juz o tym bylo...

06.07.05, 10:55
ale...
ja ciagle mam klopoty z odbieraniem niektorych ludzi w uk.
ide sobie dzisiaj ulica po drugiej stronie stoi mama z przedszkola spojrzala
mi w oczy , ja machnelam przyjacielsko reka , ona zero reakcji .Potem przy
przedszkolu ..ooo helloooo how are you .
inna mama znowu ignoruje wszystkie inne mamy - pytalam sprawdzalam po tym jak
w parku spotkalam ja na sciezce , unikala mojego wzroku a potem przy bliskim
mijaniu na moje hello krzywo sie usmiechnela .
moze ja jestem za otwarta i chce z kazdym zyc w przyjazni a tutaj jest
inaczej .
silny podzial na lepszych i gorszych widac nawet przy czekaniu na otwarcie
przedszkola , mamy podjezdzajace drogimi samochodami trzymaja sie razem , my
czyli sredniaki razem a biedota ( boze ! ja sie dziwie ze to mowie bo ja
tego tak nie widze ale mam wrazenie ze ONE to tak widza ) w kacie razem.
najbardziej mi bylo szkoda malego Samuela z Panamy na ktorego przyjecie
urodzinowe z ponad 20 dzieci przyszlo 5 .Ale juz ( bo mnie niewiadomo
czemu ''elita ''zaprasza ) na urodzinach dziewczynki glownej
prowodyrki ''elity'' byli wszyscy , co do jednego .Slynne bylo przyjecie
malej Tiany gdzie niezamozni rozdzice zaprosili dzieci do ogrodu , fakt
trzeba przyznac ze mieszkanie maja nie bogate i nie sprzatniete .ale co z
tego ??
jedna z ''pan '' przyszla na 20 min i uciekla .
mnie to przeraza.
    • aniaheasley Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 11:54
      O matko, do jakiej szkoly chodzi Twoje dziecko? Prywatnej? Jakiejs niesamowicie
      eksluzywnej? W Wimbledon Village? Highgate village? Myslalam, ze takie scenki
      zdarzaja sie tylko w mocno przesadzonych komediach.....
      • vygotsky Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 12:10
        Takie sceny, albo lepiej - spostrzezenia sa czeste. Rozmawiam z wieloma mamami
        ze wschodu i wiekszosc widzi te smieszne podzialy...jedna mi opowiadala ze na
        placu zabaw (co tu mowic posh Battersea) jakas dziewczynka powiedziala do jej
        corki ze nie moze sie z nia bawic bo zeby moc sie bawic ich mamy musialaby sie
        znac a nie znaja sie...(i prawdobodobnie nigdy nie poznaja.. po angielsku to
        sie nazywa social reproduction). Mam wrazenie ze w Polsce tego nie ma (oj, nie
        bylo). Bourdieu
      • teddy_bear Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 12:14
        nie ,przedszkole jest koscielne .
        okolica- na granicy (zeby okreslic gdzie sie mieszka mowimy - next to dyke road)
        najdrozszej ulicy w Brighton , czyli dosyc dobra okolica ale bez przesady .
        dzieki temu szkola w tym rejonie jest najlepsza w brighton ze szkol panstwowych
        ( poza dwiema katolickimi z pierwszych miejsc rankingu ).czyli jak mi sie
        wydaje nic przesadnie specjalnego.
    • kokolores Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 12:28
      Boszzzzz!Co za chore spoleczenstwo.No musze powiedziec ,ze Niemcy tez swieci nie
      sa ,ale w szkolach i przedszkolach az takiego podzialu niema!!!
      Przykre to!
      :o)
      • vygotsky Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 12:46
        W Anglii ta tradycja spolecznego izolowania sie od lower working class i
        underclass siega daleko wstecz i male szanse na wyleczenie tej choroby. Z
        drugiej strony obecnej elity nie winie bo rzeczywiscie wspolnego duzo nie maja,
        szkoda tylko ze tak swiadomie do tego doprowadzili i niestety ta przepasc sie
        powieksza. Czy myslicie ze prywatne szkoly roznia sie od panstwowych pod
        wzgledem uczniow/rodzicow? Pozdrawiam. Illich
        • teddy_bear Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 13:19
          wydaje mi sie ze rzeczywiscie bardzo bardzo bogaci ze starymi pieniedzmi sa
          bardzo uprzejmi i nie pokaza swojej niecheci jednoczesnie nie wdajac sie w
          zadne kolezenstwa i przyjaznie z ludzmi z jakimi nie chca.nowe pieniadze i
          aspiranci do bycia posh maja chyba takie zachowania jak opisalam .nie wiem czy
          to prawda co napisalam powyzej , staram sie sobie jednak jakos te zachowania
          wytlumaczyc.
          z drugiej jednak strony w ciagu tych dwoch lat tutaj poznalam wielu fajnych
          normalnych ludzi .
          jednak nadal tak ostentacyjne odgradzanie sie od innych mnie dziwi .
    • basia313 Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 13:31
      Moje doswiadczenie przyznam nie do konca potwierdza takie wlasnie podzialy.
      Moje corki bywaly na urodzinach i u tych biedniejszych i tych bogatszych.
      Wiadomo nie od razu mozna zblizyc sie do ludzi, czasem potrzeba czasu. JA
      mieszkam w centralnym LOndynie i przyznam, ze tu ludzie sa otwarci i widzialam
      wiele tzw posh mums, ktore spotykaly sie z wieloma innymi mamami.
      Pamietajcie, ze otwarte musza byc obie strony. Mnie to zabralo troche czasu,
      zeby poczuc sie jak rowny z rownym. Mysle, ze indywidualne podejscie jest
      bardzo wazne. Te mamy, ktore sie tu urodzily , majaprzeciez inne problemy niz
      te, ktore przyjechaly, potencjalnie wiec nie musza miec wiele wspolnego.
      Natomiast nie spotkalam sie jeszcze z odmowa pomocy, gdy o ni poprosilam. CYz
      tez gdy potrzebowalam wskazowek na temat szkol, przedszkoli, sklepow, czy w
      innej sprawie. Cos mi sie wydaje, ze w Polsc sytuacja nie bylaby inna niz w
      Polsce.
      Podejrzewam tez, ze ludzie sa rozni w Londynie i inni np w malym miasteczku.
      • vygotsky Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 13:43
        do pewnego stopnia sie zgodze chociaz nie moge powiedziec zeby w mojej okolicy
        (tez centralny londyn) mamy z roznych klas przyjaznie i z porozmieniem sie
        mieszaly. Tu chodzi mi oczywiscie o Anglikow (native white) a nie o uchodzcow
        czy emigrantow bo to inna historia...Jak na przyklad wytlumaczyc fakt ze
        lokalna angielska klasa srednia zaadoptowala sobie szkole i meczy sie wozac tam
        dzieci zamiast oddac do lokalnej bo tu 'za wielu rodzicow z ktorymi nie maja
        nic wspolnego a szkola to tez arena spoleczna' jak to powiedziala mi jedna
        mama. Bourdieu.
        • basia313 Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 13:56
          Rozumiem, ale ja tez pisalam o mamach "native white". MAm kilka znajomych
          wlasnie Angielek. A co do szkol, no coz ja tez nie posylam moich corek do
          najblizszej szkoly, bo nie jest dobra i tyle. Ktoz tak nie robi? Chyba tylko
          ci, ktorzy nie wiedza o roznicach w poziomach szkol.
          • vygotsky Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 14:06
            no dobrze ale ta lokalna ma 3x okolo 90 a ta dalsza ledwo stuka 70. I jak to
            wytlumacze?
            • basia313 Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 14:17
              NIe rozumiem, prosze wyjasnic, co te liczby oznaczaja.
              • vygotsky Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 23:16
                sorry przeoczylam...3x90 to znaczy ze w (1)English/ (2)Maths/ (3)Science okolo
                90% uczniow osiaga level 4 (so tez tacy co level 5) . W tej drugiej szkole
                tylko 70% osiaga ten poziom.
    • karolinda Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 14:09
      mieszkam w poludniowym londynie.niektore mamy nosza wysoko glowy,na hello nie
      odpowiadaja,wiec dalam sobie spokoj.jedna mieszka ulice dalej,i gdy wracamy ze
      szkoly z synem,a on wola dziecko tej pani ona go ciagnie zeby sie nie
      zatrzymal.ze mna rozmawia jak juz nikt nas nie widzi.boli mnie to,bo moj syn
      ani ja nie jestesmy od nich gorsi.chcialam dodac,ze mam
      kilka "angielskich","normalnych" przyjaciolek.pozdrawiam
      • vygotsky Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 14:19
        ja mam takie doswiadczenia ze na hello i usmiechy to wszyscy tym samym
        odpowiadaja ale na glebsza przyjazn albo nawet znajomosc to nie mam co liczyc,
        mam czasami takie wrazenie ze co nie powiem to oni wybaluszaja oczy ze to za
        prywatne, ze to nie w sferze ich zainteresowan, ze to zbyt pochopne ...i
        rozmowa sie konczy. Nie twierdze ze wszystkie ale takie moje doswiadczenia.
    • bura2 Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 14:41
      mieszkam na obrzezach Londynu gdzie to bardzo malo obcokrajowcow mieszka. z
      angielskimi mamuskami nie mam problemu, lubimy sie, czesto rozmawiamy i
      traktuja mnie (chyba)jak jedna z nich.
      problem natomiast mialam z angolami w nowej pracy gdzie wyladowalam w biurze
      wypchanym samymi angielskimi babami (bylam jedyna foreigner).
      na poczatku staralam sie nawiazac kontakt, bylam mila, zagadywalam lecz tylko
      rzucaly jakies glupie usmieszki, krotka odpowiedz i na tym koniecsmile
      po jakims czasie dalam sobie siana i tak jak one- bylo tylko hello how r u a
      potem to juz jak powietrze. i o dziwo im chyba zrobilo sie glupio i same
      zaczely do mnie zagadywac.
      mieszkajac w londynie nie mialam nigdy takich problemow i z taka dyskryminacja
      spotkalam sie dopiero teraz gdy mieszkam w nie tak bardzo wymieszanym i malym
      srodowisku.
      pozdrawiam
      • eballieu Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 15:30
        Vygotsky, ja juz kilka razy pisalam na tym forum jak bardzo klasowo podzielony
        nadal jest ten kraj. Owszem, Anglicy nigdy nie pwoiedza ze ktos jest gorszy,
        glupi, ma inny kolor skory itp., ale tu dalej liczy sie to z jakiej rodziny
        pochodzisz, gdzie mieszkasz, a takze zewnetrze oznaki bogactwa.
        Nie chce nawet mi sie pisac i opisywac przykladow tego jak traktowano mnie tu w
        tym sterylnie angielskim srodowisku (od niedawna mieszkamy na wsi - czysto
        angielskiej). Pani w urzedzie miasta, ktora nie patrzy na mnie jak do mnie
        mowi, jest arogancka, dopiero jak uslyszala moj adres zamieszkania, bo byl
        potrzebny do forumlarza, zdebiala i zdziwila sie ze Polka w takim domu mieszka,
        ladniejszym niz jej. I nagle zaczela byc slodziutka, bo otoz jeszcze jakis tam
        jej syn pracuje dla mojego meza. A co mnie to wszystko obchodzi?.
        Kolejne przyklady moge mnozyc, od lekarza chocby - udalo nam sie zmienic GP
        dzieki znajomosciom. I dzis tak pieknie nas traktuja w praktyce, oj nawet w
        niedziele jak by cos z dzieckiem bylo - mozna zadzwonic na prywatna komorke
        lekarza. Smieszy mnie to wszystko.
        tak samo jak to w jaki sposob zapisac dziecko do dobrej panstwowej szkoly, nie
        chce sie stresowac, ale jak slyszalam metody w stylu - odpowiednia lawka w
        kosciele, wykorzystanie pozycji czlonka rodziny, no komedia. Ale co robic jak
        sie tu zyje?
        W Londynie tego typu problemy wydawaly mi sie nie istniec, zreszta mieszkalam
        na wymieszanym kulturowo terytorium.
        A Bourdieu - tez sie z toba zgodze Vygotsky. Pol roku zajec z jego wychowankami
        wspominam jako jedne z lepszych na moich studiach. Szkoda ze juz nie zyje.
    • eballieu Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 15:31
      i dodam jeszcze ze podzialy te jeszcze bardziej sie poglebiaja
      to moje obserwacje, mlodego socjologa.
      • vygotsky Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 16:15
        no szkoda szkoda ze nie zyje ...ale i tak duzo napisal a ci wychowankowie to
        chyba we Francji? no widzisz a ja w Londynie mam takie socjologiczne
        doswiadczenia izolacji spolecznej. Pozdrawiam. Illich (z tego wychowankami to
        chyba nie mialas do czynienia..smile)Lece bo musze odebrac mlodego ..
        • eballieu Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 17:37
          Byla w Londynie wystawa fotografii Bourdieu, z okresu algierskiego. W
          Photographers' gallery, jakies pol roku temu? A wychowankowie Bourdieu
          wykladali jego socjologie na U Warszawskim. Wtedy to skorzystalam z wymiany
          studentow miedzy uniwerkami i dalam noge do Warszawy.
    • jagienkaa Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 15:52
      coż ja jeszcze mam to przed sobą, bo Dominik do szkoły/przedszkola będzie
      chodzić od września i dopiero się zobaczy podziały (choć z drugiej strony, tu
      gdzie mieszkam, to nie ma jakichśtam bogaczów, takie zwykłe małe miasteczko w
      srodkowej Anglii)...natomiast nigdy nie lubię specjalnie zabiegać o niczyją
      akceptację ani przyjaźń i jak widzę, że ktoś się izoluje, to nie chcę za
      wszelką cenę wymuszać kontaktu. Nie zależy mi na takich ludziach co lubią
      podziały.
      a z jednej klasy socjalnej do drugiej bardzo łatwo przejść, czasem wystarczy
      się przeprowadzić.
      Ale co się dziwić Anglikom że lubią kasty skoro utrzymują rodzinę królewską, co
      przecież jakby podtrzymuje podział na klasy i lepszych/gorszych?
    • ewunia_uk Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 19:46
      Nie wiem, czy autorka watku miala akurat na mysli Anglikow, bo inne narodowosci
      tez wspominala. Jesli chodzi o angielskie spoleczenstwo, to jest ono nie tyle
      nawet klasowe, co kastowe - poszczegolne "kasty" moga spokojnie przezyc cale
      zycie nie kontaktujac sie zupelnie ze soba. Szczegolnie dla Polakow jest to
      czasem dziwne i trudne do zrozumienia, bo Polska jest jednym z bardzo
      nielicznych krajow, gdzie na jednej klatce schodowej mieszkal profesor
      uniwersytetu i sprzataczka.

      Podstawowym wyznacznikiem w dzisiejszych czasach jest nie tyle klasa spoleczna
      i wyksztalcenie, co miejsce zamieszkania. Dlatego w UK przy kupowaniu domu
      powtarza sie mantre: location, location, location. Nie wazne, ze sufit
      przecieka, a instalacja elektryczna pamieta Wiktorie, jak dom jest w "desirable
      location" bedzie kosztowal kilka razy tyle, co rewelacyjnie odnowiony "ex-
      council house". Bo mieszkaniem w dzielnicy "ex-council", nawet
      sprywatyzowanej, zadna "szanujaca sie" rodzina sie nie skala.

      To trzymanie sie "swoich" bynajmniej nie jest domena klasy sredniej, robotnikow
      nie za bardzo ciagnie do zawierania znajomosci z tymi, co sa "posh". I
      okreslenie "posh" jest przez nich uzywane bardzo derogatywnie. Moj syn chodzi
      do katolickiej szkoly w miejscowosci oddalonej o 10 mil od naszego miejsca
      zamieszkania. Jest to jedyna szkola katolicka na dosc duza okolice, wiec caly
      przekroj spoleczny tam chodzi. I rzeczywiscie, z tego, co zauwazylam, dzieci
      trzymaja sie raczej razem z innymi dziecmi o podobnym statusie spol/ekon
      (hehe), a sa to 11 - 12 latki.

      Ale przyznam, ze nigdy nie musialam sie opowiadac, dla jakiej firmy pracuje,
      lub jaki zawod ma moj maz, tudziez, ze mieszkamy na drogim osiedlu, zeby
      cokolwiek zalatwic. Mam wrecz wrazenie, ze w niektorych sytuacjach odniosloby
      to odwrotny skutek, bo tak jak pisalam, w niektorych kregach fakt bycia "posh"
      nie jet bynajmniej plusem.
      • mgna Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 21:58
        To nie jest zjawisko typowe dla Angli. W Stanach tez na podobne sytuacje mozna
        napomknac. Choc uwazam ze Amerykanie sa bardziej tolerancyjni i przyjazni niz
        Anglicy - zwalszcza przy pierwszym spotkaniu. Rowniez Amerykanie sa mniej
        przewrazliwieni cudzoziemcami niz Anglicy sa.

        Duzo ludzi czuje sie "bezpieczniej" wposrod samych swoich (moze same w sobie
        mozecie to wyczuc? Ile Polskich kolezanek macie na kazda Angieke? Kontakty
        miedzy ludzkie nie sa jednostronne). Jest to natura ludzka wiec jakkolwiek
        dziwacznie to moze wygladac nie powinnismy im miec tego za zle. Ja sie amuse z
        tak spietych ludzi.

        Jesli pozwolicie to opisze sytuacje ktora mi sie zdarzyla: nie lubie prasowac,
        wiec zatrudnilam pania Angielke, ktora prasowanie z mojego domu odbierala i
        spowrotem podrzucala. Byla dla mnie uprzejma, ale z gory sie na mnie paczyla i
        czesto jej glos zdradzal inne uczucia od uprzejmosci. Po roku tej pracy kiedys
        nie wytrzyumala i zagadala mnie jak dawno temu moj maz tutaj z Polski
        przyjechal (ja jej kiedys powiedzialam ze jestem z Polski nie z NYC). Ja jej
        wyjasnilam ze moj maz nie jest Polakiem (nigdy jego nie poznala), ale Anglikiem
        i ze ja nie przyjechalam tutaj z Polski tylko ze Stanow. Wyraz na twarzy jej
        sie zaraz zmienil, wielka ulga i od tej pory byla niesamowicie uprzejma i
        przyjazna w stosunku do mnie - jak nigdy przedtem. Moj wniosek - pani
        pomyslala sobie ze jestem jedna z tych "bloody immigrants from Eastern Europe"
        cos czego Anglik w twarz ci nie powie, ale cos co czesto slysze w ich
        towarzystwie. Ich rozgi na mnie nie padaja poniewaz ja nie jestem tak naprawde
        z tamtad! Dodam ze ta pani prasowniczka dlugo u mnie nie prasowala. Znalazlam
        innego Anglika, przemila rodzine.

        Niektorzy Anglicy nie lubia cudoziemcow, nie darza ich sypmatia i nie maja
        zamiaru z nimi sie zaprzyjazniac. Z moich obserwacji (podsluchanych rozmow w
        sklepach itp) tego typu Agnlicy naogol nie pochodza z "wyzszych sfer", ale z
        nizin spoleczenstwa. Napewno sa wyjatki.

        Moj synek nie chodzi jeszcze do szkoly, ale w przedszkolu 98% rodzicow jest
        bardzo przyjazna do siebie, choc nie wszyscy pochodzimy z tych samych sfer
        socialnych. Prawda jest jednak ze rodziny wysylajace tam dzieci pochodza z
        middle do upper class.

        W prywatnych szkolach Angielskich, z tego co maz mi mowi, tez jest duzo
        droczenia miedzy dziecmi i tez jest podzial. Tak samo jest w Amerykanskich
        szkolach. Dzieci o tych samych zainteresowaniach razem ze soba utrzymuja
        kontakt. Dodam jeszcze ze jesli z dana osoba byliscie przyjaciolmi jako 6-scio
        latki, ale do czasu high school wasze poglady i zaineresowania sie zmienily to
        przechodzac przez korytarz nie koniecznie musicie do siebie czesc powiedziec.
        Jest labelling np jest grupa nerds, footballers i cheerleader, blacks and
        hispanics (jesli w tej szkole sa), European kids, Polish kids (jesli w tej
        szkole sa), Asian kids (te znow dziela sie na tych co graja w szachy i na tych
        co graja w badmintona i na tych co rowniez naleza do nerds), jest grupa
        artystycznie utalentowanych dzieci (nerds tutaj tez podnalegaja jesli graja na
        instrumencie, ale np nie podnalegaja jesli chodzi o plastyke, malarstwo,
        rzezbe), nastepna grupa to ludzie ktorzy nie wyszczegolniaja sie az tak bardzo
        i sa mile widziani w jakielkolwiek z tych grup...lista sie ciagnie...zreszta
        obejrzyjcie sobie "Grease" nie jest to az tak daleko od prawdy. Mlodziez az tak
        bardzo sie nie zmienila.

        Na koniec polecam ta ksiazke, uwazam ze kazdy ktory czesto podrozuje lub
        zmienil miejsce zamieszkania (do innego panstwa) powinnien ja
        przeczytac: "Culture from the Inside Out - travel and meet yourself" by ALan
        Cornes.

        Ale sie rozpisalam....Pozdrowienia smile
        • kokolores Re: juz o tym bylo... 06.07.05, 22:11
          mgna napisała:
          ...
          Duzo ludzi czuje sie "bezpieczniej" wposrod samych swoich (moze same w sobie
          > mozecie to wyczuc? Ile Polskich kolezanek macie na kazda Angieke?...

          Ale selekcja rozpoczeta juz w przedszkolu to "lekka" przesada.Ja chce zeby moje
          dziecko bawilo sie z tymi dziecmi ,ktore lubi obojetnie kim sa rodzice i jaki
          maja status spoleczny.Niektorych mam tez nie lubie( i nie musze) ,ale nasze
          dzieci sie moga razem bawic jezeli chca!!Moje dziecko samo powinno zadecydowac
          kto jest wrogiem , a kto przyjacielem.
          Pozdrawiam.
          :o)
        • izabelski Re: juz o tym bylo... 07.07.05, 00:33
          > W prywatnych szkolach Angielskich, z tego co maz mi mowi, tez jest duzo
          > droczenia miedzy dziecmi i tez jest podzial.

          to wszystko zalezy o jakiej szkole prywatnej mowimy
          mam wrazenie, ze w primary wolywy i zamoznaosc rodzicow bedzie miala wiekszy
          wplyw na wzajemne kontakty

          w srednich szkolach liczy sie bardziej poziom i kultura dziecka
          wtedy nawet najbogatsi rodzice niewiele moga miec wplywu na to z kim sie ich
          dziecko przyjazni

          zreszta ja mieszkam w nietypowej okolicy - Sutton,. gdzie mamy 5 Grammar
          schools, ktore przyciagaja najzdolniejsze dzieci z poludnia Londynu

          jest tez kilka bardzo dobrych prywatnych szkol srednich : Trinity, Whitgift,
          old palce, Sutton High, gdzie maja niesamowite tereny sportowe, boisja, baseny,
          chory, orkiestry i Bog wie co smile
          czasami rodzice, ktorzy oboje pracuja wybieraja opcje takiej prywatnej szkoly
          ponad Grammar, bo juz ze skory wylaza wozac dzieci na rozne zajecia
          pozalekcyjne i wtedy wybor prywatnej szkoly rowna sie odciazeniu rodzica od
          bycie kierowca smile

          w zwiazku z powyzszym mysle, iz prywatne primary a zwlaszcza prep schools sa
          czesto wybierane pod katem prestizu
          natomiast srednie - pod katem mozliwosci dziecka i tam bariery sie przelamuja
          naturalnie

          nie zapomne sobie malego zdazenia, jedna bogata z domu mama Angielka
          narzekala,ze jej dziecko nabiera cookney akcentu, bo przyjazni sie z
          dziewczynka, ktora tak mowi
          i nie mogla sie nadziwic, jak ludzie z takim akcentem moga miec pieniadze,zeby
          mieszkac w Wimbledon Village smile
          ciagle jednak zapominala, iz ona ma dom w tej okolicy, bo tatus jej dal na to
          pieniadze, on tez (dziadek) placila za prywatna edukacje wszystkich wnukow (a
          mial ich siedmioro), dawal kieszonkowe wszystkim doroslym corkom (wlacznie
          oczywiscie z moja znajoma) - jak w romansach B.Cartland smile
          ale to jest samo zycie smile
          • teddy_bear Re: juz o tym bylo... 07.07.05, 08:59
            rozmowa nasz rozwinela sie troche w strone polacy a tubylcy .I oczywiscie jest
            to prawda ze angielskie mamusie nie palaja przesadna sympatia do naplywowych (
            oczywiscie sa wyjatki bo ludzie to ludzie i nie jest tak ze anglicy nas nie
            lubia , niemcy sa czysci a wlosi glosni - wszystko zalezy od jednostki).Ala
            moje spstzrezenia dotycza tez odnoszenia sie tubylcow lepiej sytuowanych do
            gorzej sytuowanych .teraz mi sie przypomnialo ze pewna mam powiedziala ze na
            tym spotkaniu to polowy ludzi nie mozna zrozumiec - czytaj troche naplywowych
            troche anglikow z ''gorszym'' akcentem.
          • jgrze Re: juz o tym bylo... 18.07.05, 12:15
            Och, pochwalę sie smile- ja tez mieszkam w Wimbledon Villagesmile No i co z tego?
            Jak do tej pory moje dziecko chodziło do zwyklej szkoly na Southfields, gdzie
            mnóstwo dzieci kolorowych i "councilowskich", sporo Polaków. To fakt, ze
            trzymam sie razem z mamami Polkami, ale ja do zawierania znajomości z obojetnie
            ktora nacja jestem raczej ciezkasmile. Ogólnie rzecz biorac, najlepsi koledzy
            mojego synka to pol Pakistanczyk - pol Egipcjanin i Hindus... Ale to chyba nie
            wynika razcej z tego, ze on jako Polak jest od "lepszych" angielskich dzieci
            izolowany, tylko tak po prostu wyszło... Co prawda zmieniamy malemu szkole na
            prywatna, ale bynajmniej nie ze wzgledu na towarzystwo - po prostu ta do ktorej
            chodzi ma kiepski poziom. Ciekawa jestem, czy tam jako jedyny Polak bedzie
            jakos szykanowany a ja nie znajde nikogo z kim moglabym slowo zamienic? Moze
            dopiero odczuje te podzialy? A swoja droga jestem typem raczej srednio
            towarzyskim, wiec pewnie mnie to jakos nie zaboli... No chyba, ze magia
            Wimbledon Village zadziala na inne mamy, np. te z Wimbledon Town smile.

            Pozdrawiam serdecznie,

            Asia

            PS. Nie dajmy sie podzialom, a swoja droga polska emigracja i jej podzialy to
            tez pewnie bylby dobry temat...
Pełna wersja