Wybitni bielszczanie

21.11.06, 00:33
Tysiace innych (niemieckich, austryjackich i zydowskich)
sie "przypadkowo" zapomnialo, co ?

Ale za to koles urodzony we Lwowie
znalazl na tej dziwnej liscie miejsce.

niepoprawne wszechnarodowcy i tyle
    • amoremio Wybitni bielszczanie 21.11.06, 00:33
      > krwiożerczym kapitalistą

      hohoho! olala!
      a to z jakies zakurzonej kisty ?
    • amoremio Re: Wybitni bielszczanie 21.11.06, 01:43
      Śląsk - słowo alergiczne

      Michał Smolorz2006-11-17, ostatnia aktualizacja 2006-11-17 13:29

      W zeszłym tygodniu Teatr Polski w Bielsku-Białej zaprosił na prapremierę sztuki
      Artura Pałygi pt. "Testament Teodora Sixta" w reżyserii Roberta Talarczyka.
      Pojechałem z ciekawością, bo przedsięwzięcie zapowiadano jako "pierwsze dzieło
      dramaturgiczne poświęcone temu miastu", obiecywano nam "magiczne odtworzenie
      tajemnic wielokulturowej przeszłości Bielska".

      Wycieczka do teatru okazała się pożyteczna. Najpierw dlatego, że sztuka jest
      świetnie zrealizowana i zagrana, Robert Talarczyk w ciągu kilku lat z
      beztroskiego komedianta niepostrzeżenie przepoczwarzył się w dojrzałego
      reżysera - i chwała mu za to. Ale największy pożytek wyniosłem z poznania samej
      sztuki. Nie z powodu jakichś szczególnych walorów historycznych, poznawczych
      czy literackich - pod tym względem utwór jest raczej średni. Ale z jednego
      powodu dramat Pałygi uznaję za genialny - jako arcydzieło politycznej
      propagandy, na bielską modłę rzecz jasna. Nie od dziś wiadomo, że pośród
      tutejszych napływowych elit śląskość jest wielkim, zagrażającym życiu
      alergenem, wywołującym nawet u statecznego intelektualisty atak wściekłej
      furii. Mówienie w Bielsku - w było nie było prastarym śląskim mieście - o
      Śląsku jest śmiertelnym, niewybaczalnym grzechem. Jeśli ktoś ma jeszcze
      wątpliwości, do jak obsesyjnych rozmiarów urosły te fobie, niech koniecznie
      wybierze się do Teatru Polskiego.

      Kochani, sztuka trwa dwie godziny, podczas których autor krąży po stuleciach
      historii miasta, i... ani razu nie pada tam słowo „Śląsk”. Mało tego, dramatis
      personae to Polacy, Niemcy, Żydzi, Prusacy, Austriacy, Rosjanie, Ukraińcy,
      Francuzi, Kresowiacy, Lodzermensche, Poznaniacy, Litwini - nie wiem, czy
      zapamiętałem wszystkich, którzy pojawili się fizycznie lub choćby tylko w
      słowach. Nie ma ani jednego... Ślązaka. Po prostu trzeba przyjąć do wiadomości,
      że Śląsk nie istnieje, ba, że nigdy nie istniał, że na świecie nie urodził się
      żaden Ślązak, a już na pewno nie w Bielsku. Granice absurdu osiągnęli wydawcy
      reprodukcji pocztówek z ubiegłego fin de siecle'u. Pełno ich w
      okolicznościowych wydawnictwach, na ścianach teatru, w programie. Wszędzie tam,
      gdzie na oryginałach było napisane „Bielitz O.S.” (powszechnie wtedy stosowany
      skrót od Oberschlesien - Górny Śląsk), wydawcy pieczołowicie „wygumowali”
      komputerowo alergenne literki O.S.!!! Jaki Śląsk, czy ktoś słyszał o jakimś
      Śląsku? Nie ma, nie było, szlus, koniec, chwatit.

      Do kanonu propagandy weszła zasada: rzeczy, o których nie mówimy, nie istnieją.
      Był czas, gdy w ramach gierkowskiej "liberalizacji" komuniści pozwolili mówić i
      pisać o powstaniu warszawskim, co wcześniej było surowo zakazane. Ale był jeden
      nieprzekraczalny warunek: ani razu nie mogą paść słowa "Armia Krajowa". Byli
      więc Niemcy i Sowieci, byli angielscy lotnicy, była Wielka Trójka w Teheranie,
      była Armia Ludowa, Polska Partia Robotnicza, był bliżej nieokreślony "polski
      ruch oporu". Ale nie istniało coś takiego jak Armia Krajowa. W Bielsku można
      już mówić i pisać o "wielokulturowej przeszłości miasta", pod warunkiem że ani
      razu nie padnie słowo "Śląsk".

      Reżyser i zarazem dyrektor teatru Robert Talarczyk to znakomity znawca i
      smakosz śląskich klimatów, to ten sam autor adaptacji i współreżyser
      genialnego "Cholonka" w teatrze Korez, arcydzieła śląskiego ducha. Aż boję się
      pomyśleć, że ten ceniony przeze mnie artysta osiągnął aż taki stopień
      konformizmu i po prostu uznał, że "Paryż wart jest mszy". Gotów jestem raczej
      przyjąć do wiadomości, że budując świetne reżysersko przedstawienie, w zapale
      twórczym nieopatrznie wtopił się w ten bielski świat wiecznych silesianofobów i
      w zapale twórczym po prostu nie zauważył, w co wdepnął.

      Od dziś na wszystkich moich wykładach poświęconych propagandzie będę gorliwie
      polecał bielski spektakl jako klasykę gatunku i materiał obowiązkowy dla
      słuchaczy.



      miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,3741443.html

      • Gość: kruk51 Re: Wybitni bielszczanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.07, 17:13
        Zupełnie się z Panem zgadzam ! Że w pojęciu jakiejkolwiek bielskiej
        władzy pojęcie Śląsk i Bielsko - Biała nie istnieją. Powody tego są po
        wszechnie znane, ale nie opracowane naukowo. Na ten stan rzeczy nakłada
        się historia tych dwóch miast. Ale to odrębny temat. Rzeczywiście do o
        pracowania.
    • Gość: kruk51 Wybitni bielszczanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.07, 17:00
      Drodzy moi ! Tą Staniszewską mogliście sobie podarować. Jest jeszcze
      tyle wspaniałych ludzi Bielska-Białej z okresu ostatnich 100 lat nie wy
      mienionych. A warto by i należało.
    • amoremio Wybitni bielszczanie 19.11.07, 19:10
      www.e-teatr.pl/pl/artykuly/32184.html
Pełna wersja