grba
30.07.04, 13:14
„Pojedzie pan jutro do składu części zamiennych” – rozkazuje sierżant
Franken, wciskając mi jednocześnie do ręki odpowiedni rozkaz wyjazdu. Na tę
chwilę długo już czekałem: po pierwsze – mogę tam pojechać sam, a więc nie
będę podlegał kontroli niemieckiego żołnierza, po drugie – wyjazd ten zajmie
parę godzin, nikt więc nie będzie mógł udowodnić, jak spędziłem
przedpołudnie. Nareszcie mogę spełnić dawno powzięty zamiar i wybrać się na
osławiony cmentarz żydowski. Czy uda mi się tam wejść? Wszyscy członkowie
niemieckiego Wehrmachtu, a więc ja także, mają surowy zakaz wkraczania na
teren cmentarz żydowskiego i getta. Biorę moja karetkę, jadę nowym Światem i –
zamiast jechać dalej prosto – skręcam w lewo w Aleje Jerozolimskie.
Spoglądam w lusterko wsteczne, upewniam się, czy nikt za mną nie jedzie.
Pędzę Alejami, skręcam w prawo, w Güterstrasse [Towarową], mijam halę targową
i za parę minut znajduję się w pobliżu getta.