig K., ma
24 lata i mieszka w Berlinie. W jego bagażu policja znalazła dokument
wystawiony na to nazwisko oraz notes z zapiskami po niemiecku i kilka numerów
telefonów. Jednak gdy funkcjonariusze dzwonili pod te numery, nikt nie
odpowiadał. Zatrzymany w sobotę wieczorem nie chciał rozmawiać z policyjnym
mediatorem. W końcu zgodził się na kontakt z tłumaczem przysięgłym, ale tylko
po angielsku. - Tłumaczowi powiedział, że odwiedził obóz koncentracyjny w
Stutthofie i jest zszokowany tym, co zobaczył - mówi jeden z
funkcjonariuszy. - Mężczyzna stwierdził, że już nie będzie z nikim rozmawiał
po niemiecku. Co więcej, nawet nie chce wracać do Niemiec. Po zwiedzeniu
obozu wyrzucił do śmietnika swój dowód osobisty i prawo jazdy. Nie chce
przyznawać się do swojej narodowości. Obecnie Ludwig K. siedzi w celi
Policyjnej Izbie Zatrzymań komendy w Gdańsku. Wczoraj Niemiec był też zbadany
przez lekarza, ale ten uznał, że nie ma potrzeby hospitalizacji.
"Gazecie" udało się ustalić, że 14 kwietnia Ludwig K. przyjechał z
dwunastoosobową grupą Niemców z Berlina. Wszyscy zamieszkali w zajeździe
Tallar w Gdańsku. W planach mieli zwiedzanie Gdańska i właśnie obozu w
Sztutowie. Powrót do Niemiec planowano na sobotę. Trzydniową wycieczkę
zorganizowało Abentgymnasium z Berlina. Formalności załatwiał opiekun grupy
Martin U.- W sobotę rano grupa wymeldowywała się od nas - mówi pracownica
zajazdu. - Opiekun grupy zniósł rzeczy chłopaka do recepcji i powiedział, że
ten zgłosi się po nie później. Można było wywnioskować, że chłopak pokłócił
się z resztą wycieczki. W sobotę późnym popołudniem zaginiony przyszedł do
zajazdu. Prosił o kontakt telefoniczny z matką i ojcem. Policja pojawiła się
w zajeździe, bo Niemiec zaczął wspominać o samobójstwie. Dopiero rozmowa z
tłumaczem wyjaśniła sprawę.
- Sytuacja była dziwna i poleciłam wezwać funkcjonariuszy - mówi Teresa
Tallar, właścicielka zajazdu. - Nie wiem, co się później działo.
- Potwierdzam, że zatrzymaliśmy mężczyznę, który przedstawia się jako Ludwig
K. - mówi Adam Atliński, rzecznik gdańskiej policji. - Nie jest żadnym
przestępcą, ale trzymamy go w odosobnieniu dla jego własnego dobra. Musimy
potwierdzić, jak się nazywa. Dokumenty w tej sprawie skierowaliśmy do
konsulatu Niemiec, ale jeszcze nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.
Dyżurny pracownik konsulatu Niemiec w Gdańsku powiedział wczoraj "Gazecie",
że zna sprawę. - Jest niedziela i dziś nie da się potwierdzić danych i adresu
tego mężczyzny - stwierdziła pracownica konsulatu. Według naszych informacji
nikt z organizatorów wycieczki nie zgłaszał Niemcom zaginięcia Ludwiga K.
Sprawę wyjaśniają też służby graniczne.