Gość: Aniela
IP: *.centertel.pl
16.05.09, 09:18
Wczoraj około północy wyszłam jak zwykle z psem(owczarek niemiecki)
na spacer dokoła mojej posiadłości.Służba już dawno poszła spać a
więc mogłam spokojnie pochodizć bez namiętnych spojrzeń ogrodnika na
moich czterech literach.Gdy minąłam dom kierowcy mojego ojca
usłyszałam jakby dziwny hałas koło składziku win.Kazałam Okrutnemu
biec w tamtą stronę.Nie wiem co się stało ale pies stanął jak wryty
i nie chciał isć dalej.Byłam w szoku!Okrutny nie bał się niczego i
nikogo.Mogły go karmić tylko dwie osoby.Mianowicie ja i mój
ojcec.Innych gryzł do bólu.Chiałam podejść bliżej i sprawdzić co tam
się dzieje.Było zbyt późno ,by ojciec wysyłał kogoś ze służby po
wino a z resztą rzadko ostatnio pozwalał im wchodzić do
składziku.Wszystko przez to ,że Albert rozbił tydzięń temu niechcący
oczywiście dwie butelki Francuskiego wina.Nagle zdrętwiałam ze
strachu.Przecież to mogła być puma!Przez dłuższą chwilę nie mogłam
nawet drgnąć.Gdy lęk puścił pobieglam do stajni gdzie w małym
pomieszczeniu trzyałam łuki.Wziąłam ten największy i kilka
strzał.Udałam sie z powrotem w miejsce gdzie słyszałam dziwne
odgłosy.Pies szedł przy mnie z głową spuszczoną w dół.Widać było ,że
się bał.Koło magazynku win Okrutny zatryzmał się i nie chciał dalej
iść.Nałożyłam strzałe na cięciwę i powoli szedłam w stronę
zarośli.Wtem usłyszałam jakby miałczenie zakończone warczeniem i
odgłos przedzierającego się jakiegoś stworzenia przez krzaki.Tego
było już za wiele.Wycelowałam w miejsce z , którego dochodziły głosy
i wystrzeliłam.Potem drugi raz i trzeci i nic.Nastała dziwna
cisza.Dopiero po kilku minutach z oddali dobiegł mnie dziki wrzask i
wołanie o pomoc.Wróciłam do pokoju.Usiadłam na łóżku i mimo zakazu
ojca zapaliłam mentolowego papierosa.To musiała być puma-pomyślałam
i dla pewności mocno zawinąłam sie w kołdre.