czegos nie rozumiem??...edukacja uk

13.01.05, 10:39
wlasnie ucielam sobie pogawedke z dziewczyna ktora studiuje i bedzie teraz
robic PhD.jakas historia stroju czy cos takiego . a jednoczesnie wielokrotnie
podczas naszych rozmow mialam wrazenie ze jej wiedza ogolna jest @@cienka@@.
np . miala problemy z umiejscowieniem rumunii i wegier.
moja nietesciowa zadzownila kiedys do mnie i radosnie zapytala - a ty wiesz
ze sklodowska curie to byla polka .( chcialam powiedziec: tak a kopernik byl
kobieta - jak pamietacie zapewne z seksmisji)
ostatnio w milionerach facet nie wiedzial w jakim panstwie lezy Utrecht.
i wiele wiele razy anglicy udowodnili mi ze z ich wiedza to tak jakos nie
specjalnie.

wiec jak to jest z ta edukacja ??
podobno jest najlepsza
    • aniaheasley Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 10:57
      Na poczatek przyznaje sie - nie wiem gdzie jest Utrecht. Mam wrazenie, ze
      kiedys w szkole wiedzialam, teraz nie wiem.

      Wiedza ogolna Anglikow jest zastraszajaco niska to fakt. Ale nikt z tego powodu
      nie ma kompleksow, nawet osoby calkiem imponujaco wyksztalcone (Oxbridge) nie
      czuja, ze 'powinny' wiedziec pewne fakty z historii czy innych dziedzin, jezeli
      to nie jest zwiazane z ich kierunkowym wyksztalceniem. Wrecz przeciwnie,
      uwazaja ze to niepotrzebne obciazenie i rozdrabnianie sil intelektualnych.
      Jedyny czas, zeby zalapac troche wiedzy ogolnej to szkola srednia, no i ta musi
      byc wyjatkowo super dobra zeby ta wiedza zostala na dluzej.
      • lucasa Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 11:16
        ja niekoniecznie ocenialabym wiedze ogolna na podstawie geografii, ktora jest z
        troche innej czesci swiata niz dana osoba (a przeciez dla Anglikow Europa - to
        kontynent i inny swiat), ja tez bym nie potrafila wymienic/umiejscowic stanow w
        USA, i jakis Amerykanin moze mi zarzucic ignoranctwo kompletne.
        a gdy bede rozmawiac z osoba z np Ameryki Poludniowej to prawdopodobnie tez nie
        bede znala ich wielkich osob (poza Maradona i Evita smile)

        z historia tez roznie bywa, bo ANglicy moga patrzec na II wojne swiatowa przez
        pryzmat D-Day i bitwy o Londyn, a my myslismy o wrzesniu 39, powstaniu
        warszawskim itd.

        ale zgodzilabym sie jezli chodzi o nauki scisle (i tu chyba tez poziom mozna
        najbardziej obiektywnie ocenic). pomagalam kolezance przygotowac sie do egz
        GCSC (zdala na B!!!!) i bylam zaskoczona ile rzeczy jest na pamiec! a na
        trygonometii to juz zupelnie wymieklam. nie bylo prosto przedstawione ktory kat
        do ktorego aby otrzymac sin czy cos, ale do zapamietania literki, a jak sie ich
        zapomnialo - to klops, nie mozna zrobic zadania. a juz niemozliwa jest sytuacja
        aby kat, ktory byl do tej pory zazywany "Z" nazwac "B", bo wtedy juz nie mozna
        rozwiazac zadania, bo nie pasuje do wzoru smile))
        inny przyklad, ze sporo zadan (w ksiazce i na egzaminie bylo z proporcji, albo
        przy proporcji mozna bylo rozwiazac), a nie bylo wylumaczenia dlaczego akurat
        dzieli sie ta dana przez inna. po prostu zapamietac trzeba bylo wzor. ale byl
        problem jak w zadaniu byly poprzestawiane dane - wtedy wychodzily cuda!

        moj kuzyn-fizyk, wyklada na uniwerku w Polsce, tez mowil, ze jak jego studenci
        czy doktoranci jada do Anglii na studiach to tu sa swietni w porownaniu smile

        chyba sami Anglicy nie maja zbyt wysokiego miemania o swoim poziomie edukacji,
        bo wielokrotnie od nich slyszalam, ze faktycznie jezykow nie znaja, a moja
        angielska tesciowa wyslala dzieci do szkoly francuskiej smile

        ale i tak uwazam, ze jak sa pasjonaci, to wybija sie w kazdym kierunku. a ze o
        tzw swiecie nie beda miec pojecia to trudno.

        Agnieszka

        ps. ja tez nie wiedzialam gdzie lezy Utrecht!!! ale mi bylo wstyd! tzn kiedys
        wiedziala a nie moglam sobie przypomniec!!!!! smile)))))))



        • acutecompute Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 12:05
          ja nie mowie ze Polacy to tacy swietni we wszystkich dziedzinach ale jakos tak
          to wyksztalcenie mamy bardziej nie wysrodkowane .
          mam kilku znajomych ktorzy pracuja na bardzo wysokich stanowiskach i czasami
          zadziwiaja mnie swoim ignoranctwem albo brakiem wiedzy .
          ostatnio menagerem w firmie mojego niemeza zostal nasz znajomy ktory moglby sie
          scigac z zolwiem ktory szybciej nie dojdzie do celu ,a zainteresowany jest
          jedynie paleniem trawy i pojsciem do domu .
          a moze oni nie sa po prostu zainteresowani??
          tak jak powiedzialyscie kazdy patrzy na historie czy geografie przez pryzmat
          swojego umiejscowienia
    • eballieu Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 13:23
      Lece sobie samolotem LOT-u. Pilot ze wzgledu na dobra widocznosc i moze
      konkurencje zabawia pasazerow, za chwile bedziemy leciec nad stolica Holandii -
      Amsterdamemsmile
      Pozniej powtarza to samo po angielsku - a moj zlosliwy do granic mozliwosci maz
      wyrwal sie na caly poklad samolotu - "oj czy ty na serio wiesz ktoredy lecimy,
      to moze lepiej ja za sterem siade - chociaz tylko na statki mam pozowlenie"
      W trakcie jednej z podrozy - dokladnie w Azji to bylo - wzburzona bylam nie
      lada, jak ktos nie slyszal o Polsce lub nie wiedzial gdzie to cos. Do czasu -
      ogladamy sobie z innymi pasazerami paszporty na statku i gawedzimy. Nagle
      dociera do mnie paszport - Sultan Brunei. I???? Kopara w dol, bo ani nie wiem
      gdzie to umiejscowic - po wygladzie turystek czulam ze gdzies w Azji, ale gdzie?
      W Polsce jeszcze wysylalam w pracy cos do Erytrei - tez buch do atlasu swiata,
      bo gdzie to cos jest. A teraz mam kolezanke co na wyspie Petit Terre(nie mylic
      z Petite Terre) mieszka, w archipelagu Mayotta i???
      I to tylko ulamek mojej niewiedzy, bo to jak Ziemia sie kreci i jak z tymi
      planetami, przyplywami - odplywami co to je kazdego dnia z okna widze, to na
      pewno sobie nie poradze. Maz bedzie dzieciom tlumaczyl. Ale to ja juz im powiem
      jaki to gatunek rosliny, ptaka, itp.
      Doskonaly temat na doktorat, niech sie cieszy ze w Polsce nie mieszka, bo
      naklady finansowe na nauke i podejscie do niej nie pozwolilyby jej na jego
      realizacje.
    • basiak6 Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 13:28
      No ja nie wiem, a czy przecietny Polak potrafi wymienic stany w USA, czy
      powiedziec gdzie dokladnie lezy Andorra? Zauwazylam ze my Polacy czesto oceniamy
      innych nie patrzac na nasze braki.
      Anglicy sa znow o wiele bardziej logiczni, i brak zdolnosci logicznego myslenia
      i laczenia faktow to cos co polscy uczniowie wynosza ze szkoly, mimo ze maja na
      dany moment swietnie obkuta geografie Europy. Przynajmniej takie obserwacje
      mialam kiedy zaczelam tutaj studia 11 lat temu.
      Nie jest sztuka pamietac nazwe rzeki, sztuka jest wiedziec jak dana informacje
      znalezc, a polskie szkolnictwo niestety malo robi w kierunku wspierania
      samodzielnego myslenia. Tutaj jest odwrotnie, robilam w UK i BA i MSc z Finasow,
      wiec mysle ze moge cos na ten temat mowic.
      • jagienkaa Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 14:11
        Owszem, edukacja w Anglii jest inna niż w Polsce, ma swoje wady i zalety. Co mi
        się podoba to jest to, że jak już czegoś uczą to właśnie bardziej na rozum niż
        na pamięć (czytałam co powiedziała Lucasa, ale jednak podtrzymuję swoje
        zdanie). Mają mniej w programie i uczą się bardziej potrzebnych rzeczy - po
        grzyba mi wiedzieć szczegóły z biologii np mejoza mitoza albo kurczę dowódców
        z kampanii wrześniowej? świetnie że miałam w liceum rzeczy z matematyki których
        mój mąż nie miał na studiach (a jest inż elektykiem) skoro ja nie umiem
        procentów? Bo program był przeładowany? Mój mąż miał biologii chyba jeden
        semestr, historii może jeden rok. Za to bardzo logicznie myśli, wie gdzie jest
        wątroba, matematykę i fizyke zna praktycznie. Nienawidziłam wkuwania na pamięć
        w szkole i bardziej mi się podoba że tutaj ludzie przynajmniej jak już coś
        umieją to dobrze a nie że wszystko ale po trochu.
        Jak wiecie, studiuję. Nie mam tutaj jakichś strasznych egzaminów ustnych, nie
        muszę zakuwać 10 książek. Za to mam do zrobienia prezentację - nie tak łatwo to
        zrobić, trzeba znaleźć najbardziej istotne informacje na dany temat, napisać
        ładnie i to w PowerPoincie, potem się nauczyć na pamięć ale żeby zrozumieć w
        razie dodatkowych pytań i....wyjść przed 30 osób i opowiedzieć o temacie. Myślę
        że to jednak lepiej niż system 3xZ.
        Owszem, mnie też czasem wkurza że Anglicy myślą że w Polsce zimy są srogie i
        się leci do Polski 6 godzin, ale za to wiedziałyście wszystkie co jest stolicą
        Irlandii Płn i że Irlandia to osobny kraj na innej wyspie zanim tu
        przyjechałyście?
        Czasem jak mam doła bo nie mogę sobie przypomnieć poewnych rzeczy np z
        geografii to sobie myślę: no i co? mam mapę, na internecie mogę sobie znaleźć,
        czy to mnie czyni gorszą od innych że nie wiedziałam że stolicą Holandii nie
        jest Amsterdam?
        • eballieu Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 16:03
          Jagienkaa, w Pl na bardzo przecietnych uniwerkach, a takze tych co do czolowki
          sie zaliczaja(mam ze swojej dziedziny do porowanania dwa osrodki, niech bedzie
          ze jeszcze jeden zagramaniczny) robi sie prezentacje przed grupa, PP uzywa sie
          juz od lat - i to nie tylko PP.Wiesz jesli ktos mial ochote w trakcie studiow
          to mogl brac udzial w wystepach na szerszym polu - i wtedy nie bylo to juz 30
          osob (co jest norma), ale setki, a czasami nawet trzeba bylo cos sklecic w
          innym jezyku.(konserwatoria i konferencje po wlosku, angielsku, francusku,
          niemiecku, rosyjsku w mojej dziedzinie akurat byly, no tylko zeby w nich
          uczestniczyc to najpierw trzeba bylo znac ktorys z tych jezykow, bo trzeba bylo
          czytac w nich specjalistyczne teksty). Wszysto zalezy od checi studenta i jego
          ambicji.
          Szkoda ze masz inne doswiadczenia ze studiowania w Polsce. I znow widzisz moge
          tylko mowic o swojej dziedzinie, ktora moze najlepszym przykladem nie jest - bo
          to human, ale te dziesiec ksiazek to malo kiedy wystarczalo aby zrobic z nich
          dobra prezentacje. Juz w liceum moglam zapomniec o powolywaniu sie jedynie na
          ksiazki i lektury, teksty kultury juz wtedy obowiazywaly - wiec moze wszystko
          zalezy od tego gdzie sie trafi.
          z pozdrowieniami
          • basiak6 Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 16:10
            Moja mama od wielu lat wyklada na dwoch uniwerkach w Polsce (historie), i wiele
            razy porownywalysmy minusy i plusy edukacji w roznych krajach. W Polsce
            generalnie nie uczy sie uczniow i studentow samodzielnego myslenia. Laduje sie
            wiedze w program nauczania i to wszystko.
          • ma.pi Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 16:26
            eballieu napisała:

            > Jagienkaa, w Pl na bardzo przecietnych uniwerkach, a takze tych co do
            czolowki
            > sie zaliczaja(mam ze swojej dziedziny do porowanania dwa osrodki, niech
            bedzie
            > ze jeszcze jeden zagramaniczny) robi sie prezentacje przed grupa, PP uzywa
            sie
            > juz od lat - i to nie tylko PP.Wiesz jesli ktos mial ochote w trakcie studiow
            > to mogl brac udzial w wystepach na szerszym polu - i wtedy nie bylo to juz 30
            > osob (co jest norma), ale setki, a czasami nawet trzeba bylo cos sklecic w
            > innym jezyku.(konserwatoria i konferencje po wlosku, angielsku, francusku,
            > niemiecku, rosyjsku w mojej dziedzinie akurat byly, no tylko zeby w nich
            > uczestniczyc to najpierw trzeba bylo znac ktorys z tych jezykow, bo trzeba
            bylo
            >
            > czytac w nich specjalistyczne teksty). Wszysto zalezy od checi studenta i
            jego
            > ambicji.
            > Szkoda ze masz inne doswiadczenia ze studiowania w Polsce. I znow widzisz
            moge
            >
            > tylko mowic o swojej dziedzinie, ktora moze najlepszym przykladem nie jest -
            bo
            >
            > to human, ale te dziesiec ksiazek to malo kiedy wystarczalo aby zrobic z nich
            > dobra prezentacje. Juz w liceum moglam zapomniec o powolywaniu sie jedynie na
            > ksiazki i lektury, teksty kultury juz wtedy obowiazywaly - wiec moze wszystko
            > zalezy od tego gdzie sie trafi.
            > z pozdrowieniami

            Eee za moich czasow tak nie bylo. Nauka w szkole i na studiach polegala na 3xZ,
            czyli zakuc, zdac, zapomniec. I z tego co slysze to jest tak nadal. Chociaz
            wyjatki jak wszedzie pewnie sie zdarzaja.

            I co z tego, ze w swoim czasie znalam na pamiec caly podzial polityczny swiata
            lacznie ze wszystkimi republikami ZSSR, jak dzisiaj z tego nic nie pamietam. I
            jakby mi przyszlo pokazac Rumunie i Blugarie na mapie to chwile bym musiala
            poszukac. Nie mowiac o tych innych, ktore nie bardzo kojarze.

            Ja moge porownac edukacje polska za moich czasow z dzisiejsza edukacja
            kanadyjska (na ktorej Polacy tez psy wieszaja). A ja uwazam, ze w wielu
            punktach jest ona po prostu lepsza i wiedza jest podawana w ciekawszej formie.
            Np. na geografii jak na razie to moj syn nie uczy sie takich szczegolow na
            pamiec jak liczba ludnosci, powieszchnia dlugosc granic itp. (co ja musialam
            zakuc). A uczy sie roznych ciekawostek na temat danego kraju i to takich co
            nigdy o nich nie slyszalam, bo w polskiej szkole nikt o tym nie wspominal.

            Tak samo nie uwazam zeby matematyka byla na jakims kiepskim poziomie (moze
            zmienie zdanie jak moj syn zacznie studiowac), wrecz na tym etapie co jest
            teraz robia wiecej niz ja w jego wieku. Forma przedstawiania wiedzy jest inna i
            czesto mnie zaskakuje, sama jestem matematykiem. Co wcale nie oznacza, ze jest
            to gorszy sposob niz na uczono, jest po prostu inny.

            Pozdr.
          • jagienkaa Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 16:53
            moi wszyscy znajomi w tej chwili studiują, część na Uniwersytecie Śląskim, czy
            na Jagiellońskim, na Politechnice Śląskiej też. I moja siostra studiuje
            zaocznie.
            Nikt mi nigdy nie mówił że robił jakieś prezentacje, a nawet jeśli są to
            sporadyczne przypadki. Ty i Twoi znajomi zapewne obracacie się w lepszych
            kręgach , ale jednak większość 'zwykłych' studentów według mnie właśnie uczy
            się na pamięć i nie rozumie tego co robi...egzaminy są bardzo trudne i właśnie
            wymagają wiedzy tekstowej, obejmującej kilka podręczników.
            • izabelski Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 15.01.05, 02:55
              juz 15 lat temu na byle jakiej AR robilam - prezenatacje - tyle ze zamiast
              Power Pointa uzywalismy wlasnorecznie wykonanych na szarym papierze/brystolu
              pomocy

              ale ogrodnicy byli przygotowywani do publicznych wystapien, bo moglismy byc
              doradcami etc
    • mamamon Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 15:15
      Nie wie, gdzie jest Utrecht, ale za to bedzie bardzo dobrze znac Indie i inne
      dawne kolonie, bo - jak pisaly juz dziewczyny - znajomosc geografii jest rozna
      w roznych krajach.
      Ja robilam tu drugie magisterium, na uniwersytecie bedacym w pierwszej
      dziesiatce i poziom byl po prostu zenujacy...
      • acutecompute Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 13.01.05, 16:18
        i o to chodzilo
        rzucilyscie swiatlo na moje watpliwosci
        z wieloma pogladami i spostrzezeniami sie zgadzam
        • mrufkaa Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 14.01.05, 01:48
          Prezentacje robilam juz w liceum, fakt, jednym z najlepszych we Wroclawiu.
          Robilam tez na obu kierunkach studiow, PP nie potrzebowalam, ale np. uzywalam
          wraz z moim "zrodlem" w ramch tlumaczen symultanicznych wykladow o globalizacji
          na dziennikarstwie. Fakt, ta seria tlumaczen wyszla bardziej ode mnie niz od
          wykladowcow, bo to byl moj znajomy, ale jednak odbyla sie na wroclawskim
          uniwerku.
          Utrecht? --
    • edytkus Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 14.01.05, 06:39
      A mnie sie tu (w USA) bardzo podoba szkolnictwo wyzsze. Studiuje na uniwersytecie (nie mylic z
      college'em) stanowym wiec raczej malym ale za to z najlepszym wydzialem sztuki w stanie smile Nie
      podoba mi sie ze musialam uczyc sie przedmiotow ogolnych ktore dla mnie, aczkolwiek byly ciekawe,
      byly strata czasu i sporym kosztem. Podoba mi sie za to ze zajecia przebiegaja w malych grupach,
      mamy nowoczesny sprzet, za pomoca karty "student ID" mam dostep do uniwersyteckiej bazy danych,
      biblioteki, sluzy mi jako karta debetowa itp itd. Podoba mi sie ze mamy w zasadzie nieograniczony
      dostep do komputerow, oddawanie prac profesorom, otrzymywanie ocen, wypelnianie formularzy,
      zamawianie wiyt, ustalanie planu zajec itp. odbywa sie za pomoca internetu. Profesorowie i studenci
      swietnie sie znaja, wiedza jest wazna ale jeszcze wazniejsza jest umiejetnosc udowodnienia ze sie ja
      ma, logicznego myslenia i... przebojowsc! Dopiero tu przekonalam sie ze ucze sie dla siebie a nie dla
      ocen, z profesorami moge rozmawiac niemal jak z kumplami, nikt nigdy nie dal mi do zrozumienia ze
      "nie wiem co mowie" tylko dlatego ze mam odmienne zdanie za to wdawano sie ze mna w dyskusje
      gdzie kazda strona miala rowne szanse na udowodnienie ze ma racje. Tu nie ma wkuwania na pamiec,
      nie ma przekladania egzaminow (koncowe z kazdych zajec sa ustalone co do godziny tylko RAZ, nie ma
      zadnych poprawek), robi sie bardzo duzo research zamiast stukania gotowego materialu z ksiazki.
      Zamiast podawania gotowych informacji uczy sie studentow efektywnego ich wyszukiwania. Slowem
      nie wklada sie nam do glowy wiedzy bezuzytecznej (ja wiem gdzie jest Utrecht ale co z tego?). Mowi sie
      ze amerykanski poziom naucznaia jest nizszy od polskiego. Nie, jest po prostu inny. Nie ma
      dolowania studentow, nigdy nie spotkalam sie aby ktos narzekal ze ma zla ocene "bo profesor sie
      uwzial," nie ma lapowek! Student sam uklada sobie program zajec wiec to juz od niego zalezy czy
      wybierze cos latwego czy nie. Zauwazylam ze Polacy zazwyczaj wybieraja to co juz wiedza (dla mnie
      totalna strata czasu) czyli np. rosyjski dla poczatkujacych, ktory mieli przez cztery lata w liceum surprised
      tylko po to aby bez wysilku dostac dobra ocene. Ale tez bardzo czesto okazuje sie ze ludzie ktorzy
      mieli zle oceny w Polsce dostawali je "na tle psychologicznym" - raptem tutaj rozwijaja skrzydla bo nie
      ma kretynskich profesorow: pamietam ze kiedys w Polsce (co prawda w liceum nie na studiach)
      dostalam pale za pomalowane paznokcie surprised, albo na ustnym egzaminie maturalnym dwie nauczycielki
      klocily sie ze jesli jedna nie postawi pupilkowi drugiej piatki to ta druga zrobi to samo z pupilkiem
      pierwszej surprised co tutja jest zupelnie nie do pomyslenia.
      W Polsce uczylam sie dobrze, mialam spora wiedze ktorej dzisaj juz nie pamietam z prostego powodu -
      NIGDY mi sie nie przydala. Acha, kiedys mialam piatke z angielskiego, gdy tu przyjechalam nie
      umialam sie dogadac! Wiecie, my Polacy wychodzimy ze szkol z taaaka wiedza ale jakos nie umiemy jej
      wykorzystac. Jak to jest ze taki super madry Polak musi sie uczyc o glebie Marsa z inforamcji jakie
      zebrala sonda zbudowana przez "durnego" Amerykanina ktory nawet nie wie gdzie lezy Polska?! I
      chyba tutaj lezy pies pogrzebany sad
      • edytais w USA 14.01.05, 18:02
        Czesciowo tylko zgadzam sie z poprzedniczka. Wiedza ogolna jaka kiedys tam
        mialam wcale mi sie nie przydala (nie moge powiedziec, ze teraz nie przydaje bo
        i tak wiekszosci nie pamietam) Po rosyjsku nie pamietam jak sie liczy bo od
        kilkunastu lat nawet slowa nie zamienilam, wiec to co sie kiedys wkulo latwo
        zapomniec jesli sie nie uzywa od czasu do czasu. Ale to, ze sie takich rzeczy
        niepotrzenych uczy to jednak cwiczy umysl i pomaga w pozniejszej nauce dajac
        podstawe. Jesli chodzi o studia w USA (nie moge porownac w UK) to tez mnie
        wkurzaly kursy z wiedzy ogolnej (po co mi historia II wojny swiatowej czy
        geografia), ale Amerykanom to jest potrzebne. Kursy inne niz kierunkowe troche
        zwalniaja tepo nauki bo wiekszosc tak naprawde nie umie sie uczyc.
        Tutaj chce wlasciwie porownac wiedze typowego ucznia sredniej szkoly, ktory
        jeszcze na studiach nie jest. Tutaj mam tez doswiadczenie bo skonczylam
        srednia szkole z matura w Polsce i tez uczylam sie w sredniej szkole w USA.
        Porownywac mozna tylko z uczniami zdolniejszymi bo tutaj wszyscy razem sie
        ucza. Wiadomo, ze w Polsce nie wszyscy uczniowie szkoly podstawowej ida do
        liceum z matura. To co zauwazylam to Amerykanie sa bardziej "creative", maja
        lepsza wyobraznie. Natomiast nie umieja sie uczyc, ale za to umieja szukac
        informacji. Tylko czasami jednak jesli sie nie ma podstawowej wiedzy to
        szukanie zajmuje o wiele wiecej czasu. Matematyka np. jest na poziomie
        strasznym (wlacznie z teoria nauk scislych, natomiast z praktyka jest
        inaczej). W sredniej szkole w Polsce bylam srednia z matmy (zwykle 4), w USA
        bylam w grupie uzdolnionych na kursie tzw AP (ktory liczy sie na studiach) i
        byl to najlatwiejszy przedmiot ze wszystkich w sredniej szkole w USA. Nic sie
        nie uczylam i mialam same 100% z egzaminow i kartkowek (tak samo moj kolega z
        klasy, bo razem do USA przyjechalismy). Tam nas uwazali za geniuszy
        matematycznych (bardzo mi sie to podobalo smile a czesc tego super zaawansowanego
        programu mielismy w 1 czy 2 klasie sredniej szkoly w Polsce. Teraz nawet
        slyszalam, ze nie ucza tabliczki mnozenia na pamiec (new new-math curricula)
        bo to mozna na kalkulatorze. Jak sie idzie do sklepu to, zeby porownac ceny
        trzeba nieraz dobrze sobie podzielic i pomnozyc w glowie chyba, ze sie zawsze
        chodzi z kalkulatorem w kieszeni.
        Amerykanie nadrabiaja zaleglosci na studiach. Ci co sa w stanie je nadrobic to
        nie maja problemow, ci co nie to studiow nie koncza mimo, ze sa uznani za
        zdolnych w sredniej szkole (moja wspollokatorka na studiach byla valedictorian
        czy jak to sie nazywa w sredniej szkole, super madra itp, i podstawowego kursu
        z chemii nie mogla zdac, z podstawowa algebra nie mogla sobie poradzic; miala
        byc lekarzem i ledwo studia z psychologii skonczyla bo nie umiala sie tez
        uczyc) Studia na BA tez nie sa za trudne, tak naprawde to dopiero prawdziwa
        nauka zaczyna sie wyzej (mam tez porownanie bo rok studiowalam w Polsce).
        Doswiadczenia tez mam jako nauczyciel, bo uczylam studentow i wiem jaka jest
        ogromna roznica uczyc takich na pierwszym roku, a tych co sa na 2 czy 3cim.
        Niebo a ziemia! Uczylam chemii pielegniarki na pierwszym roku. Wiekszosc nie
        umie policzyc procentow (z przykladu "what is the sales tax when you buy things
        for $215 at the store?") Niektorzy nie umieja przycisnac kalkulatora. Mialam
        studenta, ktory zrezygnowal z kursu bo nie byl w stanie wcisnac w kalkulatorze
        5 razy 9 dzielone przez 4!!! Jak on sie znalazl na studiach to do tej pory nie
        moge pojac. Tacy w Polsce do sredniej szkoly nawet nie maja szans! Nie wiem
        czy ten student skonczy studia, kto wie.
        Troche sie za bardzo rozpisalam. Podsumowujac, moze nasza wiedza ogolna sie
        nie przydaje to jednak uczy. Ja (przecietna uczennica sredniej szkoly
        polskiej) sobie lepiej dawalam rade na studiach (dziennych w USA) pracujac ok
        30 godzin tygodniowo niz niektorzy moi znajomi w USA tylko studiujac (nie
        pracujacy) z "elity intelektualnej" swojej sredniej szkoly. Mysle, ze kazdy
        uczen, ktory byl w stanie skonczyc srednia szkole w POlsce poradzilby sobie na
        studiach w USA, ale o wiele mniej jest absolwentow sredniej szkoly konczacych
        studia.
        To czego nam w Polsce brakuje to nie czego i jak sie uczymy, ale dobrych,
        otwartych na pomysly, sprawiedliwych nauczycieli. Ze sredniej szkoly zaden
        mnie nie zainspirowal, niektorzy byli po prostu okropni i mialam z ich powodu
        koszmary w nocy, w USA mialam wielu niesamowitych profesorow, i tylko jedna
        jedze (ktora to stracila prace z tego powodu w srodku semestru, wiec jedza
        dlugo nie byla). W Polsce nie cierpialam sie uczyc i gdyby nie ambicje
        rodzicow to nie wiem gdzie teraz bym byla, tutaj bylo inaczej i czesciowo to
        dzieki swietnym nauczycielom i profesorom (czesciowo to tez, ze z wiekiem
        zmadrzalam i nabralam wlasnych ambicji).
        W Polsce tez nam by sie przydal bardziej bodziec finansowy. NAjmadrzejsi u nas
        moga byc biedakami. Trudniej tez jest sprzedac w Polsce pomysly i wynalazki. W
        USA jak na cos super wpadniesz to jest szansa na patent i na kase!
        • acutecompute Re: w uk 14.01.05, 18:15
          a dzisiaj wracajac z przedszkola znajoma mama rozmawiajac ze mna o skali jakiej
          uzywamy do mierzenia ciepla uprzjemie sie zdziwila kiedy ja uswiadomilam ze
          obie skale nosza nazwiska od wynalazcow F i C
          - myslalam ze to grecy wymyslili -powiedziala
          prawde mowiac nie wiedzialam co odpowiedziec

          ale dla pocieszenia obsmieje pewna polke ktora tez uprzejmie sie zdziwila (
          prawda najprawdziwsza!) ze kanal la manche lub jak wola anglicy kanal angielski
          jest dzielem nie ludzi ale natury.
          lo matko bosko!
          pola to moja bratowa niestety
          • jagienkaa Re: w uk 14.01.05, 18:25
            co się śmiejesz, moja teściowa była przekonana że mieszkam w Portugaliismile
        • ma.pi Re: w USA 14.01.05, 21:01
          edytais napisała:

          Niektorzy nie umieja przycisnac kalkulatora. Mialam
          > studenta, ktory zrezygnowal z kursu bo nie byl w stanie wcisnac w
          kalkulatorze
          > 5 razy 9 dzielone przez 4!!! Jak on sie znalazl na studiach to do tej pory
          nie
          >
          > moge pojac. Tacy w Polsce do sredniej szkoly nawet nie maja szans!

          Oj maja, a napewno mieli za moich czasow (i nie sadze aby sie bardzo cos w tym
          kierunku zmienilo). Ja to z prowincji pochodze, a tam czesto wazniejsze bylo,
          ze mama czy tata jest lekarzem lub nauczycielem niz to jakie sie mialo stopnie
          na egzaminie wstepnym.
          I jeszcze mature pozdawali. ;o)

          Pozdr.
    • kingaolsz Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 14.01.05, 20:07
      Dzis radiu , prowadzacy komentujac sprawe ksiecia Harrego, dowiedziawszy sie,
      ze mlody mialby pojechac na wicieczke do Aushwitz, stwierdzil, ze przynajmniej
      zaliczylby darmowa wycieczke do Niemiec!!!!!!!!!!!
      Jak juz chca komentowac publicznie, to niech chociaz wiedza o czym mowia.

      Co do roznic w zasadach ksztalcenia w poszczegolnych krajach wypowiadac sie nie
      bede, bo i moje doswiadczenia niewielkie. Za to uwazam, ze pewna ignorancja w
      UK istnieje. Po pierwsze jest to miejsce gdzie ludzie ( chodzi o Anglikow)
      najmniej ucza sie jezykow obcych, bo im sie nie chce, a po drugie bronienie ich
      argumentami, iz nie wiedza gdzie leza kraje w Europie, bo Polacy tez nie znaja
      nazw stanow w USA, jest bezsensowne (wg. mnie). Kurcze, wlasny kontynent
      wypadaloby znac. A takie Niemcy nie sa az tak daleko od UK,zeby nie potrafic
      ich umiejscowic.

      Pozdr
      Kimga
      • ewunia_uk Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 14.01.05, 20:51
        kingaolsz napisała:

        > Dzis radiu , prowadzacy komentujac sprawe ksiecia Harrego, dowiedziawszy sie,
        > ze mlody mialby pojechac na wicieczke do Aushwitz, stwierdzil, ze
        przynajmniej
        > zaliczylby darmowa wycieczke do Niemiec!!!!!!!!!!!
        > Jak juz chca komentowac publicznie, to niech chociaz wiedza o czym mowia.

        Kinga, a w ktorym to bylo programie? Bo tutaj sie bardzo duzo mowi teraz w
        mediach o zblizajacej sie za 2 tyg rocznicy oswobodzenia Auschwitz (przez ch
        nota bene), i na pewno taka wpadka nie przeszlaby bez echa.
        • basiak6 Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 14.01.05, 23:21
          Ewunia masz racje, mam wrazenie ze wiecej mowi sie o Holokauscie w UK niz w
          Polsce. Jakby nie bylo to Anglik napisal pierwsza kompetentna ksiazke o
          powstaniu warszawskim , jakby nie bylo bardzo dobra i polecam (Rising '44),
          oczywiscie niektorym w ojczyznie sie to nie podobalo, ale zeby sami napisali to
          nie.

          Co do znajomosci kontynentu, spotykam Polakow ktorzy nie wiedza co to Chorwacja
          i Liechtenstein. Wiec nie przesadzajmy z ta nasza polska wiedzasmile
          • izabelski Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 15.01.05, 03:08
            ale za to ostatnie badania statystyczne pokazaly, ze 50% mlodych brytyjczykow
            nie wie co to Holokaust


            o zagladzie Zydow w pOlsce - mysle,ze wiecej - ale to sprawa historii, ktora
            rozegrala sie na oczach naszych dziadkow

            natomiast moja 7 latka uczy sie juz o Wielkim pozarze londynskim, krolu Karolu
            II i Cromwellu - a ja mam powtorke i jakze przyjemna
            • basiak6 Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 15.01.05, 15:10
              Iza, czyli 50% wie, to i tak dobrze. Zobacz jak malo czesto wiedza o tym mlodzi
              Polacy, ostatnio byly jakies wyniki badan na wyborczej, nie pamietam, ale nie
              byly to rewelacyjne liczby. Wziawszy pod uwage jak duza mniejszosc narodowa
              stanowili Zydzi w Polsce przed wojna....
        • kingaolsz Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 16.01.05, 12:22
          Bylo to radio X FM.
          Z literowka sie zgodze, wkradl sie chochlik, bo nazwe znam.

          Kinga
    • pati.zop78 Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 14.01.05, 20:10
      tak. kazdy kraj ma swoj system nauczania. kazdy ma swoje wady i zalety. szkoda
      tylko ze z magistra zrobili ze mnie w anglii tylko bachelor honors sad
      • acutecompute Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 14.01.05, 20:54
        dziewczyny zwrocilyscie moja uwage na systemy nauczania
        rzeczywiscie kiedy patrze jak dzieci w uk maja w szkole , jak nauczyciele do
        nich podchodza ,jak stawia sie na kreatywnosc,nie ogranicza dzieci...

        poszlam do szkoly jako czytajaca i piszaca 6 latka , a jako ze czytajaca od 4
        roku zycia to mozna powiedziec oczytana
        szkola zabila we mnie wszystko
        do tej pory pamietam ze z jakiejs przyczyny nie napisalam czegos czy nie
        narysowalam a moja wychowawczyni powiedziala - jak nie urok to ...
        a juz w 8 klasie jak nie bylo mnie 1 dzien w szkole bo pojechalam na
        wczesniejszy egzamin do szkoly sredniej
        zapytala
        zdalas chociaz...
        i wiele innych

        ale teraz mi przyszlo do glowy ze to tez sprawa zachowania sie w stosunku do
        innych ludzi
        smiejemy sie czsem z tego sztucznego angielskiego usmiechu i bycia polite a
        jednak dzieki temu mozemy czuc sie dobrze
    • ewunia_uk Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 14.01.05, 20:48
      acutecompute napisała:

      > > moja nietesciowa zadzownila kiedys do mnie i radosnie zapytala - a ty wiesz
      > ze sklodowska curie to byla polka .

      No wiec, wiekszosc ludzi w UK (i nie tylko) mysli, ze Maria Curie byla
      Francuzka.

      Wiekszosc Polakow mysli, ze Napoleon byl Francuzem, Hitler Niemcem, a krolowa
      Elzbieta II i jej maz Filip sa Anglikami. I czy przez to dzieje sie komus
      jakas krzywda? wink

      Co do tzw. wiedzy ogolnej to my Polacy na pewno przescigamy wiekszosc narodow.
      Jest to w duzej mierze cecha kulturowa - w Polsce erudycja, oczytanie byly (i
      sa) tradycyjnie wyznacznikiem statusu i wyksztalcenia. Jesli na jednej klatce
      schodowej mieszkal profesor uniwersytetu i sprzataczka po czterech klasach
      podstawowki, to tylko erudycja ich roznila.

      W kulturze brytyjskiej sypanie faktami jak z rekawa jest czesto przedmiotem
      zartow (sa nawet takie powiedzenia jak: goldmine of useless information, good
      at pub quizes, oraz mniej uprzejme typu geek lub nerd wink.

      Jesli chodzi o edukacje uniwersytecka, to z zalozenia w UK jej celem nie jest
      ksztalcenie erudytow, tylko przygotowanie ludzi do wspolczesnego ryku pracy. I
      mozna sie sprzeczac, czy to jest dobra, czy zla polityka edukacjna, ale na
      pewno rozni sie od polskiej.

      Ja pracuje sporo z absolwentami roznych uczelni i jesli chodzi o brytyjskich
      absolwentow, to ich mocne strony (w porownaniu z polskimi absolwentami), to
      umiejetnosc racjonalnego (w odroznieniu od emocjonalnego) argumentowania w
      mowie i w pismie, umiejetnosc publicznego przemawiania, prowadzenia debaty, i
      pracy w zespole. Te umiejetnosci w duzym stopniu wynosza wlasnie z uczelni, i
      polskim absolwentom niestety duzo do nich brakuje. Chociaz z drugiej strony z
      takim polskim absolwentem mozna sobie porozmawiac na wszystkie tematy i w
      wiekszosci przypadkow jesli chodzi o wiedze, sa do przodu. Ale jako kierownik
      zespolu wazniejszy dla mnie jest absolwent z profesjonalizmem niz z wiedza. Bo
      wpojenie tego pierwszego zajmuje wiecej czasu.
      • ewunia_uk Napoleon, Hitler, Ela Windsor 14.01.05, 21:05
        ewunia_uk napisała:

        > Wiekszosc Polakow mysli, ze Napoleon byl Francuzem, Hitler Niemcem, a
        krolowa
        > Elzbieta II i jej maz Filip sa Anglikami.

        Chcialam dodac, ze co do ostatniego to i ja sie niechlubnie zaliczam, bo
        dopiero mnie moj malzonek Anglik uswiadomil, ze sie myle wink
      • eballieu Debaty 14.01.05, 21:58
        Pelczynski i jego uczniowie duzo w tej kwestii zrobili w Polsce. Juz osiem lat
        temu popularne bylo "bawienie" sie w debate oksfordzka. Centrum Edukacji
        Obywatelskiej, Mlodzi Demokraci - to tylko dwa miejsca, ktore niczym na "wozie
        drabiniastym" objezdzaly kraj i uczyly debaty. Dociralismy do malych miast -
        uwiez mi Ewunia_uk - ktos ktos tylko troche chcial to mogl sie wielu rzeczy i w
        Polsce nauczyc. Ale niestety juz na etapie liceum konczy sie ciagniecie "za
        uszy" i nikt, ale to nikt na studiach nie powie: sluchaj a moze chcesz wziac
        udzial w takiej i takiej konferencji. Jesli sie samemu tylka nie ruszy, to i
        Anglia w niczym nie pomozesmile
        • ma.pi Re: Debaty 15.01.05, 19:14
          Eballieu, podejzewam, ze studiowalas jakis kierunek typu dziennikarstwo lub
          humanistyczny. Moge Cie zapewnic, ze na studiach technicznych to sie tylko
          zakuwa calki, oblicza ugiecie belki albo przewodnictwo pradu.

          Konferencja na temat jak rozwiazac calke potrojna?? Hym, moze i to by bylo
          interesujace, ale kto by na to przeszedl jakbysmy zajechali do jakies
          dziury ;o) robiac taka akcje jak opisujez. Zgnilymi pomidorami by nas pewnie
          obrzucali.

          Bez przesady, sa wyjatki ale szara rzeczewistosc wyglad jak wyglada. I moge Cie
          zapewnic, ze studiowanie na kierunkach scislych w Polsce nie rozni sie od tego
          jak jest w Kanadzie.

          Pozdr.
          • pati.zop78 Re: Debaty 17.01.05, 13:31
            MA.PI co studiowalas?
            • ma.pi Re: Debaty 17.01.05, 13:39
              pati.zop78 napisała:

              > MA.PI co studiowalas?

              Matematyke i informatyke na politechnice.

              Pozdr.
              • pati.zop78 Re: Debaty 17.01.05, 14:20
                aha. bo tak o tym ugieciu belki napisalas. myslalam ze budownictwo. ja
                studiowalam na Pol. Gdanskiej, bud. wlasnie.
                • ma.pi Re: Debaty 17.01.05, 18:00
                  pati.zop78 napisała:

                  > aha. bo tak o tym ugieciu belki napisalas. myslalam ze budownictwo. ja
                  > studiowalam na Pol. Gdanskiej, bud. wlasnie.

                  Ugiecie belki wlasnie liczylam na swoich studiach. To byl taki troche
                  nawiedzony kierunek. Nazywal sie "techniczne zastosowanie matematyki i
                  informatyki". Chcieli z nas zrobic geniuszy technicznych co to pozniej to
                  matematyke i informatyke beda umieli zastosowac w kazdej dziedzinie zycia.
                  Nawet o medycyne zesmy sie otarli ;o). Jakas tam mechanika, elektronika i inne
                  rzeczy. W sumie psu na bude przydatne, bo czy przez jeden czy dwa semestry
                  mozna sie z tym zapoznac tak jak Ci co studiuja te kierunki przez 5 lat. Teraz
                  juz ten kierunek ma calkiem inny ksztalt, my bylismy pierwszym rocznikiem -
                  kroliki doswiadczalne.

                  Pozdr.
    • edytkus Re: czegos nie rozumiem??...edukacja uk 16.01.05, 03:46
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=44&w=19502042
Pełna wersja