Dodaj do ulubionych

KRYTYKA - to ruina wlasnej kariery

IP: *.sji-ca-5-196.rasserver.net 09.08.02, 03:45
Prawda w oczy KOLE, i to nie tylko BOSSOW z UE.

www.se.pl/iso/dzisiaj/reportaz/teksty/reportaz_1.shtml


Zwolniony za krytykę Unii
Bohater naszego reportażu, ekspert unijny, dostał wypowiedzenie z pracy.
Według Carla Beddermanna, bezinteresowna pomoc Unii Europejskiej dla Polski
to bajki.
- Unia Europejska jest jak żona mafiosa: trwoni kasę i będzie ją trwonić. Ale
spróbuj ją skrytykować, a poleci twoja głowa - mówi Carl Beddermann, były
specjalista unijny w Polsce. Były, ponieważ za to, że opowiedział nam, jak i
na co Unia trwoni kasę, zwolniono go ze stanowiska.


Carl Beddermann, wieloletni pracownik niemieckiego ministerstwa rolnictwa, w
nagrodę za osiągnięcia został wysłany do Polski jako tzw. doradca
przedakcesyjny Unii Europejskiej. Był pełen entuzjazmu do nowej pracy. Tym
bardziej że ma żonę Polkę i bardzo osobisty stosunek do naszego kraju.
Badał powietrze

Jednak to, co miał tu do roboty, a także to, co zobaczył, wprowadziło go w
depresję. Jego niemiecka gospodarność nie mogła znieść, że na "łapanie
powietrza w słoiki" (właśnie badaniem powietrza się zajmował) oraz
przygotowywanie konferencji i bankietów dla innych unijnych ekspertów
wydawane są co miesiąc ogromne pieniądze. Swoimi spostrzeżeniami podzielił
się z "Super Expressem".

- Nie jestem przeciwnikiem Unii - tłumaczył. - Ale czas postawić tamę
marnotrawstwu i biurokracji.

21 czerwca br. w artykule "Jak Unia trwoni kasę" napisaliśmy: w 2000 roku 38
unijnych ekspertów przejadło w Polsce 11 mln euro. Napisaliśmy też:
Beddermann, jeden z najtańszych, dostaje z UE (z funduszy PHARE
przeznaczonego na pomoc dla krajów wstępujących) ponad 12 tys. zł miesięcznie
plus zwrot kosztów utrzymania i podróży. W sumie jakieś 30 tys. euro (120
tys. zł). Każdemu z ekspertów delegowanych przez UE płacimy i będziemy płacić
przez najbliższe parę lat. Za nic. "Sami wstąpilibyście do Unii, beze mnie i
tych wszystkich doradców" - mówił nasz bohater. Wymieniliśmy też za
Beddermannem kilka bardziej bzdurnych unijnych przepisów. Np. - na temat
standardowej wielkości ogórka korniszona.

Rozsierdzeni urzędnicy

- Te informacje potwornie rozsierdziły kolegów biurokratów - opowiada Carl
Beddermann. - Natychmiast przetłumaczono tekst i rozesłano do innych
delegacji Unii, w innych krajach. Zaczęła się nagonka. Dostałem telefon i
zaproponowano mi, żebym zrezygnował z posady i objął inny projekt. Poza
Polską.

Nie zgodził się.

W tym czasie Bruno Dethomas, kierownik delegatury UE na Polskę, pisał list do
Berlina: "W związku z bulwersującym wywiadem, udzielonym przez pana Carla
Beddermanna gazecie "Super Express" (...), spodziewam się, że administracja
podejmie natychmiastowe kroki w celu usunięcia pana Beddermanna ze
stanowiska". Dostał polecenie: "załatwić sprawę po cichu". Załatwił. Strona
polska początkowo była przeciw zwolnieniu eksperta, wreszcie - pod delikatną
presją - zgodziła się na usunięcie krzykacza.

- Prawda w oczy kole - uśmiecha się smutno Beddermann. - Tylko - gdzie tu
wolność słowa.

Twierdzi: nie działał wbrew interesom Unii, ale dla opamiętania biurokratów.

Zapytaliśmy Joan Piercez, z delegatury UE na Polskę, dlaczego - za słowa
prawdy - ukarano eksperta zwolnieniem z pracy. Odpowiedziała: "Chcę
poinformować, że nie jest w interesie delegatury, aby komentować decyzje
personalne związane z projektem PHARE".

Nie spakował się

Carl Beddermann ma już nowy plan:

- Nie po to nauczyłem się polskiego, żeby stąd wyjeżdżać. Wezmę bezpłatny
urlop w ministerstwie rolnictwa w Niemczech, sprowadzę żonę i zostanę. Będę
dalej gardłował za tym, żeby się Polacy opamiętali i nie pchali do Unii za
wszelką cenę. Żeby przestali się tak śpieszyć. Idea Unii nie jest zła. Ale
nie jest też idealna.

Bogusław Wołoszański -Ęjest za Polską w Unii. Jak najrychlej. Jan Nowak-
Jeziorański -Ęjest za. Ja też, ale zgodnie z interesem Polski.

Wedle Carla Beddermanna, lepiej nawet odczekać trochę, ale wejść do systemu
na swoich prawach. Albo nie wchodzić wcale.

- Ja również myślałem podobnie jak większość Polaków: Unia to raj - tłumaczy
Beddermann. - Ale obserwując poczynania urzędników UE, analizując przepisy
przez nich wydawane, zacząłem zmieniać zdanie. W mózgu zapaliła mi się
czerwona żarówka. Nie może być tak, że Unia traktować będzie Polskę tylko jak
rynek zbytu.

Moje sumienie nie pozwala też mi patrzeć, jak marnuje się pieniądze na
hotele, konferencje i diety dla ekspertów. Życzyłbym Polsce, żeby, jak
Grecja, stawiała żądania, nie sprzedała się tanio.

Ekspert list pisze

Beddermann napisał list do szefa unijnej delegacji w Polsce, Bruno
Dethomasa: " (...) Rozumiem, że w kraju z 20-proc. bezrobociem i przeciętnymi
płacami wynoszącymi ok. 1 tys. zł otwarta dyskusja na temat wynagrodzeń
personelu unijnego musi być dla Pana bardzo drażliwa (na przykład w Pana
wypadku chodzi tu o ok. 65 tys. zł miesięcznie, czyli pięć razy tyle, co
wynosi pensja Prezydenta RP). (...) Ekspert Unijny otrzymuje 27 razy wyższe
wynagrodzenie od swojego polskiego kolegi - przy jednakowej pracy! To nieco
trąci kolonializmem, nie sądzi Pan, Panie Ambasadorze? (...) Negatywny wynik
referendum w sprawie przystąpienia do Unii nie byłby katastrofą dla Polski,
ale właśnie dla samej Unii, która dla zwalczania własnego kryzysu pilnie
potrzebuje nowych członków".

Wczoraj Beddermann oficjalnie opróżnił swoje biurko. Zostaje w Polsce. Szuka
sobie nowego zajęcia.





Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka