Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie proszę

09.09.04, 04:06
Witam ciepło
Stukam z USA. Od kilku dni trzyma mnie nostalgiczny dół. Zastanawiam się,
gdzie chcę być, tu, czy w Polsce. Gdzie jest moje miejsce?
Czuję się samotna, a ostatnio - jakbym świat oglądała zza szyby. Uprzedzam to
nie depresja, to moje przemyślenia na temat zmian jakie zaszły w moim życiu
jakiś czas temu.
Jednocześnie chcę mieszkać tu (USA) i w Polsce, bo każde tych miejsc ma swoje
uroki, zalety. Ale nie można mieszkać w obu krajach równocześnie wiodąc przy
okazji uporządkowane życie.
USA: spokój, nikt nie zrzędzi nad uchem, że coś robisz nie tak, że źle
ubierasz swoje dziecko, masz za dużo fałdek na brzuchu, jesteś na kiepskiej
diecie. Ale ten spokój to też samotność - przynajmniej w moim przypadku. Mąż
całymi dniami w biurze, ja z Julcią i moim 36-tygodniowym brzuchem w domu.
Brak rodziny i znajomych, za oknem deszcz i chmury (właśnie zaczyna się chyba
pora deszczowa, która potrwa do marca). Angielski w miarę komunikatywny, acz
za cholerę (wybaczcie) nie mogę zrozumieć wiadomości telewizyjnych, czyli w
sumie trudności językowe są. Moje marzenia o polskim chlebie, serku Almette,
drożdżówkach i wielu innych smakołykach.
Jestem obca, nie mam znajomych, nawet piaskownicy nie ma tu dla dziecka, bo
ponoć w tym kraju publiczna piaskownica to rzadkość. W tygodniu samotne
spacery, zdawkowe pozdrowienia i tęęęęsknota.
Polska: rodzina...Chyba się zrobiłam antyrodzinna, choć bardzo tęsknię.
Denerwuje mnie, gdy dostaję nieproszone rady, gdy słyszę: "pewnie jesteś
gruba" (nieeeee, wyglądam jak baletnica - na początku 9 miesiąca ciąży). Gdy
słyszę, że powinnam to i tamto. Przykro mi, że nikt z mojej najbliższej
rodziny nie odwiedził mnie (nie mam wizy, i tak napewno nie dostanę....
względnie nie mam czasu...Nie szkodzi, że błagam o przyjazd na dwa tygodnie,
czas się znajdzie jak można pojechać na Mazury).
Była teściowa. To mi akurat niezbyt dobrze wpłynęło na samopoczucie.
Chcieliśmy opłacić wizę, bilety i inne wydatki. Już nie proszę, pewien żal
pozostał. A może ja jestem egoistką, która chce, by ktoś tracił dla mnie swój
wolny czas??
W Polsce jest też osoba, której wolę unikać. Nie lubimy się i tyle. Może warto
tu zostać??
Słyszę przez telefon dwie wersje od dwóch bliskich mi osób:
1) Tęsknię. Gdybym mogła to bym przyjechała, pomogła Ci (nie liczę na pomoc).
To ta osoba od "i tak nie dostanę wizy". A nawet o nią nie wystąpiła. Owszem
minimalne szanse, ale chociaż tak spróbować, a nuż...
2) Nie mam czasu nawet zatęsknić /ale mi miło.../. Nie przyjadę, co z pracą,
dziećmi? (to osoba, która może dostać urlop, ale przecież nie jestem tyle
ważna, by do mnie przyjechać).
Podczas ostatniej wizyty w Polsce (grudzień) te dwie bardzo bliskie osoby
zraniły mnie. Nigdy nie czułam się dostatecznie akceptowana i kochana przez
wyżej wspomniane. Dowiedziałam się, że jestem zaniedbana (a to był okres,
kiedy cieszyłam się, że sobie świetnie radzę i dobrze wyglądam). No bo
powinnam: mieć codziennie nakręcone włosy, elegancki makijaż, zadbane
paznokcie, ładną fryzurę, lepsze ciuchy, być opalona, świetnie znać angielski.
Nieważne, że mi odpowiada moja fryzura, paznokcie maluję od wielkiego dzwonu,
a ciuchy noszę, jakie lubię. Nieważne że ja się dobrze z tym czuję (już w
dzieciństwie kiedy mówiłam że się sobie podobam, czułam się tłamszona, bo
powinnam się podobać innym, a sobie to przy okazji). No cóż, teraz widzę, jak
moje poczucie własnej wartości rozpływało się powoli. Mój stanik i kształt
biustu też nie był OK (karmiłam piersią).
Kurka, chyba coraz mniej tęsknie za rodziną, coraz bardziej za naszym
mieszkankiem. Przyjaciele okazali się tylko znajomymi. Chcę pójść na spacer do
Łazienek, na warszawską Starówkę, buuu.
O kurcze. Ryczę
Cytrynka
    • masiko Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 04:37
      Doskonale Cie rozumiem....mieszkam tu juz ponad 3 latasad(( I nadal marze, zeby
      wrocic do Polski, choc z drugiej strony zdaje sobie sprawe jak tam jest...stale
      rozdarta... w Chicago sa piaskownice i sliczne place zabaw smile) Pozdrawiam
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 18:08
        Widzę, że nie tylko ja mam takie odczucia. Ale masz piaskownice przynajmniejsmile
        Dzięki, że napisałaś. Lepiej mi.
        Cytrynka
    • nesla Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 09:02
      Wspolczuje ci, potrafie zrozumiec twoje rozdarcie, ale mysle, ze moze troche
      tez role odgrywaja hormony ciazowe, miej nadzieje, ze to przejdzie, ze sie
      zaaklimatyzujesz, bo z tego co piszesz w Polsce chyba tez nie bylabys
      szczesliwa. Czesto tak bywa, ze wszedzie dobrze gdzie nas nie ma, z oddali
      idealizujesz Polske, ale gdybys tylko miala okazje tam czesciej bywac to pewnie
      inaczej bys myslala. Dla wlasnego dobra polecam ci znalezienie jakiegos
      zajecia, hobby, pasji, moze pracy?, po porodzie, jak juz malutki/-ka podrosnie
      to moze poszukasz jakiegos day-care-centre i chocby na 1 dzien w tygodniu,
      ktory bedziesz mogla poswiecic na wlasna osobe, wlasne zainteresowania, nauke
      jezyka. Nie mieszkam w Stanach, ale wydfawalo mi sie zawsze, ze Amerykanie to
      bardzo otwarci ludzie, wiec nawet jesli nie beda to przyjaznie to na pewno uda
      ci sie nawiazac jakies kontakty, dzieki ktorym urwiesz sie od wlasnych
      destrukcyjnych mysli.
      Zycze powodzenia.
      Nesla
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 18:02
        Nesla
        Nie mam pozwolenia na pracę. Amerykanie są bardzo mili, ale powściągliwi w
        nawiązywaniu nowych znajomości niestety.
        Teraz będę kilka miesięcy siedzieć w domu, bo pada...
        Forum mnie ratuje przed zwątpieniem.
        Czekam na synka, nie będę miałą siły rozmyślać (przy dwójeczce cały dzień będę sama)
        Cytrynka
    • mama_szefusia Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 10:14
      Rozumiem Cię Cytrynko. Niedługo są trzecie urodziny mojego synka (pierwsze w
      pełni świadome dla niego). Nie będzie nikogo z mojej rodziny mimo, że mieszkają
      w tym samym mieście. Po prostu ja i moja rodzina nie jesteśmy dla nich na tyle
      ważni, żeby zrewidować swoje plany weekendowe. I opisana sytuacja jest tylko
      obrazem, tłem dla całokształtu naszych stosunków w rodzinie (dodam, że jest to
      jedyna rodzina jaka mi pozostała - myslałam naiwnie, że skoro jest nas tak mało
      to będziemy trzymac się razem i pielęgnować tę rodzinę - pomyliłam się).

      Ale nie wolno się poddawać, nie ma co marnować naszych łez na ludzi, którzy na
      to nie zasługują. Tak naprawdę to oni sami sobie wyrządzają największą krzywdę.

      Przecież masz wspaniałą rodzinę i sama jesteś cudowną ciepłą osobą (sądząc po
      postach na forum) i wcale nie jesteś gruba, tylko w ciąży (a to kolosalna
      różnica). Namów może męża na małą wycieczkę w ciekawe miejsce niedaleko Was,
      albo może zorganizujcie małego grilla dla miejscowych znajomych, żeby się
      trochę rozerwać i pobyć z ludźmi.

      Uszy do góry
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 17:58
        Witaj
        Ja jestem chyba ważna dla tych osób, trudno mi jednak zrozumieć, że tyle
        przeszkód stoi na drodze, żeby do mnie przylecieć. Ja wiem, że to wymaga
        wysiłku, ja wiem, że każdy ma prawo wykorzystać urlop po swojemu, ma prawo się
        bać wyjazdu. Ale szczerze mówiąc, kiedy słyszę jak ktoś bardzo by chciał, a nie
        wystapił nawet o wizę, to mnie trafia. Tak samo jak słyszę od tej osoby, jak
        bardzo tęskni.
        Dla mnie to jest wygodnictwo (choć oczywiście do tego każdy ma także prawo).
        Może ja naprawdę myślę egoistycznie, nie wiem. Już nie zapraszam, bo się kurczę
        narzucam. Do nas dzwoni tylko mama moja i męża. Ja dzwonię do wszystkich innych
        (do mojej mamy też). Znajomi potrafią powiedzieć:pogadaj jeszcze trochę, prawie
        wcale do nas nie dzwonisz. Ja wiem, że kogoś może być nie stać na telefon do
        USA, ale kiedy słyszę w głosie wyrzut, że chcę już kończyć, to mnie trafia.
        Nadmienię, że ta osoba nie ma nawet czasu napisać maila, a kosztuje ją to tylko
        trochę czasu, bo stałe łącze i tak ma w domu (to o znajomej).
        Efektem takie zachowania jest to, że zweryfikowałam listę osób, do których warto
        się odzywać, zrobiłam się antyrodzinna. Przeszłam już nawet takie dni, gdzie
        mówiłam mężowi, że nie chcę jechać do Polski na Święta. Jak jedziemy na dwa
        tygodnie, to MUSIMY poodwiedzać różne osoby. A to kurka jest nasz urlop, żeby
        odpocząć chwilę. Efekt jest taki, że po dwóch tygodniach wracamy tu i jesteśmy
        skonani.
        Ach, jakoś to będzie...
        Cytrynka
    • kaja007 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 12:59
      czesc !!wiesz ja czuje podobnie!!chociaz nie mieszkam w stanach tylko w
      niemczech!!trzymaj sie, jakos damy rady!!!jeslichcesz sie wyzalic to pisz!!!
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 17:38
        Hej
        Taki wyjazd jak widać ma odpowiednia cenę sad
        Czyli każda z nas przechodzi takie momenty, kiedy ma się ochotę rozpłakać?
        Pozdrawiam ciepło
        Cytrynka
    • kingaolsz Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 13:23
      Hej Cytrynka!!!
      Fajnie, ze w koncu zajrzalas. Szkoda tylko, ze jestes w takim stanie sad((((
      Ale wiesz co? Nie jestes sama. Na pewno wiele z osob na tym forum czuja
      podobnie, zapewniam Cie ze ja na 100%.
      Zwlaszcza ostatnio, kiedy problemy narastaja.
      Tez moja rodzina nie moze przyjechac na tydzien ( ale na 3 tygodnie nad Baltyk
      moze), jak ja sie nie odezwe to przyjaciele nie pamietaja. Tutaj poznanym
      osobom, a bardziej znajomosciom bardzo duzo brakuje do przyjazni. Wszystko jest
      sztuczne.
      Baardzo bym chciala wrocic do "normalnosci" w Polsce, choc zdaje sobie sprawe ,
      ze wtedy byloby zagladanie "do garow", inne problemy, ktorych tu nie mam.
      hehehe do mnie tesciowa sie niedlugo wybiera, wiec bedzie wesolo wink

      Ale po takich dolkach przychodza czesto lepsze czasy. Poza tym urodzisz
      maluszka i nie bedziesz miec za duzo czasu myslec, bo to malenstwo pochlonie
      Cie na pewno bardzo. Wierze, ze bedzie lepiej.

      Jak masz ochote pisz na priva. Z checia "pogadam".

      Pozdrawiam i trzymam kciuki za usmiech na Twojej twarzy
      Kinga
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 17:36
        Hej Kingo
        Dziękuję.
        Korzystasz może z gg?
        Pozdrawiam
        Cytrynka
        • kingaolsz Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 19:20
          951472 to moj numer
          podaj mi swoj to wpisze, bo inaczej bede Ci sie wiecznie jako niedostepna
          ukazywac, bedzie trzeba tylko godziny "ustalic", bo pewnie sa miedzy nami
          spore roznice czasowe.

          Pozdrawiam
          Kinga
          • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 21:28
            Mój nr to 2489384.
            Cytrynka
            • mgna Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 22:10
              Cytrynko,
              Jesli to doda otuchy: twoje samopoczucie to typowe rozterki imigranta. Jesli
              chcesz pomoge Ci nawiazac kontak z moja kolezanka (jestesmy wszystkie w tym
              samym wieku, prawde powiedziawszy czytajac niektore rzeczy myslalam, K----ko?)
              Mieszkacie w tym samym stanie. Daj znac na priwa czy chcesz sie zapoznac z kims
              kto blisko Ciebie mieszka. Jesli chodzi do Amerykanskich znajomosci, daj im
              czas nielatwo zostaja przyjaciolmi, ale jak juz zostana to na zawsze. Sa do
              serca, naprawde.
              • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 22:17
                Z chęcią nawiążę kontakt z Twoją koleżanką. W Stanie Waszyngton jest nieliczna
                Polonia, mam wrażenie, że to bardzo hermetyczna grupa.
                Napiszę do Ciebie, jak tylko moja Julcia uśnie.
                Cytrynka
    • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 17:30
      Dziękuję Wam
      Dzisiaj mi lepiej. Osoby o których pisałam, naprawdę mnie kochają i dobrze mi
      życzą. Ja wiem, że nie chcą sprawić mi przykrości. Zdaję sobie sprawę, że może
      krępujące jest dla nich skorzystanie z naszej oferty opłacenia wizy, biletów
      itd. Ale same nie są w stanie tego opłacić. Może chodzi o to, że my także nie
      mamy kokosów i dla nas to także spory wydatek. Nie wiem, ale mnie to boli.
      Teściowa teraz przyjedzie 4 raz (z tym, że ona sama finansuje swoje bilety). Nie
      cieszę się już, tak jak poprzednio. Ale to mama męża, więc czemu ma nas nie
      odwiedzić...
      Co do pracy, nie mam pozwolenia. Pozwolenie na pracę ma tylko mój mąż, nie mam
      tu praktycznie znajomych. Czasem rozmawiam przez telefon z inną Polką. Ona jest
      w wieku mojej mamy, więc raczej nie mamy wspólnych tematów. Ani razu mnie nie
      odwiedziła, woli, żeby przyjechać do niej, ale ja się różnie czuję w ciąży i
      przecież nie położę się u niej skoro widziałam ją ze 3 razy w życiu. W dodatku
      to ona musiałaby po mnie przyjechać, względnie mąż zawieźć mnie o 7 rano i
      odebrać wieczorem. To za długo na wizytę u kogoś.
      Nie mam się więc z kim spotkać chociażby na przysłowiowej kawie. Próbowałam
      nawiązać kontakt z Amerykankami...Im wystarczy zdawkowe przywitanie.
      Ja wiem, że idealizuję Polskę. Ale tam jestem u siebie. Tam mamy mieszkanie. Tu
      mieszkamy w wynajętym, a ponieważ mamy tu być czasowo tylko, to nadal to będzie
      tylko wynajęte. Żyjemy na walizkach. Od czerwca 2002 roku mieszkałam już w
      Nikaragui, na Florydzie i tu, w Stanie Waszyngton.
      Mój angielski pozostawia wiele do życzenia, ale jak ma być inaczej, skoro nie
      mam kiedy używać tego języka (tylko u pediatry i ginekologa).
      Chciałabym już wrócić do Polski, ale tam kilka razy w tygodniu widziałabym
      teściową. Moje próby zaprzyjaźnienia się z nią zakończyły się fiaskiem,
      powiedziała, że nie potrafi. Za to potrafi przyjść do nas i przekopać brudne
      ubrania, żeby sprawdzić, czy mój mąż ma wystarczająco dużo ubrań, potrafi mi
      powiedzieć, że ja to nie jestem ważna, że moim zadaniem jest dbanie o męża.
      Potrafiła mi powiedzieć, że gdybym miała taki charatker, jak pewna osoba, nie
      chciałaby poznać naszej Julci, a to mnie już bardzo zabolało. Jak wrócę, będę
      słuchać, jak ona bardzo kocha wnusię...rozumiem, że kocha tylko dlatego, że ja
      zachowuję się w określony sposób. Gdybym była wrednym babskiem, Julcia nie
      byłaby już kochaną wnusią...
      W Polsce słyszałabym zapewne od mojej mamy, że ona mi tylko dobrze radzi. Rzecz
      w tym, że jak potrzebuję rady, to o nią proszę. A mama czuje się hmmm delikatnie
      mówiąc niekomfortowo, jeśli ja nie chcę korzystać z jej rad, bo mam swój pomysł
      na zajmowanie się dzieckiem.
      No i czy w Polsce mam jakąś szansę na pracę?? 29 lat i dwójka dzieci, ukończone
      studia humanistyczne. Nie mam wyglądu modelki, za to zdecydowane zdanie w
      niektórych sprawach. Czy ja mam jakąś szansę, bo kiedy w 2002 roku szukałam
      pracy (zwolniłam się z poprzedniej), nie chcieli mnie nawet do parzenia kawy,
      telemarketingu, czyli zajęć, do których nie trzeba doktoratu. Oprócz tego
      zdarzało mi się słyszeć, że jestem za stara...
      Tutaj jest chyba bezpieczniej, a w każdym razie policja jest skuteczniejsza.
      Tutaj parkuję samochód przed sklepem i wiem, że będzie tam stał, jak zrobię
      zakupy. Wiem, że mogę wyjść bez makijażu, nie muszę być doskonała. Moje dziecko
      nie musi mieć czapeczki i skarpet, kiedy uznam, że jest na to zbyt ciepło i nikt
      się nie wtrąci. A w Polsce, niestety...Zdarzało mi się słyszeć, że powinnam to,
      czy siamto od zupełnie obcych osób. Wyglądam młodo, nie chcę słuchać czyichś
      komentarzy, że taka młoda i dziecko, pewnie wpadka. Bo to moja sprawa ile mam
      dzieci, ile mam lat, co jadam, jakie mam wyznanie i poglądy.
      I gdzie jest dobre rozwiązanie??
      Powiem szczerze, że tak bardzo chciałabym obudzić się w naszym mieszkanku,
      spotkać się z koleżanką, pójść do Empiku, czasem zapytać mamy, czy mogłaby mi
      pomóc i zostać raz na miesiąc z Julcią, żebyśmy mogli z mężem iść do kina (ale
      rzadko, bo nie chcę powierzać opieki nad moimi dziećmi nikomu z rodziny,
      wolałabym mieć opiekunkę, płacić jej i móc wymagać).
      Tak bardzo chciałabym pojeździć rowerem po Powsinie.
      Chciałabym wiedzieć, że sobie ze wszystkim poradzę. Chciałabym móc dorobić
      sobie, żeby nie czuć się zależna całkiem.
      Jakie jest najlepsze rozwiązanie?
      Od kilku dni męczę męża, że chcę do Polski. Potem mówię, że nie jestem pewna,
      chłop ma ze mną utrapienie.
      Pozdrowienia i dzięki tym, co przeczytali
      Cytrynka
      • aniaheasley Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 18:01
        Tak czytam te Twoje posty i sie zastanawiam, czy my sie czasami nie znamy....?
        Skad jestes w Polsce?
        • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 18:09
          Hej jestem z Warszawy, ale urodziłam się w Wołominie.
          Pozdrawiam
          Cytrynka
          • edytaon Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 18:33
            przepraszam za ciekawosc ale skod z Warszawy ja mieszkam w Kanadzie niedaleko
            Toronto nie jest to zapewne pocieszajace ale mysle ze wiekszosc z nas czuje sie
            podobnie, mysle ze to bardzo trudne budowac nowe zycie gdzies na obczyznie ja
            mieszkam w kanadzie od dwoch lat i czesto miewam takie nastroje dzwonie wtedy
            do siostr w Polsce
            trzymaj sie
            edyta
            • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 23.09.04, 18:17
              Edyto
              W dzieciństwie (od zerówki) mieszkałam w Centrum, zaś później od 1998 już z moim
              obecnym mężem na warszawskich Kabatach.
              Pozdrawiam
              Cytrynka
          • aniaheasley Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 19:12
            A to w takim razie sie nie znamy. Ale jeszcze jeden dowod na to ze nie jestes
            sama.....Mam kolezanke w US, w twoim wieku, corka Julcia, w ciazy, tylko maz ma
            prawo pracy a ona przezywa identyczne rozterki....
            • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 21:18
              Może w takim razie Twoje koleżanka powinna zajrzeć na forum Świat?
              Pozdrawiam
              Cytrynka
      • edytais Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 11.10.04, 21:18
        Jak czytalam twoje listy to zastanawialam sie czy ty przypadkiem nie dorwalas
        sie do mojego pamietnika!
        Moj maz ma wize H1B i ja w domu siedze z dwojka dzieci (4 lata i rok).
        Znajomych tu nie mamy. Probowalismy ale nic nie wychodzi. Zostalismy
        zaproszeni na jakies wielkie "party", pozniej zaprosilismy do nas gospodarzy i
        na tym sie skonczylo. Probujemy, ale wszyscy pracuja w ciagu dnia i sa
        zabiegani, dzieci ida do daycare. Wyslalam swoja 4 latke do przedszkola na 3
        godziny dziennie, tak nam sie udalo, ze z pracy meza mamy swietne przedszkole i
        placimy tylko $125 za semestr (4 miesiace). Gdyby nie to, to ja chyba bym
        dostala bzika. Nigdy tez nie przechodzilam przez jakies dolki zwiazane z
        hormonami przed okresem, teraz sie pojawily, rycze z byle powodu 2 dni przed
        okresem. Na drugi dzien mi przechodzi.
        Tesnkie za Polska, ale bardziej za rodzina. Tesciowie przyjezdzaja raz w
        roku. Moja rodzina nie moze, bo nie stac, a od nas tez nie chca przyjac bo u
        nas tez sie nie przelewa. Siostra w koncu zdecydowala, ze sprobuje dostac wize
        za 1-2 lata i polowe wyjazdu ja sfinansuje. Do tej pory nie chciala nawet
        skladac papierow bo nie dostanie. Ostatni raz w Polsce bylam 2 i pol roku temu
        jak corka miala 2 lata. Mlodsza nikt z rodziny mojej nie widzial poza moja
        mama rok temu. Nie wyglada na to, zebym do POlski pojechala przez najblizsze 3-
        4 lata, wiec mi smutno (sprawy wizowe). Dzieci beda mialy 5 i 8 lat. Kawal
        czasu! Brat wlasnie sie ozenil, na weselu nie bylam.
        Sama teraz jestem z dziecmi. Maz pracuje. Placu zabaw nie ma i nie mam do
        kogo geby otworzyc. Przylapalam sie kilka razy na tym, ze zagaduje pania przy
        kasie na smierc (obca mi zupelnie osobe). To chyba z braku ludzkiego kontaktu
        na codzien.
        Jak chcesz sobie pogadac to zadzwon do mnie. Mieszkam w ARkansas (870)403-0912.
        A propos jedzenia, sama robie bialy ser, paczki i nawet chleb. Raz na 2
        tygodnie jezdze do Little Rock. Tam maja chleb europejski zupelnie jak nasz.
        Ja kiedys kupowalam z piekarni wysylkowej i dostawalam zamrozony. Oczywiscie
        nie ma to jak swiezy chleb, ale z braku laku i kit dobry. RAz na jakis czas
        sie szarpnelo. Potem mieszkalam w St.Louis i Bloomington IN, tam mialam
        swietne piekarnie na miejscu. TEraz znowu musze albo jezdzic albo zamawiac
        przez internet. Moj maz jest niemcem i jakos zadne z nas po wielu latach
        pobytu w USA nie moze sie przekonac do amerykanskiej gabki.
        A propos mlodego wygladu. To zdarzylo mi sie cos smiesznego. Jak bylam w
        ciazy z drugim dzieckiem, starsza miala 3 lata, ja 29 (ze tez ja sie przyznaje
        do wieku!). Trudno juz sie wydalo... Zlapalam grype i poszlad do lekarza na
        uczelni, wtedy jeszcze bylam "studentka". Tam sprawdzali czy nie mam "strep".
        Pielegniarka i lekarka mnie dziwnie traktowaly. Rozmawialy ze mna jak z
        dzieckiem i jakos tak jak bylabym jeszcze polglowkiem! Troche mnie to
        wkurzalo, ale trudno, moze sa az tak przesadnie mile i poslyszaly moj akcent
        wiec sie tak bardziej jasno wyrazaja, zeby sie upewnic, ze rozumiem.
        Potem udalo mi sie podejrzec co tam wypisywaly w mojej kartotece. Okazalo sie,
        ze ktos sie pomylil i napisal, ze pacjent ma 19 lat (zamiast 29). no to sobie
        tam pomyslaly pielegniarki, 19 lat, w ciazy z drugim dzieckiem i jeszcze sie
        przyznaje, ze ma w domu 3 letnie dziecko. Zaswedzialo miedzy nogami jak miala
        15 lat! Tak prawde mowiac to nie sadze, zebym az tak mlodo wygladala, ale moze
        bez makijazu mocnego i w jeansach (bo nie lubie sie stroic) to moze nie
        odrozniam sie od studentow.
        Pozdrawiam i zycze latwego porodu i slicznego zdrowego dzidziusia.
        Edyta

    • goskb Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 19:02
      Nie martw sie wszystko bedzie dobrze a z przyjazdami wiesz jak to jest USA
      troche daleko.Ja mieszkam w Niemczech i prtzez internet poznalam kilka super
      malzenstw w podobnej sytuacji jak my.Niestety jedni wracaja wlasnie do
      Polski.Ja tez zastanawiam sie co dalej.Niemcy troche mnie znudzily namawiam
      meza na Holandie,Belgie moze Anglie i choc chce wracac do Polski bo w jakis
      sposob brakuje mi nie tylko rodziny, znajomych ale mojegop miasta to trudno
      podjac ostateczna decyzje o powrocie.Choc moj maz wysylal rowniez aplikacje do
      Polski.Pozdrawiam Gosia
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 21:26
        Hej
        Wydaje mi się, że byłoby mi łatwiej, gdybym wiedziała, gdzie jest moj dom w
        sensie fizyczym, bo w psychicznym to jest tam, gdzie dzieci i mąż. Jestem
        zmęczona życiem na walizkach po prostu. Jak coś kupuję, to zastanawiam się, czy
        to nie strata pieniędzy, bo np. danej rzeczy nie wezmę do Polski. Takie poczucie
        tymczasowości. A ja potrzebuję poczucia stałości, przynajmniej teraz. Ten wyjazd
        zmienił mnie, dorosłam wreszcie, zrobiłam się bardziej asertywna i mam więcej
        pewności, że poradzę sobie w życiu. To niewątpliwa zaleta. Kurczę, zawsze jest
        coś za coś...
        Cytrynka
    • poleczka2 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 22:02
      Kochana Cytrynko!
      W zeszłym roku przyjechaliśmy samochodem do Polski. Kosztowało nas to bardzo
      dużo pieniędzy, zachodu i przygotowań. Ponadto po szczepionce MMR syn dostał
      gorączki i biegunki i byliśmy w wielkiej rozterce czy jechać dalej czy zawrócić
      do domu.
      Dzień przed naszym odjazdem mój ojciec też powiedział mi, że jestem nie zadbana
      bo pojechałam na myjnię samochodową w spodniach dresowych. Byłam przerażona i
      załamana. Popłakałam się a on stwierdził, że jest zdziwiony moją reakcją.
      Wyjechałam następnego dnia ciesząc się, że mieszkam tak daleko. Potem miałam
      podobną sytuację kiedy moja mama w bardzo okropny sposób próbowała dowiedzieć
      się czy nasze drugie dziecko jest planowane czy nie.
      Napiszę ci, że cieszę się, że nie mieszkam w Polsce. Odpępowiłam się od mojej
      rodziny, koleżaneczki też o mnie zapomniały ale mam najlepszą w świecie
      przyjaciółkę z którą nadal jestem bardzo blisko.
      Jest mi tu lepiej, dzieci wychowywać łatwiej, praca też lepsza, w ogóle chcę
      się przebranżowić jeszcze raz i pójść na studia za dwa lata. Przyjaźnie wcale
      takie sztuczne nie są jak niektóre dziewczyny opisują, w Polsce miałam wiele
      jeszcze płytszych i sama zrobiłam z nimi krótki proces.
      Czasem zastanawiam się jakby to było gdybym mieszkała w Polsce. Pewnie nadal
      byłabym niezamężna i mieszkałabym w mieszkanku kupionym przez rodziców i
      jeździła samochodem podarowanym przez rodziców. Ciągły nadzór. Dziękuję za to,
      wolę mieszkać gdzie mieszkam i robić wszystko dokładnie jak mi się podoba.
      Jeżeli chciałabyś pogadać to zapraszam na priva albo gg ale numeru nie chcę
      publicznie na forum podawać. Będziemy miały dzieci w podobnym wieku, moje ma
      urodzić się za dokładnie 2 tygodnie.
      Pozdrawiam.
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 09.09.04, 22:27
        Poleczka2
        Pozwolisz, że do Ciebie napiszę?
        Cytrynka
        • poleczka2 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 11.09.04, 14:20
          Pewnie, że pisz. Z przyjemnością odpiszę. Pozdrówka smile


          cytrynka3 napisała:

          > Poleczka2
          > Pozwolisz, że do Ciebie napiszę?
          > Cytrynka
      • farpakon Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 10.09.04, 01:41
        poleczka2 napisała:
        bardzo mi sie podobalo, co napisala poleczka. szczegolnie ten fragment moglabym sama napisac:

        > Czasem zastanawiam się jakby to było gdybym mieszkała w Polsce. Pewnie nadal
        > byłabym niezamężna i mieszkałabym w mieszkanku kupionym przez rodziców i
        > jeździła samochodem podarowanym przez rodziców. Ciągły nadzór. Dziękuję za to,
        > wolę mieszkać gdzie mieszkam i robić wszystko dokładnie jak mi się podoba.

        dlatego ja mieszkam gdzie mieszkam i wcale nie tesknie. i moge wygladac na ulicy jak chce. i robic co mi sie podoba. i nikomu nic do tego. eh... zachod... wolnosc... hehe.
        nie wiem, dlaczego w polsce ludzie wciaz mysla i zachowuja sie jak z prowincji? przeciez tyle ludzi wyjezdza, widzi jak zyja ludzie inaczej, a przynajmniej maja kablowke.

        cytrynka! uszy do gory. moze sprobuj zapuscic korzenie (w sensie psychicznym) tam gdzie jestes, nawet na krotki okres. a znajomych tez jakis w koncu poznasz.
        zycze ci powodzenia. dbaj o siebie i dzidzie.
        • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 18:10
          Farpakon
          Staram się myśleć, że USA to teraz mój dom, bardzo się staram. Z okna kuchni
          widzę piękne, stare, iglaste drzewo. Może to dziwne, ale sam widok pnia daje mi
          siłę.
          Ja wiem, że tu mamy spokój: od niechcianych rad, od obcych wtrącający swoje
          "trzy grosze", od ciągłego nadzoru. No i to, co czasem wydaje się wadą: nie mamy
          pomocy ze strony babć, nie możemy iść razem na razie do kina, ale...
          ...często okazuje się zaletą. Mamy satysfakcję, że sobie radzimy, że nikt nam
          nie powie, że gdyby nie on/ona....
          Moja siła życiowa chyba się zwiększa mimo dołow, w które czasme wpadam.
          Pozdrawiam
          Cytrynka
    • malwaz1 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 12.09.04, 20:47
      czesc cytrynko3!!! trafilas w samo sedno musze przyznac i choc nie jestem tak
      daleko jak ty bo w anglii czuje bardzo podobnie. szczegolnie uderzylo mnie ze
      przyjaciele stali sie tylko znajomymi..... probuje to sobie jakos tlumaczyc: ze
      daleko, ze problemy , ze kazdy ma swoje sprawy. no coz tak bywa! ja w takich
      chwilach robie herbatke i przytulam coreczke!!!!!!!!!dziala wierz mi
      pozdrawiam cieplo malwaz1@gazeta.pl
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 18:04
        Masz rację Malwaz1
        Herbatka i przytulenie dziciaczka działa. A jak jeszcze moja Julcia robi
        "dziubka" do całowania, to rozpuszczam się niczym wosk. Nie mam przyjaciół, ale
        mam Julcię, męża i wkrótce przytulę synka. To najważniejsze.
        Cytrynka
    • paulina28 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 16:11
      Witaj Cytrynko,
      nawet nie wiesz jak dobrze Cie rozumiem!!! jestem w Waszyngtonie (niestety DC,
      a nie gdzies blisko Ciebie sad od poltora roku. Urodzilam coreczke 9 msc temu.
      Nie wiem kiedy wrocimy do Polski. Prze pol roku ktos u nas byl z rodziny , a to
      tesciowa, moja mama i potem siosctra. Moja siostra to moj przyjaciel. Powiem Ci
      ze nic nie jest juz jak bylo. Nawet przyjazn z moja siostra jest teraz
      obarczona relacjami z moim mezem (niestety zlymi relacjami). Wszystko jakos tak
      dziwnie.... Pogubilam sie. Tesknie, ale wlasnie za Lazienkami, Ogrodem Saskim,
      Powsinem za Warszawa. Mam kilka przyjaciol, ale nie wiem czy to przyjazn czy to
      juz chwilowe tylko kumpelstwo. Kazdy ma swoje zycie i jakos sie tak w nim
      zaklopsowal, moze tak trzeba? - mysle o Polsce. Stracilam najlepsza
      przyjaciolke w Polsce. Caly czas jakos czekam na Nia mimo wszystko, Ona teraz w
      drugiej ciazy i w domu, ale zeby napisala? co to to nie. Tylko ja dzwonie, ja
      wysylam zdjecia, ja pisze (choc ostatnio juz mi sie odechcialo przez ta Jej
      postawe). Wiesz, moze to wszystko hormony ciazowe, laktacyjne i co tam sobie
      jeszcze nie wymyslac, ale przede wszystkim to poprostu samotnosc i poczucie
      odizolowania od tego co sie kochalo i w czym sie bylo przez tyle lat - Warszawa.
      Ja tez z jezykiem kuleje, wsytd mi, ale gadam praktycznie u OB G i u
      pediatry smile Ostatnio jednak zapisalam sie na Joge mamus z dziecmi (same
      Amerykanki, wiec moze cos tam pogadam i szie podszkole) i basen i jeszcze jest
      jakis play group u nas na osiedlu - pewnie i tam pojdziemy z corcia. Ahhhh
      powiem Ci ze miota mna dzis bol bebechow od tej rozterki i wogole jakos mi do
      d... Dobrze, ze chociaz swieci dzisiaj sloneczko. Zatem posylam Ci promyki.
      Wpisalam sobie Twoje GG i jak bedziesz chciala pogadac to napisz to podam Ci
      swoj numer. PApapapa
      • mgna Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 16:59
        Cytrynko, z tesciowymi to zadko jest wygodnie (niestety). Z moja juz od
        przeszlo roku nie rozmawiam, ani moj maz do swojej matki nie dzwoni. Wydziwiala
        za duzo i tak odepchnela swojego syna wraz z jego rodzinka. Tak, Miloszek nie
        zna babci ani dziadzia ze strony taty, ale zato my mamy swiety spokoj.

        Co do znajomych pozostawionych w Polsce. Ja tez tego nierozumialam kiedy
        wyjechalam z Polski. Ja pisalam i dzwonilam o wiele czesciej niz oni. To
        zostalo mi wytlumaczone kiedy po latach znow sie spotkalismy. Otoz my
        wyjezdzajace, otoczone nowym srodowiskiem tesknimy bardzo, oni natomiast
        pozostaja na miejscu; ich zycie sie nie zmienia. Tak tesknia za nami po naszym
        wyjezdzie, ale wkrotce ich zycie powraca do normy, do takiego jakim bylo przed
        naszym wyjazdem. Wiec nie martwcie sie ze tak czesto nie pisza, nie dzwonia,
        czy nie odwiedzaja. Wazne jest zeby wasze przyjaznie przetrwaly dystnas i
        miesiace/lata rozlaki, zeby przy nastepnym spotkaniu bylo miedzy wami tak jak
        zawsze.

        Cytrynko, kolezanka jest teraz w Polsce, dam znac kiedy wroci. Ona mieszka w
        Richmond.
        • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 18:00
          Dzięki Mgna
          Co do przyjaciół, ja wiem, że często ich życie biegnie ustalonym torem. Ale
          jeśli np. koleżanka siedząc przy komputerze przy gg, nie jest w stanie zapytać
          mnie chociaż raz na miesiąc jak się czuję, jak sobie radzę, to jest mi przykro
          po prostu. Do tej pory odzywałam się do "przyjaciół" regularnie. Pytałam jak
          sobie radzą, o zdrowie, o dzieci. Tylko, że to było jednostronne. Ona odezwała
          się 4 razy (w tym roku, w zeszłym odzywałam się głównie ja). Ani razu nie
          zapytała jak mi tu jest, czy radzę sobie, jak się czuję, jak mi się układa na
          obczyźnie. 3 razy odzywała się, bo miała "interes", raz, aby potwierdzić plotki,
          że jestem w ciąży.
          To po prostu jest przykre, bo ma czas, aby forumować np.
          Nie mówię, że ludzie mają przede mną rozkładać czerwony dywan i pisać, jak
          bardzo za mną tęsknią. Wiesz, najbardziej przykro mi było, kiedy w dniu
          pierwszych urodzin mojej córeczki (o których zapewne wiedziała, bo pisałam o tym
          post), nie przesłała nawet "wszystkiego najlepszego" przez gg (a była przy
          kompie). Ja miałam opis na gg.
          Teraz dopiero widzę, że myliłam się bardzo myśląc, że jestem dla pewnych osób
          ważna. Rozczarowanie boli, ale co tam.
          Pozdrawiam
          Cytrynka
          P.S. Nie jestem osobą, która musi błyszczeć, zwracać na siebie uwagę. Nie jestem
          pępkiem świata, chciałam tylko mieć przyjaciół. Może za bardzo chciałam.
          • bornholmka Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 19:20
            Cytrynko dokladnie wiem co czujesz...Mi tez wydawalo sie ze w Polsce mam
            przyjaciol.Po kilku latach pobytu tu w Danii mimo ze odwiedzalam ich w miare
            mozliwosci jezdzac do Polski wiem ze sa to tylko znajomi..Przykre ale
            prawdziwe.Zostaly mi 3- 4 osoby ktore zawsze napisza milego sms-a"Przyjezdzaj,
            tesknimy, czekamy tu na Ciebie "wtedy lza sie w oku kreci...
            Pozdrawiam cie cieplutko
            • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 23:56
              Hej
              Miło dostać takie pytanie. Mnie czasem pytają, czy wracamy do Polski, albo czy
              przyjedziemy na święta. Czasem zdarza mi się słyszeć, że dana osoba nam nie
              wierzy, że wrócimy. No, ale to jest tylko zaspokojenie ciekawości.
              Zresztą jak zupełnie przypadkiem się dowiedziałam, dla wielu osób jestem tylko
              znajomą, nie przyjacielem, a szkoda, że tak myślą.
              Cytrynka
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 17:49
        Hej Paulino
        Z chęcią porozmawiam z Tobą przez gg, jak tylko córcia pozwoli (zazwyczaj siada
        mi wtedy na kolanach i jest walka o klawiaturę).
        Dziś czuję się psychicznie lepiej. O wiele lepiej. Może jest taka kolej rzeczy,
        najpierw mieć poczucie straty, by poczuć jak wieku ludzi nas otacza, fajnych ludzi.
        Moje relację z siostrą także się zmieniły. Zmieniłam się ja. Mam wrażenie, że do
        tej pory robiłam za młodszą (co jest zgodne z prawdą zresztą) siostrzyczkę, ale
        młodszą oznaczało także niedoświadczoną i głupią. Nie twierdzę, że moja siostra
        tak myśli. Tak chyba myślałam ja. Teraz podchodzę bardziej krytycznie (nie tylko
        do siostry, do innych także). Przestałam uważać, że zdanie niektórych bliskich
        mi osób jest jedynym słusznym.
        No a "przyjaciele" to tylko znajomi. Trudno. Przynajmniej poznałam grunt na
        jakim stoję. W moim życiu poznam jeszcze wielu innych ludzi.
        Pozdrawiam i przesyłam pozdrowienia
        Cytrynka
        • rpg-1 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 19:54
          Czesc
          Czytam i oczom nie wierze , to moje slowa , wlasnie odwazylam sie napisac
          podobny list do przyjaciolki w Polsce.
          Jestem czasowo w Kanadzie , jeszcze 1.5 roku a potem chyba pojade gdzies dalej .
          Corka na kolanach stuka w klawiature ..., dol strasznyChce do domu !
          Tylko gdzie on jest ?
          W Polsce czeka mieszkanie ale i tesciowa tuz obok palaca sie do rad i nadzoru -
          czy synus jadl ( od slubu przytyl 20kg wiec chyba go nie glodze ),czy ma
          dostatecznie duzo ubranek ( ma wiecej niz my obie bo on pracuje a my tylko w
          domu ) , czy mala nosi czapeczke itd.
          Jestes w ciazy je sie o nia staram , jakos nie idzie to rewelacyjnie .
          Rodzice dzwonia i pytaja czy juz i czemy tak sie guzdrze z 2 wnukiem
          (koniecznie wnuk !)choc mowilam ze nie jest to takie proste w moim przypadku .
          Oczywiscie juz mam zaplanowane co bede robic jak wroce do Polski (przez
          nich),na moj lekki opor jest reakcja w postaci zdziwienia ze nie chce cudownego
          planu -to ze jest inny od mojego to pestka .
          Pojechalam odwiedzic ,nowe ciuchy , fryzura , na lotnisku slysze :"ale ty
          wygladasz , jak sierota !" - trudno wygladac dobze po 15 godz podrozy z 1.5
          rocznym dzieckiem , opoznieniach itd
          Angielski sredni , aktualnie szukam kursu , sa ale w Toronto czyli 70 km od
          domu , troche blizej codziennie ,nie chce codziennie ! Chce sie opiekowac mala !
          Szukam naiani zeby moc sie uczyc , chodze po dziwnych , ciemnych piwnicach
          gdzie trzymaja dzieci , rupieciarniach , wdycham duszace zapachy hinduskich
          portaw .
          Moja perla tam?
          Nikt z rodziny do mnie nie dzwoni , czasem maile , tylko kolezanki ale i te
          ostatnio pracuja ,dzieci w przeczkolu.Zaganiane .
          Ja zawsze aktywna teraz samotna .
          Tubylcy mile ale o blizszych kontaktach raczej mowy nie ma , mamy trzymaja
          dzieci przed telewizorem , w parku pustki .
          Tylko "czesc, jak sie masz?"i nie czekaja na odpowiedz bo oczywiscie mam sie
          super .
          Dobze ze mam dziecko , najlepsze co mnie do tej pory spotkalo ..
          Trzymaj sie cytrynko !
          renata

          • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 14.09.04, 01:24
            Hej Renato
            Musi być lepiej, prawda?
            Dzisiaj zadzwoniłam do siostry, dowiedziałam się, że nie podoba jej się imię
            jakie wybraliśmy dla synka. Jej prawo, ale czemu mi o tym mówi? Smutno mi się
            zrobiło. Usłyszałam ponadto, że jestem dziwna. Już wyjaśniam dlaczego.
            Rozmawiałyśmy o pracy, a właściwie o moich szansach na znalezienie takowej. O
            moich wyobrażeniach finansowych. Ona właśnie wróciła ze służbowego wyjazdu,
            gdzie integrowała się ze współpracownkami. Zapytałam, czy jakbym np. starała się
            o pracę w jej firmie, czy także wyjazdy integracyjne obowiązywałyby mnie.
            Zapytałam, bo wolałabym żeby takie wyjazdy nie były obowiązkowe. No i zostałam
            ostro skrytykowana, a cała rozmowa była podsumowana zdaniem, że z moim
            nastawieniem (wolałabym sama decydować, co robię w weekend) to mam marne szanse
            na pracę, a w jej firmie napewno, no bo: takie wyjazdy są fajne (nie przeczę) i
            powinny być obowiązkowe.
            Poza tym to bez sensu bym pracowała i zostawiła całą pensję opiekunce (ale
            przecież nie jej pensję), no i ona nie zostawiłaby malutkiego dziecka - jestem
            wyrodną matką chyba. OK, ma prawo do swojego zdania, ale przecież ja także mam
            prawo do swojego. Czy to takie dziwne, że preferuję spędzanie weekendów z rodziną?
            Kurczę, już któryś raz żałuję, że zadzwoniłam. Mam wrażenie, że ciągle jestem na
            cenzurowanym, że dla niektórych bliskich mi osób jedynym słusznym zdaniem jest
            ich własne.
            Dziś cieszę się, że jestem daleko. Ja wiem, że w ciąży mam swoje humory, że może
            ktoś nie akceptować moich poglądów, tak jak ja mam prawo nie akceptować czyichś.
            Staram się jednak pamiętać, że należy szanować odrębność, inne zdanie.
            Inna sprawa. Na jednym z for znalazłam dzięki koleżance wątek o mojej byłej
            szkole. Opowiedziałam o tym siostrze, wspomniałam o jednej z byłych uczennic. A
            moja siostra powiedziała, że widziała tę dziewczynę niedawno i...zrobiła się z
            niej baba, że nie wygląda jak kobieta, ale jak baba. Przyznam szczerze, że nie
            wiem, co to oznacza, że ktoś wygląda jak baba, ale brzmi to dość obraźliwie.
            Kocham moją siostrę, ale takie teksty z jej ust nie są dla mnie miłe. Oddalam
            się od niej coraz bardziej. Chyba już jej nie rozumiem.
            Mojego męża też krytykowała, kiedy mówiłam, że nie za bardzo mi pomaga w domu
            wieczorami (po 12 godzinach pada na twarz (no bawi się z Julcią i np. ją myje)).
            Usłyszałam, żebym nie wierzyła mu, że tak ciężko pracuje, bo ona wie, jak u niej
            pracują. Jednocześnie twierdzi, że nie ma na nic czasu, bo tyle ma zajęć w
            biurze. Kurcze, bolało, bo ja lepiej od niej wiem,\ jak wygląda praca mojego
            męża. Zresztą kiedyś przez dwa miesiące dzień w dzień jeździłam z nim do pracy
            to się napatrzyłam.
            Oddalam się coraz bardziej od mojej rodziny. Mam dość słuchania krytyki. Owszem,
            słyszę też czasem, że świetnie sobie radzę i to jest miłe. Niestety słyszę
            także, że muszę to i tamto, że nie mogę być gruba, że jestem dziwna, że to i
            owo. Kurka, lekcja tolerancji by się przydała.
            Do tej pory pocieszałam się, nie mam przyjaciół, ale mam siostrę i że zawsze
            mogę się jej zwierzyć. Mogę, ale już mi przeszła ochota na zwierzenia. I nie
            chodzi mi aby ciągle ktoś mi potakiwał, głaskał po główce i użalał się nade mną,
            chciałam normalnej rozmowy bez słuchania, że ja to i tamto.
            Znowu się rozpisałam i chyba już troszkę nie na temat.
            Renato, moje dzieci to także najlepsze, co mam w życiu.
            Pozdrawiam
            Cytrynka
    • rpg-1 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 13.09.04, 20:21
      Jeszcze cos ,bylam na Warszawskiej Starowce miesiac temu ,koncert
      STANKO ,tlumy ,naprawde ladnie ,i Nowy Swiat taki ukwiecony ..
      Gofry z jagodami w Igloo na Nowym Swiecie ..mniam ...
      Renata
      • ina16 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 14.09.04, 00:40
        Dzieki za Wasze posty. Ja mieszkam 5 lat w Holandii i raczej tu zostane (maz
        tubylec, dom, praca). I wlasnie powoli widze jak malo ludzi mi w Polsce
        pozostaje. Jak mnostwo energii musze wkladac w podtrzymywanie kontaktu.
        Zapraszam oczywiscie wszystkich, ale jeszcze jakos nikomu sie nie udalo
        dodtrzec. To jeszcze jakos potrafie zrozumiec. Ale brak maili czy zero slowa
        przez gada... to jakos trudniej. Mam super meza i dwoch chlopakow a czasem
        cuzje sie strasznie samotna. Nie wiedzialam, ze nie tylko ja tak mam.
        Usiluje tutaj nawiazywac kontakty (na szczescie wiem, ze tu pobdede dluzej). O
        przyjazni boje sie na razie marzyc, ale wierze. Znam mnostwo miedzynarodowych
        kobiet i tym co nas laczy to samotnosc. Ale to nie wystarcza do przyjazni.
        Pozwala razem spedzac czas (nie kazdy dzien wolny od pracy jest spacerem do
        parku by karmic kaczki).
        Marzylismy o powrocie do Polski. Ale teraz jakby coraz mniej. Moze przyjaciele
        byliby wciaz przyjaciolmi. Ale nie moglabym byc i mowic tak jak chce. W czasie
        ostatnich wakacji w Polsce wciaz napadali mnie obcy z uwagami o braku
        czapeczek, brudzeniu ubranek, wdrapywaniu sie za wysoko... To z tego wyrastaja
        nieporadni faceci i zakompleksione kobiety. Bardzo tak nie chce.
        Zawsze wydawalo mi sie, ze bylam gdzies pomiedzy - grupami ludzi,
        zainteresowaniami, ze musialam laczyc to co na pierwszys rzut oka nie bardzo
        chialo sie laczyc. Moze tak juz musi byc z tym moim zyciem - szukac w dwoch
        rzeczywistosciach tego co najlepsze.

        Oj, chyba zaczynam za bardzo filozofowac, ale i pora jak na mnie pozna. A moj
        potoraroczny skarb nie przepada za przesypianiem nocy. Spadam zanim on mnie
        oderwie od komputera.
        Trzymajcie sie dzielnie kobiety!
        • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 14.09.04, 01:41
          Ina
          Nie jesteśmy same, widzę, że jest nas wiele. Mnie łatwiej byłoby, gdybym
          wiedziała, gdzie będę mieszkać na stałe. Ja potrzebuję stabilizacji, domu, do
          kórego się przywiążę emocjonalnie.
          Napisałaś: " W czasie
          > ostatnich wakacji w Polsce wciaz napadali mnie obcy z uwagami o braku
          > czapeczek, brudzeniu ubranek, wdrapywaniu sie za wysoko... To z tego wyrastaja
          > nieporadni faceci i zakompleksione kobiety. Bardzo tak nie chce."
          Masz rację, w dodatku ja jestem tego przykładem, przykładem zakompleksionej
          kobiety (no już coraz mniej zakompleksionej na szczęście) i walce z moimi
          psychicznymi ograniczeniami poświęcić musiałam sporo czasu. No, ale warto, może
          moje dzieci nie będą pisać takich postów o samotności (wierzę w to).
          Cytrynka
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 23.09.04, 18:15
        Renato, prawie widzę Nowy Świat i czuję zapach gofrów. Mniam.
        Czy można mieć dwie Ojczyzny?
        Cytrynka
    • rpg-1 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 14.09.04, 03:01

      Jak czytam ten watek to i mi razniej i gozej .
      Mialam nadzieje ze jak sie jest za granica juz kilka lat to czlowiek poznaje
      ludzi , ma nowe przyjaznie i zrasta sie z krajem .
      Tymczasem wychodzi na to ze samotnosc i tesknota za wlasciwie nie wiadomo czym
      jest ciagle .
      Ja po roku juz widze ze jak wroce to tez bedzie mi przeszkadzac wiele
      rzeczy ,chyba najgozej te zaciete twarze rodakow .
      Wyscig samochodem przy kazdych swiatlach w Warszawie smile.
      Widze tez ze powoli przyzwyczajam sie do tego kraju ,nadal drazni mnie wiele
      rzeczy jak tuz po przyjezdzie ale lubie od poczatku spokoj na
      ulcach ,bezpieczenstwo , to ze mi sie nie wtracaja do zycia obcy ludzie .
      Dla mnie jakos naturalne bylo to ze slabe wiezi z rodzina nie
      przetrwaja ,szkoda tylko ze rodziece tak czesto nas nie rozumieja .
      Czasem mam wrazenie ze to przez ogolny obraz Polaka za granica .
      Jesli jestesmy w kraku-raju i na dodatek jeszcze nie pracujemy ( bo przeciez
      praca przy dziecku to nie praca)to powinnysmy wygladac zurnalowo ,miec czas na
      wszystko i jeszcze dopiescic meza pracujacego ...
      Po dwoch wizytach w Polsce wiem ze wiekszosc moich znajomych czy rodziny w
      ogole nie bieze pod uwage jakis problemow .
      Jestesmy za granica ,mamy dom ,samochody , to o co oni walcza cale zycie to w
      czym problem ?
      Moze jak bym gonila dyzur za dyzurem jak przed wyjazdem to nie mialabym czasu
      na tesknote i wymyslanie .
      Podliczylam z kolezankami ze one spotykaja sie co ..pol roku jak ja
      przyjezdzam .Taka paczka ze studiow ,wrocily do zawodu i nie maja na nic czasu
      a ja bredze o samotnosci .
      Sama na siebie tez zla jestem bo zawsze bylam najsilniejsza i to ja dawalam
      rady a teraz sama uzalezniona od meza , daleko od domu .
      Malo czasu na nauke czy relaks bo dodatkowo moj maz tez ciagle jezdzi po
      swiecie wiec naprawde jestem sama .np. caly poprzedni i caly ten tydzien .
      Bylo ok ale teraz powoli sie rozsypuje , pochlipuje .
      Pytanie czy dobrze wybralysmy ?
      Z tym imieniem to daj sobie spokoj ,nikomu nie dogodzisz ,jak miala sie urodzic
      moja corka to ku mojemu zdziwieniu zostalismy zaproszeni na obiad do tesciow ,
      i tam tesciowa wyciagnela kartke z imonami obu plci poddajac je rodzinnemu
      glosowaniu ,po czym wybrali 2 (chl i dziew.) (!)
      Nawet na koniec spytali sie laskawie jaki ja mam pomysl , przedstawilam go i
      stol jeknol a meza siostra powiedziala "no wiesz ,na ostatnich wczasach
      poznalismy taka Majke i byla okropna , mamusia wyfiokowana ciagle za na
      chodzila mowoac Majus to czy tamno, strasznie mi sie kojazy ".
      Pozostawiam bez komentaza , dodam ze sieostra to lekarz z doktoratem .

      Powrot do pracy ,hymm na ten temat mam wlasne silne zdanie :KAZDY ROBI JAK CHCE.
      Kolezanki nigdy nie pracujace , wychuchane ,gnaja teraz do pracy byle jak
      najdalej od wrzeszczacego malucha a ja pracujaca od dziecka teraz z
      przyjemnoscia sledze kazdy krok i umieram na sama mysl o niani (zadna mi sie
      nie podoba).
      Najbardziej dziwi mnie to jak teraz silny jest mit kobiety boga , pracujacej
      zawodowo, pioracej , gorujacej ,zajmujacej sie dzieckiem itd .
      Jesli jestes z dzieckiem to jestes "tylko "z dzieckiem , czesto slysze miedzy
      wierszami ze wlasnie trace najlepszy czas ...bo zajmuje sie swoim
      wymazonym ,wyczekanym i ukochanym dzieckiem a co gorsza marze o jeczsze jednym
      skazujac sie na utrapienie zupelne.

      Piszczie kobiety bo lzej ze nie ja sama na tym swiecie "wydziwiam "

      Pozdrowienia

      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 14.09.04, 17:16
        Witaj ponownie
        Kilka razy spotkałam się z opinią osób mieszkających w Polsce, że powinnam się
        cieszyć, że tu jestem, bo tysiące osób marzy, by przyjechać do USA. Nie przeczę
        że tak nie jest. Tylko czasem mam wrażenie, że w mentalności niektórych ludzi
        zakorzenione jest przekonanie o dużych pieniądzach, szybkich samochodach,
        willach, o karierze typu "od pucybuta do milionera".
        Owszem, łatwiej tu o samochód, dom i pieniądze. Łatwiej ładnie się ubrać, bo
        jest większy wybór w sklepach i tańsze ubrania. Ale niektóre osoby nie biorą pod
        uwagę, że za taki wyjazd płaci się odpowiednią cenę. Cenę osamotnienia, braku
        wsparcia. No i prawda jest taka, że na te wszystkie dobra też trzeba zapracować,
        pieniądze nie leżą na ulicach.
        Ja wiem, że często Polacy są tak zapracowani (mówię o tych w Polsce), że nie
        mają czasu na spotkania ze znajomymi, ale mają taką możliwość. Na obczyźnie są
        odsunięci.
        Moja siostra kiedyś zdziwiła się, jak powiedziałam, że dużo nas ten wyjazd
        kosztuje (nie chodzi o pieniądze). Dowiedziałam się, że przesadzam. Mam wiele
        możliwości: mogę np. nauczyć się biegle języka. No mogę, ale gdzie inne potrzeby?
        Nie chcę, by wyszło, że obgaduję moją siostrę. Bardzo ją kocham i szanuję. Jej
        osoba ma być tylko przykładem reakcji, z jakimi się spotkałam, czyli ciesz się,
        że tu jesteś i nie marudź.
        Pozdrawiam
        Cytrynka
        • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 14.09.04, 17:18
          Jeszcze jedno, kilka osób powiedziało mi też, że nigdy nie wyjechałoby zagranicę.
          Cytrynka
          • mausi12 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 23.09.04, 15:21
            Cytrynko!!!! ja ciebie swietnie rozumiem i chociaz nie mieszkam w USA to cie
            swietnie rozumiem.Jak bedziesz chciala to odpisz mi tutaj na forum.
            • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 23.09.04, 18:13
              Hej Mausi
              Dzięki, że napisałaś. Niekiedy mam wrażenie, że się czepiam, bo przecież
              powinnam być wdzięczna, że los dał nam szansę (wg niekórych znajomych np.).
              Chciałabym po prostu nie mieć przed nosem szyby, która mnie oddziela od ludzi.
              Ta szyba, to moja odmienność, inny akcent, inna kultura, inne wychowanie. Nie
              wstydzę się swojego akcentu, czy pochodzenia - nic z tych rzeczy, jednak ona nie
              ułatwia nawiązania kontaktów (np. jeśli komuś trudno mnie zrozumieć).
              Cytrynka
    • maggie271 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 14.09.04, 05:48
      Witam
      dzieki za poruszenie tego tematu, jakos od razu mi lepiej... Znam ten problem - wlasnie mi stuknely 3 latka od przylotu do USA sad(( Tylko maz pracuje, ja pozwolenia nie mam sad Wlasnie staramy sie o nasza fasolke, mam nadzieje ze sie nam uda i wtedy spojrze na pewne sprawy bardziej optymistycznie. Oby !
      Pozdrawiam Was wszystkie.
      M.
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 14.09.04, 17:20
        Maggie, życzę Ci szybkiego "zafasolkowania" i jak najwięcej humoru.
        P.S. Gdzie mieszkasz?
        Pozdrawiam
        Cytrynka
        • ina16 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 22.09.04, 23:09
          Kobiety drogie,
          Czy Wasze milczenie oznacza, ze juz jestescie mniej samotne (i mniej spokojne)?
          A moze nagle odkrylyscie mile sasiadki, ktore rownie samotne jak Wy chetnie
          chodza z Wami na spacery i odkrywacie powoli uroki miejsc w ktorych mieszkacie.
          Mi powoli (po pieciu latach w Holandii i trzech w obecnym miescie) zaczynaja
          sie kontakty ukladac. Choc do przyjazni jeszcze chyba troche daleko. Ale
          przyjaznie polskie sie rozpadaja i to jakos pozwala mi (paradoksalnie) na
          wieksze angazowanie sie w kontakty tutaj.
          A moze po prostu rodzicie czy oddajecie sie prokreacji (co jest zajeciem raczej
          bardziej angazujacym niz forumsmile
          Trzymajcie sie dzielnie i do uslyszenia!
          • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 23.09.04, 17:47
            Hej
            Kilka dni nie zaglądałam na forum Świat. Czekam na narodziny synka, szykuję się
            na to wydarzenie. Pod względem znajomości niewiele się zmieniło. Jedna Polka,
            która 7 tygodni temu urodziła córcię (widziałam tę osobę kilka razy),
            zaproponowała, że może czasem się spotkamy z dziećmi. Cieszę się, mam nadzieję,
            że się uda. Z tego co wiem, jak malutka skończy 3 miesiące, ona wraca do pracy
            (takie niestety są realia, nawet tu, w USA), więc pewnie będziemy się widzieć
            bardzo rzadko, jeśli wogóle.
            Chciałabym móc się spotkać na herbacie z inną kobietą, móc wyskoczyć na zakupy.
            Chyba zbyt krótko tu jestem.
            Pozdrawiam
            Cytrynka
    • evee1 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 23.09.04, 03:59
      Jak narazie nie zabieralam glosu, bo ja jestem ta zapracowana co to nie ma
      na nic czasu. Z tych trzech w temacie "Emigracja. Samotność, spokój", to chyba
      tylko na emigracje sie zalapalam smile)). Choc przyznaje, ze samotnosci tez
      troche doswiadczylam, ale to na poczatku, kiedy bylam tu sama. Samotnosc z
      mezem (i dziecieciem) przy boku jest dla mnie pojeciem mocno abstrakcyjnym smile).
      Ale taka juz jestem widac, wiec sorry za ewentualnie chybione poglady...
      No i ja chcialabym tyle rzeczy robic, a nie mam na nie czasu!!!

      > Moja siostra kiedyś zdziwiła się, jak powiedziałam, że dużo nas ten wyjazd
      > kosztuje (nie chodzi o pieniądze). Dowiedziałam się, że przesadzam. Mam wiele
      > możliwości: mogę np. nauczyć się biegle języka.
      He, he, dobre sobie! Owszem nauczysz sie biegle, ale jedyne co z tego bedziesz
      miec, to to, ze bedziesz ludzi na ulicach rozumiec. Moze bylby to atut jakbys
      z tym jezykiem gdzies jechala i bylby to obcy jezyk opanowany do perfekcji.
      A teraz to jestes w takiej sytuacji jakby obcokrajowiec przyjechal do Polski
      i nauczyl sie jezyka polskiego. No, faktycznie nauczyl sie na blache. Moze
      teraz pojsc do warzywniakja na rogu i go zrozumieja!! Siostra wydaje sie tego
      nie rozumiec. No, chyba, ze jednak do Polski wrocice, to juz zupelnie inna
      sprawa. Ale niestety czasy, kiedy wylacznie na znajomosci angielskiego mozna
      bylo polegac chyba juz minely. Choc moze masz jakies wyksztalcenie, ktore w
      polaczeniu z angielskim bedzie poszukiwana na rynku pracy kombinacja.

      Ja tez mialam wielu znajomych w Polsce, ktorzy tez sie wykruszyli. Jedni nie
      mogli zrozumiec wlasnie tego, ze pieniadze nie leza na ulicach i ze tutaj
      wszystko jest takie proste. Fakt, ze wiele rzeczy jest prostszych, jak sie
      juz je pozna, ale nie na poczatku. Teraz wielu z nich sie pyta dlaczego nie
      wracam do Polski skoro tam tak juz dobrze. To ja im mowie, zeby przyjechali
      do Australii. Do nich nie dociera, ze dla mnie powrot do Polski bylby kolejna
      emigracja. A ja nie checi ani motywacji, zeby sie w to pakowac.
      No, ale ja naleze do mniejszosci wesolych emigrantow, to znaczy takich,
      ktorzy aklimatyzuja sie latwo i ktorym Polska nie jest juz do szczescia
      potrzebna. Niestety (dla niektorych) poziom patriotyzmu siega u mnie mniej
      wiecej gdzies do piet, nad czym moze boleje, ale nie az tak bardzo. Polska
      to dla mnie kraj mojego urodzenia i tam sie wychowywalam, ale poza tym to taki
      jak kazdy innych tyle, ze mowia tam takim dziwny jezykiem, ktory o dziwo
      doskonale rozumiem smile)).
      Najbardziej irytujace jest jednak to, ze ilekroc wybieram sie do Europy, to
      oczekuje sie ode mnie, ze pojade do Polski. Moja mama, to juz w ogole
      uwaza, ze powinnam plackiem siedziec w Warszawie (skad pochodze) i "poogladac
      sobie jak sie ta Warszawa zmienila". Widzialam przez tydzien w zeszlym roku i
      to mi w zupelnosci wystarczylo smile). Jezdzilam w niej jak szaleniec, bo
      spotykalam sie ze wszystkimi znajomymi rozrzuconymi po calym miescie i poza,
      ale dla mojej mamy nie bylo to jeszcze wystarczajace i twierdzi, ze ja guzik
      widzialam. No i po tym tygodniu gnalam na Mazury i w Bory Tucholskie, a mama
      byla zdziebko oburzona, bo las to moge miec wszedzie. Dodam, ze byl srodek
      lata i byly to dwa tygodnie mojego urlopu!.
      No, ale na szczescie jestesmy spowrotem na Antypodach i do Europy pewnie
      wybierzemy sie dopiero za jakies trzy-cztery lata.
      • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 23.09.04, 18:08
        Hej Evee1
        Mam wykształcenie wyższe humanistyczne. Dodatkowo skończyłam podyplomowe
        dziennikarstwo (niestety nie miałam okazji pracować w zawodzie).
        Moja siostra faktycznie chyba nie bardzo mnie rozumie.
        Nie uważam siebie za patriotkę, przez co czasem czuję się odmieńcem. Po prostu
        brakuje mi tego, do czego byłam przyzwyczajona, brakuje mi moich utartych
        szlaków, możliwości spotkanie z bliskimi itd. Myślę, gdybym wiedziała, gdzie
        jest mój dom, byłoby łatwiej, nawet jeśli miałby on być poza Polską. A tak
        walizki ciągle czekają...
        Cytrynka
        • evee1 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 24.09.04, 08:02
          cytrynka3 napisała:
          > Nie uważam siebie za patriotkę, przez co czasem czuję się odmieńcem.
          To mozemy sie czuc razem, chociaz ja sie tym nie przejmuje. My co prawda
          wysylamy dzieci do polskiej szkoly, ale to glownie z inicjatywy mojej
          mamy, ktora twierdzi, ze "jestescie Polakami, to macie chodzic do polskiej
          szkoly", a dzieci jej na to "my nie jestesmy Polakami, my jestesmy
          Australijczykami". Hm i jedna i druga strona ma troche racji smile).
          Ale czy racja babci jest wystarczajaca, zeby przekonac parolatkow
          do chodzenia w sobote na pare godzin do nudnej szkoly.

          > Po prostu
          > brakuje mi tego, do czego byłam przyzwyczajona, brakuje mi moich utartych
          > szlaków, możliwości spotkanie z bliskimi itd.
          Mi wlasnie tego brakowalo jak pojechalismy na trzy lata do Anglii. Ale mi
          brakowalo tego z Australii smile)). Teraz wspominam niektore rzeczy z Anglii,
          ale tesknota trudno to nazwac.

          > Myślę, gdybym wiedziała, gdzie
          > jest mój dom, byłoby łatwiej, nawet jeśli miałby on być poza Polską. A tak
          > walizki ciągle czekają...
          To moze rozpakuj na jakis czas te walizki na miejscu i zyj codziennoscia,
          bez czekania na kolejny wyjazd do Polski. Zreszta niedlugo juz nie bardzo
          bedziesz miala cas na cokolwiek, jak Ci sie dzidzia urodzi smile).
          A tak na pocieszenie, to wydaje mi sie, ze troche w aklimatyzacji pomagaja
          dzieci jak podrastaja. Jak ida do przedszkola czy szkoly, to czlowiek zaczyna
          wiecej zyc zyciem "lokalnym" i to znacznie przybliza kraj, w ktorym sie zyje.
          • ina16 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 27.09.04, 23:30
            Aklimatyzacji na emigracji pomagaja tez "wakacje" w Polsce. Gdzie rodzinie za
            malo mnie, mi za malo przyjaciol a maz sie pyta kiedy pojedziemy na urlop. Poza
            tym ja zawsze jezdzilam na wakacje gdzie indziej wiec czemu teraz wciaz do
            Polski? Sama uwazam to za znak, ze przyzwyczajam sie do bycia tu gdzie jestem.

            Dzieci ucze polskiego, zeby sie dogadywaly z babcia i zeby (jak kiedys zechca)
            mogli postudiowac w Krakowiesmile Dzisiaj wypelnialam jakas ankiete o rozwoju
            dziecka i bylo pytanie do jakiej grupy narodowosciowej naleze. No Holenderka to
            na pewno nie jestem. Ale czy naleze do grupy Polskiej? I ku mojemu zaskoczeniu
            ta watpliwosc mnie raczej zdziwila niz zasmucila. Ja chyba tez juz nie
            umialabym wrocic do Polski...
            • evee1 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Przeczytajcie p 28.09.04, 04:10

              ina16 napisała:

              > Aklimatyzacji na emigracji pomagaja tez "wakacje" w Polsce. Gdzie rodzinie za
              > malo mnie, mi za malo przyjaciol a maz sie pyta kiedy pojedziemy na urlop.
              Jak komu, jak komu smile). Moja znajoma ciezko odchorowuje po powrocie z Polski,
              bo "tam bylo tak wspaniale, rodzina, przyjaciele, dzieci ciagle razem sie
              bawily".
              Tylko ze tak bylo jak jechali tam na dwa, trzy tygodnie i wszyscy wokol nich
              skakali. Jak pojechala na dwa miesiace to co do niej dzwonilam, to okazywalo
              sie, ze z roznymi znajomymi jeszcze sie nie spotkala, bo oni pracuja i nie maja
              czasu, a ona nie moze do nich pojechac, bo nie ma samochodu i na dodatek jest
              zima. I w efekcie dopiero ostatnie dwa tygodnie pobytu spedzila na szybkich
              spotkaniach.

              > Poza
              > tym ja zawsze jezdzilam na wakacje gdzie indziej wiec czemu teraz wciaz do
              > Polski? Sama uwazam to za znak, ze przyzwyczajam sie do bycia tu gdzie jestem.
              > Dzieci ucze polskiego, zeby sie dogadywaly z babcia i zeby (jak kiedys
              zechca)
              > mogli postudiowac w Krakowiesmile Dzisiaj wypelnialam jakas ankiete o rozwoju
              > dziecka i bylo pytanie do jakiej grupy narodowosciowej naleze. No Holenderka
              to
              > na pewno nie jestem. Ale czy naleze do grupy Polskiej? I ku mojemu
              zaskoczeniu
              > ta watpliwosc mnie raczej zdziwila niz zasmucila.
              Ja na pewno nie naleze do tak zwanej Polonii, z klubami, spotkaniami i
              utrzymywaniem tradycji. Ale Polka na zawsze zostane, ale to akurat nie
              przeszkadza mi tez byc Australijka. Tu prawie kazdy jest skads, wiec nie ma co
              sie wstydzic swojego pochodzenia, a z drugiej strony to calkiem milo
              identyfikowac sie a Australijczykami (choc niektorzy ich nie znosza).

              > Ja chyba tez juz nie umialabym wrocic do Polski...
              A ja pewnie tak, bo ja jestem wesola emigrantka i wszedzie sie w koncu
              przystosuje. Tylko u mnie to raczej jest kwestia chcenia i motywacji. A ze
              motywacji do powrotu do Polski nie mam zadnej, wiec i checi tyz nie smile).
              Przyznam sie jednak, ze jak bylismy w Anglii, to troche zrzedzilam, ale
              musialam, bo inaczej bym sie za bardzo przystosowala smile)!! A nasz wyjazd do
              Anglii byl od poczatku w zamiarze czasowy.
              • cytrynka3 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Sny... 28.09.04, 17:54
                Hej
                Dość często miewam sny, że wróciłam do Polski. Wróciłam i... jest mi źle.
                Tęsknię za Stanami.
                Ostatni sen. Jestem w Polsce, w mieszkaniu z moją mamą. Ona zajęta swoimi
                sprawami, niewiele rozmawiamy. Za oknem szaro, brudno, deszczowa, zimna jesień.
                Tęsknię za Olympią (tam mieszkam), gdzie mimo deszczu i chłodu, zawsze jest
                kolorowo, gdzie choć nie ma właściwie znajomych, obcy ludzie się do mnie
                uśmiechają. Część drzew wogóle nie traci liści. Trawniki czerwone od listków.
                Chcę wracać do USA.
                Ja chyba faktycznie idealizuję Polskę. Sen o mojej mamie to coś w rodzaju
                symbolu. Dobrze pamiętam, jak w 2003 spędziłam styczeń w Warszawie. Mąż był
                zagranicą. Byłam sama, niewiele osób znalazło czas, by się ze mną spotkać
                niestety (moja mama ani razu mnie nie odwiedziła, to ja jeździłam do niej z
                wielkim brzuchem - byłam w ciąży, marzłam strasznie, bo właśnie wróciłam z
                Nikaragui, gdzie był 35 C,a w Warszawie niekiedy -20C).
                Mam różne sny o Polsce, ale wszystkie mają taki sam sens. Czy ja podświadomie
                wolę USA?
                Pozdrawiam
                Cytrynka
                • ina16 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Sny... 28.09.04, 22:31
                  Mysle, ze Polska jest dla nas nie tyle miejscem co ludzmi. Z mamami nie zawsze
                  sie najlepiej uklada i czesto czlowiek nie moze z nia pogadac o tym o czym by
                  najbardziej chcial. A jeszcze zostanie obarczony poczuciem winy, ze nie
                  poswieca (czy aby przypadkiem uwage wiaze sie z poswieceniem?) wystarczajaco
                  uwagi.
                  Moje szalencze spotkania z 1000 znajomych w dwa dni (z kazdym po pol godziny)
                  zastepuje powoli spotkaniami dlugimi z nielicznymi. O ilez cudowniejszy jest
                  niedzielny spacer po lasku Wolskim niz bieganie z jednego spotkania na drugie.
                  Po deklaracjach przyjazni nawet czesto ciezko sie maila doczekac. Chyba robie
                  sie bardziej w tym temacie krytyczna.
                  Z tego co piszesz Cytrynka to WY juz wszedzie bywaliscie. I moze nie tyle
                  chcesz zostac w USA co po prostu nie wracac do Polski i zadomowic sie
                  gdziekolwiek? Zycze Ci tego bardzo goraco! Nie wazne gdzie, ale niech sasiedzi
                  mnie znaja a dzieci maja sie z kim bawic ( a ja z kim pogadac).
                • elza23 Re: Emigracja. Samotność, spokój. Sny... 01.10.04, 10:19
                  Witaj Cytrynko,
                  chyba nigdy jeszcze nie miałyśmy okazji odpisywać sobie bezpośrednio na forum
                  (bo ja więcej czytam, niż piszę). Jednak jestem już tu długo, i pamiętam Twoje
                  maile, jeszcze jak byłaś z Julcią w ciąży. Bardzo mi się podobałaś, i miałaś
                  bardzo podobne do mojego spojrzenie na świat. I maile były ...trochę bardziej
                  optymistyczne. Pamiętam, że nawet Ci trochę zazdrościłam tego wyjazdu do
                  Stanów. Tak sobie myślałam, nowe otoczenie, nowy świat... fajnie. I nadal tak
                  myślę. Szkoda tylko, że Ty jesteś taka smutna. Ale uwierz mi, gdziekolwiek byś
                  była, wszędzie "lepiej gdzie nas nie ma". I to się chyba sprawdza.
                  Polska na pewno ciągnie, ale może większość to sentyment?
                  Tam Ci się łatwiej (nie piszę: lepiej) żyje, na pewno z kimś się zaprzyjaźnisz.
                  Masz swoje maluchy, męża (wiem, wiem - on całymi dniami pracuje. Ale w Polsce
                  jest to samo - mój też całymi dniami jest poza domem). Nie pracujesz, ale z
                  drugiej strony wystarcza Wam to, co zarobi mąż. A tutaj... nie bardzo. Ja
                  właśnie wróciłam po wychowawczym do pracy i dowiedziałam się, że mam pół roku
                  na znalezienie nowej pracy. A bez pracy będzie krucho. A znaleźć pracę też nie
                  jest łatwo, jak sama wiesz...
                  No dobra, rozpędziłam się trochę.
                  A tak przy okazji, też mam córeczkę (4,5 roku) i synka(1,5 roku). Tłuką się
                  niemiłosiernie o każdą kredkę. Ale jest cudownie.
                  Jeśli masz ochotę do mnie napisać, to będzie mi miło: monika18_@op.pl
                  Pozdrawiam i głowa do góry!
Pełna wersja