Gość: Przedruk
IP: 62.148.88.*
13.05.03, 13:52
> Nie wiem co to za linia, ale dzis rano zauwazylem ze na tej glownej drodze
> pomiedzy Bytkowem a "stara czworka" zlikwidowano jeden przejazd. A juz po
> poludniu jakas ekipa demontowala tory... no wygladali na w miare
> zorganizowanych, wiec chyba nie kradziez...
Kradzieże na linii wąskotorowej Bytom-Siemianowice było nie mniej
zorganizowane, bo od jesieni do wiosny złodzieje sprzątneli równe 8
kilometrów torowiska (16 km szyn) plus dwie stacje po drodze - Maciejkowice
(największą w Polsce stacje wąskotorową o długości torów ponad 4 km i 60
rozjazdach) oraz Bytków (około kilometra torów i 6 rozjazdów). Wartość
odtworzeniowa dziś - gdyby było co odtwarzać - to kilka milionów złotych,
dodając do tego dewastację budynków stacyjnych i nastawni w Maciejkowicach.
Sam 8 kilometrowy tor z Bytomia do Siemianowic to grubo ponad milion złotych.
W ten sposób nieoceniona atrakcja turystyczna przestała istniec niemal równo
w 150 rocznicę wybudowania. Linia siemianowicka, oddana do uzytku w 1857 roku
była najstarszą nieprzerwanie czynną linią kolei wąskotorowej na świecie. Na
rozkradzenie linia została praktycznie skazana wiosną 2002 roku przez
ówczesne władze Chorzowa i Siemianowic Śląskich, które nie zaangażowały sie
dostatecznie w sprawę zachowania kolei wąskotorowej (uczyniły to samorządy
Bytomia, T.G. i Miasteczka Śl.).
Patologia w GOPie jest tak tragiczna, że każda linia kolejowa po której
pociągi nie jeżdżą non-stop podlega kradzieży. Policja toleruje przestępstwo,
bo łapanie złodziei kończy się na prokuraturze, która ich wypuszcza. Dla
polskiego sądownictwa zniknięcie kilkudziesięciu kilometrów linii kolejowej
jest li tylko zbiorem przypadków kradzieży o nieznacznej wartości.
Co na przyszłość? Ano, miasto Siemianowice może się dogadać z Bytomiem i
spokojnie uzyskać środki pomocowe z funduszy unijnych - o ile do Unii
wejdziemy - na rekonstrukcje linii jako kolei międzymiastowej pełniącej
funkcję turystyczną i równocześnie szybkiej komunikacji międzymiastowej
(przebieg linii jest atrakcyjny dla mieszkańców osiedli, w Rozbarku zaś
istnieje możliwość przejścia na tory tramwajowe bez potrzeby zmian niwelety
terenu) - Siemianowice mogłyby miec S-bahn do Bytomia jadący w niespełna 15
minut z miasta do miasta (autobus jedzie dwukrotnie dłużej). Od Bytomia do
Miasteczka wąskotorówka jest juz własnościa miasta, co oznacza że nie ma
bezsensownie wysokich opłat z tytułu uzytkowania infrastruktury PLK. tak
mogło byc i w Chorozwie i Siemianowicach, gdyby włodarze miasta czuli
zainteresowanie nowoczesnymi systemami komunikacji publicznej lub chociażby
bezcenna wartościa historyczną kolejki.
Ale nie zyjemy w Niemczech, więc w takie cuda - które za Odrą są od lat
normalnością - nie bardzo wierzę. U nas politycy raczej nie mają dostatecznej
wiedzy, aby zrobic cos więcej niż rondo w miejscu skrzyzowania czy
wykostkować chodnik, a transport szynowy będący podstawa komunikacji w każdej
aglomeracji na świecie - z przyczyn oczywistych nawet dla dyletanta -
traktują jak zło konieczne, niczym wiesniacy w Anglii na początku XIXI
stulecia, gdy parowóz brali za szatana.