zalecenia pediatry co do zywienia dzieci

26.01.05, 15:44
Ciekawa jestem, czy inne Mamy mieszkajace za granica maja podobne jak ja
doswiadczenia co do zalecen pediatry dot. zywienia dziecka. Chodzi mi o to,
ze w Polsce zarowno jak czytam miesieczniki o dzieciach , jak i w rozmowach z
kolezankami, mam wrazenie ze bardzo sie ogranicza co dzieci moga jesc. Na
forum tez ciagle widze jakies szokujace mnie informacje, ostatnio
przeczytalam, ze Danonki mozna podawac od 3 lat!!? Oczywiscie mam na mysli
zywienie zdrowego dziecka, bez alergii (choc tez mam wrazenie ze w Polsce
czesto uznaje sie za alergie zwykla nietolerancje pokarmowa, ale to juz inny
temat). W Hiszpanii gdzie mieszkam zalecenia byly takie: do szesciu miesiecy
moze byc tylko mleko matki, ale jak sie chce to mozna od ukonczenia 3
miesiaca podawac raz dziennie mleko z kaszka bezglutenowa (zwlaszcza jak
dziecko chce jesc w nocy co 2 h a Mama pada na nos. Po kaszce zwykle spia
troche dluzej, bo bardziej syci. Moje kolezanki podawaly ta kaszke z wlasnym
odciagnietym mlekiem, ja z kupnym bo po sprobowaniu 5 rodzajow odciagaczy ,
recznych i elektrycznych okazalam sie niezwykle odporna na dojenie, np. 30ml
w pol godziny, wiec stracilam cierpliwosc). Po ukonczeniu 4 miesiecy: raz
dziennie owoce, podstawa to jablka, gruszki, banan i sok z pomaranczy, potem
powoli inne owoce. A w Polsce uwaza sie cytrusy za super uczulajace!? Po
ukonczeniu 5 miesiaca raz dziennie zupka z przetartych jarzyn, po tygodniu
dodawalam troche kury lub cieleciny, jak mial ukonczone 6 miesiecy dodawalam
tez biala rybe i jagnie, do tego ciut oliwy z oliwek, a na deser jogurty,
danonki, flan albo budyn. Potem jeszcze gdzies kolo 9 miesiaca (dokladnie nie
pamietam) wprowadzilam jajko i ryby typu tunczyk i losos i zaczal dostawac
kaszke z glutenem. Ostanim krokiem byly pierwsze urodziny, wtedy dostal kakao
(zabronione do 12 miesiaca) . I to by bylo na tyle. Jak skonczyl rok to
pediatra powiedzial mi, ze od teraz moze jesc wszystko to co ja! Mleko pije
zwykle z kartonu, posilki je z nami. Oczywiscie duzo zalezy od dziecka,
niektore lubia papki a moj woli sam sie meczyc z befsztykiem, ale jezeli
chodzi o produkty to nie ma ograniczen (no, drinkow mu nie robie..smile W Polsce
jak bylam z nim na wczasach w Krynicy jesienia (mial 15 miesiecy) to ciagle
slyszalam uprzejme pytania: a to on je krewetki? Taki maly i je jedzienie
przyprawione na ostro? czy on nie jest za maly na gulasz, kiwi, sos
kaparowy, oliwki itp. itd. Oczywiscie wszystko musi byc z umiarem ale
dlaczego mialby jesc na okraglo gotowana marchewke (jak mi pewna pani
poradzila!)?? Zawsze mu daje wszystko do sprobowania, czasem chce a czasem
nie, wtedy probuje za miesiac. Ma swoje ulubione potrawy, a inne je rzadko
albo wcale, no ale to ma kazdy dorosly, prawda? Napiszcie co zalecaja lekarze
w innych krajach!
    • ewunia_uk Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 26.01.05, 22:35
      W UK jest podobnie jak w Hiszpanii.

      Moje roczne dzieci jadly w zasadzie wszystko, oprocz pokarmow, ktorymi mozna
      sie zadlawic.

      Tutaj raczej sie odradza "sloiczki", chyba ze na wycieczke itp. Do picia tez
      raczej nie "herbatki" dla dzieci, tylko mleko i woda, ewentualnie dla starszych
      dzieci bardzo mocno rozwodniony sok.
      • basiak6 Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 27.01.05, 00:32
        Dokladnie tak jak pisze Ewunia. Oprocz tego jednak co lepiej poinformowani
        lekarze klada nacisk na to aby nie dawac nic poza mlekiem min do 5 mca, z uwagi
        na niedojrzalosc ukladu pokarmowego.
        Wczesnie tez w UK podaje sie np jogurty, gluten, bo od 6 miesiaca.
        • mrufkaa Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 27.01.05, 01:15
          Flanu nie podalabym absolutnie, bo do roku w ogole nie dawalam slodyczy. Potem
          zaczela sobie sama brac, nie bylo rady... ale zaczelam chowac, zeby
          kontrolowac co je. Nadal unikam takich zestawien produktow jak flan sad (mala ma
          2 lata) To dla mnie wyjatkowo pusta bomba kaloryczna...
          Cytrusy w Polsce sa tak krytykowane zgodnie z ogolnie przyjeta zasada ( nie
          tylko w Polsce), ze zaczyna sie od podawania owocow "bliskich geograficznie",
          czyli takich, ktore rosna w danym kraju... Wiec pada na jablka, gruszki, soki z
          tychze i porzeczek, aronii etc... Pestkowe sie odradza z powodu pestek smile
          Moja mala prawdopodobnie jest alergikiem, ale to jeszcze nie potwierdzone i
          odkrycie raczej ostatnich miesiecy, wiec jej zywienie do roku nie mialo z tym
          nic wspolnego. Z tymi zaleceniami to ja jak wiekszosc mam na emigracji,
          wybieralam jakies zlote srodki, podajac raz to raz tamto z obu list zalecanych
          i obserwujac reakcje dziecka. Natomiast moja hv nie mogla zrozumiec, ze gdzies
          na swiecie moga zalecac cos innego i miala mnie za wyrodna matke, ktora zamiast
          banana jako pierwszy owoc podala jablko...
          • evee1 Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 27.01.05, 05:53
            Dziewczyny, co to jst ten "flan", ktory na dodatek jest bomba kaloryczna smile).
            Czy to takie jajo na slodko (z ewentualnymi dodatkami) w ciescie kruchym?
    • kerstink Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 27.01.05, 09:11
      Wydaje mi sie, ze zalecenia pediatrow sa bardzo niespojne i moga sie roznic w
      jednym i tym samym kraju. Rowniez w czasopismach dla rodzicow sa bardzo rozne
      zalecenia, nie mowie tu o ogolnych nurtach, jak np. karmienie piersia.

      Ostatnio zaczelam sie interesowac dietetyka chinska, i w tym swietle zalecenia
      zywieniowe dot. malych dzieci na zachodzie wydaja sie dziwne i w sumie niewiele
      sie roznia. Wdlg. tej dietetyki nie powinno sie dawac dzieciom mocno
      przyprawionych potraw, nie powinno sie dawac gotowych obiadkow ze sloiku,
      gotowych sypkich kaszek (brak chi, czyli energii, ktory pozniej organizm dziecka
      musi dodatkowo zuzyc), potrawy chlodzace organizm (jak np. wyzej wymieniowe
      cytrusy) zima. Dietetyka ta stawia na potrawy dobrze strawne, i dlatego daje
      przewage nawet dlugo gotowanym potrawom nad surowymi (wdlg. zachodniego
      rozumienia nie do pomyslenia, ile witamin sie niszczy ! Np. pierwszy niemleczny
      posilek dziecka to ryz, ktory sie gotuje godzinami). Wyklucza uzywania kuchenki
      mikrofalowej, mrozonek. Jeszcze bardziej mnie zszokowalo stwierdzenie, ze chleb
      to najstarszy fast food ludzkosci. Zaleca sie jedzenia 3 cieplych posilkow.

      Nie chce tu pisac wiecej, jesli kogos to interesuje, to znajdzie informacje - sa
      ksiazki, tez po polsku. Moze znajdzie sie tu ktos, kto ma wiecej doswiadczen w
      tej dziedzinie. Ciekawa jestem, na ile ta dietetyka, ktora przeciez liczy juz
      ponad 2000 lat, jest przestrzegana w Chinach.

      Kerstin
    • olna Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 27.01.05, 13:56
      W Grecji kaszki zawierajace gluten sa produkowane juz dla 5-miesiecznych
      dzieci.Nie ma zadnego nacisku na karmienie piersia,wiekszosc maluchow jest na
      butli.Poza tym nie ma tak restrykcyjnych ograniczen jedzeniowych jak w
      Polsce.Ja daje urozmaicone posilki,mala je od 6 miesiaca jogury,owoce,od 8 pije
      mleko z kartonu po zagotowaniu i nie ma problemu.Pzeszkadzal jedynie gluten na
      poczatku wiec kupowalam inne kaszki.Ale karmilam taz dlugo bo do roku.
    • ma.pi Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 27.01.05, 15:00
      W Kanadzie jak sie karmi piersia to do 6-stego miesiaca nie zalecaja dokarmiac.
      Jak mlekiem w proszku - to od 4-tego miesiaca mozna juz wprowadzac inne pokarmy.
      Na pierwszy staly pokarm zalecja kaszke ryzowa. Pozniej wprowadzanie
      pojedynczych warzyw. Owoce zalecaja wprowadzac po warzywach. Tlumacza to tym,
      ze sa one slodkie i jak zacznie sie od nich to pozniej jest problem z warzywami.
      Sokow raczej malym dzieciom sie nie podaje. Nawet trudno takowe kupic.
      Od roku mozna juz podawac mleko krowie.
      A w sumie to dokladnie nie wiem. Zawsze kierowalam sie jakas tam moja intuicja
      co kiedy wprowadzic i nigdy nie konsultowalam tego z lekarzem.
      Jogurty dzieci dostaly juz chyba od 8-smego miesiaca.
      Przy wprowadzaniu pokarmow stalych, przez pierwsze 2-3 miesiace gotowalam dla
      nich osobno, a pozniej juz zaczynaly jesc to co my. Czyli juz przed pierwszymi
      urodzinami.

      Pozdr.
      • edytais Re: zalecenia w USA 27.01.05, 20:41
        Tak jak w Kanadzie, to samo zaleca sie w USA. Wylacznie mleko do ok 6
        miesiaca, potem warzywa, dopiero po warzywach owoce, potem mieso, zoltko,
        bialko najpozniej. Sokow nie zaleca sie wcale, lub bardzo rozwodnione po 1
        roku (do picia mleko i woda) Mleko krowie od 12 miesiaca. Normalne jedzenie
        po 12 miesiacu. Jedynie czekac z orzechami calymi bo moga zadlawic oraz
        orzechami ziemnymi.
        W USA najslynniejszy lunch to kanapka tzw peanutbutter and jelly czyli maslo
        orzechowe (ziemny bez czekolady nie taki jak w Polsce nutella). Teraz zalecaja
        czekac z tym nawet do 3 roku zycia bo bardzo alregiczne.
        • daisy123 Re: zalecenia w USA 27.01.05, 23:25
          pediatra mojej corki jest zarazem profesorem od "nauki zywienia". Gdy corka
          miala 5 miesiecy dostalam od niego szczegolowa liste co kiedy zaczac dawac.
          Ogolne zalecanie: karmic piersia jak najdluzej i powoli od 5,5 mca zaczac
          podawac kleiki ryzowe, kukurydziane i wprowadzac stopniowo wywary z warzyw,
          mieso, ryby itd. Pamietam, ze sliwki radzil mi wprowadzic od 2 roku zycia i
          uwazac z orzechami i ztruskawkami, gdyz wiele dzieci ma na nie alergie.Piszecie
          o jogurtach. Mnie pediatra poradzil, aby corce podawac tylko jogurt naturalny
          gdyz jest to naturalny smak bez doprawiaczy i radzil mi aby podawac jej
          produkty o naturalnych smakach. Widze teraz, gdy corka ma 5 lat, ze
          rzeczywiscie w porownaniu do innych dzieci nie przepada za "dziwnymi" (w moim
          odczuciu) slodyczami, w ktorych czuc chemie i tych typowych jogurtow dla dzieci
          w ogole nie chce jesc.
        • dorrit Re: zalecenia w USA 28.01.05, 13:09
          Wlochy: dosc podobnie, jak w poscie autorki watku czyli w Hiszpanii, z tym ze
          niekoniecznie zachowana jest kolejnosc wprowadzania wszystkich wymienionych tam
          produktow.
          Po roku mozna probowac wszystkiego, w wieku 2 lat dzieci moga jesc to, co
          dorosli.
          Wazne jest podanie 3 posilkow gotowanych dziennie - tu akurat jest roznica w
          stosunku do polskiego "kanapkowa". Kanapka - tylko wtedy, gdy nie ma wyjscia
          (np. w podrozy).
          Pozdrawiam.
    • girri Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 28.01.05, 09:02
      Widze, ze w innych krajach jest podobnie jak w Hiszpanii. Moje kolezanki w
      Polsce do ukonczenia 3 roku zycia daja dzieciom mleko modyfikowane , nazywa sie
      Junior i oczywiscei jest drozsze niz zwykle. Chyba to po prostu dobry marketing
      jakiejs firmy. A w ogole to zauwazylam, ze wiele Mam bardzo zdrowo zywi swoje
      dzieci, zero konserwantow, kupnego jedzenia, slodyczy itp. a same wcinaja
      czekoladki, czipsy itp. Wydaje mi sie , ze wszystko trzeba stosowac z umiarem.
      Na pewno dziecku nie zaszkodzi czasem jedzenie ze sloiczka (przeciez jest
      zrobione z super kontrolowanych skladnikow). A co do slodyczy to oczywiscie nie
      mozna za duzo dawac, ale jak ja jem czekolade raz na 3 dni to daje Mlodemu,
      przeciez to takie pyszne i jemu tez sie cos od zycia nalezy!! (oczywiscie w
      proporcji do wagi, tzn. on jeden kawaleczek a ja 4!). No i pare frytek z
      talerza Taty w niedziele nie wydaje mi sie grzechem.

      PS Flan to taki deser, domowy albo kupiony ww pudeleczku jak jogurt, z mleka,
      jajek i cukru. Oczywiscei jest kaloryczny ale chyba nie bardziej niz budyn.
      • eballieu Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 28.01.05, 09:28
        Podoba mi sie o tej czekoladzie. I tu musze cos napisac. Nasze pierwsze dziecko
        urodzi sie w kwietniu 2005. Kiedys powiedzialam do meza - nasze dziecko, to raz
        w tygodniu bedzie dostawac slodycze. A on do mnie "a jego mama w kiblu bedzie
        sie chowac z jedzeniem czekoladek???" Uwielbiam czekoladki, dzieki rodzinie w
        Belgii non stop dostajemy od kogos takie czekoladki recznie ucierane z masla i
        kakao i innych dodatkow. Ich termin przydatnoci do spozycia to siedem dni. I
        potrafie zjesc kartonik 250 gram na raz.
        No i czysta hipokryzja jest zabronic to robic dziecku - w naszym przypadku.
        Ach co do frytek: moi tescie z kraju frytek -Belgii. W wieku 78 lat jedza je
        regularnie - robia sami w domu z ziemniakow. I nie maja problemow zoladkowych.
        Wiec moze dlatego,ze cale zycie zdrowo i racjonalnie sie odzywiali.
        Poza tym obserwuje jak tam podaja dzieciom kawe do sniadania - i bylam w
        szoku. Na co moj maz - "no ale w Polsce daja herbate". A najbardziej podoba mi
        sie dodanie kilku kropel wina do wody do obiadu, dziecko widzi wtedy ze jest
        partnerem przy stole, ma swoje krzeslo i nakrycie takie jak wszyscy biesiadnicy.
        Hiszpania - oj uwielbiam tamtejsze cukiernie!!!!!!!!!!!!!
        • lucasa Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 28.01.05, 12:47
          eballieu napisała:

          > Podoba mi sie o tej czekoladzie. I tu musze cos napisac. Nasze pierwsze
          dziecko
          >
          > urodzi sie w kwietniu 2005. Kiedys powiedzialam do meza - nasze dziecko, to
          raz
          >
          > w tygodniu bedzie dostawac slodycze. A on do mnie "a jego mama w kiblu bedzie
          > sie chowac z jedzeniem czekoladek???" Uwielbiam czekoladki, dzieki rodzinie w
          > Belgii non stop dostajemy od kogos takie czekoladki recznie ucierane z masla
          i
          > kakao i innych dodatkow. Ich termin przydatnoci do spozycia to siedem dni. I
          > potrafie zjesc kartonik 250 gram na raz.


          mniam mniam, Ela, ale mnie kusisz..., a ja tak sie staram nie jesc za czesto
          czekolady i w ogole slodyczy, bo apetyt mam proporcjonalny do przybywajacych
          kilogramow! ale te czekoladki belgijskie robione recznie! pycha!!! my jak
          bylismy w Brugie to kupilam sterte "tylko dla znajomych" - bo wtedy bylam na
          diecie! i... zanim doszlismy do domu to juz nie bylo jednego pudeleczka!!!

          a z tym chowaniem sie do ubikacji - to ja chyba bede stosowac w wersji "w
          pracy" - bo ja jednak moge jesc slodycze codziennie, a na poczatku chcialabym
          ograniczac dziecko, aby nie byl taki czekoladoholik jak ja... (dotychczas sie
          udalo, bo Karolina pierwsza czekolade jadla po skonczonym roku, a teraz je
          slodkosci tylko przy okazji rodzinnych uroczystosci czy posiadowek ze
          znajomymi - jak juz cos jest na stole. i to tez staram sie, aby wtedy byla po
          posilku. aby slodycze byly dodatkiem, a nie "zamiast".

          Agnieszka
    • mamamon Z innej beczki (UK) 28.01.05, 13:00
      Dziewnyny,
      Troche z innej beczki, ale przypomnialo mi sie, kiedy ostatnio bylam w ciazy i
      tuz pod koniec mialam bardzo ciezkie zatrucie i wyladowalam w szpitalu. Wiec,
      kiedy juz doszlam troche do siebie, dostalam kwitek na obiad, na ktory podano
      do wyboru curry oraz potrawe z fasolka z puszki!
      • kash0303 Re: Z innej beczki (UK) 28.01.05, 14:19

        > Troche z innej beczki, ale przypomnialo mi sie, kiedy ostatnio bylam w ciazy
        i
        > tuz pod koniec mialam bardzo ciezkie zatrucie i wyladowalam w szpitalu. Wiec,
        > kiedy juz doszlam troche do siebie, dostalam kwitek na obiad, na ktory podano
        > do wyboru curry oraz potrawe z fasolka z puszki!

        Toz to w Anglii normalka. U mnie tez na porodowce na obiad byla fasolka w sosie
        pomidorowym (oczywiscie nie wzielam). Chyba tylko w Polsce tak sie chucha i
        dmucha na matki karmiace i noworodki. Jak pytalam na 'antenatal classes' o
        diete po narodzinach to mi powiedzieli, ze w Indiach curry jedza i dzieci jakos
        sie chowaja, wiec w sumie nie zalecaja zadnych ograniczen.

        Mnie to jednak najbardziej odrzuca jak widze na ulicy niespelna roczne dziecie
        z paczka czipsow w rekach. Od razu widac na jakiego smakosza wyrosnie.

        No i to jedzenie tutaj w szkolach. Niby tyle trabi sie o zdrowym odzywianiu,
        ale przeciez kroluja frytki, pizze, hamburgery i ta wszedobylska fasolka.

        A z czekolada to zrobilam Malej taki numer, ze jak jej dalam sprobowac (grubo
        po skonczeniu roku dostala pierwszy kawalek, ale jak ktos wspomnial sama jem, a
        dziecko co ma sie gapic?) to mowilam, ze to ciasteczko i jak mnie pozniej
        prosila o ciasteczko to dawalam jej zwyklego herbatnika. Niestety teraz przez
        swieta w Polsce (nawal prezentow czekoladowych) sie podszkolila i mowi, ze chce
        tylko 'brazowe ciasteczko'. Obecnym hitem dla niej sa guziczki (Smarties) i
        zawsze po kolacji domaga sie swojej porcji. No coz wydzielamy jej te 5 sztuk,
        ale zawsze dopiero po dokladnym (no prawie) zjedzeniu obiadku. W koncu tez sie
        jej od zycia cos nalezy, a w ciagu dnia to staram sie jej raczej podsuwac owoce
        (ktore zreszta chetnie zjada).
        • mama5plus Re: Z innej beczki (UK) 29.01.05, 00:51
          kash0303 napisała:

          > Toz to w Anglii normalka. U mnie tez na porodowce na obiad byla fasolka w
          sosie
          >
          > pomidorowym (oczywiscie nie wzielam). Chyba tylko w Polsce tak sie chucha i
          > dmucha na matki karmiace i noworodki. Jak pytalam na 'antenatal classes' o
          > diete po narodzinach to mi powiedzieli, ze w Indiach curry jedza i dzieci
          jakos
          >
          > sie chowaja, wiec w sumie nie zalecaja zadnych ograniczen.


          Kasiu no bo prawdasmile
          Ja nigdy sobie ograniczen dietetycznych nie robilam.
          W ciazy pewnych rzeczy unikalam ale nie np ostrych przypraw.
          Dziecko juz wtedy sie przyzwyczaja wink
          A pozniej wszystko z umiarem, ale wszystkosmile
          Zdrowo - to jedyna moja zasada

          Ok, z wyjatkiem alkoholu, papierochow, lekow i takich tam ale tego
          i normalnie nie ma w mojej diecie wink
          Curry i owszem. Bardzo ostre lubie smile
          I nigdy absolutnie nie mielismy problemow typu kolka,
          sluzowate kupki tongue_out itp.
          No wiec po co z zalozenia ograniczac??
          Co innego gdy cos sie tam dzieje ale tak `dla sztuki`
          to mnie nie przekonuje.
          • kash0303 Do mama5plus 03.02.05, 17:20
            > Kasiu no bo prawdasmile
            > Ja nigdy sobie ograniczen dietetycznych nie robilam.
            > W ciazy pewnych rzeczy unikalam ale nie np ostrych przypraw.
            > Dziecko juz wtedy sie przyzwyczaja wink
            > A pozniej wszystko z umiarem, ale wszystkosmile
            > Zdrowo - to jedyna moja zasada

            Bogusiu (dobrze pamietam - jakos tak nie lubie ludzi nazywac po nickowemuwink)),
            alez ja sie jak najbardziej podpisuje pod tym bezstresowym ang. podejsciem. Jak
            czytam co to mamy w Polsce nie wyprawiaja jak tylko zajda w ciaze to ciesze
            sie, ze przyszlo mi rodzic tutaj. W obu ciazach jadlam na co mialam ochote
            (curry rowniez) i tez nie widze, zeby dzieciom zle sluzylo. Jedynie przed ta
            fasolka na porodowce troche sie wdrygnelam (ale ja do jej smakoszow nie naleze -
            owszem zjem raz na rok 'baked beans on toast + egg' i mi wystarczy).

            Opieke lekarska w czasie ciazy tez uwazalam za jak najbardziej OK i wcale nie
            mialabym ochoty na comiesieczne wizyty u ginekologa. Ja to nawet po porodzie
            zaraz chcialam uciekac do domu, ale niestety za pierwszym razem mnie na noc
            zatrzymali, ale za drugim juz sie udalo, bo Mlody urodzil sie rano, wiec
            wieczorem juz nas pusciliwink))

            A teraz tez Olence daje do sprobowania wszystkiego o co poprosi (z jedzenia
            oczywisciewink)) Jak jej nie smakuje moze wypluc i afery z tego nie robie. Jedyne
            co, to slodycze staram sie jej dawkowac (tzn. musi najpierw zjesc obiad/kolacje
            zanim dostanie swoje ulubione guziczki). Mam nadzieje, ze jak pojdzie do
            przedszkola/szkoly nie zejdzie totalnie na kuchnie ang (to chyba jedyne co mnie
            w tym kraju przeraza - tzn. mam na mysli typowe menu dzieciece - chicken
            nuggets, chips, fish fingers, pizza & hamburgers). No ale to chyba kwestia
            wychowania w rodzinie, wiec trzeba bedzie stawic dzielny opor temu 'peer
            pressure'.

            pzdrfka

            Kasia
            • mama5plus Re: Do mama5plus 03.02.05, 20:51
              kash0303 napisała:
              Jedynie przed ta
              > fasolka na porodowce troche sie wdrygnelam (ale ja do jej smakoszow nie
              naleze
              > -
              > owszem zjem raz na rok 'baked beans on toast + egg' i mi wystarczy).

              A no to rozumiem smile Rzecz gustu znaczybig_grin Ja tez tak indywidualnie
              na fasolke to bleee. Ale moj tubylczy maz uwielbia ( za to jajek juz nie)
              Dzieci swieto maja kiedy jest fasolka bo to tez ulubione danie sniadaniowe
              (drugie zaraz po owsiance surprised ). Chyba po tacie odziedziczyly wink
              Bratu nawet smakowala ale musial sobie chilli doprawiac wink

              A swoja droga fajnie, ze w szpitalu jest wybor.
              Ja tam mam rozdwojenie jazni zwykle bo z jednej strony bym poleniuchowala i
              niech mi jedzenie donosza wink Z drugiej chce do domu bo tesknie sad
              I to ostatnie bierze gore.
              Po pierwszym porodzie musialam zostac dobe. Po drugim juz tylko 3 h i to tylko
              dlatego, ze na pediatre czekalismy.
              Najdluzej chyba 3 dni bo jakies `ale` mieli.
              Wydawalo mi sie, ze wieki cale.
              Czlowiek tak naprawde dopiero w domu sie wyspi wink
              Poza tym na mnie ta mozliwosc wyjscia po paru godzinach dziala
              jak jakis pozytywny kop.
              Zamiast sie rozklejac, wracam szybko do normalnosci


              A ze szpitalnych dan najrzewniej wspominam... tosty z maslem i kubek herbaty
              przyniesiony przez polozna zaraz po porodzie. Raaaaaany jak mi to smakuje wink
              No delicja po prostu big_grin Dla tych tostow warto przejsc przez bole porodowe wink
              • kash0303 Re: Do mama5plus 03.02.05, 21:41
                > Czlowiek tak naprawde dopiero w domu sie wyspi wink

                Otoz to!!! Jak za pierwszym razem musialam zostac to nic sie nie wyspalam ze
                wzgl. na inne mamy i ich dzieciaczki (szczeg. jedna probowala karmic Malenstwo
                butelka, a ono ni w zab nie kumalo o co chodzi).

                > Poza tym na mnie ta mozliwosc wyjscia po paru godzinach dziala
                > jak jakis pozytywny kop.
                > Zamiast sie rozklejac, wracam szybko do normalnosci

                Zgadza sie. Zreszta ja nigdy nie lubilam spac w nie swoim lozku. Nawet jak
                jedziemy w odwiedziny do rodziny to sie doczekac nie moge kiedy juz bedziemy z
                powrotem w domuwink))

                > A ze szpitalnych dan najrzewniej wspominam... tosty z maslem i kubek herbaty
                > przyniesiony przez polozna zaraz po porodzie. Raaaaaany jak mi to smakuje wink
                > No delicja po prostu big_grin Dla tych tostow warto przejsc przez bole porodowe wink

                Ja natomiast za kazdym razem czekalam na ta herbate i jak zazwyczaj sypie tylko
                lyzeczke cukru, to wtedy musiala byc zabojczo slodka - taki zastrzyk energii po
                calych tych przejsciachwink))

                pzdrfka

                Kasia
      • eballieu Re: Z innej beczki (UK) 28.01.05, 14:27
        he, he, he, to w ramach diety ciezarnej. Znajoma wrocila do Polski w ostatniej
        fazie ciazy z anemia. Mieszkali we Francji, a tam lekarze uwazaja ze lykanie
        witamin i kwasu foliowego to dla biednych - co kraj ot obyczaj. Reszta ma sie
        odyzywiac. No ale ze z tym zelazem to roznie u nas kobitek bywa, jej akurat
        brakowalo. W Polsce strasznie na nia nakrzyczeli ze dieta nie taka, ze co to ma
        byc, taka anemia, zacofane zabojady itp.. Po czym w poludnie zaserwowali
        krupnik w szpitalu na obiad. Tz. napisane bylo ze to krupnik, bo inaczej
        znajoma myslala ze to wodasmile
        Dodam ze zelaza zawsze mialam duzo - chyba dzieki czekoladzie - hi hi hi.
        • daisy123 Re: Z innej beczki (UK) 28.01.05, 15:07
          Ja tez uwielbiam czekolade i slodycze. To co corka chciala sprobowac gdy byla
          mala zawsze jej dawalismy do sprobowania. Zawsze wolala slone a nie slodkie.
          Nie uwierzycie, ale slodycze zaczela jesc dopiero w przedszkolu tylko dlatego,
          ze inne dzieci jadly. A teraz gdy ma 5 lat to sa okresy, ze w ogole slodkiego
          nie chce i nie prosi. Ja do ubikacji nie wychodze z pudelkiem czekoladek, bo po
          prostu na moja corke to nie dziala. Mnie sie wydaje, ze tutaj chodzi bardziej o
          nawyki dziecka. Naszej corce nikt nie wpychal torebki z cukierkami, bo nie mamy
          cioc, babc itd.ale nikt tez jej nie zabranial jedzenia czy probowania tego co
          my dorosli jadalismy.
          Odnosnie diety ciezarnej. Mnie tez zadnej diety nie zalecono, a jedynie pod
          kontrola trzymano ilosc zelaza we krwi. W rezultacie bralam tabletki z zelazem.
          Regularnie do posilkow pilam wino, a moj ginekolog wylupil oczy gdy sie go
          spytalam czy moge. Ciaza to nie choroba i niby dlaczego trzeba stosowac jakas
          diete? Oczywiscie jesli ktos odzywia sie prawidlowo.
          P.S. Pisze z Wloch.
          • rozyczko Re: Z innej beczki (UK) 28.01.05, 17:14
            Co do diety w ciazy, to amerykanscy lekarze maja hopla ! Najlepiej zero kawy,
            bron Boze alkohol (wino/piwo). Mam znajoma i to Polke, ktora przestala nawet pic
            zwykla herbate i czekolade tez odstawila na .... po karmieniu smile Osobiscie -
            kawe pilam, wino/piwo w umiarze , czekolade jak najbardziej ... I Ola urodzila
            sie zdrowiusienka , ciaza przebiegala prawidlowo.

            Do roku corcia dostawala herbatniki, ciastka ryzowe i Cheerios. Czekolade i lody
            sprobowala , jak miala 1.5 roku ... w Polsce smile
            W domu zawsze panowala zasada, ze slodyczy sie nie chowa . Halloweenowa dynia
            Oli (pelna slodkosci)zawsze lezala na jej stoliku. Mogla sobie podlasowac, ale
            dopiero po zjedzonym posilku . Nigdy nie bylo placzu czy objadania sie
            slodyczami u innych. Widzialam dzieciaki, ktore "chorowaly" rowno, po wizytach u
            znajomych. Ale w ich domach slowo czekolada/cukierki bylo zabronione .

            Ewa
            • ma.pi Re: Z innej beczki (UK) 28.01.05, 17:40
              rozyczko napisała:

              > Co do diety w ciazy, to amerykanscy lekarze maja hopla ! Najlepiej zero kawy,
              > bron Boze alkohol (wino/piwo).

              Zartujesz ;o). Zaskoczylas mnie. Nawet dziewczyny z USA ktore sie tutaj
              wypowiadaja nigdy nie pisaly o czyms takim.
              Odnosilam wrazenie, ze ciaza w USA tak jak i w Kanadzie to stan normalny. Nigdy
              zaden lekarz nie wspomnial mi, ze mam czegos nie jesc lub ograniczyc.
              Zazwyczaj organizm sam reaguje na to na co ma ochote, albo nie.

              Pozdr.
              • edytais Re: Z innej beczki (UK) 28.01.05, 21:47
                Ja jeszcze raz swoje grosze:
                Z USA: lekarz tez zalecal nie pic kawy, herbaty, coca coli i innych napojow
                zawierajacych kofeine, oraz alkohol (wino, piwo, itp). Nie pic tez napojow
                diet bo zawieraja nutrasweet lub inne dietetyczne slodniki, ktorych efekty na
                rozwoj plodu byly nie badane. Kazal brac folic acid i witaminy i zdrowo sie
                odzywiac (razowy chleb, duzo warzyw i owocow itp itd)
                Najwazniejsze jednak bylo z tego co pamietam to nie picie alkoholu!
                A tak dodajac swoje tez na temat slodyczy to zgadzami sie, ze to kwestia
                przyzwyczajenia. Jak dziecko od malego nie bedzie sie faszerowac slodyczami to
                sie przyzwyczai do mniej slodkich rzeczy i tez beda smakowac. U nas smakuja
                jogurty bez dodatkow (plain). Na gwiazdke moja 4,5 letnia corcia dostala
                komplet do robienia cup cakes wlacznie z polewa (frosting). Typowy amerykanski
                frosting to czysty cukier (paskudztwo). Moja corka sprobowala i wyrzucila do
                smieci bo za slodkie. Na przekaske (snack time) wczoraj zazyczyla sobie
                szpinak, taki sam bez niczego surowy prosto z torebki. Mlodsza nie lubi
                lisciastych rzeczy, ale jak starsza siostra jadla to ta tez troche zjadla.
                Wszystko kwestia przyzwyczajenia. Mam tylko nadzieje, ze gdzies tam nie
                uslyszy od innego dziecka "spinach, yuck!" bo skonczy sie jedzenie szpinaku.
                • rozyczko Re: Z innej beczki (UK) 28.01.05, 23:53
                  > Nie pic tez napojow
                  > diet bo zawieraja nutrasweet lub inne dietetyczne slodniki, ktorych efekty na
                  > rozwoj plodu byly nie badane.

                  Ja zapytalam lekarza, czy moge jesc jogurty "diet" - te ze zaslodzikiem, bo
                  normalne z cukrem byly dla mnie za slodkie. Powiedzial mi, ze jesli nie robie
                  tego w celach odchudzenia sie i nie bede zjadac kilka pudelek dziennie - to on
                  nie widzi problemu.

                  A propos jeszcze zywienia dzieci. Moje dziecko absolutnie odmawialo jedzenia
                  przecieranych , domowych warzywek , a nawet niektorych owocow (np. banan).
                  Sloiczki gerbera bardzo jej smakowaly - szczegolnie slodkie ziemniaczki, lasagna
                  ... i banany smile Kiedys w Pl moja mama dala jej "kubusia" - Oj jak plulo moje
                  dziecko !I herbatki pic nie chciala . Dziwolag jakis amerykanski , czy co ? smile)
                  EWa
                • edytkus Re: Z innej beczki (UK) 29.01.05, 05:09
                  edytais napisała:


                  > Z USA: lekarz tez zalecal nie pic kawy, herbaty, coca coli i innych napojow
                  > zawierajacych kofeine, oraz alkohol (wino, piwo, itp).

                  U mnie tez, na bezkofeinowym odwyku mialam potworne bole glowy wink A alkoholu w ciazy w ogole pic
                  nie wolno, zostalo naukowo dowiedzione ze JAKAKOLWIEK ilosc powoduje scinanie komorek. Dziecko
                  pijacej mamy owszem, nie musi urodzic sie z wadami, ale o ile mogloby byc inteligentniejsze gdyby
                  mama nie pila?!


                  > A tak dodajac swoje tez na temat slodyczy to zgadzami sie, ze to kwestia
                  > przyzwyczajenia.

                  Amerykanie ktorych znam (a znam prawie samych Amerykanow wink) jedza chipsy ale nie cierpia slodyczy!
                  Za ciastami tez nie przepadaja.

                  Jak dziecko od malego nie bedzie sie faszerowac slodyczami to
                  >
                  > sie przyzwyczai do mniej slodkich rzeczy i tez beda smakowac.

                  Tez tak mysle i staram sie w ogole nie dawac dziecku slodyczy, ale otoczenie uwaza inaczej. Pierwsze
                  slodycze mala dostala poza domem (od babci sad ), pamietam jak kiedys zanim skonczyla rok zaszlam do
                  cuekirni i sprzedawczyni niesamowicie sie zdziwila gdy nie przyjelam czekoladowego doughnut'a dla
                  dziecka. A teraz? Zachodze do tesciowej odebrac mala, tesciwoa w lament "co z tego dziecka
                  wyrosnie, ona nic nie chce jesc itp. itd." a dziecko stoi za babcia wcinajac garsc czekoladowych Twix'ow
                  sad I tyle razy z mezem prosilismy, tlumaczylismy - jak grochem o sciane. Nawet potrafi sie wyprzecz ze
                  dala slodycze chociaz dziecko ma ubranie wymazane czekolada sad

                  U nas smakuja
                  > jogurty bez dodatkow (plain).

                  Do tego co wyzej bylo napisane na temat amerykanskiego sposobu zywienia dodam ze tutaj sa jogurty
                  dla paromiesieczniakow, zarowno w kremie jak i do picia. Ostatnio nawet pojawily sie kaszko-jogurty.
                  Do drugiego roku zycia nie zaleca sie podawac np. parowek, twardej marchwi,popcornu itp. ze wzgledu
                  na wysokie prawdpopodobienstwo udlawienia sie oraz orzechow bo te moga wywolac silna (nawet
                  smiertelna) reakcje alergiczna. Karmienie piersia zaleca sie standardowo przez pierwszych szesc
                  miesiecy ale od jakiegos roku w mediach informuja ze w okresie 4-6 m-cy nalezy wprowadzic "cereal"
                  (cos w rodzaju polskiej kaszki), wg badan wynika ze dzieci ktore nie zaczynaja dostawac pokarmow
                  stalych (a zaczyna sie od kaszki) w tym przedziale wiekowym maja o wiele wieksze szanse na zostanie
                  diabetykami w zyciu doroslym (poki co nie wiadomo dlaczego).


                  > Wszystko kwestia przyzwyczajenia.

                  Podobno jesli czegos sie nie lubi trzeba tego sprobowac 15 razy, tyle prob potrzeba na zaakceptowanie
                  smaku. Dla mnie kiedys nie do pomyslenia bylo picie herbaty bez duzej ilosci cukru (tak mnie
                  "nauczono" w dziecinstwie, ale sie nie poddawalam i dzisiaj patrze z obrzydzeniem jak maz wsypuje
                  trzecia lyzke cukru do swojej herbaty surprised
                  • edytais Re: Z innej beczki (UK) 30.01.05, 23:00
                    Znam tez takich co narzekaja, ze dzieci dobrze nie rosna, sa strasznymi
                    niejadkami, ale tez te dzieci wcinaja wiecej ciastek i cukierkow w ciagu dnia
                    niz moje w ciagu roku. Znajoma skarzy sie, ze jeden z jej trojaczkow wolniej
                    rosnie i codziennie rano ma wypic puszke wysokokalorycznego ensure (bo ma
                    witaminy i kalorie, ktore jej zdaniem jak i pediatry powinno pomoc dziecku
                    normalniej sie rozwijac) Oczywiscie wysoka ilosc kalori jest glownie z powodu
                    cukru, ale to drobnostka. Za kazdym razem jak ja odwiedzam to dzieci biegaja z
                    cala torba ciastek i jedza tego ile chca. Glupio sie za kazdym razem czuje bo
                    jestem jak policjant i musze pilnowac, zeby moje dzieci sie funtami tego nie
                    zapychaly! Nie wiem, ze nie przyszlo jej do glowy, ze moze chlopiec nie ma
                    apetytu i kiepsko rosnie bo wlasciwie to zyje cukrem. Tak jak tesciowa, nie
                    bardzo do niektorych dociera, ze apetyt sie zmniejsza jak sie wcina slodycze smile
                    Moi rodzice tez nie widza niz zlego w jedzeniu slodyczy. Juz od miesiecy
                    edukuje swoja mame, wiec chyba przekonalam. Moj tata dalej twierdzi, ze
                    dzieciom powinno sie dawac slodycze bo po co im zalowac, on je i zdrowy.
                    Mam nadzieje, ze jak kiedys uda mi sie do Polski pojechac to na tyle przekonam,
                    zebym nie musiala sie martwic, ze mi zepsuja smak dzieci i moja praca nad ich
                    zdrowym podniebieniem i zdrowymi przyzwyczajeniami nie pojdzie na marne po
                    jednych wakacjach. Dobrze, ze moja tesciowa jest bardzo posluszna smile moze
                    troche za bardzo bo daje sobie dzieciom na glowe wejsc, ale z tym latwiej
                    zyc...
                    • girri Re: Z innej beczki (UK) 03.02.05, 10:32
                      Widze, ze tu na forum moje zywienie dziecka znalazlo wiecej zrozumienia niz w
                      Polsce! Ja oczywiscie tez nie daje mlodemu duzo slodyczy, wlasciwie na co dzien
                      nie dostaje nic (chyba ze za slodycze sie uzna slodkie desery ), ale w sobote
                      jak sa goscie moze dostac (po obiedzie) ciasto czy czekolade, co tam podajemy.
                      Zaciekawilo mnie, ze we Wloszech tez jest taka obsesja na cieple posilki, moja
                      tesciowa tez uwaza, ze kanapka na kolacje to cos okropnego, moj maz tez, wiec
                      wlasciwie sie poddalam , zreszta to moze zdrowiej zjesc kawalek ryby czy miesa
                      z patelni i jarzyny niz kanapke? A co do nowych smakow to faktycznie wszystko
                      jest chyba kwestia przyzwyczajenia, np. Dani wykrzywil sie z obrzydzeniem , jak
                      mu moja Mama dala chleb z maslem, bo tu go nigdy nie jemy.
                      • dorrit We Wloszech... 03.02.05, 11:09
                        We Wloszech jest nie tyle obsesja, co zwyczaj i tradycja jedzenia gotowanej
                        kolacji, a obiad (oczywiscie domowy a nie "pracowy") i tak zazwyczaj jest
                        gotowany. Fakt, jest to na ogol zdrowsze wyjscie. W ogole tutejsza zwyczaje
                        kulinarne (czyli kuchnia srodziemnomorska) sa b. dobre i dla zdrowia i dla
                        urody...
                        • kerstink Dorrit 04.02.05, 08:05
                          Wloskie jedzenie kojarzy mi sie oczywiscie z pizza i spagetti, co pewnie jest
                          bardzo uproszczonym obrazem rzeczywistosci. Tak z ciekawosci: co robicie na te
                          kolacje na cieplo, aby bylo szybko, smaczne i zdrowe ?
                          Kerstin
                          • dorrit Kerstink 04.02.05, 11:51
                            Ciepla kolacja to np. makaron w roznej postaci jako danie zasadnicze. Dla
                            dzieci jest on na ogol drobny - zadne tam spaghetti.
                            Robie np. wywar z warzyw, do tego wrzucam makaron, potem parmezan, czasem z
                            sosem pomidorowym (sos - przygotowuje go dla wszystkich z gotowych surowych
                            obranych pomidorow w kartoniku lub butelce, raz na kilka dni i dobrze sie
                            konserwuje w lodowce; latwo zrobic: kartonik pomidorow, pare lyzek oliwy, zabek
                            czosnku, ew. troche bazylii, sol z umiarem, pogotowac jakies 10 min. w rondlu
                            lub na glebszej patelni); rosol z makaronem; makaron z innym serem niz parmezan
                            i z gotowanymi warzywami; ryz - najprostszy z dodatkiem tylko oliwy (albo
                            masla) plus parmezan; albo w bogatszej postaci (dodatki: warzywa, mieso w
                            drobnych kawalkach lub mielone, sos pomidorowy, do wyboru).
                            Moje dzieciaki sa miesozerne, wiec lubia potem wtrynic sobie np. kotlecik
                            cielecy czy kawalek piersi kurczaka albo filet rybny. Do tego mozna proponowac
                            gotowane jarzyny np. szpinak, cykorie, cukinie, brokuly, purèe z ziemniakow,
                            fasolke szparagowa (niestety, moje dzieciaki nie lubia jarzyn...) albo salate.
                            Wszystkie te warzywa gotuje sie kilka (szpinak i inne lisciaste) do kilkunastu
                            minut od zagotowania (oczywiscie z wyjatkiem ziemniakow). Czasem kupuje je w
                            woreczku juz czyste, czasem w zieleniaku - musze myc i obrac. Podaje na ogol z
                            oliwa i sokiem z cytryny, ew. posypane lekko jakims tartym serem.
                            Jesli pierwsze danie jest "wzbogacone", to drugie skromniejsze albo wcale i
                            odwrotnie. Na deser owoce.
                            Wazne: w tut. kuchni uzywa sie niemal wylacznie oliwy z oliwek, tej "extra
                            virgin" czyli z pierwszego tloczenia, najswiezszej.
                            • rozyczko Re: Kerstink 04.02.05, 13:20

                              > Wazne: w tut. kuchni uzywa sie niemal wylacznie oliwy z oliwek, tej "extra
                              > virgin" czyli z pierwszego tloczenia, najswiezszej.
                              >

                              Zawsze wydawalo mi sie, ze "extra virgin" uzywa sie tylko do salatek.
                              Do smazenia powinno uzywac sie lzejszej oliwy.

                              Ewa
                              • daisy123 Re: Kerstink 04.02.05, 22:26
                                rozyczko napisała:

                                > > Wazne: w tut. kuchni uzywa sie niemal wylacznie oliwy z oliwek, tej "extr
                                > a
                                > > virgin" czyli z pierwszego tloczenia, najswiezszej.

                                > Zawsze wydawalo mi sie, ze "extra virgin" uzywa sie tylko do salatek.
                                > Do smazenia powinno uzywac sie lzejszej oliwy.

                                Nie chodzi o smazenie, ale o dodawanie oliwy do potraw np. usmazone na grillu
                                mieso skrapia sie kilkoma kroplami oliwy, do ryb z grilla mozna zrobic tzw.
                                zielony sos (pokrojona swieza pietruszka z czosnkiem i zalane to wszystko
                                oliwa), nie wspominam o dodaniu oliwy do sosow czy do zup itd. Pamietam, ze
                                pediatra zalecal mi dodawanie oliwy z oliwek do zupek dla mojej corki.

                                Do tego co napisala wyzej dorrit moge dodac, ze oprocz makaronow i ryzu jada
                                sie duzo klusek (tez moga byc podawane z roznymi sosami), pierozki z wszelkiego
                                rodzaju nadzieniami(te najbardziej znane to tortellini, ktore mozna podawac w
                                rosole)itd.
                      • edytkus Re: Z innej beczki (UK) 04.02.05, 05:59
                        girri napisała:

                        > > Zaciekawilo mnie, ze we Wloszech tez jest taka obsesja na cieple posilki,

                        W USA chyba tez wink) Tu sie je nalesniki na sniadanei i obiad na kolacje. Gdy robie sobie kanapke moj
                        maz patrzy na mnie jak na wariatke smile) Dla niego nie do pomyslenia jest posmarowac chleb maslem! i
                        polozyc tylko jeden cienki plasterek pomidora?! Tutaj jak juz robia kanapki to naklada tyle miesa ze
                        buzi sie nie da tak szeroko otworzyc wink)


                        > tzreszta to moze zdrowiej zjesc kawalek ryby czy miesa
                        > z patelni i jarzyny niz kanapke?

                        Slyszalam niedawno ze naukowcy (no co ja zrobie ze wpadaja mi do glowy takie informacje ;O) dowiedli
                        ze codzienne spozywanie czerwonego miesa (nawet w postaci wedlin) przyczynia sie do powstania raka
                        (jelit, zdaje sie), to samo dotyczy niektorych rodzajow owocow morza (np. krewetek), natomiast drob
                        ma dzialanie przeciwne czyli zmniejsza szanse na raka.
    • mama5plus Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 03.02.05, 12:27
      Moje dzieci tez poznawaly nowe smaki dosc wczesnie.
      Tzn cos oprocz mleka wprowadzalismy po 5ym miesiacu
      mniej wiecej kiedy juz byly oznaki gotowosci. A w okolicy
      pierwszych urodzin prawie to co my.
      Teraz nie ma problemu z jedzeniem nawet takich `niedzieciowych`
      rzeczy jak oliwki, owoce morza, nawet dania egzotyczne.
      Po prostu kwestia przyzwyczajenia.
      Z reszta ja to jadalam w czasie ciazy i karmienia a wtedy
      tez dziecko przyzwyczaja sie do nowych smakow.
      • daisy123 Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 03.02.05, 13:25
        W przedszkolu mojej corki ubiegly rok byl poswiecony zywieniu. Pomyslicie, ze
        to za wczesnie aby dzieci faszerowac takimi informacjami.Nic bardziej
        mylnego.We Wloszech sztuka kulinarna odgrywa duze znaczenie . Tutaj dzieci
        nazywaja potrawy po imieniu i zadne dziecko nie powie, ze na obiad zjadlo
        miesko tylko nazwie dokladnie potrawe, ktora jadlo.
        Pamietam, ze we wrzesniu dzieci wycinaly obrazki z produktami zywnosciowymi i
        ukladaly to co je sie na sniadanie, obiad, podwieczorek i kolacje. Pani
        wychowawczyni tlumaczyla dzieciom, ze kazdy produkt zywnosciowy zawiera w sobie
        cos innego i ogolne przeslanie jest aby jesc po trochu wszystkiego, gdyz
        potrzebujemy wszystkich elementow aby rosnac, miec zdrowe wlosy i paznokcie.
        Pozniej w klasie pojawil sie plakat namalowany wspolnie przez pania
        wychowawczynie i dzieci z przewodem pokarmowym i pani wyjasnila dzieciom co sie
        dzieje gdy sie je itd. Na koniec roku szkolnego dzieci wiedzialy, ze nalezy
        jesc wszystkiego po trochu, ze pewne produkty dobrze jesli zjemy na
        podwieczorek ale juz niedobrze jesli bedziemy chcieli zjesc na kolacje itd.
        Aby nie idealizowac wloskiej kuchni: nie istnieje tutaj pierwsze sniadanie z
        prawdziwego zdarzenia. Dzieciom daje sie na sniadanie czesto nic albo tylko
        mleko z ciastkami. Jest to oczywiscie kwestia przyzwyczajenia i ja osobiscie
        nie wyobrazam sobie wyjscia z domu bez zjedzenia pierwszego sniadania.
        • kerstink Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 04.02.05, 08:08
          To swietny pomysl !
          K.
    • btra Re: zalecenia pediatry co do zywienia dzieci 03.02.05, 16:40
      W NIemczech:gdy bylam w ciazy zadawalam wiele pytan swojemu lekarzowi
      (nasluchawszy sie wczesniej w Polsce co to mozna a co nie mozna w ciazy
      jesc,pic itp.)i za kazdym razem robil wielkie oczy ze zdziwienia .mowil, ze
      jesli mam ochote na kawe ,kapuste czy w ogole cokolwiek moge sobie pozwolic na
      wszystko(oczywiscie zadnych uzywek) ,ale z umiarem.jak urodzilam jeszcze
      wszpitalu spytalam lekarza co moge jesc jako karmiaca, i tu tez wielce
      zdziwiony o co mi chodzi.Zkazdej strony slyszalam co innego i w koncu zdalam
      sie na intuicje.juz w piatym mies. dawalam wszystkie owoce iwszystkie warzywa
      do probowania ok.8 mies dawalam juz prawie wszystko co jemy my z mezem tylko
      nie za tluste nie za ostre i nie za slodkie.MOja coreczka ma bardzo duzy apetyt
      wszystko jej smakuje i zadnych problemow zoladkowych.

      Beata
    • mysio-pysio Re: z FRANCJI 21.02.05, 17:02
      drogie mamy, we francji jest bardzo podobnie, moj syncio ma sklonnosci do
      egzemy, wiec lekarz zalecil jak najdluzsze karmienie piersia (swoja droga
      uwazana jestem tu za rekordzistke, bo ciagle jeszcze karmie, a maly ma prawie 4
      miesiace!)i wprowadzanie innych pokarmow dopiero w 7 miesiacu. Mam tez pytanie,
      jak to u was jest z alergia? lekarz, gdy mu niesmialo zasugerowalam, ze moze
      egzema synka to uczulenie na jakis produkt, ktory ja jem, spojrzal na mnie, jak
      na wariatke i powiedzial, ze badania udowodnily, ze mleko matki uczulac NIE
      MOZE i zebym nie sluchala dobrych rad przyjaciolek i sasiadek, bo juz sama nie
      bede w koncu wiedziala co robic. pozdrawiam, a
      • daisy123 Re: z FRANCJI 21.02.05, 22:41
        mysio-pysio: ja karmilam piersia 26 mcy, wiec te Twoje 4 mce to jeszcze nie
        rekord. Mamy, ktore znam we Wloszech karmily do czasu utraty pokarmu a tylko 2
        moje kolezanki zaczely w 6 mcu odstawiac dzieci od piersi.
      • evee1 Re: z FRANCJI 22.02.05, 01:49
        mysio-pysio napisała:
        > jak to u was jest z alergia? lekarz, gdy mu niesmialo zasugerowalam, ze moze
        > egzema synka to uczulenie na jakis produkt, ktory ja jem, spojrzal na mnie,
        jak
        > na wariatke i powiedzial, ze badania udowodnily, ze mleko matki uczulac NIE
        > MOZE i zebym nie sluchala dobrych rad przyjaciolek i sasiadek, bo juz sama
        nie
        > bede w koncu wiedziala co robic. pozdrawiam, a
        Hmmm, ja mieszkam w Australii gdzie zasady zywienia sa podobne jak w tzw krajach
        zachodu, to znaczy powoli wprowadzac od 4-6 miesiaca, najpierw warzywka typu
        dynia, slodki ziemniak, marchewke, potem owoce - jako pierwszy banan. Ktoras
        mama kiedys pisala, ze w Polsce to banany nie, bo nalezy wprowadzac najpierw
        owoce lokalne, ale takie banany na przyklad, ktore tu sie zaleca jako pierwsze
        pozywienie, to rosna 3000 km od mojego Melbourne i trudno nazwac je owocami
        lokalnymi smile).
        O diecie kobiety ciezarnej czy karmiacej, to w ogole tu nie slyszalam, wiec
        jadlam wszystko, a syn i tak mial straszna egzeme (urodzila sie z ranami na
        raczkach i nozkach), ale watpie czy to byl wplyw mojej czy diety. Karmilam go
        do 5 miesiaca, potem przestalam, a roznicy w egzemie nie bylo zadnej.
        Probowalam odstawiac mu rozne pokarmy na dluzszy czas, ale nic z tego. Wreszcie
        sam wyrosl z tego w wieku okolo 4 lat - to znaczy dalej ja miewa, ale tylko od
        czasu do czasu.
      • bea_mama Re: z FRANCJI 22.02.05, 06:03
        mysio-pysio napisała:

        > Mam tez pytanie,
        > jak to u was jest z alergia? lekarz, gdy mu niesmialo zasugerowalam, ze moze
        > egzema synka to uczulenie na jakis produkt, ktory ja jem, spojrzal na mnie
        > jak na wariatke i powiedzial, ze badania udowodnily, ze mleko matki uczulac
        > NIE MOZE

        Mieszkam w Stanach. Zuza ma tragiczna egzeme od 2 m-ca zycia. Teraz jest o
        wiele lepiej, ale to dzieki jej diecie. Rozni lekarze roznie nas traktowali.
        Jedni chcieli leczyc egzeme sterydami i nawet slowa o alergii nie wspomnieli,
        inni dopatrywali sie juz problemow alergicznych w wieku plodowym i mowili, ze
        Zuzy gwaltowne ruchy (gdy byla w ciazy) i jej kolki przez pierwsze m-ce zycia
        byly juz objawem alergii i juz wtedy powinnam byc na diecie! Na szczescie
        trafilismy do rewelacyjnej pediatry-alergologa, ktora zakazala wprowadzac nowe
        pokarmy przed ukonczeniem 6 m-ca zycia, tak wiec karmilam ja wylacznie piersia
        przez pol roku (teraz po 15 m-cah wlasnie ja odstawiam). Skrzyczala nas gdy
        dalismy Zuzi kaszke ryzowa na wodzie w 5-tym m-cu! Ufam jej bardzo i stosowalam
        sie zawsze do jej zalecen. Obecnie stosujemy jej ekstrakt i Zuza wreszcie (przy
        bardzo okrojonej diecie) wyglada normalnie i nie ma ran po egzemie (nie
        stosujac sterydow).

        Mysle, ze co lekarz to inna teoria na temat alergii, a co kraj to inna teoria
        na temat zywienia dziecismile
        Pozdrawiam serdeczniesmile
        • mysio-pysio Re: z FRANCJI 22.02.05, 13:32
          dziekuje za te komentarze! nam tez lekarz zalecil nie wprowadzanie innych
          pokarmow przed 7 miesiacem, na razie alergia sie uspokoila, ale od czasu do
          czasu cos wyskakuje. czy ty mamo-rekordzistko, karmiaca 26 miesiecy piersia
          jestes z francji? pozdrawiam goraco, a
Inne wątki na temat:
Pełna wersja