arnold7
01.11.04, 13:27
Michał Smolorz 29-10-2004 , ostatnia aktualizacja 29-10-2004 12:04
To była ulubiona zagrywka polskich komunistów: stawianie pomników "przeciw"
komuś lub "przeciw" czemuś. Jeśli jakieś środowisko dopominało się o
uczczenie marszałka Piłsudskiego, władza czym prędzej stawiała pomnik
Dzierżyńskiego. Kiedy padał postulat uczczenia AK - natychmiast pojawiał się
pomnik "utrwalaczy władzy ludowej". Nawet kiedy realny socjalizm już
dogorywał, aparat partyjny dalej toczył swoją wojnę na pomniki - ostatnie
obeliski "przeciw" postawiono w 1989 roku. Oczywiście nikt nie liczył, że lud
będzie oddawał hołd spiżowym czy granitowym czekistom, chodziło o to, by
metodą faktów dokonanych zagrać postulatorom na nosie i oznaczyć swoje pola
wpływów.
Nachodzą mnie te refleksje, kiedy spoglądam na zagrywkę władz Katowic, które
ni stąd, ni zowąd błyskawicznie postawiły obelisk upamiętniający dra Andrzeja
Mielęckiego, lekarza zabitego w 1920 roku przez niemieckich bojówkarzy. Aby
nikt nie miał wątpliwości: pochylam się z największą czcią nad faktem
męczeńskiej śmierci człowieka, który poległ, udzielając pomocy ludziom rannym
w ulicznych zamieszkach. I właśnie dlatego sprzeciwiam się wykorzystywaniu
tej zacnej postaci do doraźnych politycznych rozgrywek w mieście.
Nietrudno w tej sprawie skojarzyć wymowne fakty. Postulat uczczenia dra
Mielęckiego pojawił się jako anty-pomnik akurat w chwili, gdy grono obywateli
Katowic postanowiło uhonorować założycieli miasta: Friedricha Wilhelma
Grundmanna i Richarda Holtzego. Rzecznik magistratu stanowczo wówczas
twierdził, że: "miasto nie buduje pomników" i polecił inicjatorom zawiązanie
społecznego komitetu. Okazało się, iż ta reguła działa dość wybiórczo, bowiem
inwestorem obelisku ku pamięci Mielęckiego było miasto Katowice, które też
przedsięwzięcie w całości sfinansowało. Równie wymowny jest wyjątkowo szybki
termin realizacji: od chwili, gdy robotę zlecono rzeźbiarzowi, do dnia
uroczystego odsłonięcia dzieła minął raptem miesiąc. Jest to tempo szalone,
zwykle prace nad pomnikami trwają latami - zabiegi wokół pomnika Jerzego
Ziętka ciągną się od czterech lat i daleko im do końca, choć ten kandydat nie
budzi zastrzeżeń władz. Trudno nie dostrzec dziwnego zbiegu okoliczności, że
prace przy obelisku gwałtownie przyspieszyły, gdy w "Gazecie Wyborczej"
ukazał się mój artykuł pt. "Śląska nie oddamy", w którym po raz kolejny
upominałem się o historycznych twórców miasta. Jest wreszcie fakt najbardziej
wymowny: pomnik Mielęckiego błyskawicznie postawiono w miejscu, które
społeczny komitet wskazał jako godną lokalizację pomnika Grundmanna i
Holtzego.
Panowie decydenci, nie róbcie z nas idiotów, przekonując, że działacie
wyłącznie ze szlachetnych pobudek i bez żadnych podtekstów, że nagle ni stąd,
ni zowąd naszła was potrzeba uczczenia rzekomo "zapomnianego" bohatera. Dr
Mielęcki od 75 lat ma swoją ulicę w ścisłym centrum miasta, od 50 lat jego
imię nosi wielki szpital kliniczny Śląskiej Akademii Medycznej - niemało jak
na "zapomnianego". Ta nagła i bezsensowna awantura, w ramach której
błyskawicznie wyciągnięto z miejskiej kasy finansowego zaskórniaka, potem w
szalonym tempie, poza wszelką kolejką postawiono obelisk (który powstał
szybciej niż trwa procedura łatania dziury w jezdni) - to jest ta sama PRL-
owska metoda faktów dokonanych, ten sam styl stawiania pomników "przeciw".
Nazwijmy rzecz po imieniu: to jest frymarczenie pamięcią szlachetnego
męczennika, którego potraktowano instrumentalnie, by przypodobać się wąskiej
grupie krzykliwych bojowników jedynie słusznej sprawy, patrzących na świat
jedynie przez okular peryskopu wysuwanego z bitewnych okopów. Niewiele dzieli
ten styl działania od psiego rytuału obsikiwania pni i słupów dla oznaczania
swoich stref wpływów. Jeśli w tym stylu miasto chce "upamiętniać całą swoją
historię", to gratuluję klasy oraz iście metropolitalnych horyzontów.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,2366763.html
W swietle danych, wg ktorych Sosnowiec po wojnie prawie calkowicie sie
wyludnil (w tym z czerwonego elementu), a rownoczesnie w Katowicach
ekspresowo oprozniano lokale, wyrzucajac do Niemiec kazdego autochtona,
niezaleznie od narodowosci, ktory mial przyzwoite, o niespotykanym za rzeka
standarcie mieszkanie, dokladnie widac, kto obecnie pociaga za sznurki w tym
miescie.