Najniebezpieczniejsza rodzina na Śląsku!i

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.08, 11:19
Najniebezpieczniejsza rodzina na Śląsku
Założono "podsłuch pokojowy" i "podsłuch telefoniczny"
Z budynku naprzeciwko prowadzono obserwację, założono kontrolę
korespondencji wszystkich mieszkańców kamienicy, uruchomiono
agenturę oraz wszelkie dostępne środki techniczne. Zaangażowano w to
wszystkie wydziały Służby Bezpieczeństwa. Żadnej decyzji nie
podejmowano jednak bez konsultacji z Departamentem III MSW.
Już w latach sześćdziesiątych myślałem o założeniu jakiejś
opozycji, ale wszyscy moi koledzy się bali. W tym czasie zacząłem
prowadzić zakład naprawy telewizorów, więc miałem dużo kontaktów z
ludźmi. [...] Ogromna większość była niezadowolona z sytuacji, jaka
była w PRL. Ten temat zawsze się przebijał w rozmowach. Pytałem: co
zrobić, założymy partię polityczną? Nie – odpowiadali, bo nas
pozamykają. Byli za związkami zawodowymi. Miałem w tej sprawie
kilkuletni sondaż i wywnioskowałem, że trzeba to zrobić" – tak
początki swojej działalności wspomina Kazimierz Świtoń.
Szukajcie mnie w Wolnej Europie
W grudniu 1976 r. Świtoń na apel Radia Wolna Europa wystosował listy
protestacyjne do marszałka Sejmu PRL i przewodniczącego Rady
Państwa, związane z represjami wobec uczestników wydarzeń w Ursusie
i Radomiu. W tym czasie Świtoniowie mieszkali w Katowicach i
wychowywali szóstkę dzieci. Pan Kazimierz prowadził zakład naprawy
telewizorów i zarabiał na utrzymanie całej rodziny, a jego żona
dbała o dom, zajmowała się wychowywaniem dzieci i wspomagała męża
przyjmując zamówienia: "Mieliśmy ten warsztat telewizyjny, ja go
prowadziłam i przyjmowałam wszystkie zamówienia. Telewizory stały
wszędzie. W dzień nie mogłam nic zrobić, dlatego w nocy musiałam
prać i gotować. Pewnego dnia przyszedł mój teść i coś sobie szeptali
na boku. Nie lubię podsłuchiwać, ale usłyszałam coś o Wolnej
Europie. Zaczął słuchać tego radia [...]. Jak były rozruchy
studenckie w 1968 roku, pojechał do Warszawy po części telewizyjne i
w Częstochowie go zamknęli. Był wtedy z którymś z synów".
W maju 1977 r. odbywa się głodówka w kościele pw. św. Marcina w
Warszawie. Świtoń dowiedział się o niej z RWE: "[...] usłyszałem w
Radiu Wolna Europa, że jest głodówka w kościele świętego Marcina.
Nie było tam nikogo ze Śląska. Nie mogłem w nocy spać, rano
spakowałem się i zostawiłem żonie kartkę »Słuchajcie Wolnej Europy,
to mnie znajdziecie«. Pojechałem tam. Chciałem coś zrobić, by ten
region został zauważony".
Podobnie wspomina to wydarzenie żona: "Mąż zostawił
kartkę »Szukajcie mnie w Wolnej Europie i nie zapomnijcie te
roślinki na działce podlewać«. Zbudziłam chłopców i pytam ich, czy
coś wiedzą. A potem ten strach, gdzie i co się z nim stało. Wtedy
takiego szoku doznałam".
Po przyjeździe do Warszawy Świtoń poszedł do kościoła św. Marcina. W
tym czasie ludzie opozycji nie byli jeszcze zbyt liczni; znali się
między sobą, dlatego też pojawienie się nowego człowieka musiało
wywołać konsternację. Siostra, którą zapytał o głodówkę, zaniemówiła
z wrażenia, niewątpliwie posądzając go o agenturalność. Z opresji
wybawił go Stanisław Barańczak: "Na szczęście dla mnie w tym
momencie do kościoła wszedł Stanisław Barańczak. Przedstawił się
siostrze, która skierowała go do klauzuli do księdza Dembowskiego.
Poszedłem razem z nim. Na wejściu ks. Dembowski zapytał mnie, kim
jestem. Powiedziałem: Kazimierz Świtoń, naprawiam telewizory w
Katowicach i chcę dołączyć do głodówki. Wyjaśnił mi, że musi się ich
spytać, czy mnie przyjmą, Barańczaka zabrał ze sobą. Po dłuższym
czasie przyszedł i powiedział: bardzo się zastanawiali, czy pana
przyjąć, ale ma pan szczęście, bo jest ich 12 i boją się
nieszczęśliwej trzynastki. Będzie pan 14, bo nie mogą odmówić
Barańczakowi, a on jest 13".
Po zakończeniu głodówki Świtoń wrócił do Katowic. W niedługim czasie
dostał wezwanie do Wydziału Przemysłu i Handlu Urzędu Miasta
Katowic. Na spotkaniu był kierownik wydziału i dwóch esbeków,
rozmowa przebiegała w miłej atmosferze. Złożono mu propozycję
otrzymania nowego lokalu, o który ubiegał się od wielu lat. Były też
oferty talonu na nowy samochód, jak i uzyskanie taniego kredytu w
Banku Rzemieślniczym. Był tylko jeden warunek: zakończenie
działalności.
Kryptonim "Emisariusz"
20 maja 1977 r. naczelnik Wydziału IV zatwierdził "Wniosek o
wszczęcie sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. »Emisariusz«":
"Z posiadanych źródłowych informacji operacyjnych wynika, że ob.
Świtoń Kazimierz jest autorem petycji do marszałka Sejmu PRL, w
której wysuwa pod adresem władz państwowych cały szereg
nieuzasadnionych żądań i bezpodstawnych twierdzeń. Insynuuje, że
wierzący są dyskryminowani i wg niego, nie dopuszczani do stanowisk
kierowniczych przez małą grupę gorliwych ateistów. Imputuje, że
górnicy [są] zmuszani do pracy w niedzielę, a młodzież wierząca jest
dyskryminowana za swoje praktyki. Ob. Świtoń Kazimierz jest
fanatykiem religijnym i usiłuje swoim światopoglądem wpływać na
najbliższe otoczenie [...]. Z uwagi na szkodliwą społecznie i
politycznie działalność ob. K. Świtonia podejmuje się wobec niego
działania operacyjno-polityczne, które zostaną ujęte w planie
przedsięwzięć sprawy operacyjnego sprawdzenia krypt. »Emisariusz«".
Pierwsze działania były standardowe. Założono "podsłuch
pokojowy", "podsłuch telefoniczny", w budynku po drugiej stronie
ulicy SB wynajęła pokój, z którego prowadzona była obserwacja,
założono kontrolę korespondencji wszystkich mieszkańców kamienicy,
uruchomiono agenturę oraz wszelkie dostępne naówczas środki
techniczne i działania stosowane w pracy operacyjnej. Zaangażowano w
pracę wszystkie wydziały: "B" – do obserwacji figuranta oraz jego
rodziny (nadano Świtoniowi odrębny pseudonim "Szmer"), wydział "T"
do obsługi podsłuchów, wydział "W" do kontroli korespondencji i
Wydział Śledczy. Wydział IV do walki z Kościołem, a następnie
Wydział III KWMO w Katowicach do walki z opozycją bezpośrednio
rozpracowywały Świtonia i jego rodzinę. Żadnej decyzji nie
podejmowano jednak bez konsultacji z Departamentem III MSW. Tajnych
współpracowników podzielono na kilka kategorii. Jedni mieli pisać
skargi na usługi radiowo-telewizyjne świadczone przez zakład
Świtonia (klienci punktu naprawy telewizorów), inni mieli
przychodzić do niego w różnych sprawach; chodziło o to, by zająć
jego czas (agentura spośród byłych działaczy NSZ, AK).
Przed wakacjami w 1977 r. Świtoń zakłada w swoim mieszkaniu Punkt
Konsultacyjny Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Ogłasza w
wychodzącym poza zasięgiem cenzury piśmie "Opinia", że każda osoba
potrzebująca pomocy może zgłaszać się do niego w czwartki w
godzinach 18–20. Oczywiście wszyscy przychodzący są legitymowani i
nierzadko zatrzymywani przez funkcjonariuszy. W mieszkaniu odbywają
się częste przeszukania, a sam główny bohater wielokrotnie trafia na
czterdzieści osiem godzin do aresztu.
Jednak był to fragment większej całości. Rodzina Świtoniów żyła w
tym czasie z prowadzenia zakładu naprawy telewizorów. Takiej
działalności nie dało się prowadzić bez samochodu. Trzeba było
sprowadzać części zamienne z całej Polski. Bezpieka dobrze o tym
wiedziała. Świtoniowie posiadali w tym czasie syrenkę. 17 czerwca
1977 r. funkcjonariusze SB postanowili przeprowadzić operację, która
miała na celu odebranie Świtoniowi prawa jazdy. Z akt SB możemy się
dowiedzieć, że przy współpracy z Wydziałem Kontroli Ruchu Drogowego
prawo jazdy zatrzymano, a sprawę skierowano do Kolegium Karno-
Administracyjnego. Szyki funkcjonariuszom miesza ogłoszona 22 lipca
amnestia, która obejmuje wykroczenie Świtonia, jednak i w tej
sytuacji znajdują oni wygodne rozwiązanie – decyzją kierownika
Wydziału Komunikacji Urzędu Miejskiego w Katowicach Świtoniowi
zostaje odebrane prawo jazdy na rok.
    • cirano Re: Najniebezpieczniejsza rodzina na Śląsku!i 08.05.08, 14:05
      Ślonski don Kichot.
      Niy wiedzioł ino, że wtedy i kościol go niy popre. Czorni byli radzi że żyli
    • Gość: pamięćwsteczna Re: krasnalpl IP: *.c201.msk.pl 08.05.08, 21:41
      Czy ty piszesz książki dla IPNu czy scenariusze do filmów
      sensacyjnych ?

      Najlepiej szczegóły pamięta się po latach.
      • Gość: krasnalpl pamięć, ale czy wsteczna... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.08, 10:03
        Wiele wysiłku nie włożyłem aby dotrzeć do tego tekstu. Tak mi się on
        spodobał, że postanowiłem go powielić. I cała prawda.
        • Gość: pamięćwsteczna Re: pamięć, ale czy wsteczna... IP: *.c201.msk.pl 10.05.08, 11:26
          Jaka władza takie metody wychowawcze i aparat(y) ucisku.
Pełna wersja