Dodaj do ulubionych

Jestem najmadrzejsza

24.01.04, 03:12
a propos 3 etapow asymilacji i to pytanie powyzej odnosi sie
moim zdaniem do krajow homogenicznych, tzn. jednonarodowosciowych i
jednorasowych, przyjmujacych immigrantow w niezbyt wielkich ilosciach na
zasadzie dobrego uczynku. A i to pewnie sa juz przestarzale definicje z
poprzedniego wieku, bo dzis baby z Siemiatycz pracuja w Brukseli 10 lat przed
polskim komisarzem (sama spotkalam w zeszlym roku w hotelu w Londynie babe z
Jeleniogorskiego sprzatajaca od 10 lat w zachodniej Europie), wiec wszystko
miesza sie w tempie przyspieszonym.

Zupelnie inaczej wyglada to w krajach otwartych a nawet wrecz opartych na
immigrantach, tzn. w US, Kanadzie, Australii (moze Nowej Zelandii ? Afryce
Poludniowej ?). Tutaj dosc latwo sie zasymilowac, szczegolnie dotyczy to okolic
z duza liczba immigrantow w pierwszym pokoleniu. W naszej okolicy jest ich tak
duzo ze mam wrazenie ze tubylcy (tzn. ludzie urodzeni w Kalifornii) sa
mniejszoscia, kazda nacja przywozi swoja kulture i obyczaje, wszystko to miesza
sie i powstaje najprawdziwsze spoleczenstwo wielokulturowe. Podobna mieszanke
ras widzialam na ulicy w Sydney.

Ja zdecydowanie czuje sie zasymilowana i zagniezdzona, ale nie przeszkadza to
temu ze podobnie czuje sie w domu rodzinnym na Mazowszu. Tam mam rodzicow
prawdziwych, tutaj po drugiej stronie ulicy mieszkaja tubylcy ktorych dzieci sa
porozsiewane po calych Stanach, wiec traktuja mnie nieomal jak adoptowane
dziecko. Dom w ktorym mieszkam zostal polecony przez posredniczke-immigrantke w
pierwszym pokoleniu, uciekinierke z NRD (po raz pierwszy zobaczyla strony
rodzinne w '89 po bodajze 15 latach), na spacery chadzam z dziewczyna z
Singapuru, etc. etc. Ostatnio slyszalam od tubylki probujacej znalezc sobie
meza, ze nie zdarzylo sie jej jeszcze umowic z 'Amerykaninem' bo ich tu nie ma,
ale nie przeszkadza jej to zupelnie.

Asymilacja w takich warunkach jest latwa.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka