Warszawa 1942 Tydzień szósty- odcinek 1

07.08.04, 22:42
Franza Blättlera „Warszawa 1942. Zapiski szofera szwajcarskiej misji
lekarskiej”

Tydzień pierwszy
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14466925
Tydzień drugi
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14553035
Tydzień trzeci
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14587297
Tydzień czwarty
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14671109
Tydzień piąty
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14724974

Tydzień szósty

„Kaffe Otto” w Alejach Jerozolimskich. Mimo że na drzwiach wypisane jest
dużymi literami „Nür für Deutsche”, nie znaczy to jednak, by nie zjawiły się
tu i Polki. Przeciwnie, bez Polek nie byłoby też tutaj żołnierzy Wehrmachtu.
Przygrywa kapela złożona z pięciu muzyków i lokal stwarza jeszcze pozory
dawnej elegancji. Tutaj można spotkać członków Wehrmachtu wszystkich stopni.
Kobiety, które panujące w Warszawie warunki zmuszają do obracania się w tym
środowisku, różnią się od tych z pasażu przy Nowym Świecie jedynie lepszym
ubiorem. Uczęszczają tutaj także poczciwi oficerowie z zaplecza frontu, ci
sami, którzy potem w domu – jak to mogę sobie wyobrazić - opowiadają kumplom
w ulubionej piwiarni albo też małżonce i dzieciom, że Polacy to brudna i
zawszona hołota. Tutaj natomiast, rozparci w pluszowych fotelach, wodzą
pożądliwymi ślepiami dookoła i nie przepuszczają żadnej okazji zaznania choć
odrobiny pozamałżeńskiego szczęścia. Pomimo tragizmu całej tej sprawy
musiałem śmiać się czasami, gdy widziałem, jak na przykład jakiś inspektor
miał wyraźna ochotę na zaczepienie polskiej kobiety, jednocześnie jednak
uważał się wobec całego towarzystwa zgromadzonego w lokalu za kogoś lepszego,
komu nie wypada obcować z Polką. Przy pomocy paru polskich wyrazów tudzież
rąk próbował potem wytłumaczyć kelnerowi, jedynemu Polakowi, który ma prawo
wstępu do lokalu, że ta czy owa kobieta ma czekać na niego w jakimś możliwie
ciemnym rogu ulicy.
    • rico-chorzow Re: Warszawa 1942 Tydzień szósty- odcinek 1 07.08.04, 23:37
      grba napisał:

      > Franza Blättlera „Warszawa 1942. Zapiski szofera szwajcarskiej misji
      > lekarskiej”
      >
      > Tydzień pierwszy
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14466925
      > Tydzień drugi
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14553035
      > Tydzień trzeci
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14587297
      > Tydzień czwarty
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14671109
      > Tydzień piąty
      > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=59&w=14724974
      >
      > Tydzień szósty
      >
      > „Kaffe Otto” w Alejach Jerozolimskich. Mimo że na drzwiach wypisane
      > jest
      > dużymi literami „Nür für Deutsche”, nie znaczy to jednak, by nie z
      > jawiły się
      > tu i Polki. Przeciwnie, bez Polek nie byłoby też tutaj żołnierzy Wehrmachtu.
      > Przygrywa kapela złożona z pięciu muzyków i lokal stwarza jeszcze pozory
      > dawnej elegancji. Tutaj można spotkać członków Wehrmachtu wszystkich stopni.
      > Kobiety, które panujące w Warszawie warunki zmuszają do obracania się w tym
      > środowisku, różnią się od tych z pasażu przy Nowym Świecie jedynie lepszym
      > ubiorem. Uczęszczają tutaj także poczciwi oficerowie z zaplecza frontu, ci
      > sami, którzy potem w domu – jak to mogę sobie wyobrazić - opowiadają kump
      > lom
      > w ulubionej piwiarni albo też małżonce i dzieciom, że Polacy to brudna i
      > zawszona hołota. Tutaj natomiast, rozparci w pluszowych fotelach, wodzą
      > pożądliwymi ślepiami dookoła i nie przepuszczają żadnej okazji zaznania choć
      > odrobiny pozamałżeńskiego szczęścia. Pomimo tragizmu całej tej sprawy
      > musiałem śmiać się czasami, gdy widziałem, jak na przykład jakiś inspektor
      > miał wyraźna ochotę na zaczepienie polskiej kobiety, jednocześnie jednak
      > uważał się wobec całego towarzystwa zgromadzonego w lokalu za kogoś lepszego,
      > komu nie wypada obcować z Polką. Przy pomocy paru polskich wyrazów tudzież
      > rąk próbował potem wytłumaczyć kelnerowi, jedynemu Polakowi, który ma prawo
      > wstępu do lokalu, że ta czy owa kobieta ma czekać na niego w jakimś możliwie
      > ciemnym rogu ulicy.


      Przyjemnej zabawy,Dobro Noc.

      Rico.
      • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień szósty- odcinek 1 07.08.04, 23:39
        Rico ! ale Cię ta prawda boli !
    • grba Warszawa 1942 Tydzień szósty- odcinek 2 08.08.04, 12:20
      Z Franzem i Charlesem, moimi szwajcarskimi przyjaciółmi, postanawiamy pewnego
      dnia wybrać się do „Kaffe Otto”. Gdy zjawiamy się tu o dziewiątej wieczorem,
      lokal jest już pełny. Płaszcze zostawiamy w szatni, a pistolety zabieramy
      zgodnie z rozkazem ze sobą. Z tyłu za orkiestrą są chyba jeszcze wolne miejsca
      przy stoliku. Jedno krzesło zostało już zajęte przez ładną blondynkę. Chociaż
      nie obowiązuje tu zwyczaj pytania kobiety, czy pozwala dosiąść się do stolika,
      my Szwajcarzy nie zapomnieliśmy jeszcze o tej grzecznościowej formułce, gdyż
      nadal uważamy, że należy do najbardziej podstawowych reguł dobrego wychowania.
      Rozmawiamy w naszym szwajcarskim dialekcie o wydarzeniach dnia i jesteśmy
      bardzo zdziwieni, gdy kobieta zwraca się nagle do nas czysta i płynna
      niemczyzną: „Jak to się stało, że wy, szczęśliwi Szwajcarzy, opuściliście waszą
      ojczyznę?” Uwaga, pomyślał sobie natychmiast każdy z nas, gdyż zawsze, gdy ktoś
      zwraca się do nas po niemiecku, jest to dla nas sygnałem do zachowania
      szczególnej ostrożności. Kobieta bynajmniej nie wydaje się zmieszana i mówi
      dalej „Pochodzę z Gdańska, kiedyś miałam okazję wraz z mężem odwiedzić kilka
      razy Szwajcarię”. Na tym jednak poprzestaje, także ona jest ostrożna, nikt nie
      ma zaufania do drugiego człowieka. Dopiero gdy w trakcie rozmowy dowiaduje się
      od nas, że nie jesteśmy ochotnikami, którzy zgłosili się dobrowolnie do walki
      na froncie, lecz żołnierzami Czerwonego Krzyża, staje się bardziej
      przystępna. „Skoro jesteście z Czerwonego Krzyża, to może zechcielibyście mi
      pomóc. Potrzebny jest mi jakiś środek przeciwgrypowy. Moja córka ma wysoką
      temperaturę, a mnie jako Polce nie wolno korzystać z niemieckiej apteki”.
      Chociaż nie wolno nam dawać czegokolwiek Polakom, a więc także medykamentów,
      obiecuję jej przynieść następnego wieczora jakiś lek z moich prywatnych
      zasobów. W ten sposób nawiązuję z tą kobietą bliższy kontakt.
      Po paru spotkaniach w „Kaffe Otto” zaproponowała mi, abym któregoś wieczora
      przyszedł do niej do domu, gdyż tam mielibyśmy lepsze warunki do rozmowy.
      Poprosiła, żebym zabrał ze sobą świecę, bo w przeciwnym razie będę siedzieć po
      ciemku. Dopływ prądu elektrycznego do mieszkań prywatnych jest często
      wyłączany, wtedy ona skazana jest na przebywanie w ciemności, gdyż najczęściej
      nie stać jej na kupienie świecy. Obiecuję skorzystać z zaproszenia. W
      najbliższą niedzielę wieczorem zabieram ze sobą trochę kawy i cukru oraz świecę
      i wyruszam w drogę. Z dużym trudem udaje mi się po długim poszukiwaniu odnaleźć
      mieszkanie kobiety. Jak widzę, może ona sobie jeszcze pozwolić na luksus
      zajmowania tylko z córką całego jednego pokoju w trzypokojowym mieszkaniu.
      Córka ta, miła siedemnastoletnia dziewczynka, jest trochę niedożywiona i
      chorowita, ponieważ jak mi wyjaśniła matka, stale brakuje lekarstw,
      dostatecznej ilości pożywienia, opału i innych niezbędnych do życia rzeczy.
      Podejrzewam, że matka jako częsty gość „Kaffe Otto” oddaje się smutnemu
      zajęciu, które wykonuje wiele Polek w okupowanej Warszawie. Wobec mnie jest
      jednak uprzejmą, pełną dystansu gospodynią i troskliwą matką swojego dziecka.
      Widać wyraźnie, jaką radość sprawia jej to, że jak dawniej może sobie swobodnie
      z kimś porozmawiać. My, którzy w porównaniu z polską ludnością żyjemy w zbytku,
      staramy się zawsze odłożyć nieco produktów żywnościowych i przy okazji
      przekazać je potrzebującym naszej pomocy mieszkańcom Warszawy.
      Pewnego dnia zjawiam się znowu u drzwi mojej znajomej z pakunkiem pod pachą,
      zawierającym jakieś artykuły spożywcze, zastaję jednak tylko dziewczynkę, która
      jest sama w pokoju i płacze. Jest bardzo zmieszana moim przybyciem, udaje mi
      się jednak ją trochę uspokoić i zachęcić do mówienia. Dowiaduję się, że ojciec
      jej jest Żydem, matka natomiast chrześcijanką. Przed wojną ojciec był
      właścicielem cegielni w Gdańsku, a ona sama cieszyła się beztroskim
      dzieciństwem pośród swych najbliższych. Teraz ojciec jest w getcie. Pewien
      urzędnik gestapo, który zna ich stosunki rodzinne, przychodzi tutaj regularnie
      z dwoma kompanami z NSKK [Nationalsozialistisches Kraftfahrkorps] i urządza
      orgie z jej matką, która musi się na to godzić, bowiem gestapowiec grozi jej za
      każdym razem, że natychmiast każe rozstrzelać męża w getcie. Nawet to przestało
      jednak z czasem zadowalać te nieludzkie potwory. Zaczęli żądać od matki, żeby
      do uczestnictwa w orgiach wciągnęła córkę, gdyż w przeciwnym razie dziewczynka
      zostanie jako pół-Żydówka przekazana do getta. Biedne dziecko, jak ja ci mogę
      pomóc? Dziewczynka błaga, żeby ją w jakiś sposób uwolnić od tych ludzi. Jakże
      mały i słaby wydaję się nagle sobie. Jako żołnierz czerwonego Krzyża mam
      obowiązek udzielać pomocy wszystkim potrzebującym, a właśnie tutaj muszę
      odmówić komuś, kto o nią prosi.
      Rozmowa z matka potwierdza, niestety to wszystko, co mi opowiadała córka.
      Hitlerowscy żołnierze nie wstydzą się ani trochę opowiadać po pijanemu w
      obecności matki i córki o tym wszystkim, co wyprawiają z Polkami i Żydówkami, a
      także o tym, jaki los spotyka te kobiety, gdy oni mają ich już dosyć. Nie
      wstydzą się też przedstawiać im w najdrobniejszych szczegółach losu, jaki
      zgotowaliby ich małżonkowi i ojcu, gdyby one nie spełniły któregokolwiek z ich
      życzeń. Przy tym nie wiadomo nawet, czy on jeszcze w ogóle żyje. „Czy nie
      mógłbym kiedyś złożyć pani wizyty z moimi przyjaciółmi wtedy, gdy będę tutaj ci
      mężczyźni?” „Nie odpowiada ze smutkiem – uznano by wtedy, że szkalujemy
      niemiecki Wehrmacht i musiałybyśmy obawiać się jeszcze gorszych rzeczy. Lepiej
      dzielić już dalej los wielu kobiet i dziewcząt w tym mieście”.
    • grba Warszawa 1942 Tydzień szósty- odcinek 3 08.08.04, 14:36
      Muszę jednak zauważyć, że nawet niektórzy niemieccy żołnierze czują odrazę do
      owych postępków swoich rodaków. Weźmy na przykład takiego Franza M., byłego
      zawodnika wyróżnionego odznaką sportową, pochodzącego z Norymbergi. Siedzę z
      nim w kantynie dla szoferów i na pytanie, jak mi się podoba pobyt w Warszawie,
      mówię mu bez żadnych osłonek, co myślę o gangsterskich metodach władz
      okupacyjnych. „Przykro mi, kolego, że robimy na tobie aż tak złe wrażenie.
      Byłem pełen ideałów, gdy kiedyś jako jeden z pierwszych wstępowałem do SA.
      Przez parę lat głodowałem wraz z innymi i walczyłem o lepszą przyszłość narodu
      niemieckiego. Jako wyższy funkcjonariusz (major) Niemieckiego Czerwonego
      Krzyża, pozostawałem do niedawna w kraju i dopiero w czasie ostatniej jesieni
      ukończyłem naukę. Przed paroma tygodniami przyjechałem jako kierowca tutaj do
      Warszawy i jestem pomimo wszystkich zwycięstw naszej armii głęboko
      rozczarowany”. „Po co mi to wszystko opowiadasz? – pytam go. „Nie mam tu
      przecież nikogo, przed kom mógłbym się wygadać. Będę szczęśliwy, jeśli mnie
      wkrótce wyślą stąd gdzieś dalej. Wczoraj jechałem tramwajem – kontynuuje Franz –
      Z przodu, gdzie zgodnie z rozkazem powinniśmy zajmować miejsca, wszystkie
      siedzenia były zajęte. Stanąłem więc na platformie przyczepy. A pobliżu Adolf
      Hitler Platz wsiadło kilku żołnierz Waffen-SS. Ledwie weszli do tramwaju
      przyczepili się do jakiejś kobiety. Wobec wszystkich Polaków, którzy znajdowali
      się w wagonie, jeden z nich ujął w dłoń jej podbródek i zaczął pleść jakieś
      nieprzyzwoite bzdury. Ten baran nie zauważył, jak stojący wokół Polacy spluwali
      na podłogę (to jedyny sposób, w jaki mogą wyrażać swoją pogardę dla władzy
      okupacyjnej). Ja sam wstydziłem się przed Polakami za niemiecki Wehrmacht –
      ciągnął dalej Franz swoją relację. – Schwyciłem tego szczeniaka za rękę i
      wyszeptałem mu do ucha: «Jeśli na następnym przystanku sam nie wysiądziesz, to
      wyrzucę cię z tramwaju». Pozostali roześmiali się tylko i jeden z nich
      zapytał: «Kolego, od jak dawna jesteś tutaj? Będziesz musiał przyzwyczaić się
      do wielu jeszcze rzeczy!». «Wystarczająco długo, żeby mieć już dość tego
      świństwa! ». – odpowiedziałem i wysiadłem z tramwaju”.
      Oto jeden z niewielu żołnierzy niemieckich, którzy nie czynią tajemnicy z tego,
      że nie zgadzają się z metodami swoich przełożonych i swoich kolegów.

      (Koniec tygodnia szóstego)
      • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień szósty- odcinek 3 08.08.04, 19:52
        up
    • carrramba Re: Warszawa 1942 Tydzień szósty- odcinek 1 08.08.04, 20:07
      Pisz dalej:)
Pełna wersja