You have to share!!!

20.07.05, 21:21
Moze oderwijmy sie troche od tych porad kto, gdzie i co (szczegolnie w UK) i
podzielcie sie co myslice o tym.
W Kanadzie jest to popularne powiedzonko miedzy dziecmi "you have to share".

A ja jestem wredna i ucze dzieci, ze moze sie dzielic jak ma ochote, ale nie
musi. Szczegolnie chodzi o zabawki na placu zabaw. Ja mowie mojemu dziecku,
ze to jest jego zabawka i jak ma ochote sie teraz nia bawic to nie musi jej
nikomu dawac nawet jak potencjalny kandydat do zabawy odstawia histerie i
jego matka probuje mnie zabic wzrokiem.

Kiedys jeszcze w poczatkach mojej piaskownicowej kariery probowalam
przekonywac najstarszego do dzielenia sie. Tlumaczylam, ze to drugie dziecko
jest mniejsze, pobawi sie chwile itp.
Ale z czasem zmienilam zdanie i zaczelam uczyc dzieci egoizmu.

Po pewnym czasie bywania na placu zabaw, dojzalam ze najglosniej krzycza "you
have to share" ci co nigdy nic ze soba nie przyniosa do zabawy. I doszlam do
wniosku, ze "sorry Johny" ale to nie moj problem i ja nie mam obowiazku
zaopatrywac calego osiedla. Zabawki do piasku czy jakis samochodzik naprawde
mozna kupic za pare centow w "Dollar store" takze nie wierze, ze rodzicow na
to nie stac.
No i zdarzalo sie, ze te pozyczone na chwile zabawki nigdy nie wrocily do
nas, albo zostaly zepsute i nawet nikt sie nie pofatygowal aby powiedziec
przepraszam.
Mialam tez przypadki, ze przy mnie dzieciaki jak sie zbieraly do domu to
pakowaly sobie nasze zabawki i twierdzily, ze to ich. A ja jako wredota po
prostu odbieralam im z reki i jakos ich matki nie protestowaly jak je
odbieralam. Ale tez nic nie mowily jak dzieciaki twierdzily, ze to ich
zabawki. Czyli co liczyly na to, ze a nuz sie uda i "lup do domu
przyniesiemy" ;o).

Oczywiscie moje podejscie dziala w druga strone tez, kaze oddac czyjas
zabawke jezeli wlasciciel nie wyraza zgody na zabawe w danym momencie i nie
wzruszja mnie protesty mojego dziecka ;0). A to czasem nie latwe bo moj
mlodszy lubi miec to co on chce. ;o)

A Wy jak podchodzicie do tego jakby sie wydawalo banalnego problemu, co
czasem urasta do rangi II wojny swiatowej ;o).


Pozdr.

P.S: Dla zainteresowanch - jeszcze nie urodzilam, czekam na jutrzejsza pelnie
ksiezyca ;o).
    • mgna Re: You have to share!!! 20.07.05, 22:26
      Czesc Ma.Pi...

      Tak sytuacje dzielenia sie zabawkami wymagaja nieco dyplomatycznosci jesli chce
      sie ominac WWII... Ja zapatruje sie na ta sprawe nastepnujaco: jesli jedno
      dziecko (nazwijmy je Jasiu) bawi sie zabawka, ktora drogie dziecko (nazwijmy je
      Agatka) tez chce sie bawic to wraz z Agatka pytamy Jasia czy Agatka moze sie
      pobawic ta zabawka kiedy Jasiowi sie juz znudzi. Jesli ta zabawka jest taka ze
      dwoje dzieci moze nia sie bawic na raz (jak np pilka lub autka ktore mozna do
      siebie nawzajem puszczas) to pytamy sie Jasia czy Agatka mogla by sie razem z
      nim ta zabawka bawic. Jesli Jasiu stanowczo powie nie, to tlumacze Agatce zeby
      teraz sie pobawila inna zabawka (tutaj ja czyms zajme) do czasu kiedy Jasiu
      przestnie sie bawic ta porzadana zabawka.

      Nie mialam jeszcze, i mam nadzieje nigdy nie bede miala, sytuacji kiedy jedno
      dziecko drogiemu kradnie zabawki.

      Kiedys pilnujac kolezanki dzieci u siebie w domu mialam nastepnujaca sytuacje:
      starsza coreczka (nazijamy ja jeszcze raz Agatka, 5 latek) bawila sie telefonem
      komorkowym (prawdziwym, ale ze Stanow wiec w UK nie dzialajacym) przez dosc
      dlugi czas, jej mlodszy braciszek (nazwijmy jego Jasiu, 3 latka) tez chcial sie
      nim bawic. Wytlumaczylam Jasiowi ze teraz Agatka sie nim bawi i ze napewno
      kiedy jej sie znudzi to da sie Jasiowi tym telefonem pobawic. Agatka sie na to
      zgodzila. W koncu, po jakims czasie, telefon ten polozyla na podlodze obok
      siebie i zaczela sie bawic kuchenka. Jej braciszek podszedl do telefonu i
      podnisol jego zeby sie nim pobawic, Agatka wyrwala ten telefon z jego reki i
      zaczela sie szarpanina. Enter mgna: wytlumaczylam Agatce jaki mielismy uklad,
      ze przestala sie tym telefonem bawic i ze Jasiu tak grzecznie na ten telefon
      czekal ze teraz jest jego pora sie tym telefonem pobawic i kiedy sie jemu
      znudzi to Agatka znow moze ten telefon miec. Agatka w krzyk i pisk.
      Zignorowalam ja, wyszlam z pokoju i przynioslam dla Jasia drogi telefon, tym
      razem zabawke Tigger telefon z guziczkami postaci z Winnie the Pooh. Ucieszyl
      sie chlopczyk bardzo i zaczal sie tym telefonem bawic, jak tylko Agatka
      zobaczyla Tigger telefon, to komurke zucila na bok i hop wyrwala Tigger telefon
      Jasiowi z raczek. Zaczela sie nastepna szarpanina. Znow enter mgna: Wzielam oba
      dziateczki za rece, uwolnilam od nich Tigger telefon i powiedzialam Agatce ze
      ona wybralal telefon komorkowy do zabawy i ze tym telefonem nie chciala sie
      podzielic z Jasiem, ze ja specialnie przynioslam Tigger telefon dla Jasia do
      zabawy i ze jesli Agatka chce sie bawic Tigger telefonem to bedzie musiala
      poczekac kiedy Jasiowi on sie znudzi. Agatka krzyczy ze ona chce Tigger telefon
      i tyle, ja jej na to ze w takim razie zeby sie przyzwyczaila ze w zyciu nie
      mozemy miec zawsze tego czego chcemy. Tigger telefon dalam Jasiowi. Dziewczynka
      z wrzaskiem wylecial z pokoju i stukajac stopami zaczela wchodzic na drogie
      pietro domu (gdzie dziecia nie wolno w ciagu dnia - maz czasami pracuje na
      trzecim pietrze). Poszlam za nia i powiedzialam jej ze wie ze na gore jej nie
      wolno isc i zeby zeszla na dol. Ona noga stuknela i stoi na pol pietrze i
      wrzeszczy ze ona chce Tigger telefon! (Ale mnie reka swedziala!). Poszlam za
      nia na pol pietro, wzielam za raczke, i schodzac na dol powiedzialam jej zeby
      przestala histeryzowac, ze podwziela decyzje nie dzielenia sie zabawka z bratem
      i ze teraz musi poczekac, tak jak jej braciszek czekal, kiedy bedzie mogla sie
      Tigger telefonem pobawic. Agatka wrocila do pokoju, poczym ze zloscia zucila
      klockami Lego w braciszka!!! Moj synek na to sie wtracil i opieprzyl Agatke!
      Kazalam jej natychmiast przeprosic braciszka i jego pocalowac. Usluchala. PO
      tej awanturze byla jak anioleczek i teraz ile razy jest u mnie w domu to chodzi
      jak szwajcarski zegarek. Rece opadaja jak zmanierowana ta dziewczynka jest, ale
      obserwujac jak jej mama reaguje ile razy Agatka histeryzuje...poprostu Agatka
      nauczyla sie bully swoja mame poprzez histerie. Mama jej w takich sytuacjach
      zachowuje sie jakby sie corki bala i jej ulega, czesto na niekorzysc mlodszego
      synka. On zawsze musi starszej siostrze ulegac!
      • ma.pi Re: You have to share!!! 21.07.05, 15:40
        mgna napisała:

        > Czesc Ma.Pi...
        >
        > Tak sytuacje dzielenia sie zabawkami wymagaja nieco dyplomatycznosci jesli
        chce
        >
        > sie ominac WWII... Ja zapatruje sie na ta sprawe nastepnujaco: jesli jedno
        > dziecko (nazwijmy je Jasiu) bawi sie zabawka, ktora drogie dziecko (nazwijmy
        je
        >
        > Agatka) tez chce sie bawic to wraz z Agatka pytamy Jasia czy Agatka moze sie
        > pobawic ta zabawka kiedy Jasiowi sie juz znudzi. Jesli ta zabawka jest taka
        ze
        > dwoje dzieci moze nia sie bawic na raz (jak np pilka lub autka ktore mozna do
        > siebie nawzajem puszczas) to pytamy sie Jasia czy Agatka mogla by sie razem z
        > nim ta zabawka bawic. Jesli Jasiu stanowczo powie nie, to tlumacze Agatce
        zeby
        > teraz sie pobawila inna zabawka (tutaj ja czyms zajme) do czasu kiedy Jasiu
        > przestnie sie bawic ta porzadana zabawka.
        >
        > Nie mialam jeszcze, i mam nadzieje nigdy nie bede miala, sytuacji kiedy jedno
        > dziecko drogiemu kradnie zabawki.
        >
        > Kiedys pilnujac kolezanki dzieci u siebie w domu mialam nastepnujaca
        sytuacje:
        > starsza coreczka (nazijamy ja jeszcze raz Agatka, 5 latek) bawila sie
        telefonem
        >
        > komorkowym (prawdziwym, ale ze Stanow wiec w UK nie dzialajacym) przez dosc
        > dlugi czas, jej mlodszy braciszek (nazwijmy jego Jasiu, 3 latka) tez chcial
        sie
        >
        > nim bawic. Wytlumaczylam Jasiowi ze teraz Agatka sie nim bawi i ze napewno
        > kiedy jej sie znudzi to da sie Jasiowi tym telefonem pobawic. Agatka sie na
        to
        > zgodzila. W koncu, po jakims czasie, telefon ten polozyla na podlodze obok
        > siebie i zaczela sie bawic kuchenka. Jej braciszek podszedl do telefonu i
        > podnisol jego zeby sie nim pobawic, Agatka wyrwala ten telefon z jego reki i
        > zaczela sie szarpanina. Enter mgna: wytlumaczylam Agatce jaki mielismy uklad,
        > ze przestala sie tym telefonem bawic i ze Jasiu tak grzecznie na ten telefon
        > czekal ze teraz jest jego pora sie tym telefonem pobawic i kiedy sie jemu
        > znudzi to Agatka znow moze ten telefon miec. Agatka w krzyk i pisk.
        > Zignorowalam ja, wyszlam z pokoju i przynioslam dla Jasia drogi telefon, tym
        > razem zabawke Tigger telefon z guziczkami postaci z Winnie the Pooh. Ucieszyl
        > sie chlopczyk bardzo i zaczal sie tym telefonem bawic, jak tylko Agatka
        > zobaczyla Tigger telefon, to komurke zucila na bok i hop wyrwala Tigger
        telefon
        >
        > Jasiowi z raczek. Zaczela sie nastepna szarpanina. Znow enter mgna: Wzielam
        oba
        >
        > dziateczki za rece, uwolnilam od nich Tigger telefon i powiedzialam Agatce ze
        > ona wybralal telefon komorkowy do zabawy i ze tym telefonem nie chciala sie
        > podzielic z Jasiem, ze ja specialnie przynioslam Tigger telefon dla Jasia do
        > zabawy i ze jesli Agatka chce sie bawic Tigger telefonem to bedzie musiala
        > poczekac kiedy Jasiowi on sie znudzi. Agatka krzyczy ze ona chce Tigger
        telefon
        >
        > i tyle, ja jej na to ze w takim razie zeby sie przyzwyczaila ze w zyciu nie
        > mozemy miec zawsze tego czego chcemy. Tigger telefon dalam Jasiowi.
        Dziewczynka
        >
        > z wrzaskiem wylecial z pokoju i stukajac stopami zaczela wchodzic na drogie
        > pietro domu (gdzie dziecia nie wolno w ciagu dnia - maz czasami pracuje na
        > trzecim pietrze). Poszlam za nia i powiedzialam jej ze wie ze na gore jej nie
        > wolno isc i zeby zeszla na dol. Ona noga stuknela i stoi na pol pietrze i
        > wrzeszczy ze ona chce Tigger telefon! (Ale mnie reka swedziala!). Poszlam za
        > nia na pol pietro, wzielam za raczke, i schodzac na dol powiedzialam jej zeby
        > przestala histeryzowac, ze podwziela decyzje nie dzielenia sie zabawka z
        bratem
        >
        > i ze teraz musi poczekac, tak jak jej braciszek czekal, kiedy bedzie mogla
        sie
        > Tigger telefonem pobawic. Agatka wrocila do pokoju, poczym ze zloscia zucila
        > klockami Lego w braciszka!!! Moj synek na to sie wtracil i opieprzyl Agatke!
        > Kazalam jej natychmiast przeprosic braciszka i jego pocalowac. Usluchala. PO
        > tej awanturze byla jak anioleczek i teraz ile razy jest u mnie w domu to
        chodzi
        >
        > jak szwajcarski zegarek. Rece opadaja jak zmanierowana ta dziewczynka jest,
        ale
        >
        > obserwujac jak jej mama reaguje ile razy Agatka histeryzuje...poprostu Agatka
        > nauczyla sie bully swoja mame poprzez histerie. Mama jej w takich sytuacjach
        > zachowuje sie jakby sie corki bala i jej ulega, czesto na niekorzysc
        mlodszego
        > synka. On zawsze musi starszej siostrze ulegac!
        >



        Widzisz, to jest calkiem inna sytuacja. Ja tutaj nie pisze o dzieleniu sie
        zabawkami miedzy rodzenstwem, czy dziecmi ktore sie dobrze znaja. Wtedy
        wiadomo, pertraktuje i tlumacze, podsuwam pomysly. Mi chodzi przede wszystkim o
        sytuacje na zewnatrz, gdzie to obce dzieci, ktore spotykasz od czasu do czasu
        (lub czesciej) na placu zabaw, a z ich mama mowisz sobie tylko 'Hi, how are
        you? nice day! itp.

        Pozdr.
    • edytkus Re: You have to share!!! 20.07.05, 23:17
      Moim zdaniem plac zabaw to nie miejsce do przynoszenia zabawek wlasnie ze wzgledu na problemy
      jakie z tego wynikaja. Moje dziecko nawet sie nie upomina o zabawki gdy wychodzimy. Nie ucze jej ze
      musi sie podzielic ale wie ze nie wolno jej tez brac czyichs rzeczy i zazwyczaj nawet jesli wlasciciel
      "przyzwala" kaze jej oddac, no chyba ze ten ktos jest grzecznosciowo natarczywy a mala bardzo chetna
      wink Jednak wytlumaczenie (zgodnie z prawda!) ze to "zabawka dziewczynki/jest brudne/ itp.itd."
      przewaznie dziala.
      • lucasa Re: You have to share!!! 21.07.05, 11:33
        ma.pi!
        to bedziemy trzymac kciuki podczas pelni! zycze, aby bylo tak ekspresowo jak u
        mnie!

        a co do dzielenia sie ciekawe masz obserwacje smile))
        na moja Karoline nie dziala tlumaczenie (mam nadzieje, ze tylko na razie), i to
        najczesciej ona jest osoba, ktora zabiera zabawki (lub rower!) dzieciom na
        placu zabaw. a robi to z takim zdeterminowaniem i grozna mina, ze dzieci
        najczesciej jej oddaja wszystko. i musze przyznac, ze wkraczam do akcji i
        tlumacze.

        natomiast - dziwna sprawa, najczesciej sama dzieli sie tym co ma. tyle, ze
        wychodza bardzo dziwne sytuacje. np. Karola bawi sie pilka. podchodzi maly
        chlopiec i juz od razu zaczyna krzyczec, ze chce ta pilke. wiec Karola
        zachecona przez nas, rzuca pilke chlopczykowi. po czym ten, chwyta ja
        szczesliwy, i juz jest gotowy uciec, albo w kazdym razie nie kwapi sie do
        oddania. wtedy wkracza drugi rodzic - no i jest histeria na caly plac zabaw. bo
        chlopiec za nic nie chce oddac zabawki. mi na tej pilce nie zalezy. Karolka
        jest przestraszona placzem, ze najchetniej tez by ja oddala bez walki.
        natomiast rodzic chlopca chce wlasnie w tej sytuacji uczyc dzielenia sie (czy
        raczej oddawania tego co nie jego) i wynika z tego mala szarpanina i duzo
        krzyku. jejku, nie lubie takich sytuacji.
        przyznam, ze czasmi plac zabaw moze byc stresujacy smile
        A
      • ma.pi Re: You have to share!!! 21.07.05, 15:34
        edytkus napisała:

        > Moim zdaniem plac zabaw to nie miejsce do przynoszenia zabawek wlasnie ze
        wzgle
        > du na problemy
        > jakie z tego wynikaja. Moje dziecko nawet sie nie upomina o zabawki gdy
        wychod
        > zimy. Nie ucze jej ze
        > musi sie podzielic ale wie ze nie wolno jej tez brac czyichs rzeczy i
        zazwyczaj
        > nawet jesli wlasciciel
        > "przyzwala" kaze jej oddac, no chyba ze ten ktos jest grzecznosciowo
        natarczywy
        > a mala bardzo chetna
        > wink Jednak wytlumaczenie (zgodnie z prawda!) ze to "zabawka dziewczynki/jest
        b
        > rudne/ itp.itd."
        > przewaznie dziala.



        Edytkus, ale po to jest piaskownica na placu zabaw zeby przyjsc tam z lopatka,
        wiaderkiem, formkami czy wywrotka i sie w tym piachu pogrzebac. Przeciez nie
        ustawie piaskownicy w salonie.;o)

        No i ja mam teraz pewnie pecha ;o) mieszkac w takim kompleksie, gdzie w kolo sa
        domy a na srodku plac zabaw. Uliczka zamknieta takze wszystkie dzieciaki caly
        dzien urzeduja na tym placu zabaw. Rowniez z sasiednich ulic. No i co? Mam
        dziecku nie pozwolic wziac kopary i wywrotki aby budowal sobie co tam wymysli,
        bo zaraz inni przyleca i beda mu wyrywac?
        Moze z dziewczynkami jest inaczej ;o), ale chlopy to maja we krwi, ze trzeba
        kopac, budowac, przerabiac itp.

        Pozdr.
      • rubi21 Re: You have to share!!! do edytkus 21.07.05, 17:06
        >Jednak wytlumaczenie (zgodnie z prawda!) ze to "zabawka dziewczynki/jest b
        > rudne/ itp.itd." <
        wiesz edytkus zwykle plac zabaw i piaskownica jest po to by tam sie bawić
        zabawkami. Dodatkowo od piasku zabawki się nieco brudzą, i ja te zabawki myję
        po powrocie. Gdybym jednak usłyszała od jakiejś mamuski ze zabawki mojego
        dziecka są brudne w sensie od piasku i dlatego nie wolno tamtemu dziecku ich
        brać to byłoby mi przykro. A jeśli chodzi o wkładanie do buzi brudnych zabawek
        to już inna sprawa.Zwykle dzieci pytaja na naszym placu zabaw czy mogą sie
        pobawić czyjaś zabawką i albo otrzymują zgodę albo nie.
    • mama5plus Re: You have to share!!! 21.07.05, 11:29
      Ja co prawda nie z placu zabaw ale `z wlasnego ogrodka` wink
      Zasady `you HAVE to share` nie uznaje bo po pierwsze sama nie lubie jak sie
      mnie do czegos zmusza w imie suchych konwenansow wiec niby dlaczego mam
      czynic drugiemu co mi niemile ;-P

      Po drugie (czy po pierwsze wlasciwie) uwazam, ze dzieci/ludzie powinny/i sie
      poczuwac(ewentualnie) do dzielenia/dawania z wlasnej i nieprzymuszonej woli a
      nie z automatu czy na ten przyklad pod presja ryczacego terrorysty, ktory sie
      tegos dzielenia domaga glosno i zazarcie. I to przekornie na dodatek bo
      wystarczy, ze wlasciciel zabawki na niej oko zawiesi a juz staje sie ona
      przedmiotem pozadania.
      Szczegolnie taki mlodszy, rodzinny zadatek na terroryste wink

      Tak wiec wytresowana przez wlasne dziatki jestem zdecydowana przeciwniczka `you
      HAVE to share ;-P. Bo bym sobie bicz na wlasne gnaty ukrecila wink
      Wystarczy, ze ktos ryknie przerazajaco i juz ma czego chce.

      Co wiecej, pilnuje zeby decyzje o dzieleniu byly przemyslane i by na ten
      przyklad starsze nie daly sie terroryzowac mlodszym (a wiadomo, ze taki ryk to
      stres dla systemu , a pod wplywem stresu to wszystko z rak leciwink wiec czesto
      dla swietego spokoju mlodsze szybko sie dzielily wink ) Nie ma tak!!
      Chcesz skorzystac - popros ladnie. Wlasciciel odmowi-trudno.
      A moze i dobrze bo w koncu:
      -ma prawo bo jego i trzeba to uszanowac bez roszczen
      -moze ma jakies powody choc i bez nich ma prawo
      -ta asertywnosc mu sie w zyciu przyda, oj przyda ;-P Jak znalazl pozniej bez
      glupich wyrzutow sumienia.

      I, o dziwo, jakos nie widze bym chorobliwych egoistow pod swoim dachem
      pielegnowala wink

      Urodzaj na terrorystow tez jakby maly choc kazdy beniaminek w swoim czasie
      przeszedl stadium pod-terrorystyczne ale skutecznie zostaly te sklonnosci
      wyplenione i juz nie rosci sobie praw, a, co najwyzej moze miec nadzieje, ze
      wspoltowarzysze wykaza dobra (WLASNA i nieprzymuszona) wole dzielenia. No i
      dobrze na tej nadziei w sumie wychodzi wink o czym sie nieustajaco przekonuje.

      Mysle, ze ta zasada `you have to share` jest efektem jakiejs fobii zeby sobie
      egoisty nie wypielegnowac i w tej piaskownicy odbywa sie niby przyspieszony
      kurs dobroczynnosci wink
      A ja po pierwsze jakos nie wierze w skutecznosc tych przyspieszonych kursow, bo
      co nagle..., po drugie uwazam, ze zasada `HAVE` w tym wydaniu jest do luftu
      sama w sobie.
      Pewnie, ze niektore rzeczy `trzeba`. Trzeba pzrestrzegac prawa, trzeba szanowac
      cudza wlasnosc itd itd...ale `trzeba` w kombinacji z `dzielic, oddawac` to juz
      zupelnie mi sie nie klei.

      PS
      siegajac pamiecia daleko w przeszlosc wygrzebuje taka sytuacje ktora do dzis
      mnie mierzi.
      Dzieci bawia sie w ogrodku. Nasza dwojka jeszcze wtedy - w wieku 2 lat i roku i
      2latek brata.
      Notorycznie powtarza sie schemat: czego dziewczyny nie tkna to ich kuzyn
      przybiega i ze smiechem wyrywa. Po chwili oczywiscie rzuca w kat i biegnie
      wyrwac cos innego.

      One z placzem odchodza i mu ten lup zostawiaja.
      Poczatkowo nie reaguje( rodzice wyrywacza tez nie ;-p) ale gdy n-ty raz
      zaplakana Gloria przychodzi i mi w rekaw sie wyzala, mowie, ze ma nie dawac
      tylko glosno zglaszac protest: `NIE ZABIERAJ` i koniec.
      Troche to trwalo ale wreszcie sie dziecko nauczylo... asertywnosci wink
      Na jedna taka akcje wkroczyla akurat matka `wyrywacza`.
      I jaki komentarz?
      Ano: `Adasiu, badz madrzejszy i zostaw` 8-OOO

      Dodam, ze owa matka(obecnie z reszta juz ex-bratowa) dosc ostro zalazla mi (i
      nie tylko mi) za skore jako osoba z wyjatkowo silnie rozwinieta postawa
      roszczeniowa ;-P
      Coz, jesli ona tez w dziecinstwie przeszla szkole `you have to share` to tym
      bardziej dziekuje. uncertain
    • mama5plus Re: You have to share!!! 21.07.05, 11:35
      >
      > P.S: Dla zainteresowanch - jeszcze nie urodzilam

      Ma.pi smile sadzac po tytule juz myslalam, ze jestes `po`
      i `you have to share` dotyczy zatargow miedzy bracmi
      kto ma sie noworodkiem opiekowac wink
      • ma.pi Re: You have to share!!! 21.07.05, 15:49
        mama5plus napisała:

        > >
        > > P.S: Dla zainteresowanch - jeszcze nie urodzilam
        >
        > Ma.pi smile sadzac po tytule juz myslalam, ze jestes `po`
        > i `you have to share` dotyczy zatargow miedzy bracmi
        > kto ma sie noworodkiem opiekowac wink

        Oj, to mi humor z rana poprawilas ;o).

        A tak na serio, to jak urodze to pewnie bedziemy mieli "big problem" z mlodszym.
        Starszy jest entuzjastycznie nastawiony i sie juz doczekac nie moze, juz mam
        dosc jego pytan "czy baby juz chce wyjsc?".
        Natomiast mlodszy kategorycznie stwierdzil, ze on nie chce zeby sie baby
        urodzilo, a juz na pewno nie dziewczynka. Brata jeszcze laskawie przyjmie, ale
        siostry to on sobie nie zyczy ;o). No i tak siedze i kombinuje co za atrakcje
        mu wymyslec po urodzeniu, coby laskawszym okiem na siostre spojzal. ;o).

        Pozdr.
        • monhann2 Ma.pi 22.07.05, 18:40
          ma.pi napisała:

          No i tak siedze i kombinuje co za atrakcje
          > mu wymyslec po urodzeniu, coby laskawszym okiem na siostre spojzal. ;o).
          >

          Ma.pi, to juz wiesz, ze dziewczynka bedzie???
          A moze JUZ jest? Daj nam jakos znac. Powodzenia.
    • mifka Re: You have to share!!! 21.07.05, 13:34
      u mnie dwie rozne zasady w dwoch roznych miejscach. pierwsza podobna do twojej
      i nie uwazam, ze wychowujesz egoistow.dla mnie egoizm to troche cos innego. ale
      sa sytuacje gdzie zasada You have to share obowiazuje. np zapraszamy gosci.
      przed wizyta corka odklada zabawki, ktorymi nie da sie podzielic za zadne
      skarby reszta zabawek staje sie "wspolna" na czas wizyty. ta zasada dotyczy
      rowniez miejsc jak zlobek, one o'clock club, czy toy libraray. oczywiscie
      wymagam dzielenia sie zabawkami, ktore sluza do zabawy dla wiecej niz jednego
      dziecka jednoczesnie, w przypadku pozostalych obowiazuje zasada kolejnosci.
      sprawa numer dwa jest fakt reagowania przez rodzicow na owe sytuacje. gdy corka
      miala 1,5 czy 2 lata zazwyczaj ingerowalam objasniajac dzieciom zasady
      itp.teraz gdy ma cztery nie wtracam sie i pozwalam dzieciakom dogadac sie
      miedzy soba,nawet jesli uwazam, ze uklad miedzy dziecmi jest
      niesprawiedliwy.przyklad:zawsze powtarzalismy naszej corce, ze ma negocjowac
      jezeli cos chce i pewnego dnia uslyszelismy od oburzonej znajomej o wynikach
      naszego nauczania. otorz nasza corka i jej rok mlodszy kolega dostali soki.
      mala wypila 3/4 swojego po czym zapytala malego czy sie z nia zamieni(on mial
      pelny kartonik). dzieciak na poczatku mowil nie ale potem dal sie przekonac
      (slownie i kulturalnie) i w ten sposob nasza pociecha wypila wieksza czesc
      swojego i jego sok.uklad iscie niesprawiedliwy ale jakze zyciowy! uwazam, ze
      jako mamy nie powinnysmy sie wtracac i dac malemu mozliwosc zorientowania sie,
      ze ktos go zrobil w konia i w ten sposob nauczyc bronic sie w tego typu
      sytuacjach. wszakze nie zawsze bedzie mial do dyspozycji mame, ktora powie mu,
      ze ktos wykorzystuje swoja przewage przeciwko niemu.w sytuacji odwrotnej tez
      nie reaguje i musze przyznac, ze mala calkiem niezle radzi sobie nawet miedzy
      dziecmi duzo starszymi a jednoczesnie jest niesamowita z mlodszymi, bardzo
      opiekuncza i rozumiejaca, ze nie nalezy bezwzglednie wykorzystywac swojej
      przewagi nad innymi.
    • jagienkaa Re: You have to share!!! 21.07.05, 14:49
      ja bardziej gustuję w metodzie 'wait your turn', czyli poczekaj na swoją kolej.
      Przyznaję że ostatnio ograniczyłam wypady na spotkania mam z dziećmi, bo po
      pierwsze Dominik ZAWSZE potem coś złapie a po drugie to jakoś ja się bardzo tam
      denerwujęsmile
      Dominik jest spokojny, zabawek sam nie wyrywa nigdy, za to jeśli ktoś mu coś
      chce z rąk wyjąć to mu pozwoli ale potem: albo w ryk, albo chce mu przywalić w
      głowę. Albo naraz. I ja się wtedy denerwuję, bo uważam że nie wolno zabierać
      zabawki gdy ktos inny się nią bawi (chyba że już tak pół godziny ją ma)...no i
      czasem mówię Dominiowi że musi poczekać, że teraz ktoś inny się bawi, ale sama
      się denerwuję że dziecko mu coś zabrało. Najbardziej nie lubięm dzieci, które
      się bawią dwoma zabawkami, nie chcą nikomu dać a jeszcze trzecią próbują zabrać.
      Przyznaję że uważam że Dominik jest grzeczny bawiąc się z dziećmi (chyba że się
      go sprowokuje) ale to inne dzieci są problememsmile ale też prawdą jest że jest
      jedynakiem więc nie musi o nic walczyć.
      na emamie jest bardzo dużo wątków na temat zachowań dzieci w piaskownicy, i
      widzę że są trzy obozy mam: 1 - mamy co pozwalają dzieciom na wszystko i w
      piaskownicy się niczym nie przejmują; 2 - mamy co nie pozwalają dzieciom
      zabierać zabawek czy burzyć babek; 3 - mamy nie ingerujące dopóki coś się nie
      stanie (NP płacz czy coś)
      ja, chociażby dla zasady, zawsze zwracam Dominikowi uwagę że nie wolno zabierać
      zabawek czy coś (choć rzadko to się zdarza). Wyznaję zasadę nie rób drugiemy co
      Tobie nie miłe.
    • kulju Re: You have to share!!! 21.07.05, 20:55
      Moj Adas chetnie dzieli sie zabawkami i ja nie widze w tym nic zlego - jesli moj
      synek chce komus dac swoja koparke, to prosze bardzo. Ale juz wtrace sie, gdy
      starsze dziecko chce mu zabawke po prostu zabrac, mimo ze moj maly dobrze nia
      sie bawi. I tlumacze, ze to zabawka Adasia i ze nie mozna tak zabierac.
      Moze opowiem Wam ostatnia sytuacje z basenu. Zawsze zabieramy ze soba zolwia, z
      ktorym moj synek lubi plywac (zolw 20 cm - grubsza guma czy plastik, nie tonie).
      I zazwyczaj ten zolw wzbudza sensacje i wszystkie dzieci chca go dotknac. Nie
      mialam do tej pory nic przeciwko, ale ktoregos dnia okazalo sie, ze zolw gdzies
      zniknal. Pytalam kilku osob i okazalo sie, ze zolw znalaz sie pod recznikiem
      dziewczynki, ktora szykowala sie do wyjscia. Zatkalo mnie zupelnie. Matka nie
      reaguje, wiec zwrocilam uwage, ze zolw jest Adama i nie mozna zabierac tak sobie
      czyichs zabawek. I wiecie, ze z niechecia oddawala!!! A dziewczynka moze miala z
      6 lat! Teraz juz obserwujemy zolwia i jak tylko jakies dziecko chce go zabrac z
      basenu, to protestuje, zabieram i tyle.
      Magda
    • edytkus Odp. dla Rubi i Ma.pi 21.07.05, 22:35
      Zaraz zaraz, ale ja pisze z perspektywy amerykanskich placow zabaw na ktorych poki co piaskownic nie
      widuje. Zdarzylo mi sie natknac na jedna ale juz byly na niej foremki itp. oraz na stale wmocowane
      koparki. Zazwyczaj dzieci nie przynosza zabawek ale zdarzaja sie wozki z lalkami albo jakies
      samochody czy "action figures" i wtedy powstaje klopot bo "obce" dzieci chca sie pobawic a wlasciciel z
      rodzicem krzywo patrza albo rodzic kaze sie podzielic i wtedy obydwa maluchy placza. A takich
      sytuacji mozna latwo uniknac zostawiajac zabawki w domu!

      Rubi, piszac o brudnych zabawkach mialam na mysli takie ktore w danym momencie rzeczywiscie sa
      brudne i widac to golym okiem (np. resorak ktory przejechal przez bloto).
      • edytaon Re: Odp. dla Rubi i Ma.pi 22.07.05, 04:54
        czesc dziewczyny,
        my podobnie jak ktoras z was napisala mamy zabawki ktorymi Ala nie lubi sie
        dzielic ( jest ich niewiele ) i pozostale ktore sama ktorymi bawi sie ze swoim
        malym przyjacielem u nas w domu. Sytuacja placu zabaw zawsze zabieramy jeden
        duzy samochod w ktorym moja mala jedzie i nigdy sie nie zdazylo zeby ktos
        probowal go zabrac. Zgadzam sie z opinia ze zabawki ktorymi moze sie bawic
        wiecej niz jedna osoba mozna sie dzielic w pozostalych wypadkach " poczekaj na
        swoia kolej" ja tez staram sie uczyc moja mala asertywnosci chociaz ma dopiero
        20 miesiecy ja mam 31 lat i tez ciagle sie ucze jak byc asertywna.
        pozdrowienia
        Edyta
        • mgna Piaskownic nie ma na placu zabaw 22.07.05, 13:35
          W naszych okolicach place zabaw nie maja piaskownic, sa tylko zjezdzalnie,
          hustawki, koniki i climbing frames. (Piaskownice dzieci maja u siebie w
          ogrodkach.) Na place zabaw dzieci przynosza jednynie pilki lub rowerki,
          hulajnogi. Jednak zadne dziecko nie smie podejsc do cudzej zabawki. Rowerki i
          hulajnogi sa odstawiane na bok kiedy dzieci sie bawia - naogol dzieci nie
          podchodza do nie swoich rowerkow/hulajnog. Jesli juz maly urwis zamierza sie do
          cudzego rowerka/hulajnogi to jego/jej rodzic zaraz jemu zwraca uwage ze to nie
          jest jego rowerek/hulajnoga. I tyle. Dziecko odchodzi i zajmuje sie inna
          zabawa. Jesli jedno dziecko bawi sie pilka i tego dziecka mama widzi ze inne
          dziecko tez chce sie bawic, to mowi swojemu dziecku zeby kopnelo pilke do tego
          chlopczyka/dziewczynki. Jesli rodzic nie chce zeby jego dziecko sie z innymi
          bawilo to po prostu igonruje inne dzieci/rodzicow.
Pełna wersja