Koncert TSA - "MISTRZOSTWO ŚWIATA"

IP: 192.168.1.* 25.03.02, 15:58
Nie wiem jak było w Katowicach ale w Krakowie koncert był świetny nie wiem co
autor opisujący koncert z Katowic ma im do zarzucenia ale ma on chyba poważny
problem ze słuchem
w Krakowie było świetnie muzycy zagrali doskonale bez żadnych potknięć
nie oszczędzali się i mają szanse na mistrzowski powrót
Nie zgadzam się całkowicie z pana artykułem i sądzę że powinien pan
rewcenzować koncerty takich jak STOLEC ORKIESTRA.
    • Gość: teesa Re: Koncert TSA - IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.03.02, 19:56
      Na koncercie w Katowicach jedyna kicha to nagłośnienie. Ostatni facet jakiego
      znałem zwinął manele do Kanady :-))) Ładnych parę lat temu. Błędów i potknięć
      dzięki temu nie było słychać. A! Mega Club też trochę przypomina jakąś spelunę
      niż sale do koncertów. Muszę poszukać recencji tego koncertu - o co chodziło?

      • Gość: jatsa Re: Koncert TSA - IP: 212.191.129.* 26.03.02, 23:01
        Autor pseudorecenzji koncertu TSA w Katowicach - niejaki Babko Marcin -
        rzeczywiscie najprawdopodobniej recenzuje wystepy kapel typu STOLEC
        ORKIESTRA. W Mega Clubie mial chyba konia na uszach. Muzycy zagrali
        swietnie i nie bylo zadnych wpadek. Indolencja sluchowa pana Babko
        wynika zapewne z przyzwyczajenia do trzasku winylowej plyty. Nowe
        aranzacje starych utworow zbyt daleko odbiegaja od jego pojmowania
        dziwieku. I zapewne nie wie co to sa improwizacje. A brzmienie? TSA
        brzmi na koncertach lepiej od wielu uznanych kapel amerykanskich.
        Pozdrawiam pana Babko, ale wcale nie zachecam do kupienia nowej plyty
        TSA. Muzyki i tak nie zrozumie.
    • Gość: OFC TSA Recenzja koncertu TSA Marcina Babko IP: 192.168.100.* 27.03.02, 14:09
      Witam...
      Powiem szczerze, że ogromnie zdziwiła mnie tak z gruntu negatywna recenzja
      koncertu TSA w katowickim MEGA CLUBIE, napisana przez Marcina Babko. Tym
      bardziej, że to właśnie Marcin zapraszał na koncert w artykule
      katowickiej „Gazety Wyborczej”. Mimo, że rozmawialiśmy osobiście telefonicznie
      i wymienialiśmy mailowo szczegóły informacji o koncercie i zespole, mimo też że
      prosiłem Marcina o kontakt na miejscu – niestety Marcin się nie ujawnił. A
      przecież był na całym koncercie i na pewno przechodziłem obok niego wiele razy.
      Dlaczego tak się stało – nie wiem. I szkoda, że się nie spotkaliśmy, może jego
      wrażenia byłyby inne.
      W imieniu Oficjalnego Fan Clubu TSA chciałbym ustosunkować się do recenzji
      Marcina, gdyż zauważam w niej wiele nieścisłości, niedoinformowanie oraz
      negatywnie skrajny subiektywizm i niechęć do zespołu TSA. Moja riposta – być
      może ostra – została jednak sprowokowana przez nieobiektywizm dziennikarza
      Gazety Wyborczej – pisma szczycącego się zawsze wysokim poziomem. Jak się
      okazało, nie zawsze. Ale przejdźmy do konkretów...
      Nieobiektywizm i złośliwość Marcina widoczne są w całym tekście. Drugi akapit
      (recenzji koncertu rockowego!) traktujący o „wylewających się brzuszkach i
      łysinach...” świadczy o tym, że autor nie zamierza pisać o muzyce, lecz o
      wszystkim, co może koncert zdyskredytować w oczach czytelników. Obraźliwy ton
      wobec muzyków nie oszczędza też fanów, którym Marcin dziwi się wręcz,
      że „oklaskiwali nawet najbardziej żenujące popisy gitarowe”. Akapit kończy
      prawie frojdowska analiza myśli fanów TSA, którzy według Marcina muszą być
      chyba głuchoniemi, gdyż „każdy zaśpiew i każdą solówkę słyszeli wewnątrz
      siebie”. I moja uszczypliwość w tym miejscu jest delikatna, niż mogłaby być...
      Jednak najbardziej kompromitującym zdaniem, jakie przeczytałem w tej „recenzji”
      było wyznanie tej treści: „Oczywiście żaden utwór nie zabrzmiał tak, jak
      nagrano je na legendarnych albumach z początku lat 80.” Każdy dziennikarz
      piszący o muzyce wypowiadając takie zdanie popełnia samobójstwo zawodowe! Jak
      można czynić zarzut zespołowi, że nie brzmi i nie gra na żywo identycznie, jak
      na płycie?! Taka wypowiedź jest kompromitacją dziennikarskiego zawodowstwa
      człowieka piszącego o muzyce. Czytam pisma muzyczne od dwudziestu kilku lat i
      nigdzie nie spotkałem takiej bzdury. No cóż, pomyliłem się w ocenie zawodowstwa
      Marcina...
      W dalszej części swoich przemyśleń, Marcin – niestety – obnaża swoje
      zapatrzenie w pisma brukowe, typu: „Życie na gorąco” itp., wyciągając w sposób
      mało wybredny informacje o konflikcie muzyków sprzed lat. Jak mniemam - na
      pewno informacja ta była niezwykle istotna dla opisu koncertu TSA w Mega
      Clubie... Filozoficzne zakończenie, iż zespół i fani „będą musieli spotkać się
      w pół drogi swoich możliwości i oczekiwań.” jest tak pustym frazesem, iż
      zwątpiłem, czy to z tym samym Marcinem Babko kontaktowałem się przed katowickim
      koncertem...?
      Szkoda, że Marcin nie pokusił się o ocenę warunków w jakich TSA zagrało
      znakomity koncert. Zjeździłem Polskę wzdłuż i wszerz, ale takiego dziwoląga,
      jak MEGA CLUB nie widziałem nigdzie. I dziwię się, że Katowiczanie akceptują
      taki stan rzeczy? Warunki koncertowe są tam SKANDALICZNE! Po prostu ich nie ma.
      Aby zespół musiał przedzierać się przez bubliczność na scenę?!!! Takiej
      przewrotki nie ma w żadnym – renomowanym – klubie na świecie! Jestem tym
      bardziej zdziwiony, że tak wiele markowych kapel chce grać w tak fatalnym
      miejscu. Szkoda, że Marcin nie napisał, iż w MEGA CLUBIE nie ma żadnej kontroli
      nad bezpieczeństwem uczestników koncertu. Bo mimo ochrony przy wejściu, NIKT
      NIE PILNOWAŁ BEZPIECZEŃSTWA W CZASIE KONCERTU! Wynajęta ochrona rozkładała
      bezradnie ręce, gdy pytałem – dlaczego do sali koncertowej wpuszcza się osoby
      ze szklankami i butelkami piwa?! Odpowiadano mi, że „właściciel klubu na to
      pozwala...”(!?!) Lecące na ludzi w barze poniżej szkło z rozbijanych pod sceną
      szklanek było absolutnie dla Marcina normalne. Normalne też były kopane pod
      nogami wiwatujących fanów rozbite szklanki i szklane butelki...
      Powiem jedno – gdyby zespół TSA wiedział, że koncert odbędzie się w tak
      skandalicznych warunkach, z pewnością nie zagrałby w Mega Clubie. Na pewno
      zagrałby w Katowicach, bo koncert udowodnił, że TSA ma na Śląsku oddanych
      fanów. Ale nie w tak „niekoncertowym” miejscu.
      Jednak recenzja koncertu napisana przez Marcina ograniczyła się jedynie do
      złośliwości wobec zespołu i zignorowania entuzjazmu fanów, który trwał od
      pierwszych sekund do końca imprezy. Publiczność przyjęła TSA znakomicie (i w
      tym miejscu wielkie dla niej ukłony i brawa!), ale nie za legendarną
      przeszłość, lecz za znakomity koncert. Szkoda, że Marcin tego nie zauważył. A
      może raczej nie chciał zauważyć... Dziwi mnie również, że jego odczucia były
      tak diametralnie inne od wrażeń dziennikarza METAL HAMMER, który również
      koncert oglądał. Recenzję katowickiego koncertu przeczytać będzie można w
      majowym numerze „metalowego miesięcznika”. O klasie występu TSA niech świadczy
      też wypowiedź akustyka koncertu, który był wręcz zachwycony brzmieniem TSA i
      poziomem artystyczny koncertu. W połowie koncertu powiedział zza konsolety do
      mnie, że „nagłaśnia wszystkie imprezy w Mega Clubie od 7 lat i nie słyszał
      jeszcze tak świetnie brzmiącej tu kapeli, jak TSA.” Jak powiedział: „Wszystkie
      zespoły, również zagraniczne gwiazdy, grające dotąd w Mega Clubie brzęczały
      tylko, a nie brzmiały w porównaniu z TSA.” Widziałem człowieka po raz pierwszy
      w życiu, więc nie było w jego interesie mi słodzić nawet w jednym zdaniu.
      Cóż dodać więcej... Może tylko to, że Marcin Babko nie powinien chodzić na
      koncerty TSA, bo nie działają na niego pozytywnie. Chciałbym też, aby Marcin
      odnalazł recenzję krakowskiej „Gazety Wyborczej” z koncertu TSA zagranego dzień
      wcześniej w Krakowie. Czytając obydwie te recenzje, utwierdzam się
      przeświadczeniu, że słowa zależą od ludzkich myśli...
      Jednak życzę Marcinowi sukcesów w pracy, mając nadzieję, że przemyśli wszystkie
      te bzdury, jakimi uraczył śląskich fanów TSA. Skrzywdził niesłusznie i fanów, i
      zespół. I czy zrobił to świadomie, czy też nie – wie tylko on sam.
      Jakkolwiek Marcin ocenia swoją relacje – pamiętajcie – psy szczekają, a
      karawana jedzie dalej...
      Pozdrawiam
      Piotr Makowiec
      Zarząd Oficjalnego Fan Clubu TSA „ALIEN”
      • Gość: aku stik Re: Recenzja koncertu TSA Marcina Babko IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 27.03.02, 19:23
        Witam wszystkich uczestników forum oraz fanów TSA.
        >Nieobiektywizm i złośliwość Marcina widoczne są w całym tekście.
        Tu nasuwa się stara jak świat prawda „każdy na swoim miejscu". Żeby pisać nie
        tylko należy mieć glejt dziennikarza ale także TRZEBA się znać na rzeczach o
        których się pisze. Nieobiektywizm i złośliwość to rzecz dla mnie drugorzędna -
        po pierwsze dziennikarz GW nie zauważył czy raczej nie usłyszał rzeczy których
        każdy zajmujący się muzyką słyszy.

        > „wylewających się brzuszkach i łysinach..."
        Osobiście odniosłem odmienne wrażenie. Biorąc pod uwagę wiek muzyków TSA wcale
        nie jest tak źle. Pier
        wsze co zobaczyłem to ich małe brzuchy!!!!! Jak widać rzecz względna.
        >Szkoda, że Marcin nie pokusił się o ocenę warunków w jakich TSA zagrało
        >znakomity koncert. Zjeździłem Polskę wzdłuż i wszerz, ale takiego dziwoląga,
        >jak MEGA CLUB nie widziałem nigdzie. I dziwię się, że Katowiczanie akceptują
        >taki stan rzeczy? Warunki koncertowe są tam SKANDALICZNE! Po prostu ich nie
        >ma.
        Jezu przecież to speluna nadająca się na składowisko szamba a nie koncerty!!!
        To jest wstyd i hańba dla środowiska muzycznego zapraszać kogokolwiek do
        takiego przybytku.

        >Szkoda, że Marcin nie napisał, iż w MEGA CLUBIE nie ma żadnej kontroli
        >nad bezpieczeństwem uczestników koncertu. Bo mimo ochrony przy wejściu, NIKT
        >NIE PILNOWAŁ BEZPIECZEŃSTWA W CZASIE KONCERTU!
        Biletów w pewnym momencie nie kontrolowali także. Nieźle nie?

        >O klasie występu TSA niech świadczy też wypowiedź akustyka koncertu, który był
        wręcz zachwycony brzmieniem
        >TSA i poziomem artystyczny koncertu. W połowie koncertu powiedział zza
        konsolety do
        >mnie, że „nagłaśnia wszystkie imprezy w Mega Clubie od 7 lat i nie słyszał
        >jeszcze tak świetnie brzmiącej tu kapeli, jak TSA."
        Chyba z płyty CD. Tego się naprawdę wstydzę i już nigdy nie powiem, że mam
        papiery „akustyczne". Tego gościa powinni odstrzelić - to jest hańba dla
        akustyków!!! Akustyk MEGA CLUB-u chyba się naćpał jakiś dragów. Człowieku to co
        Ty zrobiłeś to jest profanacja 10 semestrów ciężkich studiów akustyki i dorobku
        pokoleń w dziedzinie nagłaśniania pomieszczeń. Amatorszczyzna w 100%. No chyba,
        że TSA lub właściciel tej speluny tak sobie zażyczył. Inna sprawa to może być
        wina TSA, że wiedziało o tak beznadziejnym nagłośnieniu a zdecydowało się grać,
        tego nie wiem. Jeżeli MEGA CLUB nie ma sprzętu o odpowiedniej mocy to nie
        należy robić koncertów.
        Słuchanie przesteru przez 3 godziny to za dużo jak na moje uszy, wylazłem
        gdzieś w połowie koncertu. Przester robi się oględnie mówiąc efektami
        gitarowymi na drodze do końcówki a nie na samej końcówce. Nie szkoda ci kolumn?
        No tak nie Twoje.... Jak ktoś nie wie jak powinno się brzmieć na koncercie to
        niech się spyta starych pryków jak brzmiał The Animals w Hali Parkowej, chyba
        jakieś 35 lat temu.

        Podsumowując - osoby odpowiedzialne za nagłośnienie na szafot, dyletanci z GW
        na kursy muzyczne a TSA na Olimp!!!






        • Gość: mb Re: Recenzja koncertu TSA Marcina Babko IP: *.kato.gazeta.pl 27.03.02, 21:49
          zapraszam do dalszej wnikliwej lektury moich tekstów
          pozdrawiam
          Marcin Babko
Pełna wersja