bie-dronka
16.02.04, 10:40
Dziewczyny raczej rzadko sie tu wpisuje, ale mam problem i musze sie wyzalic.
W grudniu pojechalismy na 4 tyg do Stanow. Zwiedzalismy przez 3 tyg wsch
wybrzeze, na 4 tydz. pojchalismy do kolegi meza. WLasciwie to znajomosc
sluzbowa. Pozanli sie pare lat temu. Czasem wymieniali poglady na sprawy
sluzbowe i z czasem sie zakolegowali. Gdy kolega meza sie dowiedzial ze
jedziemy do Stanow zaprosil nas i spedzilismy z jego rodzina swieta i
sylwestra (juz tylko z nim i jego znajomymi) Od tego czasu zaczelam czesto z
nim pisjac, jako ze moj angielski jest duzo lepszy niz ang. meza, a poza tym
ja siedze po calych dniach w biurze, a maz wyjezdza na kilkudniowe wyjazdy
sluzbowe. I co...po paru tygodniach zdalam sobie sprawe ze sie w tym
Amerykaninie zadluzylam. Wiecie jakie to straszne uczcie nagle znalezc na
drugim koncu swiata czlowieka, ktory pasuje Ci pod kazdym wzgledem. Wszystko
co robi, co pisze jest dla mnie akurat takie jakie bym chciala by bylo.
Kocham meza. Mamy dziecko i nie zniszcze tego. Ta rodzina to dla mnie
najwiekszy dar! Jednak bede musiala cos z ta fasynacja zrobic. Wyczekuje jego
maili, mam wypieki gdy mu odpisuje. Mysle o nim. Przeciez tak byc nie
powinno. Czasem nawet mysle dlaczego pare lat temu go nie poznalam. Nie umiem
sobie z tym poradzic....